Norweskie mini-Pompeje

Do norweskiej sensacji archeologicznej doszło w Hamresanden niedaleko Kristansand w południowej części kraju. Archeolodzy odkryli tam domostwo zasypane 5,5 tys. lat temu podczas nagłej burzy piaskowej.

Na razie norweskich archeologów najbardziej cieszy całkiem pokaźny zbiór ceramicznych naczyń. Jak tłumaczą, dotychczas znajdowali ceramikę z tego okresu rozbitą na drobne kawałki. Tymczasem w domostwie z Hamresanden są one prawie nietknięte.

Oprócz ceramiki archeolodzy znaleźli na razie około 20 grotów do strzał oraz trochę drewnianych przedmiotów.

Na pozostałości domostwa badacze natknęli się na głębokości dwóch metrów. Prehistoryczni Norwegowie zbudowali je bezpośrednio nad brzegiem morza. Teraz znajduje się 11 m powyżej poziomu morza w odległości 70-80 m od linii brzegów.

Jak zapewniają badacze, domostwo będzie powoli i skrupulatnie odsłaniane

5500 lat temu klimat w Norwegii był dużo bardziej suchy niż teraz i burze piaskowe nie były rzadkością.

Na podstawie Views and News from Norway. Tekst ten jest tłumaczeniem artykułu z norweskiego Aftenposten. Znajdziecie w nim zdjęcia, ale nie są zbyt ciekawe.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 5.10.2010.

Komentarze 34 to “Norweskie mini-Pompeje”

  1. Klimat klimatem…. Skąd piasek wzięli ;)

  2. Zaraz się znajdzie ktoś, kto Ci wytknie tych Norwegów…

    • W tym wypadku są użyci w podobnym rozumieniu jak prehistoryczni Amerykanie czy Europejczycy ;)

    • Norwescy Lapończycy, to też Norwegowie, w sensie obywatelstwa kraju zamieszkania. Szkoda, że w zamieszczonym artykule nie ma wzmianki, czy było to siedlisko laponoidów, czy nordyków, czy jakiegoś innego typu rasowego, z czego można by wnioskować o ich przynależności do którejś z makrorodzin językowych.

      • z „typów rasowych” nie da się wywnioskować o języku, jakim mówiła dana czaszka, nie przesadzajmy. Można snuć spekulacje, ale czy cechy antropologiczne dzisiejszych mieszkańców Anatolii pozwalają stwierdzić, że mówią oni językami ałtajskimi? Akurat! Kierując się takimi założeniami, gdybyś oglądał ich czaszki, sądziłbyś, że mówili po grecku. Języki migrują częściowo niezależnie od genów, zaś małe grupy najeźdźców narzucają swój język podbitym masom, rozpływając się w puli genowej podbitych (vide Anatolia właśnie – „Turek” powinien być żółty i skośnooki jak Kazach albo Ujgur, czyż nie?). Choć bywa i odwrotnie – najeźdźcy przejmują również język podbitych (vide Frankowie, Wizygoci czy Bułgarzy)

        • Nie wspomnę o tym, że wnioskowanie o języku jakim posługiwali się ludzie zamieszkujący owo domostwo 5,5 tys. lat temu jest niczym innym jak wróżeniem z fusów.
          Ale mitowi utożsamienia biologii z etnosem ulegają nawet bardzo poważni naukowcy – vide publikacje Prof. Piontka w kwestii etnogenezy Słowian (jakkolwiek słuszne by nie były liczne jego krytyczne uwagi skierowane do archeologów).

          • Mam wrażenie, że w ten sposób w „naukowym” przebranku wraca archaiczne wyobrażenie o tym, że plemię czy naród to „wspólnota krwi” – tylko kiedyś była, powiedzmy, polska krew, a dzisiaj są polskie geny …

            Takie myślenie chyba sięga korzeniami czasów, kiedy wierzono, że np. dane plemię pochodzi od jakiegoś mitycznego bohatera, więc ma „wspólną krew” (po dzisiejszemu: wspólne haplogrupy)

            • Skąd tyle negatywnych ocen? Przecież to bingo zarówno w wersji hard (jesteśmy lepsi od innych- obcych), jak i soft (rodowe drzewo genealogiczne: w rozłożystej koronie cała rodzinka a w korzonkach?- Piast i Rzepicha rzecz jasna). A uzasadnienie dostosowuje się do aktualnego systemu pojęciowego.

              • Negatywne oceny pewnie od tych, którzy nadal hołdują zasadzie „jeden naród, jeden język, jedna rasa”. Nie należy się nimi przejmować.

          • W tygodniku „Wprost” z 27. 02. 2006. jest artykuł Zygmunta Wojtasińskiego pod tytułem „Skąd pochodzą Polacy”

  3. Typową cechą ludzi na całym świecie jest nadawanie nazw wszystkiemu, z czym mają styczność.
    Czas w epoce kamienia łupanego praktycznie stał w miejscu. Można domniemywać, że zasób przedmiotów i czynności wykonywanych przez ludy zamieszkujące peryferie naszego globu, nie ulegał zmianom przez całe tysiąclecia. Podobnie jak ich język.
    Niewielki zasób przedmiotów, czyli niski poziom kultury materialnej = ubogi język.
    Wzrost zasobu słów pojawia się zawsze, kiedy dochodzi do przejęcia od ludów o bardziej zaawansowanej kulturze nowych przedmiotów i czynności wraz z ich nazwami.
    R. Rudglej w „Zaginionych cywilizacjach epoki kamienia”, w rozdziale poświęconym językowi macierzystemu dostarcza szeregu dowodów na istnienie języka protonostratycznego.
    Lapończycy byli przez całe tysiąclecia ludnością autochtoniczną Skandynawii, izolowaną od kontaktów z przedstawicielami innych kultur. Izolacja ta trwała nawet wtedy, gdy pojawili się tam wrogo usposobieni przybysze z południa (Proto Germanowie). O wrogości obu populacji i co za tym idzie, izolacji świadczy treść fińskiego eposu Kalewala. (Języki fiński i lapoński należą do tej samej uralskiej rodziny językowej). Niedostrzegalne są też obce wpływy w jednorodnej rasowo populacji Lapończyków. Wpływy germańskie na strukturę rasową Finów i na ich język pojawiły się dopiero w średniowieczu, a na język lapoński jeszcze później.
    W tej sytuacji określenie przynależności rasowej ludzi zamieszkujących norweskie mini-Pompeje może pomóc w potwierdzeniu lub wykluczeniu ich przynależności etnicznej do uralskiej rodziny językowej.
    Podane przez moich oponentów przykłady niejednorodnych rasowo ludów Azji i Europy nie mają zastosowania przy wnioskowaniu na temat izolowanych populacji zamieszkujących peryferie kontynentów. Można podejrzewać, że dziewiętnastowieczni Tasmańczycy, Buszmeni i inni mogliby bez trudu porozumieć się bez pomocy tłumacza ze swoimi przodkami sprzed 30 tys. lat, czego nie można powiedzieć o niejednorodnych rasowo grupach etnicznych posługujących się językami o wiele bogatszymi w słownictwo od języków bliskich językowi protonostratycznemu.

    • „Niewielki zasób przedmiotów, czyli niski poziom kultury materialnej = ubogi język.”
      Tu się nie zgodzę. Badania języków ludów prymitywnych nie raz wykazały nieprzeciętną ich złożoność, przy której niejeden język europejski zdaje się prymitywny. Dość postudiować zrekonstruowany język praindoeuropejski, by stwierdzić, że bogactwem form gramatycznych (ilością czasów przypadków itd.) przewyższa każde ze swoich „dzieci” (nawet tak konserwatywne jak języki bałtyckie, czy słowiańskie).O dziwo, to wraz z rozwojem cywilizacji gramatyka zaczęła się upraszczać, czego skrajnym przykładem niemal analityczny język angielski. Oczywiście inaczej sprawa może wyglądać w przypadku leksyki, ale i tu nie przesadzałbym z „ubogością”.
      „…może pomóc w potwierdzeniu lub wykluczeniu ich przynależności etnicznej do uralskiej rodziny językowej”
      Ech… Tak się składa że przynależność etniczna i rodzina językowa to dwa różne pojęcia, które mogą, ale nie muszą być we wzajemnym związku. Czego najlepszym przykładem grupa uralska właśnie – do której zaliczane są języki ludów nie mających ze sobą nic wspólnego (Węgrów, Finów, Samojedów itd.).
      „Można podejrzewać, że dziewiętnastowieczni Tasmańczycy, Buszmeni i inni mogliby bez trudu porozumieć się bez pomocy tłumacza ze swoimi przodkami sprzed 30 tys. lat”
      Ośmielam się wątpić. Tak się składa że w języku, oprócz zmian stymulowanych czynnikami zewnętrznymi (zapożyczanie słownictwa, form gramatycznych) zachodzą także procesy wewnętrzne, od środowiska niezależne. Ot, w pewnym momencie nowe pokolenie użytkowników języka zamiast np. głoski „s” zaczyna stopniowo używać w niektórych miejscach „r” (to akurat przykład z łaciny). Nie jest to spowodowane obcymi wpływami, przyczynami są już prędzej wygoda i lenistwo.

      • „…języki ludów nie mających ze sobą nic wspólnego (Węgrów, Finów, Samojedów…”
        Czy aby na pewno ludy te nie mają ze sobą nic wspólnego? Proponuję poczytać, jak by to powiedział ibn_stahu „bajki” pisane przez wielokrotnie wymienianego przeze mnie prof. Konrada Jażdżewskiego, prof. Mariji Gimbutas Josepha Greenberga i wielu innych.
        Jak jednocześnie sam zauważyłeś, „złożoność języka, to nie to samo, co bogactwo języka, o którym ja wspomniałem.
        Przepraszam jednocześnie za te wszystkie uproszczenia i skróty myślowe, lecz na forum nie ma miejsca na dokładne uzasadnienie głoszonych poglądów z odwołaniami do tytułów i stron literatury fachowej, zktórej te dane pochodzą.

        • O nie kolego, to już jest tani chwyt erystyczny – nie napisałem, że Jażdżewski etc. piszą bajki, tylko że Ty na tym forum wypisujesz bajki – a to nie to samo, prawda?

          Nie raz wytykałem Ci na tym forum, że Twoje efektownie brzmiące tezy opierają się na lichych podstawach.

          A Ty zamiast się do tego ustosunkować wmawiasz mi, że powiedziałem coś, czego nie poiedziałem i chowasz się za autorytetami – jak małe dziecko, które coś przeskrobie, a potem chowa się za plecami starszego brata. Żałosne.

          • Tak się złożyło, że znam publikacje pewnej liczby uznanych autorytetów i na nich opieram się pisząc komentarze.
            Niech odpowiedzią na Twoje wątpliwości będzie ten cytat.
            „Pierwszy zapis języka fińskiego to jedno zdanie, zapisane cyrylicą, na korze drzewa, datowane na początek XIII wieku, znalezione w okolicach Nowogrodu Wielkiego w 1957 w Związku Radzieckim. Oryginalne jego brzmienie to: „юмолануолиїнимижи ноулисѣханолиомобоу юмоласоудьнииохови”, transkrybując na alfabet łaciński- „jumolanuoli ï nimizi nouli se han oli omo bou jumola soud’ni iohovi” jest to najstarszy, znany, tekst w języku fińskim i najstarszy ze wszystkich języków fińskiej grupy językowej.
            Języki uralskie wywodzą się od wspólnego prajęzyka, który rozdzielił się początkowo na prajęzyk samojedzki i ugrofiński. Później miał miejsce podział prajęzyka ugrofińskiego na fińsko-permski i ugryjski. Z prajęzyka fińsko-permskiego powstały następnie najwcześniejsze formy języków bałtyckofińskich, z których oddzielił się język lapoński….
            Przypuszcza się jednak, że oddzielenie się języka lapońskiego od wczesnego fińskiego miało miejsce ok. roku 1000 p.n.e. Fiński pozostawał już w prehistorii w bliskich kontaktach z językami germańskimi i bałtyckimi i wziął z nich wiele zapożyczeń….
            W przeszłości mieszkańcy Finlandii dzielili się zasadniczo na trzy grupy, zgodnie z różnicami kulturowymi i językowymi. Na południowym zachodzie mieszkał lud określany później jako (prawdziwi Finowie) (varsinaissuomalaiset). W tym regionie z mieszkańcami mieszali się germańscy przybysze ze Skandynawii, którzy przynieśli wiele zapożyczeń pochodzenia germańskiego. Na wschodzie mieszkali Karelowie, a w lasach w głębi lądu – Hämowie, którzy z początku nie różnili się wiele od Lapończyków.”
            Byłbym bardzo wdzięczny, gdybym mógł poznać autorytety za którymi Ty się chowasz.

            • Z wielką przyjemnością Ci odpowiem. Otóż ja nie odczuwam potrzeby chowania się za kimkolwiek i ukrywania miałkości własnych tez za ciekawym.

              Cenię autorytety, ale bardziej cenię zdrowy rozsądek – amicus Plato, sed magis amica veritas. Znam osobiście trochę Finów, jak wyglądają Lapończycy wiem, przyznaję, głównie z TV – ale podobieństw w wyglądzie jednych i drugich naprawdę nie potrafię się doszukać. Co umacnia mnie w przekonaniu, że Twoje opowieści o rozpoznawaniu grupy językowej na podstawie kształtu czaszki są ni mniej, ni więcej tylko bajkami właśnie.

              • Zdrowy rozsądek sugeruje mi, by z cytatu „Na południowym zachodzie mieszkał lud określany później jako (prawdziwi Finowie) (varsinaissuomalaiset). „W tym regionie z mieszkańcami mieszali się germańscy przybysze ze Skandynawii, którzy przynieśli wiele zapożyczeń pochodzenia germańskiego.” wnioskować, że znane Ci z TV różnice w wyglądzie dzisiejszych Finów i Lapończyków wynikają z faktu intensywnego mieszania się na tym terenie Laponoidów z Nordykami w efekcie czego większość dzisiejszych Finów to subnordycy. Jeśli już wejdę w posiadanie wyników badań uczonych genetyków, którzy potwierdzą, lub zaprzeczą głoszonym przeze mnie, za uznanymi autorytetami, poglądom, nie omieszkam Cię o tym powiadomić.

              • To mamy dwa różne zdrowe rozsądki :)

                Bo mój mnie podpowiada, że do takiego przenikania się populacji o różnych cechach fizycznych i należących do różnych grup językowych mogło dochodzić już wiele tysięcy lat temu, więc próba wywróżenia z kształtu czaszki, jakim językiem mówił osobnik, do którego należała czaszka jest właśnie wróżeniem – bo tak naprawdę mógł należeć do jakiejś grupy językowej, która zanikła zanim ktokolwiek zapisał informację o jej istnieniu.

                Wbrew temu, co sugerujesz historia ludzkości zanim zaczęto ją spisywać nie stała tysiącami lat w miejscu – ludzie byli mobilni, jedne grupy ludzkie wywierały wpływy na inne i wchodziły z nimi w różnorakie interakcje – populacje się mieszały i oddziaływały na siebie. Nie mówię, że całe analiza pozostałości kostnych nie jest bardzo ważna, ale nie próbujmy z niej wyciągać wniosków o sprawach, o których te pozostałości nic nam nie mogą powiedzieć

            • Ups, przepraszam, zeżarło mi kawałek tekstu.

              Miało być:

              „ukrywania miałkości własnych tez za ciekawymi, ale mało wnoszącymi cytatami”

      • Przepraszam, zapomniałem, również i genetycy mogliby coś na ten temat powiedzieć.

    • „Języki fiński i lapoński należą do tej samej uralskiej rodziny językowej”
      – no właśnie, czy pokrewieństwo językowe Finów i Lapończyków znajduje odbicie w podobieństwie fizycznym? Ni chu chu.

      ” niski poziom kultury materialnej = ubogi język”
      – bajki waść prawisz, jak słusznie zauważył herkusmonte.

      ” do przejęcia od ludów o bardziej zaawansowanej”
      – fakt, język ludu o wyższej kulturze jest bardziej atrakcyjnym źródłem zapożyczeń, ale może do nich dochodzić nawet między ludami na tym samym stopniu rozwoju. Przykład: w pierwszej połowie XIX w. plemię Szejenów podzieliło się na dwa odizolowane geograficznie odłamy, południowy i północny. Po jakimś czasie okazało się, że Szejenowie Południowi z trudem dogadują się z Północnymi, którzy przejęli dużo słownictwa od mieszkających po sąsiedzku Sjuksów/Lakotów – a cywilizacyjnie poziom był ten sam.

      ” Można podejrzewać, że dziewiętnastowieczni Tasmańczycy, Buszmeni i inni mogliby bez trudu porozumieć się bez pomocy tłumacza ze swoimi przodkami sprzed 30 tys. lat”
      – litości … 30 tysięcy lat to mnóstwo czasu, wystarczy, żeby same wewnętrzne procesy ewolucji języka zmieniły go nie do poznania.

  4. Przyjrzałem się fotografii podpisanej „Typisk snordekor pryder flere av keramikkdelene som er funnet.” Zarówno tekst, jak i sposób zdobienia sugerują, że zasypany dom był własnością rodziny kultury ceramiki sznurowej utożsamianej dość powszechnie z ludnością praindoeuropejską. Natomiast spiczaste dno naczynia pasuje raczej do kultury ceramiki grzebykowo-dołkowej.

  5. Obejrzałem film pod tytułem „Human Journey. Out of Africa.”
    Pewien fragment komentarza do pierwszego odcinka tego filmu mówi, że istnieją poważne hipotezy świadczące za bliskim pokrewieństwem języków mlaskowych Buszmenów z Pustyni Kalahari z językiem ludu liczącego obecnie niecałe 1000 osób i żyjącym w odległej o ponad trzy tysiące kilometrów Tanzanii, (prawdopodobnie chodzi o język hadza). Podobieństwo jest tak duże, że niektórzy językoznawcy uznają, iż wywodzą się one z tego samego prajęzyka, którego używano już od 100 tys. lat.
    Ciekawostkę stanowi fakt, iż badacze zakładają, że obie grupy etniczne rozstały się około 100 tys. lat temu i nigdy potem się ze sobą nie kontaktowały.
    Wniosek z tego taki, że ludy prymitywne, o ile tylko żyją w warunkach izolacji od wpływów językowych swoich sąsiadów są dość konserwatywne w zakresie słowotwórstwa, a ich języki ulegają bardzo wolnym zmianom. Izolacja Tasmańczyków od pozostałych tubylców australijskich trwała nie dłużej niż 10 tys. lat, a że byli oni obcy Aborygenom australijskim zarówno pod względem rasowym, jak i językowym istnieją poważne przesłanki, że nie popełniłem w moim komentarzu gafy. I tym sposobem z powodu nieudokumentowanej krytyki maleńkiego komentarza dotyczącego norweskiego znaleziska przemierzyliśmy Afrykę i Australię.
    Miło mi, że znalazłem się w gronie takich bajarzy, jak Prof. Chris Stringer i inni konsultanci tego filmu.

    • Panowie oponenci jest pewne.że nie da się wywnioskować,odkryć,ani nawet wyczuć jakim językiem posługiwała się dana(jakaś)grupa(plemię) z przed 5000 tys. lat
      Weźmy pod uwagę fakt,że dzisiejszy Anglik nie potrafi przeczytać,
      tym bardziej zrozumieć Szekspira(16 wiek)bez tłumaczenia specjalisty
      i to po niespełna pół wieku.

      • No właśnie do tego próbuję przekonać ryszarda, że się nie da :)

      • Rozwinę myśl zawartą w Twojej wypowiedzi. Język polski zawiera około 250 tys. słów. Oczytany absolwent polskiego liceum, lub technikum (ten, który w ciągu czterech lat edukacji czytał około 120 stron dziennie) rozumie znaczenie około 40 tys. słów. W codziennym życiu używa się w naszym kraju około 7 tys słów. Ludzie, którzy nie potrafią przeczytać i zrozumieć instrukcji zażywania aspiryny (ok. 45% polskiego społeczeństwa, według wyników badań podanych onegdaj przez nasze media) porozumiewają się w codziennym życiu przy pomocy 700 – 1000 słów. Trudno od nich wymagać by rozumieli język Reya lub Kochanowskiego.

        • Echhhh…. Instrukcja (aptekarki mówią ulotka) dowolnego lekarstwa- w tym i aspiryny- drukowana jest tak małą czcionką że dlatego te 45% społeczeństwa nie potrafi przeczytać zarówno gołym okiem jak i posiadanymi okularami. Jak już czytasz „nasze media” to spróbuj ze zrozumieniem. Niestety, ale przy tych Twoich kosmicznych 120s/d ilość nie przechodzi w jakość.

    • A ja Ci parę pięter wyżej przytoczyłem przykład, jak to język jednego ludu żyjącego na cywilizacyjnym poziomie epoki kamienia zmienił się radykalnie (w ciągu bodajże kilkudziesięciu lat) pod wpływem języka innego ludu na tym samym poziomie rozwoju – i to jest fakt, który mnie przekonuje o wiele bardziej, niż domniemania „niektórych językoznawców” o tym, w jakim języku ktoś mówił sto tysięcy lat temu.

      • Tych „niektórych językoznawców” jest bardzo, bardzo dużo. Dzień za dniem pracują nad odtworzeniem prawdopodobnego języka macierzystego, protoindoeuropejskiego i t. d. Wyniki swojej pracy publikują i poddają twórczej krytyce.
        Na koniec tej dyskusji zadam Ci pytanie: Czy Champollion mógłby odczytać teksty egipskie bez znajomości bliskiego staroegipskiemu języka koptyjskiego, języka egipskich chrześcijan, którzy dzięki wyznawanej religii, nie ulegli dotąd semityzacji?

        • Ależ piękna zasłona dymna – dobrze wiesz, że ja piszę o jednym, ale wyjeżdżasz z czymś innym. To, że niektórzy językoznawcy pracują nad rekonstrukcją protoindoeuropejskiego nie oznacza, że podobnie jak Ty uważają, że członek jakiegokolwiek współczesnego ludu dogadałby się ze swoim przodkiem sprzed tysięcy lat.

          Co do Koptów – i co, myślisz, że pogadaliby sobie z poddanymi Ramzesa?

    • Aha, czy prof. Chris Stringer powiedział w tym filmie:
      ” niski poziom kultury materialnej = ubogi język”?
      Podejrzewam, że nie, więc zaliczając siebie do tego samego grona co profesora pochlebiasz sobie stanowczo za bardzo.

      • Nie, nie powiedział w tym filmie ani jednego słowa, ale jako główny konsultant nie zanegował treści komentarza do tego filmu.

        • Ale mim że osobiście nie powiedział ani słowa, Ty jesteś pewien zbieżności jego poglądów ze swoimi (tysiące lat nic-nie-dziania-się, niezmienne przez tysiąclecia języki, ubóstwo kultury materialnej przekładające się na ubogi język)?

          Ryszardzie – jedno mi u Ciebie imponuje, rozmiary ego :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s