Zagadka największej zagłady w dziejach Ziemi wyjaśniona?

250 mln lat temu życie na naszej planecie prawie całkowicie wyginęło. Wielkie wymieranie przetrwało zaledwie kilka procent gatunków żyjących w morzach i mniej niż jedna trzecia tych zamieszkujących lądy.

Naukowcy od dawna próbują znaleźć przyczyny tej bezprecedensowej zagłady. Wśród podejrzanych znalazły się m.in. trafiające w ziemię ciała niebieskie, wulkany, a także słone jeziora, które wedle jednej z hipotez miały wyemitować ogromne ilości toksycznych gazów.

Jednym z najmocniejszych kandydatów były od lat wulkany, gdyż wielkie ich erupcje na terenie dzisiejszej Syberii zbiegły się w czasie z wymieraniem. Brakowało jednak mocnego dowodu na tak mordercze skutki syberyjskich wydarzeń. Zespół geologów z USA i Kanady ogłosił właśnie, że natrafił na nie w skałach kanadyjskiej Arktyki.

Skały te na krótko przed końcem Permu były osadami dna morskiego. Badacze natrafili w nich m.in. na niecodzienne mikroskopowe cząsteczki zwane cenosferami. Są to wypełnione mieszaniną gazów mikroskopijne bańki powstające podczas spalania węgla. Ogromne ich ilości są w popiołach lotnych produkowanych przez elektrownie węglowe, ale w większości wypadków nie trafiają do atmosfery. Są wychwytywane przez odpowiednie urządzenia, gdyż zawierają dużo toksycznych metali (np. chrom i arsen).

Skąd jednak cenosfery znalazły się w skałach sprzed 250 mln lat? Zdaniem kanadyjsko-amerykańskiego zespołu gigantyczne masy syberyjskiej lawy przedarły się przez leżące nad nią pokłady węgla. W efekcie do atmosfery trafiły ogromne ilości cenosfer i innych produktów spalania węgla. Zdaniem badaczy ze względu na swoje niewielkie rozmiary cenosfery mogły po erupcji łatwo trafić na wysokość nawet 20 km, a stamtąd prądy strumieniowe rozniosły je po całej planecie. W końcu jednak cząsteczki opadły, co spowodowało przekształcenie oceanu w toksyczną zupę. Tak zaczęło się masowe wymieranie kolejnych organizmów.

Sytuację dodatkowo pogorszyły ogromne ilości dwutlenku węgla i metanu, które w wyniku erupcji przedostały się do atmosfery. – To był naprawdę zły czas na Ziemi – podsumowuje dr Steve Grasby z Uniwersytetu w Calgary.

Swoją hipotezę badacze zaprezentowali w „Nature Geoscience”.

Grasby, S., Sanei, H., & Beauchamp, B. (2011). Catastrophic dispersion of coal fly ash into oceans during the latest Permian extinction Nature Geoscience DOI: 10.1038/ngeo1069

Dostępne są też m.in. komunikat prasowy badaczy i materiał redakcyjny na stronach internetowych Science.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 24.01.2011.

Komentarze 52 to “Zagadka największej zagłady w dziejach Ziemi wyjaśniona?”

  1. A komentarze „na temat” dla mas skupiaja sie na „widzicie co potrafi dokonac efekt cieplarniany?”.

  2. Dorzecznie to wygląda, jeśli się zważy, że życie w oceanach ucierpiało bardziej od lądowego – no i jeśli się wie, jak bardzo potrafi uprzykrzyć życie choćby mały kawałek płonącego torfowiska.

  3. Witam,

    czy ktoś może mi wyjaśnić o co chodzi?
    Kilka miesięcy temu oglądałem film dokumentalny w którym różni naukowcy głosili, że odkryli przyczynę wielkiego wymierania – otóż miał to być gigantyczny meteoryt który uderzył w Antarktydę (zlokalizowane gigantyczny krater). Skutkiem ubocznym przejścia fali sejsmicznej miała być erupcja wulkanów na Syberii właśnie (po drugiej stronie globu dokładnie – bardzo przekonywająco wyjaśnione na filmie zjawisko „przejścia”). Dowodem na erupcję miały rzekomo być syberyjskie trapy.

    Także nie rozumiem o co wielkie halo?

    Film jest dostępny tutaj: http://www.iplex.pl/vod/p1111-film,0.html

    Kto ma rację teraz? Właściwie te nowe dane powinny jedynie potwierdzać to co już było ustalone?

    • To byly rozne wymierania – w roznym czasie. Po tym wymieraniu nastapila radiacja dinozaurow.

    • Artykuł jest o wymieraniu permskim i nie neguje ani antarktycznej asteroidy, ani syberyjskiej erupcji. Tylko że dotąd nie było wiadomo, co zatruło oceany. I o to właśnie jest to wielkie halo: że były to produkty zgazowania wielkich złóż węgla.

      • Ok, najuprzejmiej dziękuję za wyjaśnienia.

      • Z kontekstu artykułu nie wynika, że chodzi tylko o to co zatruło oceany. Wręcz przeciwnie.

        Tytuł: Zagadka największej zagłady w dziejach Ziemi wyjaśniona?

        albo

        Naukowcy od dawna próbują znaleźć przyczyny tej bezprecedensowej zagłady. Wśród podejrzanych znalazły się m.in. trafiające w ziemię ciała niebieskie, wulkany …

        itd.

        Może się czepiam, ale, że akurat interesuję się tym tematem wolałbym wiedzieć precyzyjnie co i jak, a ten wpis, jak i reszta informacji na ten temat, w polskich mediach, tylko mi namotały w głowie.

        A z tego co rozumiem to i tak główną przyczyną była asteroida, erupcje wulkanów były nią spowodowane, a zatrucie oceanów spowodowane erupcjami. Tego mi tu brakuje, tego ciągu przyczynowo skutkowego, który jest ważny, zwłaszcza, dla laików (takich jak ja).

        • Europa polaczyla sie z Azja i zaczely wypietrzac sie gory Ural – tez moze byc przyczyna, dajaca w efekcie dzialalnosc wulkaniczna na terenie dzisiejszej Syberii.

        • Nie wspominam o żadnej asteroidzie, bo i badacze nic o niej w Nature Geoscience nie piszą. Nie zajmowali się bowiem przyczynami erupcji syberyjskich wulkanów. Poza tym twierdzenie o asteroidzie wywołującej erupcję wulkanów niekoniecznie musi być uznawane przez wszystkich naukowców. Może być tylko i wyłącznie jedną z wielu hipotez, którą zaprezentowano w filmie, bo atrakcyjnie brzmi. Podejrzewam też, że udowodnienie tego, iż asteroida wywołała długotrwałe i ogromne erupcje wulkaniczne jest w zasadzie niemożliwe. A naprawdę nie potrzeba uderzenia asteroidy, by doszło do dużej aktywności wulkanicznej.

  4. Tutaj padają nazwy wymieranie permskie (250) i wymieranie triasowe (213)
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Masowe_wymieranie

    o którym mowa w tym artykule? Jeżeli o triasowym, to dlaczego mowa o 250 mln lat? Jeżeli o permskim – to rzeczony film opisywał to wymieranie tak samo jak na Wikipedii opisywane jest permskie.

    • Okey, znalazłem. W firefoksie klikamy View> Page Style> No Style i bez problemu dopisujemy komentarz w dowolne miejsce nawet do ostatniego postu. Po skończonej operacji możemy rzecz jasna powrócić do ulubionego stylu. Przepraszam że tak późno ale straszny lamer ze mnie.

  5. Koncepcja uderzenia asteroidy chociaż nasuwa się oczywiście w skojarzeniu z wymieraniem kredowym nie jest wyraźnie udowodniona, natomiast wulkany syberyjskie od dawna zajmują poczesne miejsce w próbach wyjaśnienia wymierania permskiego, bo faktycznie najlepiej tłumaczą wszystkie występujące wtedy zjawiska. Mnie jednak zaintrygowało coś innego. Jeśli zjawisko miało tak rozległy charakter, że ślady odnaleziono aż w Kanadzie, to podobne ślady powinny znaleźć się w innych warstwach na granicy P-T, podobnie jak dzieje się to ze słynną warstewką irydową na granicy kredy i trzeciorzędu. Czekam więc na dalsze badania geologiczne z dużą ciekawością.

  6. Bardzo ciekawy artykuł :)

  7. aaaa.. PS.
    Ostrzegałbym przed traktowaniem filmów popularnonaukowych oraz Wikipedii jako źródła sprawdzonej i pewnej informacji. Pierwsze ze źródeł zwykle goni za sensacją – często prezentuje przypuszczenia jako fakty, a hipotezy robocze jako potwierdzone teorie. Jeśli chodzi o Wikipedię to znajdą się w niej hasła opracowane bardzo fachowo i rzetelnie, ale są też wierutne bzdury. Wystarczy zajrzeć np. do hasła Astrobotanika. Ja się położyłem ze śmiechu.

  8. Jak dla mnie nieco naciągana teza. Aby w cenosferach mogły zostać zawarte tak ogromne ilości trujących substancji, wystarczające do wytrucia życia w oceanach, wpierw musiały by one w jeszcze większych ilościach występować w złożach węgla na Syberii – no to czekam na analizę tego węgla, czy faktycznie zawarta w nim ilość toksyn, ewentualnie pierwiastków które w procesie palenia mogą toksyczne związki utworzyć – mogła być wystarczająca aby zatruć oceany.

  9. Jesli przez 100 lat od rozpoczecia XIX wiecznej rewolucji przemyslowej potrafilismy zanieczyscic produktami spalania i innych procesow przemyslowych ladny kawalek planety, łącznie z oceanami, nie wydaje mi sie dziwnym, zeby kilka tysiecy czy nawet kilkaset lat, intensywnej pracy wulkanow spalajacych zloza wegla nie dalo powazniejszych efektów.
    A przeciez wulkany mogly „dzialac” jeszcze dluzej.
    Do tego trzeba pamietac, ze organizmy zywe maja tendencje do kumulowania szkodliwych substancji w organizmie. tak wiec koncowe ogniwa lancucha pokarmowego znacznie wczesniej i w wiekszym stopniu doznalyby skutkow zanieczysczen.

  10. Krzysztof – a nie przesadzasz z tym „zanieczyscic produktami spalania i innych procesow przemyslowych ladny kawalek planety, łącznie z oceanami”?

    „kilka tysiecy czy nawet kilkaset lat, intensywnej pracy wulkanow spalajacych zloza wegla nie dalo powazniejszych efektów.” – owszem ale czy w tym weglu było dość arsenu i innych pierwiastków by w sposób wystarczający zatruć oceany?

    „Do tego trzeba pamietac, ze organizmy zywe maja tendencje do kumulowania szkodliwych substancji w organizmie.” – także prawda – ale czy ma przełożenie na znalezione okazy z tego okresu? Czy skamieniałe szczątki przechowują ślad trucizny? czy znaleziono szczątki ze zwyrodnieniami, które to wcześniej się pojawiają w przypadku chronicznego podtruwania, niż śmierć osobnicza?

    • Sadze, ze nie przesadzam. Dopiero w latach 70-ych zaczeto intensywniej walczyc z zanieczyszczeniami. Teraz „trendy” jest pisanie o dwutlenku wegla i ociepleniu, a o zanieczyszczeniach, zwlaszcza „minionych” nie jest juz tak glosno. chyba, ze jakis tankowiec zatonie czy pojawi sie cos innego, spektakularnego z duzym bum i balaganem w jednym miejscu.
      Pomysl na badanie szczatkow zwierzat i roslin morskich z tego okresu – bardzo ciekawy. Przy dluzszym rozlozeniu w czasie tego podtruwania – bylyby spore szanse na odnalezienie jakis powiazan w skamienialosciach.

  11. „Sadze, ze nie przesadzam. Dopiero w latach 70-ych zaczeto intensywniej walczyc z zanieczyszczeniami.” – to fakt, ale jakie to ma znaczenie dla naszej rozmowy? zanieczyszczono mnóstwo miejsc i akwenów, ale do żadnego udokumentowanego wymierania na wielką skalę nie doszło, mamy dane szacunkowe na temat tzw. ginących gatunków, ale za to żadnych danych na temat tego czy te gatunki w ogóle istniały. Owszem wyginęło sporo gatunków, ale głównie na skutek presji antropogenicznej, niż zanieczyszczeń środowiska – dodać też należy że jak dotąd nikt nie przedstawił danych z których by wynikało jaka prędkość wymierania gatunków jest naturalna a jaka jest wynikiem działań człowieka.

    „Teraz „trendy” jest pisanie o dwutlenku wegla i ociepleniu, a o zanieczyszczeniach, zwłaszcza „minionych” nie jest już tak glosno.” – była moda na dziurę ozonowa i freony, teraz jest na gazy cieplarniane – za jakiś czas zaczniemy walczyć z czyms innym, z jednej strony to wymóg współczesnej opartej o media cywilizacji, z drugiej wyrachowanie rządzących i cynizm środowisk naukowych.

    „…bylyby spore szanse na odnalezienie jakis powiazan w skamienialosciach.” – na to liczę, wtedy będzie można potwierdzić tę teorię.

    • Weźcie pod uwagę, że owo gwałtowne wymarcie nastąpiło w geologicznym rozumieniu. W przypadku K-T mówi się nawet o kilkudziesięciu tysiącach lat. Zanieczyszczenie to także presja antropogeniczna, porównywanie skutków zanieczyszczenia i to na niewielką skalę z emisją miliardów ton zanieczyszczeń na skalę globalną jest chyba niepoprawne.

      • Wlasnei dlatego dalem to porownanie, zeby pokazac jak juz stosunkowo nikla i krotkotrwala emisja moze wplynac na ekosystemy.

        • Panowie – no właśnie w tym sęk – stale podnosi się alarm na temat zanieczyszczenia i …króliczka się goni, ale się go nie łapie…

          Jak dotąd wszystkie teorie ekologiczne, ekonomiczne, socjologiczne i inne którymi straszą nas od 50 bez mała lat wzięły w łeb, poza tymi oczywiście które swe skutki rzutują w przyszłość w okolice połowy trzeciego tysiąclecia.

          Owszem lokalnie działalność człowieka przyniosła opłakane skutki, ale na skalę globalną…niewielkie.

          wystarczy porównać skalę – energia zgromadzona w postaci różnic w temperaturze warstw wody w oceanie liczona jest w terawatach – panowie, takiej energii to ludzkość od początku swego istnienia licząc w tym wybuchy jądrowe nie wyprodukowała – no to jakim sposobem moglibyśmy zakłócić ten system?

          • Może Pana zaskoczę, ale to co Pan napisał to bzdura biorąca się z nieznajomości znaczenia przedrostków. Energia konsumowana w ciągu jednego roku przez ludzkość to 474×10^18J co daje moc ( w watach mierzymy moc proszę Pana) 1.504×10^13 W co oznacza około 15 Tera Watów = 15 TW. Wygląda zatem, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat skonsumowaliśmy mniej więcej tyle samo ile Pana zdaniem zawiera rezerwuar oceanów. Tymczasem zawiera on nieporównanie więcej energii niż Pan pisze i to o kilka rzędów wielkości.
            http://en.wikipedia.org/wiki/World_energy_resources_and_consumption
            http://en.wikipedia.org/wiki/Marine_energy

            • „w watach mierzymy moc proszę pana’ – no coś ty, popatrz „proszę pana” – dwadzieścia lat pracuję w energetyce i do głowy by mi nie przyszło… Moc mierzy się w watach…no, no…

              Rusz głową !
              to o czym mówimy to nie moc, bo moc to pojęcie techniczne. w całym zamieszaniu z ociepleniem, chodzi o energię, o tę energię która zostało dostarczona przez słońce, zaabsorbowana przez rośliny i zwierzęta, a następnie w procesach geologicznych, chemicznych i fizycznych przekształcona w dostępne dla nas paliwo kopalne. Teraz my tę energię uwalniamy, wykorzystując dla własnych potrzeb zawartą w niej moc. Przy okazji emitujemy też spore ilości ciepła.

              Szacunki wikipedystów są z deczka mało wiarygodne, ale to nie w tym rzecz.

              Sedno problemu sprowadza się do stwierdzenia czy człowiek jest w stanie zakłócić naturalne procesy – owszem jest, ale w znikomo małym stopniu – nie popadajmy w pychę.

              Pisałem „energia zgromadzona w postaci różnic w temperaturze warstw wody” opierałem się przy tym na artykule w Academii PAN.
              1 – łatwiej jest to zobrazować przy uczuciu watów niż dżuli – bo watami przeciętny człowiek operuje na co dzień, chociażby podczas kontroli licznika energii elektrycznej.
              2 – nie pisałem o innych rodzajach energii zgromadzonych w oceanie.

              • Energia=moc*czas, więc nie może być wyrażona w watach bo to jednostka mocy właśnie. Jeżeli pracujesz w energetyce to kasujesz społeczeństwo za prąd czyli energię liczoną w watogodzinach (kilowatogodzinach). Być może zmyliły Cię źródła z których skorzystałeś jeszcze mniej wiarygodne niż wiki, ale mimo wszystko nie powinieneś popełnić aż takiego błędu.
                .
                Do szkoły (podstawowej) uczęszczałem prawie 40 lat temu ale nie pomyliłbym sobie jednostek energii i mocy. Za coś takiego facetka od fizyki tłukła linijką po łapach nie mówiąc o słownictwie.

              • Po pierwsze miło mi że do szkół chadzaliśmy mniej więcej w tym samym okresie.

                po drugie – „prąd czyli energię liczoną w watogodzinach (kilowatogodzinach” – czyli używasz skrótu myślowego pisząc o energii liczonej w .. watach właśnie – co mi masz za złe.

                po trzecie – nie jest to miejsce rozważania na temat energii układu, termodynamiki, ani tym bardziej energetyki.

                Po czwarte i najważniejsze – główna tezą mojej wypowiedzi był brak dowierzania w głoszone wszem i wobec tezy, jakoby to ludzkość była czynnikiem sprawczym przemian klimatycznych, ginięcia gatunków itp.

              • Po trzecie sam rozpocząłeś te rozważania pisząc o jakiejś energii zgromadzonej w warstwach oceanu. I ja wcale tych rozważań nie podjąłem ale skoro wywołujesz mnie do tablicy to pragnę zauważyć że ocean to nie jest silnik stuningowanej beemwicy, co najwyraźniej sugerują źródła z których zaczerpnąłeś wiedzę. Poza tym skoro już to ja w takim razie ja przebijam: różnica temperatury powierzchniowej między Afryką i Antarktydą jest jeszcze większa wobec czego zgromadzona energia olbrzymia. Czy teraz dostrzegasz absurd?
                .
                Ale co gorsza po drugie nie użyłem żadnego skrótu myślowego. Powtarzam:
                energia=moc*czas
                więc jeżeli chodzi o jednostki w obowiązującym w Polsce układzie SI:
                1[W]=1[J]*1[s]
                jeden wat = jeden dżul razy jedna sekunda
                Ale żeby w rozliczeniach z odbiorcami energii elektrycznej nie było za dużo zer ani przed przecinkiem ani po przecinku, Twoi szefowie już dawno wymyślili jednostkę energii charakterystyczną tylko dla energetyki, czyli kilowatogodzinę.
                1[kilowatogodzina]=1[kilowat]*1[godzina]
                gdzie kilowat to 1000 watów a godzina to 3600 sekund
                Powinieneś o tym wiedzieć skoro przy tym pracujesz. Jak mi nie wierzysz to spytaj w robocie kogoś kto się zna.
                .
                Po pierwsze miło mi również, po czwarte zgadzam się z Tobą.

              • Miało być rzecz jasna
                1[J]=1[W]*1[s]
                jeden dżul = jedej wat razy jedna sekunda
                Od razu widać że lata świetlne nie miałem z tym do czynienia. Najmocniej przepraszam.

              • Ta Witku – dostrzegam absurd…twojej wypowiedzi! Przykład z oceanem unaocznia o jakich energiach rozmawiamy! I o tym jaką skalę musiały by przyjąć ludzkie działania aby naruszyć stabilność energetyczne takich układów.

                Bynajmniej do tablicy Cie nie wywoływałem – odezwałeś się pierwszy.

                „pragnę zauważyć że ocean to nie jest silnik stuningowanej beemwicy, co najwyraźniej sugerują źródła z których zaczerpnąłeś wiedzę. ”
                – jak już pisałem przykład ten zaczerpnąłem z Academii która jest kwartalnikiem PAN…

                „prąd czyli energia liczona w watogodzinach” sam to napisałeś – różnice temperatur warstw oceanicznych czyli swoisty kondensator – gdyby tę energię przetworzyć na prąd elektryczny były by to terawatogodziny … czy to tak trudno pojąc człowiekowi który do szkoły chodził w czasach gdy zaden minister nie usiłował nabijać politycznych punktów na obniżaniu wymogów maturalnych?!

              • Matury nie zdawałem więc pomysły kolejnych ministrów (edukacji domyślam się) siłą rzeczy całkiem mnie ominęły.
                .
                „Przykład z oceanem unaocznia o jakich energiach rozmawiamy! I o tym jaką skalę musiały by przyjąć ludzkie działania aby naruszyć stabilność energetyczne takich układów.”
                A później.
                „różnice temperatur warstw oceanicznych czyli swoisty kondensator – gdyby tę energię przetworzyć na prąd elektryczny były by to terawatogodziny …”
                Czy możesz mi wyjaśnić w jaki sposób chcesz uzyskać energię z układu znajdującego się w stanie stabilności energetycznej???? Zamierzasz zbudować perpetuum mobile?
                .
                W swoim pierwszym poście doczepiłem się jedynie do tego że manipulujesz jednostkami fizycznymi, na co Ty odparowałeś:
                „nie jest to miejsce rozważania na temat energii układu, termodynamiki, ani tym bardziej energetyki.”
                Czyli uznałem się wywołany do tablicy. Jak widać rzeczywiście niesłusznie, nie dostrzegłem bowiem że właśnie dokonujesz samokrytyki.
                .
                Tu na Archeowieściach sami archeolodzy wielokrotnie narzekali na poziom merytoryczny publikacji naukowych. Czy jesteś przekonany o nieomylności periodyku z którego czerpiesz wiedzę? Skoro ktoś wyraża energię w jednostkach mocy to się kompromituje. Oczywiście: mogła to być pomyłka autora goniącego za wierszówką, mógł być to chochlik drukarski, mogłeś to wreszcie Ty niedokładnie zacytować. Tak czy siak jeżeli zdawałeś maturę dawno temu, powinna Ci się zapalić czerwona kontrolka sygnalizująca konieczność weryfikacji danych.
                .
                Napisałeś że dostrzegasz absurd mojej wypowiedzi a następnie ograniczyłeś się do polemiki, więc w dalszym ciągu nie wiem gdzie ten absurd.
                .
                Czytając Twój ostatni post zauważam że łapiesz już różnicę między kilowatem i kilowatogodziną. Jeżeli admin mnie zbanuje za zaśmiecanie forum, to tylko dla tej jednej rzeczy powiem: warto było.

              • witek – tej matury to szkoda!

                Ocean nie znajduje się w stanie „stabilności energetycznej” – po prostu nie wiesz o czym piszesz. Chodzi o różnice w temperaturze warstw. jeśli jedna warstwa jest znacznie cieplejsza od innej, to można sztucznie wywołać między nimi ruch mas wody, na tej samej zasadzie jak przepływ elektronów w kondensatorze. Żadne perpetuum mobile.

                „różnica temperatury powierzchniowej między Afryką i Antarktydą jest jeszcze większa wobec czego zgromadzona energia olbrzymia. Czy teraz dostrzegasz absurd?” – tak dostrzegam! Bo to także jest olbrzymi rezerwuar energii! Tyle ze przy obecnej technologii niemożliwy do wykorzystania, prawdopodobnie także jego spożytkowanie przyniosło by więcej szkód niż pożytku – choć istotnie „gazów cieplarnianych” by przy tym procesie nie emitowano.

                Niczym nie manipulowałem – to blog ARCHEOLOGICZNY nie energetyczny – między swoimi możemy sobie porozmawiać o mocach biernych czynny i pozornych, ale tu chcę rozmawiać WYŁĄCZNIE o odkryciach i ustaleniach z zamierzchłych czasów! EOT

                Ps. każdy artykuł może być mylny, ale to nie zmienia tej konkretnej sprawy.

              • Ależ absolutnie nie zarzuciłem Ci manipulacji!!!! Pisząc o nieweryfikowaniu danych postawiłem co najwyżej zarzut zaniedbania. Pomiędzy zaniedbaniem a manipulacją jest wielka różnica.
                .
                Ta sekwencja o stabilności energetycznej oceanów to był przecież cytat z Twojego postu (cudzysłów nie od parady). Najpierw to właśnie napisałeś a kilka linijek dalej w tym samym poście że z tych samych oceanów można pozyskiwać energię, więc grzecznie zapytałem o perpetuum mobile.
                .
                Piszesz że można wykorzystać fakt że warstwy wody w oceanie mają różną temperaturę (podajesz propozycję sztucznego ich przemieszania) w celu pozyskania energii. Natomiast nie chcesz zauważyć że jest to kwestia bardzo dalekiej, nie dającej się przewidzieć przyszłości. Zarówno ta spekulacja (moim zdaniem zbyt mocno podszyta fikcją) jak i mieszanie jednostek fizycznych zasiała we mnie zwątpienie co do jakości artykułu z którego zaczerpnąłeś wiedzę więc postanowiłem tymi wątpliwościami się z Tobą podzielić.
                .
                Z faktu że jest to blog ARCHEOLOGICZNY nie wynika że powinniśmy zatracić krytycyzm w stosunku do przytaczanych publikacji.

              • witek – „W swoim pierwszym poście doczepiłem się jedynie do tego że manipulujesz jednostkami fizycznymi, ” -v.s. „Ależ absolutnie nie zarzuciłem Ci manipulacji” – no to jak to jest z tym manipulowaniem?

                Danych które chcesz bym zweryfikował, zwyczajnie w obecnej chwili zweryfikować się nie da – ludzka wiedza jest zbyt mała – różnice w temperaturach warstw oceanicznych są jedynie próbkowo przebadane a reszta to szacunki – pisząc o terawatach oceanografowie szacują problem, ale to tak samo jak z ilością „ciemnej materii” w kosmosie – jest jej tyle i tyle ale równie dobrze może być kilka razy więcej…
                Wiec co tu weryfikować? Podaję temat do przemyśleń i liczę na konstruktywną dyskusje a nie na dywagacje odnośnie jednostek i to z zarzutem że nimi manipuluję. W ogóle najbardziej interesowało mnie czy znaleziono skamienieliny wykazujące wyraźne zmiany zwyrodnieniowe, lub genetyczne mutacje które wskazywały by na istotne skażenie arsenem – reszta była przyczynkiem, do mojej niewiary w ludzką moc sprawczą zmian klimatycznych na skale globalną.

                Ocean jako taki jest UKŁADEM stabilnym – czyli w ogólnym rachunku zachowuje mniej więcej taki sam stan energetyczny – wynika to głownie z różnych stopni zasolenia i nasycenia CO2 poszczególnych warstw wody oceanicznej – dzięki temu jest on w stanie ograniczać procesy entropii w nim zachodzące. natomiast ludzka ingerencja przy pomocy środków technicznych jest w stanie ta równowagę miejscowo zakłócić i wymusić przepływ wody pomiędzy warstwami – tyle że to technologicznie trudne, bajońsko kosztowne i ekologicznie najprawdopodobniej katastrofalne. Na podobnej zasadzie działają dziś tzw. „pompy ciepła” – tez nie wiemy jak tego typu instalacje odbiją się ja ekosystemie glebowym – na szczęście są to ograniczone areały, bez powiązań z innymi terenami. ale już pompa cieplna (załóżmy) dla całego miasta która obejmowała by setki hektarów instalacji bezsprzecznie znaczny wpływ na środowisko by wywarła – pomijam aspekt ekonomiczny i technologiczny.

                Ps. Ja naprawdę nie opieram się na artykułach, korzystam z wiedzy zgromadzonej w moich komórkach mózgowych, co najwyżej doszukując jakiś szczegółów w notatkach i internecie. Operuję skrótami myślowymi, domniemywając iż inni użytkownicy dysponują podobnym zakresem wiadomości.

              • OK!!! Złapałeś mnie. Co prawda mógłbym jeszcze się bronić że zarzuciłem ci manipulację w kwestii jednostek/wielkości fizycznych a nie warstw oceanicznych ale biało na czarnym widać że punkt dla Ciebie.
                .
                Chodzi mi o dwie sprawy.
                1. Rozpatrując kwestię warstw oceanicznych nie możemy mówić o wielkości fizycznej mocy a co za tym idzie o jednostkach mocy. W ogóle. Możemy operować wielkością energii wyrażoną w dżulach a jeśli nie chcesz to w watogodzinach. Wielkością mocy będziemy mogli operować dopiero wtedy gdy zbudujemy (a przynajmniej zaprojektujemy) elektrownię (lub inne urządzenie przetwarzające jeden rodzaj energii w drugi). Jest to elementarz fizyki a nie energetyki, więc zdziwiło mnie że nie przyjąłeś tego do wiadomości i impulsywnie zarzuciłem manipulację, zwłaszcza że jako człowiek wykształcony zapewne nie masz problemów logistycznych żeby przypomnieć sobie wiedzę ze szkoły podstawowej. Żeby była moc musi być jakieś urządzenie: nie ma urządzenia, nie ma mocy.
                .
                2. Dysonans pomiędzy poszczególnymi sekwencjami Twoich wypowiedzi: tu ocean stabilny energetycznie a tam pozyskiwanie z niego energii, tu możliwość pozyskiwania energii z oceanu a tam horrendalne koszty że nie wiadomo kiedy i czy w ogóle warta skórka za wyprawkę. Dlatego doczepiłem się że najpewniej ktoś tutaj miesza i poddałem w wątpliwość Twoje żródła. No i konsekwentnie zarzucałem Ci niechęć do bardziej krytycznego spojrzenia na wzmiankowany przez Ciebie artykuł.
                .
                Po namyśle dochodzę do wniosku że Twoja argumentacja została zdeterminowana skrzywieniem zawodowym. Po prostu wszędzie dostrzegasz tylko takie zjawiska które zachodzą w energetyce na podobnej zasadzie jak niektórzy pracownicy służby zdrowia widzą wokół samych pacjentów. Nie mam zamiaru Cię urazić, wręcz przeciwnie: jak by nie patrzeć świadczy to o tym że Twoja praca dużo dla Ciebie znaczy, a to należy docenić.
                .
                Ponieważ okopaliśmy się na z góry upatrzonych pozycjach przystępuję do samoograniczania swojego udziału w dyskusji. Pozdrawiam.

              • Ogólnie do jakiegoś tam stanu porozumienia dochodzimy.
                Więc reasumując. Terawaty – jako skrót myślowy, w zasadzie nawet dżule niezbyt dobrze opisywały by stan energetyczny zjawiska, to by trzeba było zrobić przy pomocy skomplikowanego równania a najlepiej wykresem funkcji…ale wtedy było by to już całkowicie nieczytelne dla postronnych. Waty zrozumie każdy i sobie potrafi ogrom mocy/energii wyobrazić.

                oceany to układ stabilny – tak jak stabilny jest kondensator – do rozładowania zgromadzonych energii można doprowadzić sztucznie lub w wyniku katastrofy naturalnej.

                Pozyskiwanie energii jest możliwe technicznie natomiast trudne technologicznie, nieopłacalne ekonomicznie i bardzo ryzykowne ekologicznie. Natomiast gdyby udało się tę energię zamienić w moc to były by z tego terawato lata i tylko dlatego użyłem owych nieszczęsnych terawatów.

                Artykuł tyczył się czegoś zupełnie innego – przebiegu polskich prac z zakresu oceanografii, był bardzo ogólnikowy i nie z niego czerpie moja wiedzę techniczną. po prostu wrzuciłem go mimochodem.

          • Ja bym jednak proponował poczytać o tej energii zgromadzonej w oceanach, a zwłaszcza co się stanie, jak jej się tam zgromadzi ciut za dużo. Gospodarz ma na blogrollu zalinkowane Doskonale Szare, a tam jest masa dalszych linków, choćby do Anomalii Klimatycznej.

            • ja bym jednak proponował z większym zrozumieniem czytać to co ktoś pisze.

  12. roznoszone z pyłem toksyny również mnie nie przekonują, fakt. Zupełnie wystarczy wysoka koncentracja ditlenku siarki, żeby przekształcić oceany w „kwaśną zupę”, w której organizmy bazujące na pancerzach z węglanu wapnia niemal się rozpuściły. Analizy publikowane dwa lata temu w Sience et Vie sugerują, że temperatura wody koło równika dochodziła do 42 stopni w warstwie powierzchniowej. Wysoka temperatura i pH wód doprowadziły do powstania stref beztlenowych już w pelagialu, no i zaczęło być niedobrze. Taki scenariusz w tej chwili jest najczęściej sugerowany, i nie wymaga chromu lub arsenu do wytrucia permskiej fauny.
    Natomiast co do szacowania tempa wymierania – takie szacowania oczywiście są prowadzone, i od czasów Goulda. Można je podważać oczywiście z różnych powodów, jednak istnieją. Ogólnie istnieje zgoda, że obecne tempo wymierania jest około 1000 razy szybsze niż „standardowe”, a nawet szybsze niż w okresie wymierania K-T, co oczywiście również można podważać i być może okaże się to kiedyś nieprawdą. Niemniej jednak za owo wymieranie XX-XXI wieku nie są na pewno odpowiedzialne zanieczyszczenia, choć lokalnie (np w Skandynawii w latach 80-tych ubiegłego wieku) kwaśne deszcze przyniosły bardzo poważne straty w życiu biologicznym. Jak do tej pory nie było to jednak zjawisko globalne – i miejmy nadzieję że nigdy nie będzie.

    • Ja się zastanawiam, czy czasem nie powinniśmy liczyć obecnego wymierania od około kilkunastu tysięcy lat.

      • W materiale kopalnym po kilku milionach lat na pewno tak jednolicie sie bedzie prezentowac.

      • Brzmi nader rozsądnie.
        warto tez dokładnie przyjrzeć się czy gatunki które uznano za „wymarłe” nie były czasem mutacjami w obrębie zdecydowanie liczniejszych taksonów. Bo w przypadku niektórych roślin mam takie silne wrażenie.

    • Skandynawia jest dość szczególnym przykładem, ze względu na klimat i pewną izolację, występuje tam stosunkowo ograniczona ilość gatunków. Do tego dodać należy że kwaśne deszcze wyrządzają szkody głównie w monokulturach świerkowych, czyli nie w naturze a w plantacjach zakładanych przez człowieka. To samo przerabialiśmy u siebie choćby w lasach Żywiecczyzny, zakładanych jeszcze za Habsburgów.

      warto tez nadmienić, ze np dla wątrobowców kwaśne deszcze to…sprzymierzeniec i potrafią one radzić sobie doskonale w tych warunkach, tworząc jednocześnie swoisty ekosystem wraz z gatunkami dla których stanowią pokarm czy schronienie – w przeciągu dziesięciolecia tereny zniszczone nawet pestycydami zostają przez wątrobowce znów przywrócone przyrodzie.

  13. Myślę, że masz rację może się okazać że w zapisie kopalnym będziemy mieć znowu gwałtowne wymieranie. Dodatkowo pewnie na wymieranie z przyczyn „katastrofalnych” nałożyło się wymieranie z przyczyn naturalnych co zintensyfikowało efekt runięcia całych ekosystemów.

    • Wymieranie z przyczyn naturalnych to w tej chwili tylko drobny ułamek „wymierania ogółem”. Początki wymierania z przyczyn antropogenicznych datowane są na 40 tys lat temu (vide megafauna australijska) i niestety trwa ono do dziś. Ostatni raport WWF przynosi nadzieję, że przy odpowiednim prawodawstwie i nakładach finansowych wymieranie można spowolnić, a nawet powstrzymać, jednak takie działania dostępne są tylko dla krajów wysoko rozwiniętych, ewentualnie dla tych które główne zasoby dewizowe czerpią z ekoturystyki. Kraje rozwijające się nie mają na to środków i sił, rabunkowo eksploatując zasoby przyrodnicze.

  14. A koniec świata w 2012 roku będzie, czy nie? Podobno ma na tej samej zasadzie zniknąć…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s