Scytyjski grobowiec pełen złota

Pochówek scytyjskiego wojownika, którego pobratymcy złożyli wraz z ogromną ilością złotych przedmiotów, odkryli archeolodzy w Kazachstanie.

Grobowiec znajdował się w złożonym z siedmiu kurhanów kompleksie Tałdy-2, który leży we wschodniej części regionu Karaganda niedaleko miasta Karkaralińsk.

Zdaniem odkrywców zmarły, który należał do odłamu Scytów zwanego Śakami, był nie tylko wojownikiem, ale również władcą. Świadczą o tym oczywiście ogromne ilości złota. Mimo że już w odległej przeszłości do cmentarzyska dobrali się rabusie, to na archeologów wciąż czekało 130 przedmiotów ze złota oraz setki paciorków z tego cennego metalu. – Korpus mężczyzny był cały pokryty złotem – mówił na konferencji prasowej kierownik badań Arman Bejsenow. Wśród przedmiotów ze złota są wisiory, kolczyki, a także figurka drapieżnego kota. Archeolodzy znaleźli też kilkanaście grotów strzał z brązu i kamienne paciorki.

W ocenie badaczy pochówek pochodzi z VI-V w. p.n.e. Położenie grobu archeolodzy znali od pół wieku, ale dopiero teraz przeprowadzili wykopaliska.

Odkrycie jest porównywane z innym pochówkiem scytyjskiego możnowładcy z mniej więcej tego samego okresu, który odkryto w 1969 r. w Issyk. W grobowcu 18-letniego mężczyzny archeolodzy znaleźli wówczas około 4000 wyrobów ze złota. Ten tak zwany Złoty Człowiek stał się jednym z symboli narodowych Kazachstanu. Odkrytego teraz scytyjskiego wojownika badacze przezwali Panem Słońca.

Na zdjęciu: Rekonstrukcja stroju Złotego Człowieka. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Resim.

Na podstawie Eurasianet (ang.) i Kazinform (ros.). Pod tym drugim linkiem znajdziecie zdjęcia, ale malutkie.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 20.07.2010.

komentarzy 27 to “Scytyjski grobowiec pełen złota”

  1. „Miedziany czlowiek” pokryty ozdobami z miedzi nie wzbudzilby takiego zainteresowania :)

    Wartsc zlota, jego sila nabywacza, byla wtedy o wiele wyzsza.

    Mam wrazenie, ze takie bogate pogrzeby, dawaly dwa skutki uboczne
    1. Wycofujac z obiegu czesc zlota, zapobiegaly inflacji podtrzymujac sile nabywacza pozostalego kruszczu
    2. Zapobiegaly zbytniemu wzbogaceniu sie plemienia w inne wartosci niz bron, konie, bydlo – co mogloby dac niekorzystne skutki czyniac bogaczy zbyt lakomym kaskiem dla innych, oraz znienic sam styl zycia plamienia , wprowadzic je na droge handlu, stalych osad itd.

    • Zakładasz, że w pradziejach znano się na gospodarce finansowej?
      Ja sądzę, że mentalność tych ludzi nie odbiegała od mentalności rodzinki tego sympatycznego pana:http://photos1.blogger.com/photoInclude/blogger/5895/1076/1600/willie_the_wimp.jpg

      • Nie wiem czy się otworzy, ale może jeszcze tutaj:
        http://www.srvrocks.com/lyrics-willie_the_wimp.htm

      • Zaznaczylem, ze skutek byl uboczny.

        Podobnie, jak pozostawianie najlepszych egzemplarzy zwierzat i w konsekwencji kolejnych pokolen na ich bazie, dalo poczatek tworzeniu roznych ras i linii zwierzat hodowlanych. Bez zalozenia „bede selekcjonowal pod katem cechy x” – to dostrzezono pozniej, gdy nieswiadoma selekcja zaczela dawac efekty.

        Sadze, ze plemiona dajace do grobow rozne atrapy rzeczywistych dobr materialnych , ewentualnie zarzynajac zony, niewolnikow i zwierzeta a zlotem obdzielajac zyjacych, mogly rozwijac sie inaczej niz poprzestajace na dobrach typowo „koczowniczych”.

        • W historii było zazwyczaj tak, że o ile tylko koczownikom udało się jakoś skonsolidować (co zazwyczaj zawdzięczają energicznym jednostkom w rodzaju Attyli, czy innego Temudżyna), to od razu zaczynali wyprawy na bardziej osiadłych sąsiadów oraz gromadzenie złota. Tak jak raper z Bronksu musi mieć złoty łańcuch ze złotym symbolem dolara, tak jak polskiego dresiarza marzeniem jest podobny złoty łańcuch do dresu Nike i „beemka”, tak też marzeniem porządnego koczownika było mieć wiele błyskotek, najlepiej złotych i wysadzanych drogimi kamieniami. Cały wic polegał na tym, że musiał pojawić się ambitny lider, który rozpoznawał głębokie potrzeby współplemieńców i był na tyle przekonujący, by pociągnąć ich za sobą.

          • Zauwaz, ze oba przyklady raczej podbudowuja moja wypowiedz.

            Po krotkich epizodach gromadzenia bogactw koczownicy albo zostali pobici a resztki powrocily do pierwotnego stylu zycia, gromadzac powoli nieduze bogactwa wyrazane w zlocie, dalej bazujac na koniach i owcach czy bydle, albo diametralnie zmienili tryb zycia rozplywajac sie jako arystokracja wsrod podbitej ludnosci.
            Zauwaz, ze nawet samodzielne panstwa mongolskie powstale po podbojach Temudzina, wytworzyly osrodki podobne do tych w innych panstwach.
            http://pl.wikipedia.org/wiki/Saraj_(Złota_Orda)

            Imperium mongolskie mialo struktury malo przypominajace „kraine koczownikow”
            http://pl.wikipedia.org/wiki/Imperium_Mongolskie#Wyb.C3.B3r_Wielkiego_Chana

            Wielkie rozwarstwienie, potezna dziedziczna arystokracja iotoczona „pretorianami” broniacymi ich statusu i posiadania, skarb panstwa i wydatki panstwowe….

            Udany podboj, konsolidacja w rekach przywodcow i ich potomkow bogactw nie typowo koczowniczych (stada, namioty, bron) oznacza postepujaca w szybkim tempie likwidacje starego trybu zycia, za wyjatkiem ubogich , coraz bardzij wyobcowywujacych sie grup czy plemion.

            • Wielkie rozwarstwienie chyba zawsze było u ludów stepowych. Te złote pochówki to sam szczyt elity. Można z dużą dozą pewności założyć, że większość zawsze składała się z ubogich wojowników-pasterzy.

              • Oczywiscie.
                ale inna jest droga rozwojowa spoleczenstwa w ktorym bogactwo mierzy sie glownie stadami.

                Dopiero pojawienie sie innych dobr, glownie zlota, umozliwa korzystanie z gwardii najemnej, nie skladajacej sie z arystokracji nizszego rzedu. Mniej znaczy osobowosc wodzow a bardziej ich mozliwosci oplacenia „ochrony”.
                Wodz „placacy” ma aparat nacisku niedostepny dla wodza bazujacego na autorytecie, podpartym posiadanymi stadami i krewnymi popierajacymi wodza w pierwszym rzedzie.

              • Zwierzętami też można płacić :)

              • Zwierzetami nie zaplaci sie kilkutysiecznej gwardii, ludziom bez rodzin zyjacym calkowicie na utrzymaniu wladcy.
                Chyba cos podobnego funkcjonowalo przez jakis czas w Egipcie, ale temu towarzyszyla potezna kasta pisarzy, skrupulatnie notujacych dobra nalezne urzednikom i zolnierzom.

                Chyba tylko gospodarka pieniezna umozliwia utzrymanie rozbudowanego „aparatu ucisku”, ktory otzrymane wynagrodzenie przepuszcza na …wiadomo :)

              • A co te kilka tysięcy gwardii na stepie robiłoby z tym złotem?? Gospodarka pieniężna nie jest potrzebna do rozbudowanego aparatu, vide Sumer, Egipt, Inkowie.

              • „A co te kilka tysięcy gwardii na stepie robiłoby z tym złotem??”

                Tyle, ze jak juz byla ta gwardia, to nie bytowala ona w stepie, za wyjatkiem przemieszczania sie wladcy, czy przeprowadzania roznych zlecen bojowych.
                Dookola dworow wladcow koczowniczych powstawaly poteznie, mniej lub bardziej stale, osrodki handlowo-produkcyjne, gdzie mozna bylo zaspokoic wszelkie wysokie, niskie i bardzo niskie potrzeby – jesli dysponowalo sie srodkami.

            • Jasne jest, że po zdobyciu terytoriów, bogactw i wpływów koczownicy stają się coraz bardziej osiadli. Jasne też jest, że do utrzymania wielkich państw potrzebny jest aparat urzędniczy oraz aparat nacisku. Przydają się bardziej rozwinięte systemy finansowe oraz pismo.
              Ja jedynie pragnę zakomunikować, że naturalnym pragnieniem i potrzebą każdego koczownika jest kasa i władza. Pod tym względem koczownicy nie różnią się od ludów bardziej osiadłych. Ponieważ hodując owce trudno zdobyć duże nadwyżki kruszcu, koczownicy zwykle próbują zdobyć je na osiadłych.

              • Zgadzam sie z tymi pragnieniami (osobiscie pozostala we mnie ciagotko do kasy ;) ) koczowniczymi.

                Natomiast zaznaczylem, ze odplyw nagromadzonych srodkow finansowych, wyrazanych w zlocie , odbywal sie raczej poprzez wycofywanie ich z obiegu przy okazji ceremoni pogrzebowych, niz dokonywanie transakcji handlowych.
                Pisze tu naturalnie o koczownikach zyjacych zgodnie z pradawnymi jedynymi i slusznymi wartosciami, spiacych w namiocie i wiekszosc pokojowej czesci zycia spedzajacych na czynnosciach pasterskich.
                Oni nie mieli gdzie i na co wydawac tych pieniedzy, jesli posiadane srodki zaspokoily juz ewentualne potrzeby zwiazane z importem broni.
                W kulturach niekoczowniczych nadwyzki ladowaly w swiatyniach, co jakis czas stanowiac mily bonus dla najezdzcow – czesto wlasnie koczownikow.
                W plemieniu koczownikow posiadanie zbyt duzej ilosci kruszcu, systematycznie przyrastajacej, predzej czy pozniej skonczyloby sie niedobrze dla tegoz plemienia.

              • Ten sposób wykorzystywania nadwyżek finansowych jest charakterystyczny nie tylko dla koczowników sensu stricte. Dość przypomnieć złote pochówki okresu wędrówek ludów…
                Nadwyżki kruszców oraz przedmiotów zbytku były też deponowane, zapewne rytualnie. Tak pozbywano się nadwyżek w kulturach germańskich okresu rzymskiego i wędrówek ludów. Być może, że takie znaczenie miały także skarby srebrne okresu wikińskiego znane w dużej ilości z szeroko rozumianej strefy bałtyckiej (w tym z obszarów dzisiejszej Polski).

              • Pochówek może być równie dobrym sposobem manifestacji prestiżu, pozycji i władzy oraz komunikatem politycznym i społecznym, co budowa pałacu lub świątyni.
                Dlatego na początku dyskusji wstawiłem link do obrazka Willego The Wimpa.

              • A ci co wedrowali w wedrowkach ludow, to nie byli koczownicy?
                Sadze, ze to pojecie jest dosyc obszerne?

                I przypominam po raz kolejny – uznalem, ze bogate pogrzeby w sposob UBOCZNY dawaly efekt wycofywania z obiegu srodkow, ktore w przypadku gromadzenia i narastania majatku kruszcowego stawalyby sie dla ich posiadaczy coraz wiekszym problemem i zagrozeniem.
                Zadne wewnatrzplemienna Rada Polityki Pienieznej nie podejmowala decyzji, ze „wodza X pochowamy z iloscia zlota y, poniewaz zapewni to utzrymanie wartosci pozostalego w plemieniu zlota na poziomie Z, a jednoczesnie uczyni nas mniej atrakcyjnymi do zaatakowania przez plemie A”

                Sadze, ze plemiona, ktore gromadzily zlote skarby bez odpowiedniego do ich zabezpiecznia aparatu zbrojnego (wzrastajacego proporcjonalnie do wzrostu posiadanych skarbow) , dosyc szybko przestawaly istniec – taki rodzaj doboru naturalnego, preferujacego okreslone zachowania.

              • @krzysztofsf
                „A ci co wedrowali w wedrowkach ludow, to nie byli koczownicy?
                Sadze, ze to pojecie jest dosyc obszerne?”
                – zależy, jak je rozumieć. Wedrówki ludów dlatego były niezwykłe, że większość wędrujących ludów normalnie prowadziła osiadły tryb życia, wędrówka była dla nich stanem przejściowym. Właściwi koczownicy natomiast prowadzili mobilny tryb życia, wędrówka była dla nich stanem normalnym – stąd zupełnie inna gospodarka i inna mentalność niż u ludów, które wędrowały tylko w wyjątkowych okolicznościach.

    • Na pewno medialnie „złoty człowiek” brzmi lepiej niż „miedziany człowiek” i na pewno pomoże w uzyskaniu zdecydowanie większych pieniędzy na prace archeologiczne.

      Jak jest z koczownikami – myślę że tak jak i…teraz. Złoto jest piękne, wartościowe i…nic naprawdę potrzebnego koczownikowi za nie kupić nie można. Wszystko to co mu do życia potrzebne zdobywa albo własna praca, albo na drodze barteru.

      Złoto to symbol – pochowanie symbolu wraz z władcą, nie wiąże się z żadnym uszczupleniem naszych dóbr materialnych. Nie wpływa na rynki (bo nie ma takowego – pamiętajmy że przeciętny Scyta żeby coś za złoto kupić musiał by udać się do…”cywilizacji” skąd prawdopodobnie by nie wrócił, a jak udawali się większą paczką, to złoto i tak nie było im potrzebne.

      • Wyobraz sobie teraz takich Scytow, przez kilka pokolen wracajacych z wypraw ze zlotem, a nastepnie przyozdabiajacych sie nim, lub obwieszajacych swoje kobiety.

        Bez rozbudowy panstwowosci, tylko lupia i wracaja…

        Kwestia czasu……I ktos by odebral „zlote runo”, poniewaz nagromadzenie niewydawanego, ani nie wkladanego do grobow zlota staloby sie legendarne.

        • To przy założeniu, że byliby jedyną firmą w okolicy, która prowadzi taką działalność – a zwykle było jednak tak, że ci, którzy dziś łupili, jutro sami byli łupieni przez sąsiadów

          • I tu jest wlasnie kwestia „wartosci krytycznej” posiadanego przez dane plemie zlota, przemnozona przez wspolczynniki zdolnosci bojowych, sprytu przywodcow oraz czas przez jaki wspolczynniki przewyzszaja wartosc krytyczna urachamiajaca najazd w celu pozyskania zlota (nie stad czy kobiet, a konkretnych skarbow wyrazanych w zlocie).

            Jesli takie przeplywy zlota odbywaly sie pomiedzy spokrewnionymi, pobliskimi plemionami koczowniczymi, sytuacja specjalnie sie nie zmieniala – dalej mamy pasterzy gromadzacych coraz wiekszy skarb, mniej czy bardziej rozdzielony pomiedzy czlonkow spolecznosci, nie bedacy specjalnie przydatny za wyjatkiem podkreslenia statusu i prestizu.

            Jesli koczownicy nie zmieniali systemu spolecznego, nie rozwijali handlu, aparatu administracyjnego, zrebow panstwowosci i stalych osrodkow administracyjno-gospodarczych, to doplyw zlota do ich plemion znacznie przewyzszal wyplyw spowodowany handlem.
            Z kolei w ramach plemienia nadwyzki zlota trafialy predzej czy pozniej do dyspozycji lokalnych przywodcow, ktorzy nie znajdujac dla nich biezacego wykorzystania handlowego, przechowywali je w formie ozdob, podnoszacych ich status. I czesto byli grzebani wraz ze swoim skarbem, bardziej zrastajacym sie z wlascicielem niz bezosobowe sztabki czy skrzyneczki monet.

      • Nie do końca tak – kontakty Scytów z „cywilizacją” nie ograniczały się do najazdów i jatek – w końcu greckie kolonie nad Morzem Czarnym handlowały ze Scytami, greccy rzemieślnicy produkowali biżuterię w stylu scytyjskim właśnie na potrzeby rynku scytyjskiego – bo Scytowie lubieli błyszczeć

  2. Złoto jest piękne i przede wszystkim bardzo ciężkie,na co dzień
    uciążliwe dla mobilnego koczownika.Ani go zjeść,ani przekuć na broń
    czy narzędzia,ani gdzie uczciwie wydać.Jedyny z niego pożytek,to wykonać z niego ozdoby,nawet błyszczącą zbroję i pochować w niej ukochanego przywódcę.

  3. […] skarby. Te prawdziwe i te wymarzone 20. Neolityczny posążek i najstarsze żyto w Polsce 21. Scytyjski grobowiec pełen złota 22. Najstarszy dowód używania łuków. Jaskinia Sibudu znów zaskakuje 23. Spór o hobbita. […]

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s