Nasze mózgi rozwijają się inaczej niż neandertalskie

Mózgi noworodków ludzi współczesnych i neandertalczyków są bardzo podobne, jednak już w pierwszym roku rozwoju pojawiają się spore różnice – ustalili badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maksa Plancka w Lipsku.

Badacze przeprowadzili dokładne analizy statystyczne wirtualnych odlewów wnętrza czaszek, które pozwalają uzyskać trochę informacji na temat mózgu. Szczególne znaczenie miały tutaj analizy czaszki neandertalskiego niemowlaka, którego szkielet odkryto w 1914 r. w Le Moustier we Francji. Szczątki zaginęły potem w muzealnym magazynie i dopiero niedawno je znaleziono.

Z analiz wynika, że początkowo mózgi Homo sapiens i neandertalczyków mają wydłużony kształt. Jednak już w pierwszym roku życia mózgi ludzi współczesnych stają się bardziej kuliste.

Zdaniem badaczy może to wskazywać na większe możliwości poznawcze przedstawicieli naszego gatunku. Kluczowy wpływ na nie ma bowiem początkowa faza rozwoju osobnika, a to właśnie podczas niej pojawia się spora różnica w mózgach przedstawicieli obu gatunków ludzi. W dalszych latach rozwój wygląda już podobnie.

W ocenie badaczy ich praca pokazuje, że Homo sapiens mają charakterystyczną tylko dla siebie ścieżkę rozwoju mózgu, która różni nas od naszych najbliższych krewniaków, czyli neandertalczyków. Badacze stwierdzili też, że taką „neandertalską” ścieżkę rozwoju mają szympansy.

Badania te sugerują, że neandertalczycy niekoniecznie byli tak bystrzy jak my, co ostatnio dość często sugerowano m.in. w oparciu o analizę neandertalskich wyrobów i stanowisk. Autorzy badań stwierdzają nawet, że jest mało prawdopodobne, by neandertalczycy postrzegali świat tak jak Homo sapiens.

Na podstawie komunikatu prasowego opublikowanego w AlphaGalileo. Oryginalna praca ukazała się w „Current Anthropology”.

Philipp Gunz, Simon Neubauer, Bruno Maureille, and Jean-Jacques Hublin
Brain development after birth differs between Neanderthals and modern humans.
Current Biology, November 9, 2010

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 11.11.2010.

komentarzy 30 to “Nasze mózgi rozwijają się inaczej niż neandertalskie”

  1. Jeśli różnica polegała jedynie na strukturze kory, a nie na wadze mózgu czy współczynniku encefalizacji, to nasi kuzyni pewnikiem umieli coś, czego nam nie dostawało i nie dostaje.

  2. A jak z szybkoscia zrastania kosci czaszki, porownujac HN i HS?
    Ciekawi mnie rowniez, czy sa roznice w czasie osiagniecia dojrzalosci plciowej.

  3. Wskaźnik długości czaszki u populacji ludzkich jest bardzo zmienny. naprawdę są tu bardzo duże różnice, czy to oznacza, że populacje krótkogłowe o wsp. wynoszącym ok. 90 od tych ze wsp. 70 posiadają zasadniczo odmienną ścieżkę rozwoju mózgu?

    Autorom nie chodzi o odcisk mózgu w strukturach wewnętrznych, lecz o statystycznych danych o długości i może także wysokości. Moim zdaniem to nie wytrzymuje krytyki.

    Z dojrzewaniem płciowym zaś jest tak, że im chłodniejszy klimat tym dłuższe dojrzewanie – potwierdzone na populacjach współczesnych.

    Czy zabiegi kultur pradziejowych oraz pierwotnych polegające na kształtowaniu głowy dziecka przez różne obwiązywanie i okładanie deszczułkami prowadziło do odmiennego rozwoju mózgu? Kształt głowy determinowany jest między innymi wpływem klimatu głównie potrzebami termicznymi chłodzenia mózgu lub utrzymania ciepła.

    Nie widzę związku pomiędzy zdolnościami poznawczymi a kształtem puszki mózgowej.

    • Nie wiem na ile bogaty i kompletny jest material „kostny”, ale chyba mozna w przypadku kompletnych szkieletow kobiecych, ustalic, czy dana kobieta juz rodzila czy nie?
      Czy tez w materiale kopalnym raczej nie ma szans tego wywnioskowac ze zmian w miednicy? W medycynie sadowej to ustalaja, ale naturalnie szkielety sa znacznie mlodsze, z zachowanymi w duzej czesci elementami chrzestnymi.

  4. Aby rozstrzygnąć tę kwestię wypadałoby najpierw sprawdzić, jaki odsetek największych poliglotów, muzyków, matematyków, fizyków, astronomów, konstruktorów i odkrywców reprezentowało, lub reprezentuje armenoidalny typ rasowy, zdecydowanie krótkogłowy z wydatnym wąskim, orlim nosem. Na oko, począwszy od Sumerów, Hetytów, Minojczyków, ludności kultury Almeria i kultury pucharów dzwonowatych możnaby wnioskować, że znaczny. Krótkogłowi są też laponoidzi i mongoloidzi. Ci ostatni mieli znaczy wpływ na rozwój cywilizacji dalekowschodnich i środkowoamerykańskich.
    Czy przypadkiem jest, że rewolucja przemysłowa (wiek pary i elektryczności) została zapoczątkowana w krajach, w których oddziaływanie genetyczne krótkogłowej ludności tych kultur archeologicznych było największe? (Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone – Nowa Anglia i Zachodnie Niemcy) Czy można zaprzeczyć, że nadal te kraje przodują w dziedzinie nauk ścisłych?

    • ha, ha ha… a mi się wydawało, że w Polsce także duży udział w przekroju populacji mają osobnicy krótkogłowi. Jesteśmy typowo krótkogłową populacją. Zapomniałeś Ryszardzie jeszcze o Majach z Ameryki :).

      • w niektórych regionach Polski, a przynajmniej w niektórych dzielnicach miast, dominują wręcz osobniki krótkoszyje

      • Niczego nie zapomniałem. Polacy, według polskiej szkoły antropologicznej to krótkogłowi mieszańcy typu laponoidalnego z nordycznym – subnordycy i krótkogłowi mieszańcy typu laponoidalnego z typem śródziemnomorskim – typ sublaponoidalny do tego należy dodać kilkuprocentowy udział typu armenoidalnego, którym, być może, obdarowali nas Celtowie, Scytowie, Sarmaci, Ormianie lub Żydzi. (Podobno Słowianie wyodrębnili się ze wspólnoty bałto-słowiańskiej wskutek scytyjskiego podboju). Krótkogłowi mongoloidzi w czasie tatarskich najazdów też nie uprawiali celibatu, o czym świadczą skośne oczy niektórych rodaków. Majowie, podobnie jak zdecydowana większość Indian, są przedstawicielami centralnoazjatyckiego typu rasowego (typ mongoloidalny).
        Wydaje się, że tylko armenoidzi są obdarowani wymienionymi przeze mnie talentami, które wynikają z ich krótkogłowości. Niestety ani Scytowie, ani Sarmaci nie prowadzili osiadłego trybu życia, który sprzyja dokonywaniu wynalazków. Przedmioty na ich potrzeby wytwarzali Grecy, lecz według projektów podyktowanych przez zmysł estetyczny zamawiających. Z rzeczy praktycznych Sarmaci skonstruowali i stosowali strzemiona.

        • Ech ci Egipcjanie ze swymi długimi czachami to musieli być strasznie durni, Grecy chyba jeszcze głupsi, o Fenicjanach już lepiej nie wspominać.

          Za to wyjątkową cywilizację powinni stworzyć, krótkogłowi pigmeje.

    • Od różnic w budowie czaszek znacznie większe znacznie mają warunki geograficzne. Wynalazki powstawały zwykle tam, gdzie było po co je robić i dla kogo. Kwestia klimatu, długości dnia/nocy, zmienności pór roku, przewidywalności opadów deszczu, ich wielkość, dostępność lasów, pól, morza sa znacznie ważniejsze niż parametry czaszki, stąd obraz cywilizacji antycznych niemal nic nie mówi na temat preferencji antropologiczno-genetyczno-bilogicznych.

      • Odsyłam do „Starożytnej Polski” Andrzeja Kokowskiego. Pisze on, że Celtowie i ludność kultury pomorskiej żyli tuż obok siebie i w tym samym czasie. Jedni dysponowali nawoczesnymi narzędziami, nieznanymi nawet „cywilizowanym Rzymianom i Grekom, a drudzy nadal uprawiali ziemię zaostrzonym kijem, mimo że nie unikano wzajemnych kontaktów. Celtowie wyroili się z północno-zachodnich i zachodnich, alpejskich dolin, gdzie ukształtowała się w odległej przeszłości italoceltycka rodzina językowa. Powstała ona w wyniku wymieszania się ludności kultur miejscowych z krótkogłową ludnością kultury ceramiki sznurowej i ludnością kultury brązu (kultura pucharów dzwonowatych).

        • Napisałem „Powstała ona w wyniku wymieszania się ludności kultur miejscowych z krótkogłową ludnością kultury ceramiki sznurowej i ludnością kultury brązu (kultura pucharów dzwonowatych).”
          Powinno być: Powstała ona w wyniku wymieszania się ludności kultur miejscowych z ludnością kultury ceramiki sznurowej i krótkogłową ludnością kultury brązu (kultura pucharów dzwonowatych).

  5. Nie znam się na mózgach neandertalczyków, ale polecam wykład na temat różnic między płciowych: http://www.youtube.com/watch?v=UgWHIguqnGg
    Ja czytając np. powyższy wpis ryszardxxxla otworzyłem swoje pudełko z niczym…

    • Tekst, który proponujesz odsłuchać został napisany przez kogoś, kto zna wyniki badań prowadzonych przez bardzo wielu wybitnych specjalistów z zakresu czynności mózgu.
      Kiedy już opuścisz swoje pudełko z niczym, zapoznaj się z wynikami ich pracy. Dowiesz się wtedy, które pudełko w mózgu człowieka zajmuje właśnie to, a nie inne miejsce na powierzchni kory mózgowej i jak się to dzieje, że za sprawą elektrostymulacji lub zabiegu hirurgicznego psychiatrzy regulują zachowania psychicznie chorych, lub skąd się biorą fenomenalne zdolności niektórych autystyków.
      Może uda Ci się zobaczyć na monitorach aparatury pomiarowej, jak duże obszary mózgu zaangażowane są w czasie rozwiązywania zadań matematycznych w przypadku osobników krótko i długogłowych.
      To właśnie za sprawą różnic w działaniu mózgów kobiety i mężczyzny te pierwsze nie mają na swoim koncie przełomowych odkryć naukowych.
      Jeśli posiedzisz jeszcze trochę w pudełku nicości, znajdziesz odpowiedź na wiele pytań, np.
      dlaczego aż 15% mężczyzn to daltoniści, podczas gdy tylko 1,5% kobiet ma tę wadę? Dlaczego daltoniści lepiej widzą w nocy?
      Dlaczego mężczyzna myśliwy potrafi czuwać całą noc na ambonie oczekując zwierzyny, a nie potrafi tego żadna kobieta?
      Można też, bez większego wysiłku ze swojej strony, zbyć takie pytania szyderstwem, pozostawiając ciężar dowodu adwersarzowi.

      • Ależ ja uważam, że mimo zabawnej i zabawowej formy przekazu, to jest całkiem mądry wykład. Nawiasem mówiąc facet, który go zrobił to pastor, prowadzący seminaria dla małżeństw.
        Szyderstwo nie dotyczy więc Marka Gungora…

      • Psychatrzy nie regulują zachowań pacjentów we wzmiankowany przez Ciebie sposób właśnie ze względu na mizerność efektów w relacji do ryzyka zabiegów. Może uda Ci się zobaczyć (na monitorach jeśli chcesz) jak duże obszary mózgu zaangażowane są podczas rozwiązywania zadań matematycznych przez matematyków i niematematyków o dowolnych kształtach głowy. Wowczas być może zrozumiesz że o łatwości wykonywanych czynności decydują umiejętności (kwalifikacje). Jak zwykle szarżujesz pisząc o niemożności wytrzymania przez żadną kobietę całej nocy na ambonie (myśliwskiej). Skąd to wiesz? Kobiety nie mają na swoim koncie przełomowych odkryć naukowych bo nikt od nich tego nie oczekuje. Byt określa świadomość. Zwłaszcza jeżeli się ma na karku bandę bachorów i męża niedorozwoja, który zamiast siedzieć w domu jeżdzi na zakrapiane imprezki, czyli polowania na przykład.

        • Matematyk w moim wyobrażeniu, to nie facet, który zrobił magisterium z rozwiązywania zadań, dawno rozwiązanych przez innych. Matematyk, o którym piszę, to n. p. Stefan Banach, doktor bez magisterium, Albert Einstein matura z matematyki, dostateczny. Jaśniej, matematyk – osobnik twórczy.
          Kobieta z uwagi na swoją pracowitość nie potrafi pozostawać bezczynną, chyba, że śpi. Mężczyzna lubi, pogrążony w bezczynności przesiadywać w swoim pustym pudełku. Pracowita kobieta wymyśliła rolnictwo i przez stulecia oczekując na swojego myśliwego zabijała czas grzebiąc kijkiem w ziemi. Potem wpadła na pomysł, by zmusić swojego faceta do tej przyziemnej czynności dającej podłe, ale pewniejsze pożywienie niż to zdobywane przez myśliwego. Na dodatek można je było długo przechowywać. Zmuszony do ciężkiej pracy facet postanowił przerzucić swoje nowe obowiązki na zwierzęta i wymyślił rolnictwo sprzężajne. Potem wpadł na pomysł, by do pracy zaprząc mówiące narzędzia. Zdobywając je sam narażał się, że takim narzędziem zostanie.
          Czy kobieta, dla której plotki przy kądzieli lub krośnie to najmilsza rozrywka w długie zimowe wieczory miały potrzebę pozbawiania się tej przyjemności przez wynalazek mechanicznej przędzarki, lub mechanicznego krosna? Takiego wynalazku mógł dokonać tylko jej leniwy, zmuszany gderaniem do przerywania słodkiej bezczynności facet. Bo tylko on miał potrzebę szybkiego pozbycia się nudnego obowiązku i powrotu do stanu bezczynności relaksem zwanej.
          Wniosek? To nie byt, a lenistwo jest motorem postępu.

        • Uciekasz od tematów. Najpierw sugerujesz podpatrzenie aparaturą aktywności mózgów osób rozwiązujących zadania matematyczne a potem określasz kto wg. Ciebie jest matematykiem. To skąd chcesz wytrzasnąć reprezentatywną grupę Stefanów Banachów w celu zmonitorowania? Co do Einsteina: aparat matematyczny do Szczególnej Teorii Względności dorobił Hermann Minkowski. W ogóle nie kumam o co Ci chodzi z tą aktywnością układu nerwowego rozwiązywaczy zadań. Wiem że taki eksperyment robiono z szachistami, i zawodowcy mieli niższą aktywność niż amatorzy, bo na skutek wyższych kwalifikacji mogli wkładać mniej wysiłku. W relacji do bytu mówiłem o świadomości a nie o motorze postępu. Raz że to niewytrzymywanie przez żadną kobietę w myśliwskiej ambonie to sobie z palca wyssałeś, dwa że mieszasz polowanie- zdobywanie pokarmu z polowaniem sportowo- rekreacyjnym.

  6. To według mnie artykuł o niczym. Raz, że na podstawie jednej czaszki niemowlaka ustalają jakiś „dogmat”- dwa (nawet jeśli mieliby rację) nie świadczący o niczym.
    .
    Kształt czaszki nie „mówi” za wiele o mózgu. Są przecież opony (zwłaszcza twarda) przestrzenie płynowe. Są wypustki opony twardej jak sierp mózgu, czy namiot móżdżku.
    .
    Więcej o możliwościach OUN może powiedzieć jego wielkość ale w szczególnośći struktura. Jednak do tego potrzebny byłby zahibernowany Neandertal (jak np. mamut).
    .
    MOżna gdybać na podstawie kształtu mózgu o poziomie lateralizacji. Np. ludzkie mózgowie jest niesymetryczne bocznie: płat czołowy jest wysunięty do przodu prawo- a potyliczny lweostronnie. Równina skroniowa jest zdecydowanie większa z lewej, a obszary asocjacyjne płata ciemieniowego z prawej strony.
    .
    Jak dla mnie artykuł spekulacyjny i bez argumentów.

    • Z wyglądu wewnętrznych powierzchni czaszki można wnioskować, jak bardzo pofałdowana jest kora mózgowa. Od stopnia jej pofałdowania zależna jest zaś powierzchnia kory mózgowej.

      • Nie można tego wnioskować. Niby jak? Przecież największa powierzchnia kory nowej ukryta jest u człowieka w bruzdach- a nie w zakrętach!
        .
        Kobiety właśnie lepiej widzą o zmroku i w ciemności, niż mężczyźni. Natomiast mężczyźni widzą zdecydowanie lepiej niż one w pełnym i intensywnym słońcu.
        .
        Badania o których piszesz mógłbyś nazwać- tak dla przejrzystości dyskusji. To ważne, czy chodzi o obrazowe (i jakie), czy elektrofizjologiczne (również ważne jakie).
        .
        Psychiatrzy nie wykonują żadnych zabiegów na OUN z prostej przyczyny- nie są zabiegowcami (tak jak i neurolodzy). Zabiegi takie wykonują neurochirurdzy. Jednak daleko im do osiągnięć opisanych przez Ciebie. No bo jak przecięcie ciała modzelowatego (czy innego spoidła), albo lobotomię całkowitą (lub częściową) można nazwać osiągnięciem. Poza tym wprowadzają nim często więcej szkód (w sensie sprawności intelektualnej)- mimo, że ratują/ przedłużają życie.
        .
        To, o co być może Ci chodziło, to implant mózgowy (umiejscawiany w podkorzu) w zdiagnozowanym zespole Tourette’a. Co warto podkreślić, taki majstersztyk robią w niewielu ośrodkach na świecie- dlatego tym większe uznanie dla naszych neurochirurgów.
        .
        Z jednym wszak się zgadzam z Tobą, chociaż w zasadzie nie ma na to dowodów. Być może z racji naszej dużej „neuroniewiedzy”.
        Mianowicie, że mężczyźni faktycznie wykazują większe zdolności quasi- matematyczne. Najlepiej prześledzić statystykę „płciową” w dwu dyscyplinach „sportu”:
        -) ilość arcymistrzów w szachach i liczbę wygranych przez nich turniejów
        -) to samo w stosunku do brydża sportowego.
        Z niewiadomych względów kobiety nie mają z nami szans.

  7. Trochę liznąłem szachów (30 lat temu i bez żadnych osiągnięć). Kobiety nie odnoszą sukcesów z dwóch powodów: nie lubią morderczych treningów i szybciej orientują się że z szachów nie można wyżyć. Poza tym nie pozostają w dyscyplinie nawet na poziomie amatorskim, gdyż takie hobby dla kobiet nie jest społecznie akceptowane, więc siłą rzeczy nie przekazują bakcyla córkom. Trochę dziwi mnie cudzysłów przy słowie „sport”, ja tak szybko medycyny „nauką” bym nie nazwał.

    • „Sport” celowo użyłem w cudzysłowie, ale nie po to, żeby szachy i brydź zdeprecjonować- tylko wyróżnić. Bo w zasadzie sport to wysiłek fizyczny (ruch). Ze sportem owe dyscypliny mają wspólną tylko rywalizację.
      .
      Co do twoich argumentów nie zgadzam się z nimi. Mój kolega jest szachistą i twierdzi, że dość dużo dziewcząt je trenuje. Natomiast wciągają je w to ojcowie (!)- nie matki. Są kobiety arcymistrzowie (!), nie mają jednak takich osiągnięć jak mężczyźni i jest ich mniej proporcjonalnie do wszytkich szachistek niż u mężczyzn. Być może odgrywa tu rolę większa sprawność przestrzenna umysłu męskiego (np. planowanie ruchu w „wyobraźni”, czy obracanie figur w przestrzeni).
      .
      Sytuacja sprzed 30 lat ma się nijak do obecnego stanu. Kobiety w zasadzie opanowały wszystkie dawne zawody męskie (w różnym stopniu), natomiast ich „enklawy” dalej sa niezdobyte przez nas.
      .
      Co do medycyny to się z Tobą zgadzam. To nie nauka. To praktyczne wykorzystanie tzw. nauk podtawowych (anatomii, fizjologii, histologii itp.).

  8. Minimalnie odszedłeś od tematu. Kolega szachista ma oczywiście rację: sporo młodych kobiet trenuje szachy. Rzeczywiście częściej przyprowadzają je ojcowie, bo matki preferują np. rytmikę, a szachy nie przychodzą im do głowy w pierwszej kolejności. Ale chodzi o to że kobiety- generalnie- preferują takie formy inwestowania w siebie, żeby później już tylko zajmować się pracą a nie samodoskonaleniem, a zaoszczędzony czas i energię poświęcić na reprodukcję. Nie chcę za dużo szarżować abyś mnie nie skarcił jak z tymi psychiatrami, ale zauważ że dentystki czy okulistki często przez całą karierę zawodową bazują na wiedzy wyniesionej ze szkoły. Otóż szachy są takim sportem, który można upawiać przez całe życie i umrzeć na sali turniejowej, problem w tym że wymagają ciągłego wysiłku w celu rozwijania a później podtrzymywania słabnących z wiekiem umiejętności. Mówiąc słowami Czerwonej Królowej jest to taka kraina, w której aby stać w miejscu trzeba biec ile sił. I druga rzecz: szachy to nie piłka nożna, gdzie zawodnik III-cio ligowy żyje w luksusie. Żeby wyżyć zdecydowana większość zawodników albo pracuje jednocześnie w innym zawodzie (kobiety nie lubią takiej dywersyfikacji zatrudnienia), albo biorą się za trenowanie innych i są jednoceśnie zawodnikami i instruktorami/trenerami. Zapytaj proszę swojego kolegę a na pewno potwierdzi moje słowa (może nawet sam jest instruktorem). To dziwne, ale kobiety które tak lubią być nauczycielkami, nie cierpią zawodu trenerki (we wszystkich bodaj dyscyplinach), i odchodzą od szachów. W ciągu ostatnich 30-tu lat niewiele się zmieniło w kwestii treningu szachowego: osiągnięcia radzieckiej szkoły szachowej sprzed półwiecza są wciąż aktualne. Jedyne co to udział laptopów w procesie treningowym, ale to zmiana porównywalna z sytuacją na siłowniach, gdzie np. kulturyści wciąż ćwiczą te same grupy mięśni, ale sztangi i hantle zostały uzupełnione przez różne urządzenia, częstokroć naszpikowane elektroniką. Nieprawdą jest również że kobiety nie doskakują do ścisłej światowej czołówki: przyciśnij proszę swojego kolegę, a sypnie Ci paroma nazwiskami (a na pewno jednym). Myślę że w ogóle kobiety są bardziej „bezwstydne” jeżeli chodzi o łamanie barier płciowych ale jest to chyba związane z nobilitacją. Dla faceta chodzenie w spódnicy czy- żeby pozostać przy sporcie- ćwiczenie gimnastyki artystycznej to obciach (póki co).

    • W większości się z Tobą zgadzam, poza jednym.
      Mianowicie:
      „Ale chodzi o to że kobiety- generalnie- preferują takie formy inwestowania w siebie, żeby później już tylko zajmować się pracą a nie samodoskonaleniem, a zaoszczędzony czas i energię poświęcić na reprodukcję.”.
      .
      Kobiety nie szukają generalnie rywalizacji. To typowo męskie zachowanie. Konkurencja jest w zasadzie dla nich czymś obcym. Wolą współpracować, niż rywalizować- zwłaszcza jeśli wiąże się to z ryzykiem (dużym) porażki.
      W życiu codziennym przekłada się to tak, że kobiety okupują zawody mniej prestiżowe i mniej płatne, bo nie wymagają one konkurencji. Ryzyko porażki jest małe, a straty w jej wyniku żadne, albo minimalne.
      .
      To np. dlatego od „kilku” lat coraz mniej mężczyzn idzie na studia medyczne. Ten zawód w Polsce „starzeje się” niebywale, a liczba zabiegowców (w zasadzie przecież sami mężczyźni) spada kolosalnie. Jeśli w zawodach niegdyś typowo męskich rośnie (albo dominuje) obecnie liczba kobiet, świadczy to ewidentnie o spadku prestiżu tego zawodu i jego nieopłacalności. Na portalach medycznych oczywiście załamują ręce nad tym stanem, jednak jest to w tej chwili tendencja ogólnoświatowa. W UK np. cała podstawowa opieka medyczna „leży”, a w przychodniach pracują słabo mówiący i rozumiejący język obcokrajowcy. Długość życia tak znacznie wzrosła, a dostęp do podstawowych leków (bez recepty) jest szeroki, że mało kto chodzi teraz do lekarza :)

  9. Absolutnie nie żebym się czepiał, ale Twoja teza że „kobiety nie szukają generalnie rywalizacji, to typowo męskie zajęcie” wywraca naszą dotychczasową dyskusję i… cofa do punktu wyjścia. No bo skoro rywalizacja (czyli szachy na przykład) to męskie zajęcie, to już mamy systemową wręcz przyczynę gorszych osiągnięć kobiet. No cóż, moim zdaniem atmosfera w sfeminizowanym środowisku potrafi być naprawdę gęsta od dosyć brutalnej rywalizacji, więc zarówno w tej kwestii jak i ochoty kobiet do współpracy pozwalam sobie na wotum separatum. Spojrzenie w twarz szachowej rywalki rozwiewa wszelkie wątpliwości. Myślę jednak że Twoja diagnoza nie była nietrafna tylko nieprecyzyjna (chociaż możliwe że Ty masz rację). Otóż moim zdaniem kobiety nie lubią rytualizacji rywalizacji. Przysłowiowe rykowisko samców, demonstracje siły, są dla kobiet śmieszne i oznaczają stratę czasu. Do rywalizacji (tak samo do przemocy, tak samo do seksu) kobiety mają stosunek bardziej narzędziowy, mniej rytualny. Bardziej się zgadzam natomiast z tym że kobiety są kunktatorskie.
    .
    Wiem że dzięki etyce nie zrozumiesz mnie żle, ale ideałem byłoby gdyby lekarze w ogóle nie byli potrzebni. Może to właśnie relacja popyt- podaż ustaliła stan obecny który nakreśliłeś. Spektakularny poziom higieny, atestowana żywność, szczepienia, ogrzewane mieszkania, odzież (z obuwiem!) no i te lekarstwa które można samodzielnie kupić w aptekach (o czym wspominałeś), wszystko do kupy sprzyja unikaniu kontaktów ze służbą zdrowia. Może po prostu to normalna kolej rzeczy (na obecnym etapie że tak powiem).
    .
    Mam wątpliwości co do sprawy na której się nie znam więc będę trolować. Pod koniec komuny (chyba w 87) we wszystkich szkołach medycznych ustalono parytet przyjęć minimum 50% mężczyzn (planowano 75% ale szkoły się burzyły, w niektórych specjalnościach byłby to absurd). Była to polityczna zagrywka części opozycji prącej do władzy, rok później trybunał konstytucyjny zrobił z tym porządek. Ale z tego co piszesz coś jest na rzeczy. Czy nie jest tak że wśród chirurgów (chirurżek) więcej jest kobiet na urazówkach niż wewnętrznych? Czy jeżeli dożyjemy przełomu nanofarmacyjnego i upadku chirurgii wewnętrznej (podobno istnieje taka opcja), nie okaże się z dnia na dzień że chirurgia (urazowa) to zawód w sam raz dla kobiet i że zostanie natychmiast sfeminizowany? Koniec trolingu.

    • WOW !
      Ale tematów poruszyłeś. Jeśli mam coś odpowiedzieć, też będę trolował ;)
      .
      Co do I twojego akapitu- może nie wywraca on dyskusji, ale napewno przekierowuje. Ważne jest natomiast, że w innych rywalizacjach, np. politycznych (!!!) kobiety choć mniej liczne skutecznie konkurują- a potrafia i wygrywać.
      W szachach i brydźu NIE potrafią- więc nie o samą rywalizację tu chodzi, tylko o owe zdolnośći umysłu kobiecego i męskiego.
      .
      Może to dziwnie zabrzmi , ale pod II akapitem mogę się podpisać obiema rękami. Też nie lubię być leczony przez innych. Czuję się wtedy „niekomfortowo”, nadto (wiem to od kolegów/żanek) jestem upierdliwym pacjentem.
      .
      Ja zacząłem studia w 1991, nie słyszałem o takich przepisach.
      Co do zabiegowców. Kobiety dość obficie występujące w tych specjalnościach to: ginekolodzy, okuliści, chirurdzy dziecięcy, w mniejszej liczbie laryngolodzy. Natomiast nie są one typowymi operatorami (tu dominują na bloku operacyjnym faceci), a bardziej diagnostami, oraz zajmują się leczeniem zachowawczym.

  10. To dlatego że łatwiej piszę niż myślę. W tym trolingu chodziło mi o ujęcie dynamiczne zmian rozkładu płciowego wśród fachowców z Twojej działki, ale po namyśle (nomen omen) dostrzegam że zbyt radykalnie wybiegłem w jakieś science fiction. Dziękuję za dyskusję i sporą garść info. Pozdrawiam.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s