Najstarszy dowód używania łuków. Jaskinia Sibudu znów zaskakuje

Słyszeliście kiedyś o jaskini Sibudu? Zapewne nie, a jeśli już nawet gdzieś natknęliście się na tę nazwę, to raczej jej nie zapamiętaliście. Tymczasem odkrycia z ostatnich lat powodują, że nazwę tej jaskini naprawdę warto znać.

Położona w stanie KwaZulu-Natal w Afryce Południowej jaskinia Sibudu trafiła niedawno do serwisów informacyjnych całego świata za sprawą drobnych kamyczków sprzed 64 tys. lat, które badacze odkryli w jej wnętrzu. Marlize Lombard z Uniwersytetu w Johannesburgu i brytyjski badacz prehistorycznych narzędzi Laurel Phillipson przekonują, że są to najstarsze groty strzał. Swoją hipotezę wspierają całkiem mocnymi dowodami, które zdobyli dzięki laboratoryjnym analizom zabytków.

Badacze nie tylko ustalili, że kamyczki są wykonanymi przez człowieka ostrzami, ale znaleźli też na nich pozostałości krwi, kości, a także żywicy, która służyła do przytwierdzania ostrzy do drzewca. W ocenie Lombard widoczne na grotach ślady uderzeń wskazują, że były one przytwierdzone do pocisku, a nie trzymanej w rękach włóczni.

Wyśledzenie początków pojawienia się łuku, to jedno z największych wyzwań dla badaczy. Wprowadzenie tej broni było ogromną rewolucją i wydatnie zwiększyło możliwości myśliwych. Uzyskanie skutecznej broni miotanej dało ludziom ogromną przewagę nad nawet najgroźniejszymi zwierzętami. Niestety, najstarsze łuki, które zachowały się do naszych czasów, mają tylko około 9 tysięcy lat (jeden z nich odkryto niedawno w Polsce). Archeolodzy znaleźli jednak wiele małych kamiennych grotów sprzed 20-40 tysięcy lat, które mogły być używane do strzał. Znalezisko z jaskini Sibudu znacząco przesuwa wiek najstarszych grotów i daje kolejny argument zwolennikom bardzo wczesnego pojawienia się łuku.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy jaskinia Sibudu, staje się argumentem w sporze o początki łucznictwa. Dwa lata temu archeolodzy poinformowali o odkryciu w niej kościanego ostrza sprzed 60 tysięcy lat, które było prawie identyczne z grotami strzał używanymi po dziś dzień przez Buszmenów (San).

Ale znaczenie znalezisk z jaskini Sibudu jest dużo szersze i wykracza znacząco poza spór o początki używania łuku. Broń miotana oraz tworzenie narzędzi kompozytowych (złożonych z co najmniej dwóch różnych materiałów, czyli np. kamienia i drewna) to dla naukowców oznaki bardzo zaawansowanych umiejętności kognitywnych. Inaczej powiedziawszy znaleziska te wskazują, że ludzie, którzy dziesiątki tysięcy lat temu żyli w jaskini Sibudu, pod względem intelektualnym nie różnili się od nas w znaczący sposób. Świadczą też o tym inne niezwykłe znaleziska z tej jaskini.

Należy do nich m.in. najstarsza na świecie kościana igła. Jak wykazały badania laboratoryjne już około 61 tysiące lat temu używano jej najpewniej do zszywania skór. Badacze znaleźli też w jaskini muszelki najwyraźniej przerobione przez ludzi w jedne z najstarszych na świecie paciorków (te z Sibudu mają 71 tys. lat, ale znane są starsze paciorki z kilku innych miejsc).

Jednak najbardziej zwalającym z nóg odkryciem jest bardzo wytrzymały klej kompozytowy, który mieszkańcy Sibudu wytwarzali 70 tys. lat temu z czerwonej ochry i gumy akacjowej. Zdaniem południowoafrykańskich uczonych, którzy eksperymentowali z substancją, stworzenie takiego kleju świadczy o tym, że ludzie sprzed 70 tys. lat byli dużo mądrzejsi, niż dotąd sądziliśmy. Nie wystarczy bowiem zwykłe zmieszanie obu substancji. Trzeba to robić w określony sposób, żeby klej był spójny i mocny. Konieczne jest też dobranie składników odpowiedniej jakości.

Wymienione powyżej znaleziska z Sibudu, a także odkrycia dokonywane w innych południowoafrykańskich jaskiniach (np. Blombos) powodują, że można pokusić się o przedstawianie tej części Afryki, jako miejsca, w którym prawdopodobnie doszło do pierwszej w dziejach naszego gatunku rewolucji intelektualno-technolgicznej. Jest już całkiem sporo argumentów, na których można budować ostrożną hipotezę, że mieszkańcy tych ziem swoją kreatywnością stworzyli podstawy do naszego panowania nad światem. Wszak to około 70-60 tys. lat temu Homo sapiens zaczęli wielką wędrówkę, która zakończyła się zajęciem całej planety.

Artykuł o badaniach grotów z jaskini Sibudu ukazał się w Antiquity.

Lombard M., Phillipson L. (2010) Indications of bow and stone-tipped arrow use 64 000 years ago in KwaZulu-Natal, South Africa. Antiquity Volume: 84 Number: 325 Page: 635–648 http://www.antiquity.ac.uk/Ant/084/ant0840635.htm

Inne znaleziska z jaskini opisano w poniższych artykułach:

Backwell, L., d’Errico, F., & Wadley, L. (2008). Middle Stone Age bone tools from the Howiesons Poort layers, Sibudu Cave, South Africa Journal of Archaeological Science, 35 (6), 1566-1580 DOI: 10.1016/j.jas.2007.11.006

d’Errico, F., Vanhaeren, M., & Wadley, L. (2008). Possible shell beads from the Middle Stone Age layers of Sibudu Cave, South Africa Journal of Archaeological Science, 35 (10), 2675-2685 DOI: 10.1016/j.jas.2008.04.023

Wadley, L., Hodgskiss, T., & Grant, M. (2009). From the Cover: Implications for complex cognition from the hafting of tools with compound adhesives in the Middle Stone Age, South Africa Proceedings of the National Academy of Sciences, 106 (24), 9590-9594 DOI: 10.1073/pnas.0900957106

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 19.09.2010.

Odpowiedzi: 34 to “Najstarszy dowód używania łuków. Jaskinia Sibudu znów zaskakuje”

  1. Pamietajmy, ze mocno przymocowane specjalnym klejem specyficznie lupane kamienne groty strzal – to koncowy etap dlugiego procesu ewolucji strzaly.
    Sadze, ze 90% piszacych na Archeowiesciach, wyrzuconych gdzies na sawanne, nie byloby w stanie latami, lub nawet nigdy, odtworzyc takiej technologii i wytworzyc wlasnych strzal do polowan, nawet zakladajac, ze przed kopem w tylek z helikoptera, wreczono im gotowy luk.
    Przez dlugie tysiaclecia wczesniej, zapewne stosowano strzaly wylacznie z drewna, z koncowkami utwardzonymi w ogniu, oraz z grotami z kolcow roznych roslin i koscianymi.
    Takie strzaly, ktore potrafily jedynie lekko zranic duze zwierzeta, pokrywano zapewne truciznami roslinnymi – znanymi i stosowanymi przez rozne plemiona i obecnie.

    http://www.lucznictwokonne.pl/ksiazki/lotocki/lucznictwo_1934/011_sprzet.html

    Łuki plemion afrykańskich różnią się od łuków plemion Południowej Ameryki tem, że są przeważnie małe i dość miękkie – spotyka się nawet takie, których długość, zmierzona wzdłuż cięciwy, nie przekracza 35 cm (łuki Bateków). W porównaniu z łukami rozpowszechnionemi w innych częściach świata, jakość łuków afrykańskich jest dość licha. Tłumaczy się to historycznie tem, że murzyni wartość bojową swego sprzętu łuczniczego zawsze uzależniali od trucizn. Jeszcze dziś istnieją liczne plemiona, których żadnemi represjami nie można zmusić do wyrzeczenia się zatrutych strzał. Berthier stwierdza stanowczo, że tubylcy większej części Afryki naogół nie usprawiedliwiają rozpowszechnianej przez niektórych podróżników legendy o niebywałej sprawności łuczniczej dzikich ludów. Odległość, z której celnie trafiają do sporej zwierzyny, nie przekracza 30 metrów. Do ptaków i małych zwierząt strzelają z odległości kilku kroków. Przy odległościach większych strzałom ich brakuje precyzji, mimo to nie przestają one być niebezpieczne, gdyż najmniejsze dotknięcie ostrza zatrutej strzały grozi nieuchronną śmiercią. Opowiadają, że słoń trafiony taką strzałą zostaje w ciągu dwóch godzin całkowicie sparaliżowany, a człowiek umiera przed upływem dwudziestu minut.

    • czy Afrykanie – w stosunku do np. rdzennych Amerykanów, ludów Syberii czy Papuasów – nie nadrabiali swoich dość kiepskich umiejętności łuczniczych jakością ostrzy? Nie zapominajmy, że niemal cała Afryka od conajmniej 2000-2500 lat jest w epoce żelaza (początki nawet 3200 lat temu) i większość afrykańskiej broni (poza marginalnymi ludami jak San, czyli Buszmeni) była i jest wykonywana z żelaza

      • Raczej watpie, w kontekscie cytowanego fragmentu tekstu.
        Miekkie i male luki niezaleznie od ostrosci grotu daja slaba sile strzalu i nikle szanse na dotarcie strzaly do zywotnych czesci ciala. Do tego narazaja mysliwych na wieksze niebezpieczenstwo (krotki zasieg).
        Raczej watpie, zeby sama wymiana grotow na metalowe pociagnela za soba zarzucenie lepszych rozwiazan konstrukcyjnych luku.
        Natomiast przy nagminnym zatruwaniu ostrzy, zelazo daje wieksze prawdopodobienstwo wbicia sie grotu pod skore, przy tej samej konstrukcji broni.

  2. Zastanawiam się, skąd pewność, że owe groty miotano właśnie z łuku? Chyba nie ma powodu do wykluczenia sagajów?

    • Też się zastanawiałem dlaczego naukowcy nie biorą pod uwagę oszczepów. Z drugiej strony oszczep z kamiennym grotem również jest bardzo groźną bronią miotaną, zwłaszcza w rękach doświadczonego użytkownika. Tak wyposażeni ludzie też zyskiwali dużą przewagę nad zwierzętami.

      • po pierwsze mógłby to być dziryt wyrzucany z miotacza oszczepów, takiego jak amerykański atl-atl, czy australijski woomera. Pierwszy był używany przez Paleoindian znacznie wcześniej niż łuk, ale też w niektórych rejonach nigdy nie został przez łuk wyparty (używano go równolegle z łukiem np. w azteckiej armii). Drugi był i jest używany aż do dziś, gdyż rdzenni Australijczycy w większości nigdy nie przyjęli łuku, choć mieszkańcy północy kontynentu mieli z nim kontakt (przez tubylców z wysp Cieśniny Torresa)

        • Może ci się przyda informacja, że sagaj to swojska nazwa atlatla.

          • Sagaj, w odróżnieniu od rzadkiego słowa atlatl, słowo jeszcze rzadsze a zapomniane i technicznie niejednoznaczne (sztylet, oszczep, oszczepów miotacz).

            Męczy mnie jak odróżniają ślady na ostrzu krótkiego oszczepu atlatlowego a długiej i solidnej pierwotnej strzały. Jakie możliwe są dystynkcje i z czego by wynikały. Siła miotania nie wydaje mi się specjalnie różna na długim początku historii łuków – jak inaczej wytłumaczyć długie utrzymywanie się atlatli.

            • Ba, długa kariera oszczepu i jego wytrzymałość na konkurencję łuku jest rzeczywiście zaskakująca. Tutaj wszyscy podają egzotyczne przykłady atlatli i sagajów, a ja sięgnę do klasyki. Podstawowe jednostki miotaczy w starożytnej Grecji to oszczepnicy (peltaści) i to w dodatku pozbawieni miotaczy oszczepów (używali za to nawiniętych na drzewce sznurków, które zwiększały siłę rzutu). Armia rzymska z okresu republiki nie ma łuczników, ale dysponuje za to rzeszami uzbrojonych w oszczepy welitów. Oszczepów chętnie używają też Galowie, Brytowie, Iberowie i Germanie. A już totalną aberracją może się wydawać używanie przez rzymską piechotę okresu cesarskiego oszczepów w walce z partyjskimi i sasanidzkimi konnymi łucznikami (i bynajmniej nie chodzi mi tu o pilum, czyli standardową broń drzewcową legionisty) . Wielką karierę robili też w armii rzymskiej konni oszczepnicy z szeroko rozumianej Mauretanii. Swego czasu zastanawiałem się nad tą popularnością oszczepu i jedyne argumenty jakie mi przyszły do głowy, to większa siła rażenia takiego pocisku (przynajmniej na krótkim dystansie), dzięki jego większej masie, a także to, że oszczepnik może swobodnie osłaniać się trzymaną w drugiej ręce dużą tarczą. Łucznik zaś już nie ma szans na sprawne operowanie taką osłoną.

              • Omówiłeś tutaj zastosowania militarne łuku i oszczepu i można się zgodzić, że oszczep na polu bitwy miał na ogół przewagę. Ale już dobywanie grodów poprawiało szanse łuku – czy w ogóle wszelkie sytuacje, gdy trzeba razić na dystans. Dlatego łuk się ostał, a nawet wyewoluował w kuszę i w końcu w broń palną.

              • To wygląda na klasyczny wyścig między kalibrem uzbrojenia a pancerzem, który potem w XIX wieku naszej ery rozgrywał się na morzach, a w czasie drugiej wojny światowej wśród czołgów.

                Można domniemywać (jakieś eksperymenty pewnie już przeprowadzono), że oszczep dawał możliwość przebicia pancerza, a łuk nie. Dalszy wyścig był długo niemożliwy ze względu na to, że waga pancerza jest z góry ograniczona przez siłę żołnierza, który go nosi. Na nowo go uruchomiło na chwilę pojawienie się konia.

              • Czytalem o oszczepach wykorzystywanych w miotaczach oszczepow, skonstruowanych w sposob „dwudzielny” powodujacy odpadniecie po trafieniu w zwierze drzewca, a w ciele pozostawal krotki odcinek z grotem.
                Nie wiem jak standardowe bylo powyzsze, ale przy czestym zastosowaniu moglo miec wplyw na przewage technologiczna takich oszczepow nad strzalami, zakladajac zblizona pracochlonnosc wykonania porzadnego drzewca strzaly i oszczepu – przy zalozeniu, ze straty uszkodzonych i zagubionych strzal generowaly duza pracochlonnosc odtwarzania.
                .
                Do oszczepow dwudzielnych wystarczalo miec spory zapas wymiennych grotow z krotkim drewnianym lacznikiem.

              • Nie wiem jak inni oszczepnicy w armii rzymskiej, oraz stosowanie przez nich oszczepow przeciwko jezdzie sa uzasadnianie, ale pilium w legionach mialo konkretne wytlumaczone wojskowo zastosowanie.
                .
                Pozbawialy one przeciwnika tarcz, jesli nie udalo sie trafic w cialo.
                .
                Grot pilim laczony byl miekkim metalem z drzewcem i przy trafieniu w tarcze oszczep sie wyginal na laczeniu, sterczac z tarczy pod katem. Utrudnialo to wyrwanie oszczepu czy tez obcieciecie go mieczem pozostawiajac w tarczy sam grot,
                Przeciwnik porzucal tarcze dociazone ciezarem oszczepow, zbyt bezwladne do skutecznego zaslaniania sie w walce.

              • Pisałem, że nie chodzi mi o pilum :), którego konstrukcję bardzo dobrze znam. Pilum nie było na wyposażeniu formacji strzeleckich, ale zwykłej piechoty przeznaczonej do walki wręcz. Ja zaś pisałem o popularności uzbrojonych w oszczepy miotaczy w czasach, gdy doskonale znano łuk.

              • W takim ujeciu, to luk (chyba za wyjatkiem wojny stuletniej i lucznikow angielskich i walijskich, oraz wojsk koczownikow, mistrzow luku) byl chyba raczej bronia „snajperska” , niz „masowego razenia” ?
                Poza powyzszymi ktos jeszcze stosowal na wieksza skale taktyke zblizona do ostrzalu z mozdzierzy – geste salwy skierowane w gore i spadajace z wysokosci na pole bitwy, gestoscia ostrzalu i duza czestotliwoscia na salw na minute gwarantujac, ze spora ich czesc trafi w przeciwnika?

                Przy takim zastosowaniu, jesli nie dysponujemy wczesniej wyszkolonymi masami lucznikow, tanszy jest oszczepnik, przy podobnej skutecznosci z mniejszego dystansu.
                Zalety oszczepnika – krotsze i latwiejsze szkolenie, tansza bron miotajaca, latwosc w wykorzystaniu jako typowa piechota.
                .
                Wady lucznika – elitarnosc (wcielanie do armii juz wyszkolonych od dziecka, sam cykl szkolenia zbyt dlugi na szkolenie od zera w armii) , duze koszty zwiazane w zaopatrzenie ich w dobre luki i wlasciwa ilosc dobrej jakosci strzal (przydatnych do strzelania „snajperskiego”) oraz wielkiej ilosci strzal posledniejszych, „mozdzierzowych”. Jednoczesnie formacja lucznikow w duzej bitwie musi byc bardzo liczna (zuzywajac potezna ilosc strzal – tu klania sie logistyka), zeby efekt ostrzalu byl skuteczny.
                Do tego dochodzi nikla zdolnosc bojowa w starciu bezposrednim – krotkie starcie i mozna stracic formacje bojowa skladajaca sie z ludzi kilkanascie lat szkolacych sie w strzelaniu.
                .
                Sadze, ze mozna tu znalezc pewne analogie do przyczyn popularnosci kusz, a pozniej prymitywnej nawet broni palnej – mimo mniejszej. poronujac do luku w rekach fachowca, celnosci i niskiej szybkostrzelnosci, rekompensowaly to latwoscia i krotkim czasem szkolenia.
                .
                Sadze, ze do czasow wojny stuletniej raczej nie wyobrazano sobie mozliwosci stalego ostrzalu pola bitwy salwami luczniczymi.

              • Masowe zastosowanie łuczników było powszechne na Bliskim Wschodzie – armie np. Asyrii, Elamu, Chaldejczyków czy Persów to głównie chmary łuczników zasypujących wroga tysiącami pocisków. Jeśli dobrze pamiętam, bo już dawno na ten temat czytałem, to np. armia Asyrii ruszała do boju z pierwszymi liniami obsadzonymi przez ciężką piechotę za którą były ogromne rzesze łuczników. No i oczywiście masowy ostrzał łuczniczy stosowały wszelkie ludy stepowo-koczownicze, ale o nich już wspomniałeś.

              • Trafilem na ciekawa strona
                .

                http://armieswiata.com/index.html

                .

                Faktycznie wymienione panstwa w roznych okresach tworzyly mocne formacje konnych i pieszych lucznikow.
                Albo mieli spore zasoby ludzkie, wlasne i obce, juz wyszkolonych lucznikow (mysliwi, badz tradycje plemienne szkolenia sie w tym kierunku), albo stale, skuteczne, metody szkolenia rekrutow.
                .
                W obliczu tego widze, ze moje uwagi moga miec raczej waskie, europejskie odniesienie – gdzie w wiekszosci krajow (lacznie z Rzymem) z zacieznego chlopa mozna bylo zrobic najwyzej pieszego knechta, pikieniera czy oszczepnika, chyba, ze byl doswiadczonym mysliwym, poslugujacym sie biegle lukiem.

          • >>sagaj to swojska nazwa atlatla

            jeśli „sagaj” to spolszczone „asagai”, to z pewnością nie jest „swojskie”. To wyraz afrykański, choć trochę dłubania w necie nie pozwoliło mi dotąd wyszukać, z jakiego języka i regionu pochodzi. Co więcej, słowem „asagai” określano po prostu włócznię do miotania, czyli po prostu oszczep – nie zaś samą zabawkę do miotania tegoż (atlatl). BTW, czy naprawdę są dowody na używanie w Afryce miotacza oszczepów.

            • Jeśli wierzyć angielskiej wiki wzięło się to z berberyjskiego zagaya – włócznia, a to z kolei z arabskiego az-zagayah

              • jeśli wierzyć angielskiej wiki, jest to po prostu afrykańska włócznia lub oszczep, nie ma ani słowa o miotaniu go/jej za pomocą jakiegoś miotacza w rodzaju atlatla. Będę jednak upierał się, że Afrykanie nie znali miotacza oszczepu, przynajmniej nie w czasach historycznych, a co za tym idzie słowo to nie jest synonimem atlatla

  3. W tym przypadku wielkość znalezisk wyklucza oszczepy. „Drobne kamyczki” byłyby po prostu za drobne.

  4. @krzysztofsf

    z tą stroną o armiach świata to sugerowałbym ostrożność, bo miejscami bajki tam są popisane – np. o tym, że armia Hunów była zorganizowana w systemie dziesiętnym, a najwiekszymi jednostkami były tumeny – rzecz w tym, że nie zachował się żaden opis organizacji armii Hunów, więc autorzy strony o armiach sami go sobie dopowiedzieli, przenosząc żywcem w IV w. realia z XII/XIII w. – bo ten opis jest prawdziwy, tylko dotyczy armii Czyngis-chana, nie Attylli.

    Nie za bardzo mam czas, żeby się wgłębiać w artykuły, ale mam wrażenie, że takiej radosnej twórczości jest tam więcej …

    • Proponuje wyslac maila do autora strony z wykazaniem znalezionych bledow – jesli zareaguje i wprowadzi poprawki, podniesie to wg mnie jego ogolna wiarygodnosc. Jesli zignoruje……….
      Widze, ze jest formularz „kontakt” na jego stronie.

  5. Panowie dyskutanci zapomnieli zupełnie, że w czasach znacznie wyprzedzających powstanie pierwszych historycznych cywilizacji Międzyrzecza stosowano na tym terenie, jak sądzę z uwagi na trudności z pozyskaniem odpowiedniej ilości surowca niezbędnego do wyrobu dobrych łuków i strzał, innej skutecznej broni w postaci procy. Bliższe informacje na ten temat można pozyskać studiując publikacje profesora Piotra Bielińskiego. Wspomina on o odnalezieniu w ruinach pewnej osady zlokalizowanej na terenie obecnej Syrii magazynu wypełnionego tysiącami dobrze wypalonych glinianych pocisków służących do miotania przy pomocy procy. W świetle tego faktu można wnioskować, że oszczep nie był jedynym konkurentem łuku na polach bitew w tych odległych czasach.

    • Ale dyskutowaliśmy tylko o łuku i oszczepie i nikt nie twierdził, że były to jedyne bronie miotające :). A owe pociski do proc odkryto w Hamoukar i było ich trochę ponad 1100. Nagromadzono je podczas oblężenia miasta, które zakończyło się zniszczeniem Hamoukar.

  6. Temat łuków lub oszczepów zaczął się od polowań na zwierzęta.
    poprzez tematykę tych broni Panowie przeszli do militariów.Rzecz w tym,że wojna nie ma wiele wspólnego z podchodzeniem zwierzyny.
    otóż oszczep wyrzucany ręcznie lub nawet z użyciem miotacza ma dużą siłę rażenia,ale na krótki dystans.Nadaje się do polowania na GRUBEGO zwierza,który z racji swojej postury nie specjalnie człowieka się obawia,kilka ciężkich oszczepów może powalić słonia lub nosorożca.W sytuacjach gdy poluje się na zwierzynę drobną i płochliwą lepsze wyniki daje łuk jako broń dalekosiężna i zdecydowanie celniejsza.

    • Jesli teza o zatruwaniu ostrzy w afrykanskiej „macierzy” bylaby poprawna, to tam specjalnych roznic, za wyjatkiem zwiekszenia bezpiecznego dystansu od zranionego zwierzecia, by nie bylo.
      Natomiast w miare, jak czlowiek migrowalby w nowe ekosystemy, trudnosc zwiazana z pozyskiwaniem trucizn z nieznanego pod tym wzgledem srodowiska roslinnego, powodowalaby zwiekszenie preferowania broni skutecznej bez koniecznosci posmarowania jej trucizna.
      Wymiana pokolen – i system polowania oraz preferencje broni zmieniaja sie na stale.

    • Przyznam się,że nie znam tematu zatrutych strzał w Afryce,bardziej mi się to kojarzy z Amazonią(currara).Buszmeni do dzisiaj żyjący jak w epoce kamiennej nie używają i nie potrzebują sprawniejszych łuków bo używają ich do polowania na ptaszki.Jeśli chodzi o polowanie na nieco grubszą zwierzynę typu antylopa stosują
      metodę ,,uporczywego pościgu”,uważaną przez niektórych badaczy za pierwotną metodę polowania.polega na pieszym ściganiu zwierzęcia
      aż do jego kondycyjnego wymęczenia,trwa to godzinami,w końcu wycięczony zwierzak nie dawał rady i musiał się zatrzymać.Wtedy wystarczy podejść na bliską odległość i z marnego łuku strzelić mu
      w serce,aortę lub oko.
      Uporczywy pościg jest możliwy z tego powodu,że człowiek współczesny jest wyposażony w mechanizm pocenia się(z wyjątkiem Eskimosów) w przeciwieństwie do zwierzyny łownej,która ochładza organizm poprzez dyszenie,a w ucieczce staje się to niemożliwe i
      pada.

      • To zatruchtanie na śmierć ma ten mechanizm, że jak napisał @kirys człowiek ma niezwykle wydajny system chłodzenia. W związku z tym w o wiele mniejszym stopniu narażony jest na udar cieply przy wysiłku fizycznym niż zwierzę. Zwierzę zaganiane i przegrzane ma w konsekwencji uszkodzenie mózgu (denaturacja cieplna) i pada. Reszta to kwestia dobicia go przez myśliwego.
        .
        Jest to (m. in.) tematem przewodnim książki „Homo przypadkiem sapiens”.

  7. To ja dorzucę jeszcze „bolas” i będzie już chyba rozpracowana cała broń miotana paleolitu w kontekście polowania.
    .
    No chyba, że za taką uznać też zwykły kamień rzucany „wypracowaną” do tego celu ręką- vide zawodnicy (miotacze) w basebalu.

    • A bumerangi ? :)

      • Fakt, zapomniałem. Masz rację.
        .
        To jeszcze na dokładkę (w promocji) dodam broń „dmuchaną” z dżungli amazońskiej, czy południowo-wschodniej Azji i Pacyfiku. Nie wiem czy nie „tworzę” nazwy- ale to chyba dmuchawka?
        Chociaż tu siłą miotającą jest nie ręka- a płuca (powietrze), mięśnie oddechowe i tłocznia brzuszna.
        .
        Z drugiej strony, to i z łuków (dużych) strzelano ponoć nogami. A cięciwę rozciągano całym ciałem.

  8. […] 20. Neolityczny posążek i najstarsze żyto w Polsce 21. Scytyjski grobowiec pełen złota 22. Najstarszy dowód używania łuków. Jaskinia Sibudu znów zaskakuje 23. Spór o hobbita. Kontratak sceptyków 24. Mamy w Polsce wieczną zmarzlinę 25. Mamuty […]

  9. […] Tym samym Homo sapiens, którzy żyli w Afryce Południowej ponad 70 tysięcy lat temu, po raz kolejny zaskoczyli naukowców swoimi wysokimi umiejętnościami. O innych niespodziankach, które zgotowali archeologom, pisałem chociażby w artykule poświęconym znaleziskom w jaskini Sibudu. […]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s