Litwa zaostrza przepisy dotyczące użycia wykrywaczy metalu

Zakaz używania bez zezwolenia wykrywaczy metalu oraz innego sprzętu podczas poszukiwania przedmiotów o wartości kulturowej uchwalił we wtorek litewski parlament.

Podczas debaty przywołano m.in. niedawny incydent, do którego doszło w Kłajpedzie. Znaleziona tam srebrna zbroja, hełmy oraz miecze Wikingów zostały sprzedane w internece za 15-20 tys. euro w 10 minut po umieszczeniu ogłoszenia w sieci.

Więcej w depeszy PAP.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 27.04.2010.

Komentarzy 16 to “Litwa zaostrza przepisy dotyczące użycia wykrywaczy metalu”

  1. i bardzo dobrze, wydaje mi się, że skarby dziedzictwa żadnego narodu czy społeczności, nie powinny być przedmiotem zarobkowania

    • Dlaczego nie powinny być przedmiotem zarobkowania? Jak najbardziej powinny, ale na wyraźnie określonych zasadach. Np. tak, jak to wygląda w Wielkiej Brytanii, o czym były na Archeowieściach dwa newsy w ciągu ostatniego roku.

  2. Prawo, owszem, jest. A kto je wyegzekwuje?

    Istnienie prawa, które jest powszechnie łamane bez żadnych konsekwencji tylko demoralizuje.

  3. a jest dostępne jakieś dokładniejsze info o tym skarbie?

  4. Bardzo słuszna decyzja. Dzięki temu ceny artefaktów na Litwie znacznie wzrosną i niektórzy będą mogli robić naprawdę dobre interesy. Takie przepisy służą czarnemu rynkowi jak mało co i przyczyniają się do profesjonalizacji rabusiów. Są ich motorem. Jak nakaz prohibicji w USA, który przed II wojną przysłużył się rozkwitowi spelun, tak te litewskie prawo doprowadzi szybko do dewastacji dziedzictwa archeologicznego. Nie zdziwiłbym się, gdyby za wprowadzeniem tego przepisu stało lobby pokątnych handlarzy starociami, dla których oznacza to zwielokrotnienie zysków. Policja pewnie od czasu do czasu złapie jakiegoś bidaka szukającego z wykrywaczem monetek na polach albo drugowojennych odznaczeń w lasach, który i tak się wykpi, bo jakie to dobra kultury, im podobni będą, wzorem wyświczonych już Polaków, twierdzić, że wykrywacze służą im do szukania ptasich obrączek i meteorytów, a ci którzy wiedzą co, gdzie i jak kopać, żeby na tym zarobić – krzywdy sobie zrobić na pewno nie dadzą. Wzór angielski, pragmatyczny i skuteczny, w państwach postkomunistycznych lub posiadających socjalistyczne ciągotki znajdzie pewnie w końcu zastosowanie, ale może być już za późno. Widać, komuś na tym zależy….

  5. Bandyci są wszędzie i liberalizacja prawa w niczym tutaj nie pomoże. Muzea w krajach postkomunistycznych zwykle nie mają środków by odkupić odnalezione dobra kultury, co przewiduje Treasure Act, a więc znaleziska szły by w świat. W praktyce angielskie prawo też nie jest doskonałe, a problemy z nielegalnymi poszukiwaniami wcale tam nie zniknęły. Naiwnością jest sądzić, że wprowadzenie takich przepisów rozwiąże problem. Jestem dziwnie spokojny o to, że Polak zawsze znajdzie okazję do łamania prawa. Choćby dla samej polskiej zasady, że prawo jest po to, aby je łamać.
    Litwa poszła w kierunku skandynawskim. Tam jakoś udaje się egzekwować prawo. To kwestia wydolności organów policyjnych, prokuratur i sądów. Może właściwym byłoby wprowadzenie całkowitego zakazu posiadania wykrywaczy bez stosownego pozwolenia? Takie przepisy obowiązują bodajże na Gotlandii.
    Prawdą jest, że w naszych warunkach totalnej olewki prawa także i takie przepisy niewiele pomogą.
    To nie kwestia prawa. To kwestia naszej mentalności, w której wolność pojmowana jest w sposób warcholski i anarchistyczny, nie ma świadomości wspólnego dziedzictwa, władza to „oni”, prawo jest po to by je łamać, a szczytem patriotyzmu jest samowola. Ja wiem najlepiej, a mój zysk, moja zabawa i moje hobby są wartością najwyższą.

    • Ja mam inne zdanie. Jeżeli znajdę coś, a zwłaszcza na swojej ziemi to mogę z tym zrobić co chce, nawet zniszczyć. Tak samo wykopki powinny zależeć od dobrej woli inwestorów i właścicieli. Muzea nie powinny być państwowe i kolekcje powinny trafić do prawowitych właścicieli, albo na aukcje. Jak ktoś chce to może kupować sobie różne przedmioty i ufundować, a potem utrzymywać publiczne muzeum. Pomimo tego, że historia to moje hobby, pasja. Ale prawo własności, czy też chęć zysku – są dla mnie nadrzędne. To nie znaczy, że sam łażę po polach z wykrywaczem, taki wykrywacz widziałem jedynie w internecie.

      • Czyli co, zysk jednostki jest ważniejszy niż dobro wspólne, jakim jest wiedza o przeszłości? Bo nie chodzi mi nawet o wartość materialną poszczególnych znalezisk, tylko o to, co można wyczytać z nich i z kontekstu, w którym zostały znalezione.

        Po raz kolejny czytając wypowiedź zwolennika „swobody grzebania w ziemi”, mam wrażenie, że ta strona sporu w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że znaleziska archeo oprócz wartości materialnej mają też wartość poznawczą – a dla mnie to ona jest nadrzędna.

        • Wartość poznawcza jest bardzo ważna, pewnie i najważniejsza, ale najlepiej jak idzie z wartością materialną :-). Według mnie to powinno być tak, że jak ktoś się natknie na coś to tego nie wyciąga, tylko jakoś oznacza sobie i dzwoni do archeologów, a potem oni sporządzają protokół i jest wypłacana adekwatna nagroda(rynkowa cena).

          Wspominałem już, że historia jest moją pasją, ale uważam, że przyszłość jest ważniejsza od przeszłości, a za pieniądze z nagrody można inwestować i pomnożyć bogactwo narodu, doczesne wspólne dobro. Albo przehulać i dać zarobić inteligentniejszym.

          • Zjadłem słowo – „idzie w parze”. Szkoda, że nie można edytować.

          • Tak, tak, a świstak siedzi i zawija…
            Wypłacana jest nagroda. Z jakich pieniędzy?
            Ano z publicznych. W związku z tym trzeba by powiększyć budżety służb konserwatorskich i muzeów. Kto za to płaci? Ano, Pan płaci, ta pani płaci i jeszcze tamten pan płaci…
            Wolałbym, żeby nie powiększano podatków, po to, by ktoś mógł „inwestować i pomnożyć bogactwo” albo „przechulać i dać zarobić inteligentniejszym”.
            Na system angielski stać bogate kraje.
            Więc efektem takich rozwiązań byłaby masowa sprzedaż zabytków na wolnym rynku i wywóz za granicę (bo instytucji konserwatorskich i muzeów po prostu nie stać na takie zakupy). Warto dodać, że w porównaniu z Anglią znacznie mniej mamy zabytków metalowych właściwie niemal z każdego okresu archeologicznego. Więc ich relatywna wartość historyczna jest większa. Wystarczy poczytać sobie Treasure Act i jego rozwiązania, które opierają się o dwa kryteria: wieku (inaczej traktowane są przedmioty starsze niż 300 lat) i wartości (złoto). Złota u nas w archeologii tyle co kot napłakał. Tych przepisów po prostu nie da się wprost przenieść na nasz grunt rodzimy.

          • „a za pieniądze z nagrody można inwestować i pomnożyć bogactwo narodu”

            Znaczy będzie je nam jakiś zagraniczny fundusz wypłacał? ;) Nie ma pieniędzy na remonty walących się zabytków nieruchomych i wystawianie w muzeach wydobytych ruchomych. To skąd niby wziąć pieniądze na kupno kolejnych po cenach rynkowych??

            • @gunther

              Raz na ile i to w Polsce zdarza się znaleźć coś, co ma milionową wartość? Choćby wypłacić połowę i resztę w ratach. Można gdybać i się spierać, które rozwiązanie jest lepsze. A i tak nic się nie zmieni. Kiedyś była głośna sprawa kradzenia i sprzedawania na czarnym rynku starych ksiąg, przez szanowanego specjalistę który pomagał w takich sprawach policji… I nie chcę by podatki był podnoszone, a to co zaproponowałem wcześniej wydaje mi się kompromisowe. Facet się zrzeka praw do znaleziska i dostaje adekwatną nagrodę. Ile razy zdarzało się, że inwestor ukrywał znalezisko, by archeolodzy nie wstrzymywali prac?

              @Wojciech

              Problem w tym, że w Polsce politycy nie wierzą w polskiego przedsiębiorcę. Przecież można by ograniczyć biurokrację i obniżyć podatki. Wtedy wpływy do budżetu powinny się zwiększyć, bo towary i usługi potanieją, a ludzie zaczną więcej wydawać. Było tak kiedyś jak obniżono akcyzę na fajki i wódkę :-). Jakby chcieli to te pieniądze by się znalazły.

  6. Ale właśnie teraz zabytki są masowo sprzedawane i wywożone za granicę. Oczywiście można udawać, że się tego nie widzi i nie wie o tym i wszyscy zadowoleni. Nawet nie ma o czym dyskutować, skoro mamy takie świetne rozwiązania prawne….

    • Obywatelska postawa polega na tym, że jeśli jest się świadkiem popełniania przestępstwa, to się reaguje. Niestety w naszym kraju nadal dominuje mentalność odziedziczona po 150 latach zaborów i 60 latach komuny: tylko kapusie donoszą.
      Kiedyś mi się wydawało, że żeby coś się zmieniło, to musi być jak z tymi Żydami na pustyni – musi wymrzeć to pokolenie wychowane w niewoli, mające mentalność konspiratora. Niestety myliłem się. Będzie tylko gorzej…

  7. Obywatelska postawa możliwa jest tylko w kraju posiadającym sprawne służby, jasne prawo, przejrzyste procedury. Nasz kraj taki nie jest. To nie pokolenie, jedno czy dwa, musi wymrzeć, ale ten kraj musi się zmienić. To nie obywatele są dla kraju, ale kraj dla obywateli.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s