Fortyfikacje ryżem mocne

Zaprawa z dodatkiem kleistego ryżu zapewniła dawnym chińskim budowlom niezwykłą wytrzymałość – przekonują chińscy badacze w wydawanym przez American Chemical Society miesięczniku „Accounts of Chemical Research”. Dodają też, że taka zaprawa wciąż jest najlepszym środkiem do renowacji starych budowli.

Fortyfikacje wielu chińskich miast zawdzięczają swoją moc m.in. ryżowi. Fot. iStock

Chińscy badacze ustalili, że zaprawę opracowano około 1500 lat temu przez dodanie zupy z kleistego ryżu do podstawowego składnika zaprawy murarskiej, czyli wapna gaszonego, fachowo zwanego wodorotlenkiem wapna. Jak twierdzą badacze, była to pierwsza zaprawa kompozytowa łącząca substancje organiczne z nieorganicznymi.

Taka zaprawa okazała się niezwykle wytrzymała i odporna na wodę. Jak wskazują badacze, budowle, w których ją wykorzystywano, wytrzymywały nawet trzęsienia ziemi o sile 7,5 stopni w skali Richtera, a ekipy wyburzające dawne budowle często miały z nią spore kłopoty.

Zaprawę stosowano w wielu ważnych budowlach: w stupach, świątyniach, mostach, grobowcach, miejskich fortyfikacjach (np. w Nankinie, Jingzhou i Haizhou) i budowlach hydrotechnicznych.

Chińczycy ustalili także, dzięki czemu zaprawa była taka mocna. Za wszystko odpowiada amylopektyna – wielocukier będący głównym składnikiem skrobi. Działała ona jako czynnik hamujący i tym samym kontrolujący wzrost kryształów węglanu wapnia w efekcie czego powstawała zwarta mikrostruktura.

Badacze przeprowadzili również eksperymenty z ryżową zaprawą, które wykazały jej wyższość nad zwykłą.

Yang, F., Zhang, B., & Ma, Q. (2010). Study of Sticky Rice−Lime Mortar Technology for the Restoration of Historical Masonry Construction Accounts of Chemical Research DOI: 10.1021/ar9001944 (tutaj dostępny jest cały artykuł)

Korzystałem też z komunikatu prasowego American Chemical Society.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 30.05.2010.

komentarzy 47 to “Fortyfikacje ryżem mocne”

  1. […] This post was mentioned on Twitter by ResearchBlogs Polish, Wojciech Pastuszka. Wojciech Pastuszka said: Fortyfikacje ryżem mocne: http://wp.me/p7xd8-1r8 […]

  2. Czemu nie? Robiło się klej z mąki zbóż i z kasztanów – połączenie amylopektyny z wapniem może dać całkiem odporne lepiszcze. Tylko że w Europie chyba nikt na to nie wpadł – za to często dodawało się białko zwierzęce w procesie dołowania wapna. Z tego chyba poszły kleje kazeinowe.

    • Wpadł nie wpadł… trudno tak mówić – ryżu nie było… zbóż tez nadmiar europejczykom snu z oczu nie spędzał… jak mam sobie od ust odjąć to wole zrobić nieco mnie wytrzymały budynek.

  3. Do dziś wielu murarzy tradycjonalistów poleca dodawanie do zaprawy mleka lub jaj. Podobny wynalazek. Ciekawe byłyby badania co lepsze: ryż, czy białko? A może jakieś połączenie? Jakie proporcje są najlepsze?

  4. Przy budowie bunkrów w Gierłoży (Wilczy Szaniec) hitlerowcy używali białek z kurzych jaj.

    • Słyszałem kiedyś, że w średniowieczu przy budowie zamków dodawano do zaprawy białko z kurzych jaj, może coś w tym jest …

      • Mnie się używanie białek kojarzy z budowaniem katedr, ale nie umiem sobie teraz przypomnieć, gdzie to przeczytałem. Przy czym raczej był to tekst popularny, niż fachowy.

  5. Zwyczaj dodawania białek zwierzęcych do zaprawy wymyslono gdzieś na Bliskim Wschodzie, powszechnie stosowali go Turcy Osmańscy. Stąd pewnie wierzenie, że w fundamenty gmachu należy wmurować zwierzęta ofiarne, niewolników, a czasem nawet synów głównego architekta.
    Dziś do wielkich budowli stosuje się głównie żelbet, albo konstrukcje metalowe wypełniane lekkimi tworzywami. tedy faszerowanie skrobią czy białkami nie znajdzie zastosowania. Ale jeśli ktoś chce sobie postawić coś małego i trwałego na zaprawie wapiennej, to musi sam potrenować, bo przepisy dawnych mistrzów raczej przepadły.

  6. Słyszałem i używałem związku chemicznego o nazwie węglan wapnia, lecz o węglanie wapna, jako żywo nie słyszałem.
    Średniowieczni murarze stosowali zaprawę murarską z dodatkiem białek z kurzych jaj i krwi bydlęcej. Taki skład zaprawy i aktywność budownicza Kazimierza Wielkiego sprawiły, że na polskim rynku spożywczym pojawiło się bardzo dużo produktów ubocznych w postaci żółtek i wołowiny. Jak to powszechnie wiadomo duża podaż towarów oznacza spadek cen. Odżywiający się tymi tanimi, wysokobiałkowymi i bogatymi w witaminy (żółtko zawiera cały komplet witamin i mikroelementów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu i równie bogaty zestaw białek i tłuszczów, za wyjątkiem witaminy C) produktami Polacy, bardzo poprawili swoją tężyznę fizyczną i umysłową, przekazując swoje nowe nawyki kulinarne następnym pokoleniom. Ci zdrowi ludzie płodzili równie zdrowe potomstwo, co zaowocowało pojawieniem się w naszej historii okresu zwanego „złotym wiekiem”, w odróżnieniu od czasów współczesnych kiedy to pojawiło się pokolenie rachitycznych, przerośniętych i bladych, niczym roślinki rosnące w ciemnicy, ludzi o krzywych kręgosłupach i chorujących masowo na cukrzycę i próchnicę, nie mówiąc o otyłości i osteoporozie, ale za to odżywiających się „zdrowo, bo bezcholesterolowo” jogurtem, sałatą, płatkami kukurydzianymi i wysokoenergetycznymi snikersami, marsami, twixami popijając to wszystko coca colą. Usłużni rządzącym profesorowie dietetycy bardzo dbają o to by większość Polaków i nie tylko Polaków odżywiała się w ten sposób, bo, jak to wyczytałem w którymś z komentarzy tego bloga, takimi rachitycznymi i otępiałymi ludźmi łatwiej się rządzi. Ci rozsądniejsi i uczciwsi nie mają dostępu do środków masowego przekazu. Na szczęście moda na grilowanie niweluje nieco skutki profesorskiej propagandy, pod warunkiem, że nie griluje się zielska.

    • >>ale za to odżywiających się “zdrowo, bo bezcholesterolowo” jogurtem, sałatą, płatkami kukurydzianymi i wysokoenergetycznymi snikersami, marsami, twixami popijając to wszystko coca colą. Usłużni rządzącym profesorowie dietetycy bardzo dbają o to by większość Polaków i nie tylko Polaków odżywiała się w ten sposób

      LOL. Pokaż mi choć jednego profesora-dietetyka, który promuje odżywianie się snikersami, marsami, twixami i coca-colą. Propagandę to waszmość sam uprawiasz.

      a jogurty, sałatki i zielsko (to ostatnie niezbędne do życia tak jak ścierwo) są raczej ODPOWIEDZIĄ na skarmianie ludu śmieciowym żarciem typu twixy, snickersy itp., odpowiedzią na spasanie się jak świnie. Może chcemy wyglądać jak większość Amerykanów? Rzeczywiście, samo zdrowie. Nie sądzę, żeby wielu ludzi w czasach Kazia W. była szczególnie spasiona, natomiast wysokotłuszczowa dieta była cenna w czasach, gdy większość ludzi ciężko pracowała fizycznie. Teraz, gdy wielu z nich siedzi w biurach i przed kompami, naprawdę te sałatki i jogurty dają szansę, że przynajmniej nie będą wyglądali jak opasłe wieprze. Nadwyżki energetyczne generalnie pozostają niespalone i odkładają się.

      • Masz o sobie wysokie mniemanie skoro Kazimierza, którego potomni, jako jedynego polskiego króla nazwali Wielkim określiłeś poufale mianem „Kaziu W”, no ale czego wymagać od kogoś, kto zamiast komputera używa „kompa”?

        • A co znaczy xxxl przy imieniu jak nie przerosniete ego?! ….

          Poza tym mozna by dyskutowac czy Kazimierz Wielki zasluguje na swoj przydomek.

          • Ludzie obdarowani dużą wyobraźnią mogą interpretować xxxl przy moim imieniu, jako zaszyfrowaną informację o więzach krwi łaczących mnie z neandertalczykami. Świadomość tego faktu zupełnie mnie nie obraża. Jestem dumny z przodków, po których oddziedziczyłem plecy o powierzchni równej pokładowi amerykańskiego, a może radzieckiego, lotniskowca.

    • Wzbiłeś się na szczyty demagogii.
      Skład zaprawy i aktywność budowlana Kazimierza Wielkiego to sobie mogła wpływać na rozwój dorożkarstwa na księżycu. Nawet w 17 wieku murowane budowle stanowiły jakieś marne promile ogólnej liczby budynków (szacunkowo obliczał to jeszcze Miłobędzki). Nie mówiąc o tym, że obecność owych kurzych białek i bydlęcej krwi jest słabo potwierdzalna w badaniach zapraw.
      Budowlana działalność Kazimierza mogła by spowodować poprawę stanu zdrowotnego tylko jednego pokolenia. Chyba, że nastąpiły by masowe mutacje i utrwalenie korzystnych zmian. Następcy Kazimierza bardziej interesowali się Węgrami. A horyzonty takiego Jagiełły sięgały drewnianej wieży na kopcu, z której zapuszczał się na polowania. Więc w 1 połowie XV wieku żółtek byłoby za mało…
      Stan zdrowia populacji późnośredniowiecznych mógł się rzeczywiście poprawić (choć raczej nie w miastach), nie tyle dzięki żółtkom jajek pozostałym z budowy kazimierzowskich zamków, co dzięki pługowi koleśnemu, trójpolówce, młynom wodnym, tartakom i paru innym wynalazkom ze zgniłego zachodu.
      Próchnica zębów w średniowieczu i pradziejach to raczej wyznacznik wyższych warstw społecznych – tylko takie stać było na „cukierki”. O innych pomysłach żywieniowych nie wspomnę, bo eptesicus już to zrobił (za pomysł o profesorach i snickersach powinieneś dostać Nobla).
      Czytając Twoją spiskową teorię o „usłużnych profesorach” (wywodzących się z „łże-elit”?) i uczciwych nie mających dostępu do środków masowego przekazu odnoszę wrażenie, że sam masz problem – bynajmniej nie z profesorską propagandą.

      • Osobiste wycieczki dyskwalifikują Cię jako osobę godną tego, by z nią polemizować. Życzyłeś sobie jednak poznać usłużnego profesora. Nie pozostaje mi nic innego, jak odesłać Cię do Polskiego Radia i posłuchać reklamy farmaceutycznego snikersa o nazwie bioluteina, a potem poczytać coś z fizjologii, by dowiedzieć się, co to takiego luteina i w jakich pokarmach występuje. Odpowiedzialny profesor nie powinien dorabiać sobie do pensji w reklamach, tu użyję słów pani minister Kopacz, „wody święconej”.
        Na koniec pytanie. Czy to przypadkiem, nie za sprawą pługa koleśnego, trójpolówki, młynów wodnych i innym wynalazków „zgniłego zachodu”, wzrosła wydajność rolnictwa, co pociągnęło za sobą lepsze odżywianie i lepszy stan zdrowia? Dość gwałtownie wzrosła również wtedy liczba ludności Polski, co świadczy o niskiej śmiertelności niemowląt rodzonych przez dobrze odżywione i zdrowe matki.
        Nie jestem również takim wrogiem profesorów, jakiego chcesz ze mnie zrobić, dlatego odsyłam Cię do lektury szeregu opracowań wybitnego profesora, specjalisty od historii gospodarczej, Stanisława Suchodolskiego i do lektury pamiętników profesora Stanisława Pigonia wydanych pod tytułem „Z Komborni w świat”. Znajdziesz tam jego opinię na własny temat. Napisał mianowicie, że profesorskie elity Uniwersytetu Jagiellońskiego nie mogły wyjść z podziwu, że zagłodzony syn chłopa z podkarpackiej wsi dokonał cudu, bo nie tylko zdobył świadectwo maturalne, ale i ukończył w terminie, jako prymus, wyższą uczelnię. Profesorowie ci nie wiedzieli jednak, że był on synem chłopa, ale także kowala i rusznikarza, a kowale byli bardzo zamożnymi chłopami, niemal chłopską arystokracją. Absolwent gimnazjum, które ukończył Stanisław Pigoń, profesor, nigdy nie napisał by słowa murarz z użyciem literki „ż”, jak to zrobił mój kolejny krytyk.
        „Spiskowa teoria dziejów”, to typowy zarzut stawiany prawdziwym historykom przez historyków marksistowskich. Ci ostatni byli przekonani, że wszelkie zmiany i postęp następują za sprawą aktywności „mas”, negując rolę jednostki w historycznych procesach. Zaliczając mnie do tych dostrzegających sprawczą rolę jednostki w procesach historycznych wyświadczasz mi zaszczyt.
        W latach siedemdziesiątych byłem uczestnikiem kursu na temat gospodarki lipidowej w organiźmie człowieka. Prelegent, docent, doktor medycyny, pracownik Akademii Medycznej w Krakowie, którego z góry przepraszam, jeśli przekręciłem jego nazwisko, Schneidt relacjonował wyniki swoich badań podkreślające konieczność spożywania tłuszczów, dla zachowania dobrego zdrowia. Kilka tygodni później z zażenowaniem oglądałem jego wywiad w telewizji. Nieszczęśnik zachowywał się jak ktoś, kogo posadzono na gorącym krześle, kiedy redaktor prowadzący przerywał mu w pół słowa i kończył za niego wypowiadane przez niego zdania przekręcając ich sens o 180 stopni. W owych czasach wszechobecnej cenzury, na sprostowanie nie było szans, ale też pan docent, niedługo potem profesor, nigdy już nie udzielił wywiadu w środkach masowego przekazu. Nie wyobrażam go sobie jako głównego aktora jakiejkolwiek reklamy.

        • „Dość gwałtownie wzrosła również wtedy liczba ludności Polski, co świadczy o niskiej śmiertelności niemowląt rodzonych przez dobrze odżywione i zdrowe matki.”

          A możesz przytoczyć badania, które świadczą o tej niskiej śmiertelności, dobrym odżywieniu matek oraz o tym, że to właśnie te dwa czynniki były źródłem gwałtownego wzrostu liczby ludności (w jakim dokładnie okresie?).

          • Najdokładniejsze odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytania znajdziesz w opracowaniach monograficznych historyków zajmujących się historią gospodarczą i antropologią historyczną, na przykład autorstwa wymienionego już przeze mnie profesora Stanisława Suchodolskiego lub profesora Witolda Kuli. Na każdej wyższej uczelni takich specjalistów jest o wiele więcej i każdy z nich coś publikuje.
            Elementarnej wiedzy na te tematy szukaj w rozdziałach mówiących o sprawach gospodarczych akademickich podręczników dla studentów studiujących historię, lub sięgnij po alementarz historyka na poziomie liceum ogólnokształcącego, który został wydany pod tytułem „Mały słownik historii Polski”.
            Możesz też sięgnąć po opracowania specjalistów z dziedziny medycyny i fizjologii, a nawet weterynarii, lub do zasobu własnych szarych komórek, które każą Ci wyciągać poprawne wnioski z różnych przypadkowo pozyskiwanych informacji. Odpowiedz sobie na pytanie dlaczego ludzie którzy przeżyli wielki głód w oblężonym Leningradzie lub ocaleni więźniowie obozów koncentracyjnych cierpieli po przejściu na, w miarę normalną dietę, na miażdżycę i umierali stosunkowo młodo na udary mózgu, lub zawały serca? Dlaczego zawsze po okresach wieloletnich nieurodzajów pojawiały się różnego rodzaju epidemie chorób zakaźnych? Dlaczego Itelmeni Aleuci i Innuici odżywiający się niemal wyłącznie wielorybią i pochodzącą od innych ssaków morskich, słoniną nie mieli próchnicy, miażdżycy i nigdy nie byli otyłymi? (ryby łowili tylko po to, by mieć paszę dla psów pociągowych). Można takie przykłady przytaczać bez końca.
            Od pewnego czasu nie udzielam nikomu dokładnych wskazówek bibliograficznych z uwagi na to, że bywały one wykorzystywane przez co sprytniejszych studentów przy pisaniu ich prac magisterskich, a ja nie chcę być mimowolnym pomocnikiem spryciarzy i oszustów, którzy nazywają naiwnych informatorów „jeleniami”.

            • Tzw. anecdata oraz jedna z najlepszych puent komentarzy jakie w ostatnich latach czytałem. Aluminiowy kapelusik też nosisz, żeby twoich mysli nikt nie mógł podsłuchiwać?

            • >>Dlaczego zawsze po okresach wieloletnich nieurodzajów pojawiały się różnego rodzaju epidemie chorób zakaźnych?

              z uwagi na obniżoną odporność organizmu…

              >>Dlaczego Itelmeni Aleuci i Innuici odżywiający się niemal wyłącznie wielorybią i pochodzącą od innych ssaków morskich, słoniną nie mieli próchnicy, miażdżycy i nigdy nie byli otyłymi?

              radziłbym porównać styl życia, warunki klimatyczne otoczenia i zapotrzebowanie energetyczne przeciętnego Inuity spędzającego całe dni na polowaniu na mrozie, przy silnym wietrze, przebywającego (nawet jeśli psim zaprzęgiem lub kajakiem) dziesiątki kilometrów, z tymi samymi elementami biologii i otaczającego środowiska u przeciętnego obywatela tzw. Zachodu. Taka dieta – wysokotłuszczowa, ale i wysokobiałkowa – jest u arktycznego łowcy po prostu niezbędna do przeżycia, inna sprawa, że nic innego do jedzenia tam nie ma.

              >> (ryby łowili tylko po to, by mieć paszę dla psów pociągowych).

              nie wiem jak pozostałe dwa ludy, ale Inuici oczywiście JEDZĄ i zawsze jedli ryby, choć w mniejszych ilościach. I to nie morskie, a słodkowodne – jedyną rybę słodkowodną wysokiej Arktyki, palię czyli golca

              na przykład tu – dotyczy rodzin żyjących w tradycyjny, koczowniczy sposób, nie zaś przesiedleńców do budowanych przez rząd wiosek, gdzie się zapijają na śmierć i szybko tyją jak beczki, żywiąc się właśnie snickersami i pizzą, kupowaną z fundowanych przez rząd zasiłków

              http://pubs.aina.ucalgary.ca/arctic/Arctic32-2-135.pdf

              • Jadali ryby gdy zabrakło lepszego pożywienia. Teraz jadają, bo obarczono ich winami popełnionymi przez wielorybników i zabroniono im polowania na wieloryby. Cywilizowane żarcie wywiera opisane przez Ciebie skutki dla ich organizmów.
                W kwestii przejadania się wyłącznie tłustym pokarmem, proponuję w ramach eksperymentu, po dwudobowym poście spróbować przejeść się tradycyjnymi polskimi potrawami, i dla porównania tłustą wołowiną, wieprzowiną, lub baraniną. Jeśli jesteś wegetarianinem, to może być masło.

              • >>Jeśli jesteś wegetarianinem, to może być masło

                wypraszam sobie tego wegetarianina ;-))

              • >>Cywilizowane żarcie wywiera opisane przez Ciebie skutki dla ich organizmów.

                zgadzam się, ale przyznasz, że to cywilizowane żarcie to bynajmniej nie była sałata, marchewka ani bakłażany

            • zarówno Itelmeni jak i Koriacy jedli ryby i to dużo:

              http://www.kamchatkatourism.com/culture-firstpeoples.htm

              Aleuci raczej nie jeździli psimi zaprzęgami (morze tam nie zamarza zbytnio, zaś po tych wysepkach zbyt daleko się nie pojeździ ;-) Ich dieta obejmowała również sporo ryb, w tym halibuta; zbierali również skorupiaki po odpływie.

              • Zgoda, Aleuci nie, Aleuci woleli kajaki, bo trudno pływać psim zaprzęgiem..

              • Coście(śmy)się tak uparli na te ryby(polemika idzie o to czy dobre ,czy kiepskie to pożywienie. Weźmy sprawę historycznie,odnosząc się do Skandynawów,Wikingów oraz współczesnych
                Norwegów.Ich potęga od wczesnego średniowiecza
                rosła na rybach(suszonych na wietrze),taki produkt mógł być przechowywany miesiącami pod warunkiem,że nie został zamoczony,wtedy trzeba było to zjeść lub niedajbóg wyrzucić,chyba,że były psy.Z tego co śledzę w gospodarce europejskiej to widzę,że Skandynawowie mają się bardzo dobrze,może to za sprawą spożywanych przez nich ryb,w czym biją rekordy europejskie.
                Sposób konserwacji mięsa był zawsze zależny
                od miejsca bytowania w strefach klimatycznych.
                W terenach suchych kontynentalnych,mięso cięte
                było na paski i rozwieszane pod działanie suchego wiatru(nie ważne,czy gorącego,czy mroźnego).Taką metodę stosowały ludy preriowe
                i stepowe.Namiastką,albo bardziej zaawansowaną technologią jest teraz JOFILIZACJA.

              • @kirys
                LIOfilizacja. Anyway – zostają jeszcze ptaki, np maskonury, które przez wiele lat stanowiły podstawę pożywienia np na St Kilda, Islandczycy też nie gardzą ptakami i ich jajami. Podobnie jest w arktycznej Kanadzie, gdzie latem gnieżdżą się setki tysięcy ptaków.

              • Na marginesie – współcześni Japończycy jedzą ryby w dużych ilościach, do tego często gęsto surowe (fuj! – jeszcze eksportują ten wynalazek na cały świat w postaci Sushi Barów) i są chyba najdłużej żyjącą populacją na świecie.
                Może więc te ryby nie są aż takie złe?

        • „Czy to przypadkiem, nie za sprawą pługa koleśnego, trójpolówki, młynów wodnych i innym wynalazków “zgniłego zachodu”, wzrosła wydajność rolnictwa, co pociągnęło za sobą lepsze odżywianie i lepszy stan zdrowia?”
          Wyżej napisałem:
          „Stan zdrowia populacji późnośredniowiecznych mógł się rzeczywiście poprawić (…), nie tyle dzięki żółtkom jajek pozostałym z budowy kazimierzowskich zamków, co dzięki pługowi koleśnemu, trójpolówce, młynom wodnym, tartakom i paru innym wynalazkom ze zgniłego zachodu.”
          Warto chyba czytać tekst z którym się „nie polemizuje”.
          To, że jakiś profesor dorabia sobie reklamami w radio, nie oznacza, że można mówić o propagandzie „usłużnych profesorów”.
          No i zostałem marksistą. Bo wiadomo, jak ktoś pisze o spiskowej teorii dziejów musi niechybnie być marksistą.
          Dualizm „historyk marksista” i „prawdziwy historyk” to też „mega LOL” (jak pisuje młódź na onecie).

        • ,,Aleuci i Innuici”-ludy strefy północnej gdzie sporadycznie występują rośliny jadalne.Ewemkowie z Syberii zamieszkujący tajgę,hodujący renifery(nawet jako wierzchowce) mają szeroki dostęp do leśnych jagód i grzybów,… lecz ich nie zbierają
          uważając je za bezwartościowe.Eskimosi powszechnie zwani nie
          jedli roślin bo ich nie mieli(mchów i porostów też nie,bo nie
          są Chińczykami). Jadali natomiast to co zdołali upolować lub
          złowić:narwale i inne niewielkie walenie,foki,białe niedźwiedźie(o ile nie były tabu w danej społeczności),oraz
          woły piżmowe i ryby.Wszystko to w zależności od miejsca bytowania społeczności.Może Innuita gardzić rybami i skarmiać
          to,,ścierwo psami” pod warunkiem,że ma pod dostatkiem foczego
          mięsa.Człowiek w zależności od warunków bytowych żywi się tym,
          co natura mu daje,lecz niektóre ,,dociekania” naukowe prowadzą
          do wniosków,że im mniej mieszania(zwierzęce,roślinne) tym lepiej.

          • Niskowęglowodanowe pokarmy roślinne, lecz traktowane jako dodatek do mięsnego dania zasadniczego są niezbędne z uwagi na groźbę nadmiernego zakwaszenia organizmu. Kiedyś państwo Centkiewiczowie opisujący w książkach dla dzieci życie Eskimosów, wśród których spędzili sporo czasu, pisało, że Eskimosi konsumują w sezonie polowań na woły piżmowe pokarmy roślinne zjadając żołądki tych zwierząt wraz z nadtrawionymi mchami, które są ich pokarmem. Sądzę, że inne ludy zamieszkujące obszary strefy polarnej również mogą korzystać z potraw roślinnych pod postacią niektórych wodorostów. Natomiast nie potrafię sobie wyobrazić, jakich wartości odżywczych może dostarczyć bakłażan przypalony na grilu.

          • >>Eskimosi powszechnie zwani nie
            jedli roślin bo ich nie mieli(mchów i porostów też nie,bo nie są Chińczykami)

            trochę jedli i jedzą. Na przykład bogaty w witaminę C szczawiór alpejski (Oxyria digyna), ten sam, który ratował europejskich wielorybników przed szkorbutem; czy też korzenie Hedysarum alpinum. Choć – wbrew pozorom – dużo witaminy C wchłaniają z mięsem ssaków i rybami.

            http://pubs.aina.ucalgary.ca/arctic/Arctic32-2-135.pdf

            co do porostów, to u Centkiewiczów można przeczytać, że Odarpi (ach te książeczki dla dzieci ;-) kościanym nożem sobie porosty spod śniegu wygrzebywał, gdy go przykiblowała zawieja na jakiejś wyprawie łowieckiej. Czytałem też, że zjadana jest roślinna żołądka zabitego karibu czy wołu piżmowego – a więc porosty po „wstępnej obróbce enzymatycznej”

    • Zasadniczo się z Tobą nie zgadzam…ale…skoro u tylu wzbudziłeś sprzeciętnieć, to masz u mnie plusa.

      Jest oczywiście kwestia długości życia w „złotym wieku” i obecnie – ale kto by się takimi pierdołami zajmował…zwłaszcza że kapitalnie sobie ironię ćwiczysz ;-)

      • „Jest oczywiście kwestia długości życia w “złotym wieku”
        Coś około 45 lat o ile przeżyło się poród…
        „i obecnie”
        Coś koło 76 lat o ile pamiętam…

        • Człowiek o jakim takim przygotowaniu naukowym powinien wiedzieć, że nie powinno porównywać się rzeczy nieporównywalnych. O ile można porównywać kondycję pokoleń z czasów poprzedzających powstanie nowoczesnej medycyny nawet, jeśli dzieli je odstęp tysięcy lat, to porównywanie śmiertelności, nawet sprzed stu lat, ze śmiertelnością pokoleń współczesnych jest jaknajbardziej nieprawidłowe.
          Całkowicie ignorujesz drobny fakt. Od chwili wiekopomnego odkrycia pierwszego antybiotyku, penicyliny, ludzie przestali umierać młodo na gruźlicę. Jak wielkie żniwo zbierała ta choroba i to jeszcze nie tak dawno, możesz dowiedzieć się z pamiętników wybitnego Polaka, choć po części również Francuza pana Bogusława Longchamps de Berier, wydanego pod tytułem, „Ochrzczony na szablach powstańczych”, którego rodzinę, z niepowetowaną szkodą dla polskiej nauki, bardzo doświadczyła ta nieuleczalna i śmiertelna choroba.

          • Nic nie porównuję. Przytoczyłem jedynie dość podstawowe informacje. Istnieją dziesiątki opracowań antropologicznych z badań cmentarzysk pradziejowych, wczesno-, późnośredniowiecznych i nowożytnych. Z opracowań tych wynika, że czynniki wpływające na długość życia były zróżnicowane i nie ograniczały się jedynie do gruźlicy. Pod uwagę wziąć trzeba także dostępność pożywienia (poza najwyższymi elitami niekiedy dość ograniczoną – przypominam reymontowską wizję chłopów na przednówku), higienę (tragiczną w miastach późnośredniowiecznych i nowożytnych, aż do początków XX wieku, kiedy zaczęto na większą skalę budować sieci wodociągowe i kanalizacyjne) i inne czynniki.

            • Sadze, ze jesli chodzi o mezczyzn, to sedziwego wieku dozywali najsilniejsi ale obdazeni wybitnym szczesciem, oraz paradoksalnie najslabsi (jesli zyli w miejscu i czasie gdzie nie eliminowano ich bezposrenio i posrednio w trudnych chwilach).
              Zdrowi silni mezczyzni w czasach czestych konfliktow zbrojnych roznego typu, mieli wielkie szanse ginac w mlodym wieku.

              Z kolei jesli chodzi o kobiety, to sadze, ze ich obezna dlugowiecznosc jest efektem „konsumowania” przez ich organizm rezerw zwiazanych z wielodzietnoscia. Jesli kiedys kobieta odbywala kilka a nawet kilaknascie porodow (i zwiazanych z nimi wydatkow organizmu na utrzymanie plodu), to obecnie przy gora kilku ciazach i porodach, „nadwyzki” fizjologiczne zostaja przeznaczone na wlasne potrzeby.

      • Doceniam walory Twojego intelektu. Jako pierwszy wykazałeś się poczuciem humoru i dostrzegłeś w moich tekstach odrobinę ironii. Żyję na tym świecie dosyć długo i na moich oczach padł na twarz niejeden naukowy autorytet, którego zdanie było dla mnie pewnikiem. Nie ma w tym nic nagannego, w końcu naukowcy otrzymują ciągle do dyspozycji nowe, doskonalsze metody pracy i równie nowoczesną aparaturę. Gardzę zaś tymi upadłymi autorytetami, które do końca bronią swoich błędnych teorii, nawet kosztem ośmieszenia się. Na czele tych upadłych autorytetów stoi prof. Wiktor Szostak, który odżywiając się według zasad zawartych w tak zwanej „piramidzie Szostaka” dorobił się 300 mg/% cholesterolu w surowicy krwi, do czego przyznał się przed kamerami TV propagując wymyślony przez siebie, lecz za inspiracją podobnych teorii lansowanych przez Skandynawów, „zdrowy sposób odżywiania”. Ty również masz u mnie plus. Szkoda tylko, że i Ciebie niedługo zaatakują za tę wypowiedź smutni autorzy komentarzy. Jak to może być, by ktoś dał plusa facetowi z Ciemnogrodu, który bezwstydnie przyznaje się do pokrewieństwa z neandertalczykami?

        • >>na moich oczach padł na twarz niejeden naukowy autorytet

          w nauce nie ma autorytetów – a przynajmniej są one bez znaczenia. Student który przytoczy trafne argumenty może obalić twierdzenia profesora i opublikować je w najlepszym czasopiśmie. Inna sprawa, że zdarza się to nadzwyczaj rzadko ;-)

  7. ,, przy budowie zamków dodawano do zaprawy białko z kurzych jaj, może coś w tym jest …”-
    Oczywiście,że jest tak,się składa,że zaprawa wapienna[ Ca(OH)2+piasek lub inny wypełniacz] jest związkiem nieorganicznym
    stanowiącym powszechnie stosowane spoiwo budowlane od zarania historii po XIX w. I tak,też się składa,że dodanie do tego podstawowego spoiwa domieszek organicznych(białka jaj,krew,mielone kopyta)poprawia charakterystykę(twardość,trwałość) tego spoiwa.
    To jest wersja europejska,może i bliskowschodnia,Azjaci widocznie
    spreparowali własną wersję-ryżową.tak czy owak mamy domieszkę organiczną.
    Udokumentowanym przykładem zastosowania białek kurzych jaj zdaje się być budowa klasztoru jasnogórskiego.Kwarta żółtek(ok.1 litr)
    kosztowała 1 grosz(możliwe że pomyliłem walutę lecz nie kwotę)rzekomo było to bardzo tanio i żywiono tym powszechnie muraży,mnichów oraz całe zaplecze,a jeszcze zostawały nadwyżki na rynek.Zatem skala logistyki drobiowej musiała być ogromna.
    W XIX w wapno zaczęło być zastępowane cementem dla tej mieszaniny zanieczyszczenia(dodatki)organiczne są akurat niepożądane.

  8. A swoją drogą – chyba Ryszardxxxl ma rację – popatrzcie na rozmowę z nim…facet szydzi sobie w żywe oczy a zacietrzewione towarzystwo rzuca się do boju w imię obrony wartości i .. no właśnie koteczku czego?

    A swoją drogą „bądź sobą pij…” to co inni!

    • Trudno mi zastosować się do Twojej rady, bo moja winniczka dostarcza mi wyśmienitego trunku w dostatecznej ilości. Czasami, jeśli znudzą mi się moje ulubione zwierzątka, drożdże, to je po prostu przepędzam. Jeśli już koniecznie, to co inni, to preferuję wrocławskiego Piasta, na którym się wychowałem, choć wtdy warzono go pod inną nazwą.
      Zacietrzewione towarzystwo walczy przede wszystkim o wolność słowa – wyłącznie dla siebie. Tylko kto lubi słuchać hóru? Może tylko dobrze opłacana klaka?

      • Przepraszam za „hór” to nie nieuctwo, to tylko niedoskonałość klawiatury mojego komputera.

  9. […] ryszadxxxl na blogu Archeowieści […]

  10. @ekolog pewnie ,że LIOfil…moje zaniedbanie.
    Ryby, ptaki,ssaki, gady(o owadach ta metodą nie słyszałem).W dzisiejszej technologii liofilizować można każdy produkt od kapusty po makarony .W poprzednim wpisie chciałem wykazać ,że metoda przechowywania żywności nie jest domeną XX w.U ludów stepowych było
    suszenie(liofilizacja),u arktycznych też + zamrażanie,U Syberyjczyków zamrażanie w wykopie do głębokości wiecznej zmarzliny,
    w Europie(tereny nizinne)solenie,wędzenie.Ameryka Pd.wędzenie.
    Mongołowie potrafili tak spreparować krowę,ze zmieściła się w własnym żołądku.Ta metoda dała im możliwość podejmowania dalekich wypraw podobnie jak Skandynawom suszone ryby.
    A Rosjanom tuszonki.

  11. […] ryszadxxxl na blogu Archeowieści […]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s