Wikingowie porwali Indiankę?

W genach 80 mieszkańców Islandii genetycy znaleźli linię DNA mitochondrialnego, która występuje wyłącznie u rodowitych mieszkańców Ameryki i Azji Wschodniej.

Hiszpańscy i islandzcy naukowcy myśleli początkowo, że jest to współczesna domieszka genetyczna związana z migracjami do Islandii mieszkańców Azji. Jednak po przeanalizowaniu rodowodów czterech rodzin okazało się, że wszystkie w pierwszej połowie XVIII w. miały przodków w tym samym regionie Islandii.

Badacze uważąją, że linia genetyczna (fachowo podklad haplogrupy) najpewniej pochodzi od jednej mieszkanki Ameryk i dostała się do Islandii w wyniku wikińskich rejsów do Ameryki Północnej. Tym samym linia genetyczna oznaczona symbolem C1e stała się kolejnym dowodem na to, że żeglarze ze Skandynawii wyprzedzili Kolumba o kilka stuleci.

Jeśli hiszpańscy i islandzcy badacze mają rację, to ich odkrycie jest również najstarszym dowodem współżycia seksualnego mieszkańców Europy i Ameryki.

Należy jednak ostrożnie podchodzić do tezy, którą pozwoliłem sobie umieścić w tytule. Po pierwsze owa Indianka niekoniecznie musiała być porwana, a po drugie geny naszej bohaterki mogły zmieszać się ze skandynawskimi w Ameryce, a do Europy sprowadziła je jedynie jej potomkini.

Sigridur Sunna Ebenesersdóttir, Ásgeir Sigurdsson, Federico Sánchez-Quinto, Carles Lalueza-Fox, Kári Stefánsson y Agnar Helgason. A new subclade of mtDNA Haplogroup C1 found in Icelanders: evidence of pre-columbian contact? American journal of physical anthropology. DOI 10.1002/AJPA.21419.

Komunikat prasowy hiszpańskiego CSIC. Depesza AFP.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 20.11.2010.

komentarze 22 to “Wikingowie porwali Indiankę?”

  1. A co na to sagi?

  2. A może Eskimoskę z Grenlandii?

  3. Nie chce mi się aż wierzyć. Dotąd sądziłem, że kontakty wikingów, którzy dotarli do ameryki były rzadkie, jeśli w ogóle do nich dochodziło. Dlatego jak przypuszczam, jeżeli do Islandii dotarła jakaś grupa „mieszańców” lub samych indian to nie pozostawiła by żadnych śladów w dna. Jednak badania pokazują, że kontakty z metropolią musiały być intensywniejsze.

  4. Skąd wiadomo, że do kontaktu doszło przed Kolumbem? Może to było już po?

  5. Jaka znowu Indianka? Około 1000 roku w Kanadzie Indian nie było, jeno Eskimosi. I widać, wbrew dotychczasowym poglądom, jakieś kontakty były.

  6. czy wśród Inuitów/Eskimosów z Grenlandii występują również te haplotypy? Jeśli tak, to po pierwsze nie ma co mówić o Kanadzie czy Indianach. Na Grenlandii to „wikingowie” (czy nazwa ta dotyczy również kobiet, a później i księży?) mieszkali ponad 400 lat, a kolonie utrzymywały z Europą regularne kontakty, diecezja grenlandzka przysyłała nawet świętopietrze do Rzymu (w postaci kłów morsa, zastępujących kość słoniową). Co prawda przekazy historyczne nie mówią nic o bliskich kontaktach z Inuitami, których w południowej Grenlandii chyba wtedy w ogóle nie było. Oni zaczęli napływać na tereny dawnej kolonii skandynawskiej dopiero w okresie, kiedy zaczęła chylić się ku upadkowi, albo po prostu już wymarła. Ale były wyprawy łowieckie na północ, na tereny zajęte przez kulturę Thule (przodków dzisiejszych Inuitów), gdzie – wiadomo to ze źródeł – spotykali tubylców, więc kto wie? Inuickie tradycje ustne wspominają podobno (podobno, bo szczegółów nie znam) o handlu ze skandynawskimi kolonistami (lepiej tak mówić, niż o „wikingach”, bo czy facet który hoduje krowy i pływa tylko na ryby i foki jest „wikingiem”?), niewykluczone więc, że spora część skandynawskich przedmiotów na inuickich stanowiskach pochodziła nie z przekopywania opuszczonych domów kolonistów, ale również z handlu.

    http://www.archeurope.com/index.php?page=viking-contact-in-e-arctic

    >>Jaka znowu Indianka? Około 1000 roku w Kanadzie Indian nie było, jeno Eskimosi

    akurat, skąd ten pomysł. Na Nowej Funlandii, tylko Eskimosi? Indianie Beothuk w tym okresie już musieli zasiedlać tę wyspę. I tak naprawdę nie wiadomo z kim tłukły się kolejne wyprawy wikingów na tę wyspę i sąsiednie wybrzeża – mogli być albo „Indianie” (najpewniej Beothuk) albo Eskimosi kultury Dorset. Ale faktycznie, jeśli chodzi o Amerykę, to sagi odnotowały tylko walki i próby nawiązania kontaktów handlowych, nie wspominają o żadnych jeńcach czy małżeństwach. Może były jakieś inne kontakty, o których sagi nie wspominają?

    najważniejsze to jednak wykluczenie tego haplotypu u Inuitów kultury Thule i współczesnych Inuitów z Grenlandii. Bo tam okazji do kontaktu było o wiele więcej i skąpe źródła mogły wszystkiego nie odnotować.

  7. inna sprawa, ciekawa, że źródła skandynawskie nie wspominają nic o handlu z Inuitami, a przekazy Inuitów wspominają o handlu ze Skandynawami.

    tak czy siak, kolonizacja skończyła się niezbyt udanie ;-)

    http://www.archaeology.org/online/features/greenland/

  8. jacyś jeńcy jednak byli. Co prawda męscy, ale jednak – może to zasymilowani jeńcy męscy przenieśli rdzennoamerykańskie geny na Islandię? Ciekawe, co się stało z tymi dwoma chłopakami, złapanymi przez Thorfinna Karlsefni? [ostatnie wersy Sagi o Eryku Rudym].

    http://www.pc.gc.ca/apprendre-learn/prof/sub/meadows/le-meadows/pdf/thorfinn_e.pdf

    no chyba, że skald trochę nazmyślał, jak to oni mieli w zwyczaju

    • Witam

      nie mogli to być jeńcy męscy gdzyż DNA mitochondrialne przernowszone jest tylko przez kobiety. tylko komórka jajowa zawera mitochondria

      • racja, ale idiota ze mnie. Czytam powyżej o mtDNA (co zresztą logiczne, bo inaczej skąd byłaby wyraźna mowa o Indiance, a nie np. Indianinie), a cały czas myślę o tym, jakby to były geny jądrowe. Ale wstyd :-(

  9. ..przepraszam za powyższy post, niesetny się „wysłał” przed sprawdzeniem pisowni i sensownym zakończeniem.
    Interesuje mnie jedna sprawa, dla czego Norsmen’s – Wikingowie, ulegli w boju Indianom?, przecież byli to jedni z najlepszych wojowników – zdobywców – kolonizatorów ówczesnej europy?

  10. @fjjjdxfjx:

    Bo też i należy odróżniać Wikingów – wojowników/bandytów od kolonizatorów – rolników/rybaków. Na Grenlandię trafili ci drudzy, plus ewentualnie okazjonalnie kupcy typu Karlsefni. Wojownicy nie – no i efekt był taki że „wikingowie” spylali przed w sumie mało groźnymi Dorsetami czy Beothukami myśląc zapewne że to siły nieczyste. Ale trzeba pamiętać że sagi mówią tylko o pierwszych kilku latach kolonii, nie wierzę ze przez następne 400 lat nie było żadnych kontaktów. Może i były nieczęste ale jakieś na pewno były.

    • >>Bo też i należy odróżniać Wikingów – wojowników/bandytów od kolonizatorów – rolników/rybaków

      ależ u nich społeczeństwo nie było tak wyraźnie podzielone. „Wikingowie” rekrutowali się z tej samej warstwy społecznej, byli właśnie chłopami, rybakami, hodowcami, którzy zarazem nosili broń (przecież w Skandynawii nie było wówczas rycerstwa czy innej wojowniczej kasty, każdy chłop miał w domu włócznię, topór, tarczę). Ludzie którzy ruszali na wiking, potem krowy paśli i orali ziemię. Pływali na wyprawy, żeby się dorobić i polansować. Choć pewnie z biegiem czasu osobiste preferencje robiły swoje i byli tacy, którzy spędzali jak najwięcej czasu na wyprawach, byle tylko się w ziemi nie babrać, albo wręcz zostawali w „nawiedzanych” krajach jako najemnicy. Ci co ruszyli na Grenlandię i do Ameryki raczej nie mieli takiego ciśnienia do wojaczki czy rabunku, ale i tak wyłaziły z nich paskudne wikińskie cechy charakteru – przecież podczas drugiej wyprawy brat Leifa Ericssona, Thorvald, napadł ze swoimi ludźmi na śpiących na plaży pod odwróconą łodzią tubylców i, niewiele myśląc, pozabijał ich. Miał pecha, bo kilku uciekło i wróciło z kolegami…

      • Taki Wiking to byl odpowiednik „chlopo-robotnika” prl-owskiego, tyle, ze w odmianie „chlopo-wojownik”.

        Bogatsi wystawiali lodzie i jarlowali, ubozsci byli zwyklymi wojami.
        Plywanie „na wiking” bylo chyba podkresleniem statusu wolnego Wikinga.
        Do tego takie wyprawy z lupiezczych czesto mogly przeobrazic sie w podboj i golodupiec ze splachetkiem ziemii i kilkoma kozami, mogl przeobrazic sie w pana na poteznych wlosciach odebranych podbitym ludom.

      • Jakoś specjalnie nigdy się tym nie interesowałem, ale na ile mi wiadomo to generalnie Wikingiem był ten, który ruszał na wiking, a więc mustrował się na łodzi. Jak wracał do domu to już nie był wikingiem, tylko Szwedem, Duńczykiem, Gotlandczykiem, Rhosem i czym tam jeszcze.
        Społeczeństwo skandynawskie we wczesnym średniowieczu przypominało nieco społeczeństwo barbarzyńskich Germanów kontynentalnych, opisane przez K. Modzelewskiego. Jego trzon stanowili wolni chłopi, w źródłach łacińskich określani jako liberi, oraz terminami friling, Gemeinfrei, w Skandynawii zwykle Bonde. Byli to wolni, dysponujący pełnią praw „obywatelskich” posiadacze ziemscy (np. u Franków tylko taki wolny był nazywany Frankiem). Pozostałością po nich są w materiale archeologicznym farmy, znane z całej Skandynawii, gdzie nie grupują się raczej we wsie, ale funkcjonują samotnie, lub w niewielkich skupiskach. Zresztą do dzisiaj widać takie formy osadnicze w Danii czy Szwecji (w Norwegii nie byłem, ale pewnie też). Wiele z nich funkcjonowało w tych samych miejscach przez stulecia. Centralnym miejsce takiej farmy bywał zwykle duży dom halowy.
        Bonde stanowili trzon obsady łodzi pływających na wiking. Same łodzie wystawiali zazwyczaj przedstawiciele dość wąskiej grupy arystokracji odpowiadający kontynentalnym edelingom – nobiles, zwani jarlami. Istniała jeszcze kategoria niewolnych (thrall).

    • Wikingowie zasiedlili Grenlandię w okresie ocieplenia klimatu
      (czyżby zadział „efekt cieplarniany”, dzięki któremu niektórzy, z Al.’em Gore na czele całkiem dobrze sobie żyją)
      Kres ich egzystencji w tej części świata położyła Mała Epoka Lodowa, która zaczęła się około 1300. roku n. e.
      W wyobrażeniach wielu współczesnych ludzi Grenlandczycy po roku 1300 byli ciągle podobni do tych, którzy zasiedlili wyspę, hodowali bydło i owce, handlowali z resztą Europy doskonałym suknem, skórami białych i niebieskich lisów, niedźwiedzi i morsów i kością słoniową północy. (Centrum tego handlu była Kolonia nad Renem.) Płacili też papieżom świętopietrze. Faktycznie zaś byli to ludzie rachitycznej konstrukcji fizycznej (świadczą o tym współczesne analizy szkieletów), którzy ulegli degeneracji wskutek braku wymiany genów z ludźmi z zewnątrz i wskutek dziesiątkującej ich krzywicy i gruźlicy będącej następstwem postępującego niedożywienia powodowanego wymieraniem ich bydła, które z kolei było następstwem postępującego ochłodzenia i zanikania obszarów nadających się na pastwiska. Przeżyli tylko ci, którzy przyjęli sposób życia Innuitów i rozpłynęli się pośród nich.
      Wskutek braku na tej wyspie lasów, nie mieli surowca niezbędnego do budowy łodzi, a więc skazani byli na niekorzystne pośrednictwo w handlu swoich ziomków z Islandii i Norwegii. Kiedy te kontakty osłabły (wojna Norwegii z Hanzą), a wreszcie ustały Grenlandczycy skazani byli na zagładę, zwłaszcza, że na horyzoncie pojawili się Innuici biegli w zdobywaniu środków do życia w surowym arktycznym klimacie od kilkudziesięciu tysięcy lat.
      Drewna mieli dostarczać Grenlandczykom ich ziomkowie, którzy pobudowali swoje wielkie domy w Winlandii, lecz ich kres położyli Indianie. W jednej z takich konfrontacji zginął z ręki Indianina biskup Grenlandii wizytujący Winlandię. Całą rzecz opisał w swojej poczytnej książce pod tytułem „Siódma minęła, ósma przemija”, Paul Herrmann. Autor napomknął również o możliwych kontaktach płciowych Winlandczyków z Indianami.
      Islandzki „kapitan Jon” pozostawił przekaz ze swojej przypadkowej bytności na Grenlandii w 1540 roku przy okazji podróży zabłąkanym niemieckim statkiem.
      „Statek wszedł do fiordu z wieloma wyspami, z których kilka było zamieszkałych przez Eskimosów. Załoga bała się dobić do lądu i popłynęła dalej do leżącej na uboczu, małej, nie zamieszkałej wyspy. Tam zastali szopy na łodzie i obwałowania kamienne, podobne do tych, jakie są w Islandii. Tam widzieli też umarłego człowieka, który leżał twarzą do ziemi. Na głowie miał kapuzę, dobrze uszytą, oraz ubranie ze skór foczych i grubej wełny. Przy nim leżał krzywy sztylet z pochwą, powyginany i wskutek częstego ostrzenia porysowany i zużyty. Ten nóż zabrali ze sobą na pamiątkę.”

  11. Kwestia motywacji; wikingowie walczyli dla łupu, a u tubylców nie było czego rabować – ani metali, ani bydła, ani zboża. No i ciągle utarczki musiały bardzo utrudniać gospodarowanie i handel z Grenlandią .A chodziło głównie o pozyskiwanie drewna. Więc wikingowie w końcu się wynieśli.

  12. Zerkłem sobie do pracy Lappalainena 2008
    http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1469-1809.2007.00429.x/pdf ,
    i z tabeli nr. 3 wynika że w Szwecji być może (bo pytanie co to za „C”) żyje kolejny potomek „Indianki”. :)

    Droga tej nowo odkrytej haplogrupy mtDNA na Islandie bynajmniej nie musiała biec z Ameryki, i na razie innej opcji nie można kategotycznie wykluczyć, czego zreszta sami autorzy nie robią. W Norwegii czy na Islandii jest podwyższona częstotliwość Y-DNA „wschodnio-azjatycko-indiańskiej” haplogrupy Q, a historycznym faktem jest powrót do Skandynawii – po róznorakich peregrynacjach m.in nad Azowem, i dość intensywnych kontaktach z Hunami – Herulów. Tak czy inaczej, taką możliwość nalezałoby również rozważyć i ewentualnie wykluczyć.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s