Niezwykłe cmentarzysko z pustyni Takla Makan

W The New York Times ukazał się bardzo ciekawy artykuł o niezwykłym cmentarzysku sprzed blisko 4 tys. lat, które odkryto wiele lat temu w zachodniej części Chin.

Cmentarzysko leży w Kotlinie Kaszgarskiej w regionie autonomicznym Sinkiang, ale pochowani na nim ludzie mają europejskie rysy twarzy i – jak wykazały niedawne badania Chińczyków – także geny. Ich szczątki , choć spoczywają na jednej z największych na świecie pustyń, złożono w przewróconych do góry dnem łodziach. Łącznie odkopano około 200 mumii. Nie jest to jednak jedyne miejsce w Kotlinie Kaszgarskiej z mumiami ludzi o europejskim wyglądzie.

Niezwykłość nekropoli wzmacnia to, że nad pochówkami stoi las fallicznych symboli, oznaczający żywą fascynację seksem i pożytkami płynącymi z prokreacji. W dodatku w trumnach kobiet chińscy archeolodzy natknęli się na naturalnych rozmiarów, wykonane z drewna męskie członki.

Prezentowane powyżej zdjęcie jednej z „europejskich” mumii z Kotliny Kaszgarskiej zrobił około 1910 r. Aurel Stein.

Więcej, w tym zdjęcie „lasu fallicznych symboli”, w artykule The New York Times. Możecie też skorzystać z polskiego przedruku w Interii (właśnie dlatego darowałem sobie dłuższe streszczenie), ale nie ma w nim zdjęć z NYT. A na koniec fragment filmu z National Geographic o badaniach mumii z Kotliny Kaszgarskiej.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 17.03.2010.

komentarzy 40 to “Niezwykłe cmentarzysko z pustyni Takla Makan”

  1. ciekawe czy mumie te mają coś wspólnego z późniejszymi Tocharami, ludem z tamtych stron z pierwszego tysiąclecia p.n.e. który z kolei mówił i pisał językiem indoeuropejskim, a jego członkowie mieli chyba całkiem europejskie rysy

  2. Ciekawe, czy robiono jakies badania (chyba jest to mozliwe?) lodzi spelniajacych role trumien, czy byly to faktycznie plywajace kiedys po jakims zbiorniku wodnym lodki, czy tez atrapy robione na wzor lodzi?

    Gdzie znajduja sie , lub znajdowaly w tym czy nieco wczesniejszym okresie, zbiorniki wodne w ktorych mogliby plywac lodziami przedstawicele tej kultury? Moze ich polozenie pomogloby przesledzic trasy migracji oraz odnalesc pozostalosci osiedli?
    Przedruk z Interii wspomina, ze na cmentarz byc moze docierano lodziami – teraz jest to pusynia, powracam do poprzedniego pytania :))

  3. Jestem laikiem, więc mogę się mylić, ale czy edoskonałe zachowanie ciał nie świadczy o suchym klimacie już w momencie powstawania cmentarzyska? Sugerowałoby to, że Łodzie mają raczej znaczenie symboliczne. Być może coś w stylu „przypłynęliśmy tu na Łodziach, więc i na nich odchodzimy”. Poza tym, czy ten „las” przetrwał 4 tys. lat w tak dobrym stanie? Aż dziwne, że drewniane konstrukcje zachowały się w tak dobrym stanie.

    • Prawdopodobnie masz rację suchy klimat jest świetnym konserwantem. W tym przypadku dodatkowym czynnikiem jest suchy wiatr szybko pozbawiający materię organiczną wody. W takich warunkach organika zwykle dobrze się zachowuje, zresztą w tym wypadku mumia oznacza sposób zachowania a nie celowy proces jak w przypadku Egipcjan, tak przynajmniej z tekstu wynika.

    • ale wbrew pozorom zbiorniki wodne potrafią utrzymywać się w bardzo suchym klimacie, pod warunkiem, że będzie on dostatecznie chłodny. Pustynia Takla Makan jest właśnie krainą o takim klimacie – bardzo suchym i zimnym, okresowo mroźnym, skrajnie kontynentalnym. W tzw. „suchych dolinach” Antarktydy wilgotność powietrza jest ekstremalnie niska (obniżana dodatkowo przez wiejące silne wiatry katabatyczne), na ziemi leżą nie osłonięte niczym zmumifikowane trupy fok – ze skórą, z futrem itp. Nie wiem jak te trupy są stare i czy ktoś je datował, ale na jakimś filmie (może „Ziemi – Żyjącej Planecie” (?), jednym z pierwszych filmów Davida A.?) słyszałem, że mogą liczyć sobie kilkaset lat. A zarazem w tych samych SUCHYCH dolinach, uważanych za jedne z najbardziej skrajnych pustyń na ziemi, są jeziora i niewielkie rzeki.

      jeziora na Takla Makan mogły już wtedy być okresowe. Ale opcja z symbolicznymi łodziami jest bardzo prawdopodobna.

      • W przypadku Takla Makan o zbiornikach jako tako żeglownych nie ma mowy, raczej o ciekach epizodycznych czy one prowadziły wystarczającą ilośc wody do pływania łodziami trudno powiedzieć.

        • rzeki zasilane z lodowców górskich mogą sobie pozwolić na wcale nie taką epizodyczność. Podobno niektóre z nich, spływające na Takla Makan od południa (np. Keriya) wnikają 200 km w głąb pustynii, zanim ugrzęzną ostatecznie w piaskach; widać to zresztą nieźle na Google Earth; oczywiście wzdłuż rzeki ciągnie się zielony pas roślinności. Poza tym od północy pustynię ogranicza rzeka Tarym, bynajmniej nie okresowa ani epizodyczna

          • No tak racja trzeba by było prześledzić zlewnię takiej rzeki plus inne parametry koryta i wtedy można by oszacować przepływy. Ale mimo wszystko uważam, że pływanie takimi rzekami jest raczej trudne chyba, że byli specjalistami od ekstremalnych spływów. Rzeki zasilane wodami z lodowców i topniejących sniegów charakteryzują się gwałtownymi wiosennymi wezbraniami, chyba że pływali tylko z końcem lata lub wczesną jesienią. Mozliwe jest także, że wykorzystali jakies krótkookresowe lokalne wahnięcie klimatyczne i po prostu się udało (:

  4. Może to Słowianie! Rozwiązałaby się zagadka naszego zstąpienia na obecne ziemie hehe

  5. u slowian dominuje haplogrupa r1a1 wiec jesli to wlasnie o niej mowa w artykyle NYT to moze istotnie to jacys odlegli kuzyni :)

    • Biorąc jeszcze pod uwagę przekazanie „chińskim” plemionom umiejetności wytopu brązu to by dopiero była sensacja. Zachodzi jednak pytanie czy chińscy naukowcy są w stanie się z tym pogodzić?

      • Ja osobiście ufam Chińczykom w takiej materii.Jeśli znajdą dowody
        to je ujawnią bez skrępowania.(oby)

        • (oby)-raczej chyba

          • Od rewolucji Mao w Chinach wszystko musi być pierwsze i wcześniejsze niż na innych kontynentach. Z zaufaniem bym nie przesadzał, choć nie twierdzę, że wszystko muszą zaraz naciągać

  6. Ja zwrócę tylko uwagę, na nadużycie dziennikarza z Interii, który w pogoni za sensacją, pozwolił sobie na taki tekst: „Tam, gdzie powinny stać nagrobki, symbolizujące pobożne nadzieje na boskie miłosierdzie w życiu pozagrobowym, stoi krzepki las fallicznych symboli, oznaczający żywą fascynację seksem i pożytkami płynącymi z prokreacji. ” W dalszej części przytacza się słowa naukowca, który wyjaśnia, że „obsesja na punkcie prokreacji” to w rzeczywistości obfitość symboli związanych z kultem płodności. Otóż świadczy to tylko, że wierzyli w możliwość odradzania się po śmierci, i stąd umieszczanie w grobach przedmiotów kojarzących się z płodzeniem i rodzeniem. Typowe to zresztą dla religii społeczności rolniczych.
    Piszę dlatego, że ktoś nieobeznany mógłby rzeczywiście uwierzyć, że natrafiono na plemię rozpasanych libertynów.

  7. Poza tym chyba jednak uzycie nazwy Takla Makan jest naciagane bo o ile stanowisko jest w Kotlinie Kaszgarskiej o tyle do Takla Makan jest jeszcze kawałek, a jeżeli z tego co pisza to stanowisko jest w pobliżu Urumczi no to jednak do piasków Takla Makan jeszcze bardzo daleki rzut beretem (:

  8. Drodzy chińscy bracia i towarzysze, członkowie kółek rolniczych! Po raz kolejny nauka dowiodła, że rozpusta przyszła do nas ze zgniłego Zachodu.

  9. Najbardziej zbliżonymi do języka indoeuropejskiego są języki Słowian i Bałtów. Język indoeuropejski zrodził się na obszarze dzisiejszej Ukrainy, między Dnieprem i Dniestrem, gdzie mieszały się fale osadników prących z Bałkanów (kultura starczewska, potem cucuteni) z osadnikami z obszarów obecnej Polski (kultura ceramiki wstęgowej rytej) i osadników kaukaskich (Azjanici) z terenów położonych na północnych obrzeżach Morza Czarnego (kultura grobów katakumbowych). W wyniku przenikania się tych kultur powstała kultura Cukuteni-Tripolie. Jej ludność budowała drewniane miasta dorównujące wielkością współczesnym im miastom azjanickich Sumerów z połudnowej Mezopotamii. Ich ludność posiadła w tym samym czasie co Sumerowie sztukę pisania (tabliczki z Tartaria). Skoro język indoeuropejski jeszcze dziś jest tak bliski językom słowiańskim, to można przyjąć, iż był to język prasłowiański. Ekspansja Indoeuropejczyków nasiliła się z chwilą pojawienia się globalnej zmiany klimatu ok. 3500 lat p.n.e., która, między innymi, zmusiła semickich barbarzyńców do opuszczenia pustynniejącej sawanny na Półwyspie Arabskim i ich wdzieranie się na ziemie Sumerów. Ekspansję Indoeuropejczyków (Słowian) ułatwił fakt, iż około 4000 lat p.n.e. udomowili oni konia i nauczyli się budować konne wozy. Zyskali tym samym na mobilności. Zmiana stylu życia z osiadłego na koczowniczy sprawiła, że ludność ta wytworzyła nową kulturę, kulturę ceramiki sznurowej. Ekspansja na wschód niosła za sobą mieszanie się ludności słowiańskiej z azjanicką ludnością Północnego Kaukazu i Turkmenii, potem również Iranu i Doliny Indusu. W ten sposób powstały języki Tocharów opisanych w tym artykule, oraz języki indo-aryjskie i języki indo-irańskie. W wyniku wymieszania się prącej na zachód ludności słowiańskiej z ludnością kultury pucharów lejkowatych i kultury amfor kulistych powstały języki germańskie, a na południu Niziny Niemieckiej i w dolinach alpejskich, których ludność wytworzyła szereg kultur, pojawiły się języki italo-celtyckie i iliro-weneckie. W wytworzeniu się rodziny języków celtyckich obok Słowian znaczną rolę odegrała azjanicka, kaukaska ludność koczowniczej kultury pucharów dzwonowatych, która dotarła do Europy zachodniej poprzez Anatolię, Grecję (Minojczycy i Pelazgowie) i Półwysep Apeniński (Etruskowie, i Retowie) Półwysep Iberyjski (kultura almeria – Iberowie – Baskowie) na obszar dzisiejszej Francji i Wysp Brytyjskich (plemiona Północnej Szkocji). Ekspansja Słowian wzdłuż dolnego biegu Dunaju i na Bałkany doprowadziła do wymieszania się ich z ludnością kultury badeńskiej i innych mniejszych kultur na tym obszarze i wykształcenia się języków trako-greckich. Ekspansja Słowian na tereny kultury ceramiki grzebykowej (ludy uralskie) nie wywołała większych zmian w języku nie mniej były one na tyle duże, że wyobrębniły się tam języki bałtyjskie. Ta część ludności, która pozostała w swoich siedzibach zachowała swój indoeuropejski, czyli słowiański język, który ulegał powolnej ewolucji i nawet wpływy indoirańskich Scytów i Sarmatów, którzy podjęli ekspansję wsteczną, nie wywarły na niego większego wpływu. Do różnicowania się języków Słowian na języki wscodnio-słowiańskie, zachodnio-słowiańskie i południowo-słowiańskie doszło w czasie kolejnej wędrówki, już w czasach historycznych.

    • Od praindoeuropejsiego do prasłowiańskiego, to jednak trochę daleko. Mniejszym nadużyciem, byłoby napisanie, że Cyceron pisał po włosku.
      Troszkę dużo w tym podsumowaniu uproszczeń i wątpliwych hipotez. Kultura Cucuteni-Tripolie nie udomowiła konia, raczej dokonało się to daleko na wschodzie dużo wcześniej. Zresztą udomowienie konia, a wykorzystanie go jako zwierzęcia jucznego lub pod wierzch, to dwie różne sprawy. Osobiście mi trochę łączenie ekspansji indoeuropejczyków z ekspansją konia wierchowego trochę nie pasuje. Osobiście nawet skłaniałbym się do hipotezy, że indoeuropejczykom sukces zapewnił system społeczny, typowo patriarchalny, co w tych czasach było unikatowe. Dlatego indeuopejczycy prowadzili ekspansje szybciej niż matriarchalne i pacyfistyczne inne ludy epoki.
      Ocenianie tabliczek z Tartarii jako pisma też może okazać się pobożnym życzeniem.

      • >>Ocenianie tabliczek z Tartarii jako pisma też może okazać się pobożnym życzeniem.

        podobnie jak matriarchat i pacyfizm ludów nie-indoeuropejskich (vide Semici czy Sumerowie ;-)

        • Dokładnie, dlatego napisałem, że ja sobie uznaje akurat taką hipotezę, i hipoteza indoeuropejskich jeźdźców, nie jest dla mnie taka oczywista.
          Po za tym, Semici i Sumerowie tez odnieśli sukces.

          • Przedindoeuropejczycy też „odnieśli sukces”, vide Kreta minojska, Etruskowie i prawdopodobnie cywilizacja megalityczna zachodniej Europy (choć etniczna afiliacja tej ostatniej jest raczej spekulatywna). Minojczycy nie wyglądali na szczególnych militarystów…

  10. Do Indoeuropejczycy=Słowianie

    Usunąłem Twój wpis. Archeowieści nie są miejscem do publikowania długich wpisów prezentujących autorskie poglądy „prahistoryków-amatorów”.

    • Przepraszam za ten przydługi komentarz, lecz był on w miarę dokładną informacją przeznaczoną dla dla Lobo, gdyż wydało mi się, że nie bardzo wie o czym pisze w komentarzu do mojego komentarza. Tytuł prahistoryk amator może być tylko zwykłą kokieterią, za którą może skrywać się zawodowiec, który nie chce zostać pożarty przez inaczej myślących.

    • >>nie są miejscem do publikowania długich wpisów prezentujących autorskie wpisy

      ;-)

      • Ech… hipotezy miało być…

        • Trochę więcej szacunku dla amatorów.
          Amatorom należy się taki sam szacunek jak zawodowcom. Należy mieć na względzie to, że większość wielkich odkryć w dziejach nauki była dziełem kompletnych amatorów, którzy nie znając ścieżek wydeptanych przez autorytety naukowe podążali do zamierzonego celu wytyczonym przez samych siebie szlakiem. Na dowód przedstawię kilka przykładów:
          1. Gregor Johann Mendel – zakonnik filozof i teolog, oraz przyrodnik amator, który stał się ojcem genetyki;
          2. Antonie van Leeuwenhoek – kupiec, który stał się pierwszym mikrobiologiem ;
          3. Thomas Alva Edison – zakwalifikowany przez nauczycieli do grona szkolnych nieuków nigdy nie ukończył szkoły podstawowej, ale został członkiem Narodowej Akademii Nauk w Waszyngtonie;
          4. Heinrich Schliemann – praktykant sklepowy, chłopiec okrętowy, kupiec i bankier, jako archeolog amator odkrył ruiny Troi;
          5. Stefan Banach, który został doktorem, a na końcu profesorem matematyki, choć nigdy nie rozpoczął, ani nie ukończył studiów matematycznych.
          Można by tak wymieniać bez końca, ale najlepiej oddać głos profesorowi Janowi Koteji, który w wykładzie „Amator i profesor w świecie inkluzji” bardzo trafnie całą rzecz wyłuszczył. Tekst wykładu jest dostępny w internecie.

          • amatorzy-ODKRYWCY „zasługują na taki sam szacunek” jak „zawodowcy” o tyle, o ile trzymają się standardów metodologicznych, prowadzą swoje badania i publikują ich odkrycia w taki sam sposób jak „zawodowcy”. Różnica między „amatorem” a „zawodowcem” polegałaby tu na tym, że ten pierwszy nie posiada kierunkowego wykształcenia w danej dziedzinie i nie dostaje za swoje badania pieniędzy. Jeśli jego badania spełniają wszystkie wymogi metodyczne i metodologiczne danej dziedziny i są publikowane w specjalistycznych, recenzowanych czasopismach – są warte tyle samo co badania tzw. zawodowców. Tyle, że dziś niewiele dziedzin jest dostępnych dla amatorów – wiedza posunęła się bardzo do przodu, zaś w przypadku nauk empirycznych – wymaga zaawansowanych, KOSZTOWNYCH technik, aparatury itp., które dla – nawet najwybitniejszych – amatorów nie są dostępne, chyba, że współpracują z „zawodowcami” mającymi takie możliwości. W przypadku archeologii to dziś w ogóle niemożliwe, bo nikt kto nie ma uprawnień zawodowych (uzyskanych w toku studiów) nie ma w ogóle uprawnień do prowadzenia wykopalisk, dokładnie tak, jak ktoś kto nie jest lekarzem, nie może leczyć. Pewne dziedziny paleontologii istotnie mogą być dostępne dla niespecjalistów, ale ograniczają się one do takich dziedzin jak paleoentomologia, a przynajmniej te jej działy, które opierają się o inkluzje w bursztynie. Tam nie jest ważny (bo i tak niedostępny) kontekst stratygraficzny (bursztyn kupuje się, zwłaszcza u jubilerów). Jeśli wiadomo z jakich złóż pochodzi zakup, nie musi już tak martwić się o datowanie (jest znane), kwestia inwestycji w mikroskop, sprzęt do obróbki i żmudnych studiów. Choć amator ma zapewne pod górę, bo np. za dostęp do fachowej literatury musi płacić (i to dużo), a ktoś kto pracuje w PAN albo na uczelni ma to za darmo. O wiele większe możliwości mają „amatorzy” w dziedzinach stricte teoretycznych, jak matematyka. Tu ciągle bardzo dużo ważnych odkryć dokonują amatorzy i publikują je tam gdzie trzeba. Ale generalnie to pole się zawęża.

            nie należy przesadzać z „większością wielkich odkryć w dziejach”. Wszystkie przytoczone przez Ciebie przykłady dotyczą dawnych czasów, gdy części z tych specjalności nie było w ogóle na świecie. Klasyczny przykład to Leewenhoek. Przed nim nie było mikrobiologów, tak jak przed Mendlem nie było genetyki. Proszę raczej powiedzieć, kiedy OSTATNI RAZ amator dokonał ważnego odkrycia w genetyce czy mikrobiologii. A odkryć dokonano w ciągu ostatnich 100 lat masę, ludzka wiedza rośnie wykładniczo. Pewne rzeczy nie wrócą.

            • W czasach Schliemanna archeologia jako dziedzina nauki była w powijakach. Współcześni archeolodzy mogą jedynie ubolewać nad faktem zniszczeń w układach stratygraficznych, jakich dokonał Schliemann. Wiadomo też, że pomylił fazy zespołu w Hisarlik, skarb Priama nigdy do Priama nie należał, podobnie jak maska Agamemnona do Agamemnona. Nawet biorąc pod uwagę kontekst czasów, w których przyszło działać Schliemannowi, stan ówczesnej wiedzy i uwarunkowania polityczne, jego dokonania bywają dzisiaj oceniane dość krytycznie.
              Nie można jednak odmówić Schliemannowi zaangażowania i pasji.

              • Kiedy dokonano rekonstrukcji twarzy mężczyzn na podstawie znalezionych w Mykenach czaszek stwierdzono, że ich zbójeckie mordy reprezentują subnordyczny i sublaponoidalny typ rasowy, to znaczy nierozszczepialne typy mieszańcóów nordycznego z laponoidalnym i śródziemnomorskiego z laponoidalnym. Podobnie było z typami innych Achajów z tego okresu czasu. Typy achajskie są identyczne z typami rasowymi pierwszych zidentyfikowanych pod względem językowym Słowian. Oczywiście nie oznacza to, że Achajowie byli Słowianami, natomiast przemawia to za lokalizacją ich prasiedzib na styku kultur ceramiki grzebykowo-dołkowej (łowcy-zbieracze), kultur bałkańskich i środkowoeuropejskich powstałych na podłożu etnicznym anatolijskich rolników i północno-kaspijskich i nadczarnomoeskich kultur określanych przez panią Mariję Gimbutas nazwą kultur pontyckich, mnie wydaje się lepszym określeniem „pontyjskich” (pasterze koczownicy) Jednym słowem na Ukrainie.

            • Amator nie ma ani prawa, ani możliwości prowadzenia poszukiwań, natomiast ma szanse zapoznania się z wynikami cudzych badań, o ile tylko zostały opublikowane i ma prawo do wyciągania i publikowania własnych wniosków i własnych syntez (zwłaszcza w formie opracowań popularnonaukowych), bo szczegółowe i drobiazgowe analizy, w których ginie obraz całości to domena zawodowców. Inna sprawa, że mimo braku cenzury szanse na publikacje prac nawet bardzo znanych badaczy są niewielkie, bo wydawnictwa nie chcą ryzykować własnych pieniędzy w niskonakładowe naukowe opracowania, zaś publikowanie ich w czasopismach wymaga szeregu uproszczeń, które wypaczają obraz całości.

  11. Jeszcze raz przepraszam. Niechcący włożyłem kij w mrowisko, a chciałem tylko uświadomić koledze podpisującemu się eptesicus, że wszyscy, bez wyjątku Europejczycy wywodzą się od przodków w śródziemnomorskim typie rasowym pochodzących z Anatolii, kultura ceramiki malowanej (Bałkany i Europa środkowo-wschodnia), pasterzy i zbieraczy morskich mięczaków z Syro-palestyny (kultura impresso-cardium (Ligurowie), w tym samym typie rasowym, oraz od później przybyłych pasterzy z północnego Kaukazu (kultura grobów katakumbowych) przeważający armenoidalny typ rasowy, oraz od pasterzy i kowali z południowego Kaukazu również w typie armenoidalnym (Minojczycy, Pelazgowie, Etruskowie, Retowie, Iberowie, oczywiście po wchłonięciu mezolitycznych ludów szczepowych, które egzystowały w Europie od czasów paleolitu i również osiągnęły wysoki stopień rozwoju, o czym świadczą znaleziska z terenów dawnej Jugosławii (ludzie oddający cześć bóstwu w kształcie ryby).

    • chciałbym uświadomić koledze podpisującemu się „Indeuropejczycy=Słowianie”, że nie należy zbyt pochopnie przypisywać kultur (technokompleksów) archeologicznych znanym nam z czasów historycznych ludom, grupom etnicznym i językowym. W wielu przypadkach nie możemy wiedzieć jakim językiem mówili twórcy danej ceramiki, a co za tym idzie jaka była ich przynależność etniczna (która z biologią nie ma nic wspólnego). Warto także zauważyć, że tradycyjna typologia rasowa nie broni się w świetle współczesnej genetyki i statystycznych metod grupowania (wcale nie w związku z polityczną poprawnością). Mówienie więc o typach armenoidalnym i innym, to dziś anachronizm.

      natomiast oczywiście zgadzam się, że większość Europejczyków wywodzi się od przedindoeuropejskiej ludności kontynentu, bo na to wskazują WSPÓŁCZESNE badania genetyczne. Najazdy (a może migracje?) Indoeuropejczyków prawdopodobnie przyniosły język i kulturę, które całkowicie zatarły obraz wcześniejszych stosunków etnicznych, ale przybysze musieli wtopić się w znacznie liczniejszą miejscową populację. Jak widać zmiana kulturowo-językowa nie musi mieć cokolwiek wspólnego ze zmianą populacyjną.

    • Proszę o ograniczenie podawania na Archeowieściach niczym niepopartych rewelacji o pochodzeniu poszczególnych ludów. Któż i jak niby udowodnił pochodzenie Minojczyków, Iberów czy Etrusków z Kaukazu??

      • Trochę więcej konsekwencji Wojciechu. Najpierw usuwasz przydługie teksty prahistoryka amatora, nie prehistoryka, bo to drugie słowo, to tylko nieprawidłowy, czyli spolszczony zapis słowa angielskiego (my tu w Polszcze nie mamy predziadów tylko pradziadów), a potem domagasz się dowodów na głoszone przeze mnie stwierdzenia. W mojej 46-cioletniej przygodzie z prahistorią i paleoantropologią zgromadziłem zasób tytułów publikacji i artykułów, który mieści się w około pięciu kilogramach notatników. Wszystkie je przeczytałem, a niektóre przestudiowałem. Czy aby na pewno chciałbyś je otrzymać? W trakcie studiowania tych dokumentów doszedł byś do takiego samego wniosku, jak ja, to znaczy, że nie wolno bezmyślnie dreptać po śladach wydeptanych przez różnego rodzaju naukowych „guru”. Nawet w naukach ścisłych ciągle upadają największe autorytety, nie mówiąc już o kompromitacji specjalistów od efektu cieplarnianego, czy autorów i recenzentów książeczki p. t. „Zakazana archeologia”. Tylko niepokorni, idący pod prąd panujących poglądów, pchają naukę do przodu.
        A tak swoją drogą, niezależnie od metodologii zastosowanej w badaniu znalezisk w prahistorii i paleoantropologii nie ma, niezbitych, solidnie udowodnionych twierdzeń. To nie matematyka. W ubiegłym wieku zespół pani Marii Leakey odnalazł tropy w Laetoli. Tropy te przypisali ich odkrywcy Lucy i jej małżonkowi, którzy reprezentowali gatunek Australopithecus afarensis. Natychmiast pojawiły się głosy krytyków i krytykantów, którzy byli zdania, że tego typu tropy mógł pozostawić jedynie nieznany przedstawiciel gatunku Homo. Dla mnie ten pierwszy pogląd będzie słuszny, aż do czasu, gdy krytycy i krytykanci zaprezentują szkielet owego przedstawiciela Homo. Może być nawet częściowo niekompletny. Wtedy bez szemrania uznam go za słuszny, aż do czasu, gdy nowi adwersarze, przedstawią nowe, namacalne dowody.
        Po raz ostatni przypominam, że o miejscu z którego pochodzą konkretne szczątki mówią dowody osobiste pozostawione przez zmarłych, czyli ich kości. Kształt tychże kości zapisany jest w ich kodzie genetycznym. Wykonane przez fachowców m.in. z zakresu kryminalistyki, rekonstrukcje pozwalają bezbłędnie określić miejsce pochodzenia ich pierwowzorów. Języki ludów reprezentujących typ armenoidalny, lub jak kto woli, genom ludów Kaukazu, zarówno południowego jak i północnego, zostały w przeszłości zaliczone do makrorodziny języków azjanickich. Z kształtu czaszek Minojczyków wiemy skąd pochodzili ich przodkowie, a trasę ich wędrówki określamy również na podstawie znalezisk z zakresu kultury materialnej. Języki tej sztucznie utworzonej makrorodziny językowej, w znacznej większości nie wykazują i dziś najmniejszego podobieństwa, dlatego na podstawie porównawczej nie da się określić jakim językiem mówili owi Minojczycy. Pewnym jest tylko, że nie byli Indoeuropejczykami. Na dodatek Minojczycy byli tak zadufani, jak Anglosasi i nie zostawili po sobie obok tekstów pisanych we własnym języku, ich tłumaczenia, najlepiej na angielski. Według niektórych komentatorów, to samo czeka publikacje polskojęzyczne.
        Na koniec, gdyby amerykańscy odkrywcy szkieletu białego człowieka w samym sercu USA, starszego od szkieletów ludzi kultury Clovis, znali wyniki swoich XIX-to wiecznych antropologów (co zarzucił im dr. Piasecki), lub nawet polską typologię rasową, to nie opadłyby im uślinione z wrażenia żuchwy.
        Jeśli dobrze poszukasz, to znajdziesz odpowiedzi na postawione pytania. Życzę przyjemnej zabawy.
        To już ostatni mój komentarz. Załączam wyrazy szacunku.

        • Anonim,to ten sam facet, co IndoeuropejczycySłowianie, tylko pisze z przyczyn technicznych na innym komputerze i zapomniał się podpisać. No cóż „starość nie radość, a śmierć nie wesele”

  12. Jest nas, anonimów, conajmniej dwóch, Odróżnicie nas po stylu wypowiedzi.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s