Skąd się wzięły niezwykłe zwierzęta Madagaskaru

Wyspa Madagaskar to dla biologów jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na świecie. Aż 90 proc. występujących tam gatunków ssaków, gadów i płazów żyje tylko na tej wyspie. Najsłynniejsze z nich są oczywiście lemury – liczący 99 gatunków i podgatunków infrarząd małpiatek, którego przedstawicieli można spotkać w naturze tylko na Madagaskarze i leżących między nim a Afryką Komorach.

Naukowcy ustalili, że Madagaskar jest wyspą od co najmniej 120 mln lat, natomiast wszystkie jego endemiczne gatunki pojawiły się około 60-20 mln lat temu. Musieli więc rozwiązać zagadkę, skąd się wzięły te zwierzęta.

Od blisko stu lat w rachubę wchodziły dwie hipotezy. Pierwsza zakłada, że przodkowie lemurów i innych niespotykanych nigdzie indziej mieszkańców wyspy porwały z Afryki burze i sztormy. Uwięzione na dryfujących kłodach i naturalnych matach z różnych roślin zwierzęta dopływały w końcu na Madagaskar, gdzie zaczęły ewoluować niezależnie od swoich krewniaków z kontynentu

Według drugiej hipotezy na jakiś czas wyspę połączył z Afryką most lądowy, którym afrykańskie zwierzęta przeszły na Madagaskar.

Obie hipotezy miały jednak wielkie słabości. Zdryfowanie na wyspę z Afryki jest mało prawdopodobne, gdyż prądy morskie mają kierunek południowo-zachodni, a więc odpychają od wyspy. W przypadku zaś mostu lądowego geolodzy nie znaleźli żadnych śladów jego istnienia. Poza tym gdyby istniał, na Madagaskar przeszłyby także duże zwierzęta. Tymczasem cała niezwykła lądowa fauna tej wyspy składa się z małych istot (choć z czasem z tych małych zwierząt powyrastały gatunki całkiem sporych osobników, jak np. wymarły już około 200-kilogramowy lemur Archaeoindris fontoynonti).

Bardzo możliwe, że trapiąca naukowców od prawie stu lat zagadka dotycząca przybycia na Madagaskar przodków lemurów znalazła wreszcie rozwiązanie. W ostatnim „Nature” ukazał się artykuł, którego autorzy Jason Ali, geolog z Uniwersytetu w Hong Kongu, i Matthew Huber, paleoklimatolog z Uniwersytetu Purdue w West Lafayette (Indiana, USA), postawili jednak na dryfowanie.

Historia artykułu zaczyna się od Jasona Alego, który specjalizuje się w tematyce płyt tektonicznych i zainteresował się domniemanym mostem lądowym między Afryką i Madagaskarem. Jego istnienie byłoby bowiem zaprzeczeniem znanych nam zasad rządzących płytami tektonicznymi. Podczas bezowocnych poszukiwań śladów mostu naukowiec wpadł na pomysł, że przecież prądy morskie między Madagaskarem i Afryką nie zawsze musiały być takie same. Wszak około 60 milionów lat temu oba lądy znajdowały się 1650 km na południe od obecnego położenia. Poprosił więc o pomoc Hubera, który specjalizuje się w dawnych prądach morskich i dysponuje gigantyczną bazą danych z symulacji komputerowych dawnego klimatu i wpływających na niego prądów.

Huber rozwiązał wieloletnią zagadkę w niecały dzień. Jego symulacje wykazały, że w czasie, w którym zdaniem paleontologów na Madagaskar dotarli przodkowie obecnych jego mieszkańców, prądy między wyspą a kontynentem płynęły na wschód. To oznacza, że kłody drzew i kępy roślinności z Afryki mogły całkiem szybko przebywać około 500 kilometrów dzielące Madagaskar od kontynentu. Dopiero po milionach lat przesunięcie obu lądów doprowadziło do zmiany kierunku prądów w dzielących je wodach.

Matka bliźniąt z gatunku Lemur katta nie kryła szoku, gdy dowiedziała się o rejsach jej przodków… Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor:sannse

Zdaniem naukowców na dotarcie z Afryki na Madagaskar wystarczało około 30 dni dryfowania, a przy silnych i sprzyjających cyklonach nawet mniej. Małe zwierzęta byłyby więc w stanie przetrwać taką podróż, zwłaszcza gdy były w torporze albo stanie hibernacji. Naukowcy podkreślają, że takie „rejsy” nie musiały być częste, by zapewnić wystarczającą liczbę „kolonizatorów”.

… jej kolega zapewniał natomiast, że od dawna o tym wiedział. Dodał też, że podczas rejsów przodkowie łowili taaaakie ryby. Zdjęcie na licencji Creative Commons.

Po przybyciu na Madagaskar mali podróżnicy lądowali w prawdziwym raju pozbawionym wielu ich kontynentalnych wrogów. Mając do zapełnienia liczne puste nisze ekologiczne stosunkowo szybko ewoluowali, tworząc wiele niespotykanych nigdzie indziej gatunków. I tak np. potomkowie afrykańskich mangust stali się na Madagaskarze najgroźniejszymi drapieżnikami spośród ssaków. Tworzą oni osiem blisko spokrewnionych gatunków, które występują tylko na tej wyspie. Największe rozmiary osiągnęli przedstawiciele gatunku fossa (Cryptoprocta ferox), który zaczął pełnić na Madagaskarze tę samą rolę, którą na kontynencie grają nieobecne na wyspie kotowate. Nic więc dziwnego, że w wyniku konwergencji fossa stały się bardzo podobne do kotów.

Innym przykładem niesamowitych zmian ewolucyjnych „kolonizatorów” Madagaskaru są wspomniane wcześniej wyrosłe z małych małpiatek nawet 200-kilogramowe lemury, które spokojnie żyły przez miliony lat, dopóki na wyspę nie dotarł 2000 lat temu najskuteczniejszy superdrapieżnik wszech czasów – człowiek. Ten sam superdrapieżnik doprowadził też do zagłady największych ptaków świata – żyjących tylko na Madagaskarze 400-500-kilogramowych nielotów mamutaków (Aepyornis) znanych też jako ptak-słoń, a także kilkunastu innych niespotykanych nigdzie indziej gatunków. Kolejne kilkadziesiąt jest obecnie zagrożone wymarciem.

Skorzystałem m.in. z komunikatu prasowego Uniwersytetu Purdue, artykułu redakcyjnego w Nature, abstraktu artykuły Alego i Hubera w Nature, backgroundu z artykułu o DNA gigantycznych lemurów w BMC Evolutionary Biology i artykułu o systematyce drapieżników z Systematic Biology.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 23.01.2010.

Komentarzy 65 to “Skąd się wzięły niezwykłe zwierzęta Madagaskaru”

  1. „Matka bliźniąt z gatunku Lemur katta nie kryła szoku, gdy dowiedziała się o rejsach jej przodków… ” Dobre xD!

    Proponuję więcej humoru w wpisach.

  2. Mamutaki.
    A zdjęcia i komentarze świetne. :-)

  3. A wydawało mi się, że Archeowieści już są idealne… Komentarze do zdjęć „wymiatają na maxa”!

  4. Wyjasnienei proste i eleganckie :))
    Przypomnial mi sie odcinek Zagubionej Przyszlosci, w ktorym rozwazano przyszla faune Antarktydy, uwzgledniajac wlasnie dryf kontynentow i wynikajace z niego przesuniecie jej do strefy tropikalnej. Tutaj wystarczylo przeanalizowac przebieg pradow morskich przy innym polozeniu wyspy, aby rozwiazac problem.

  5. Gdy tylko za mamutaki i 200kg lemury weźmie się zespół Genetics, to wkrótce ożyją na powrót :)

    Cóż wszystko fajnie, pasjonująca historia, ale jednak nie pasuje mi do tego bloga. Wolałbym aby Archeowieści trzymały się archeologii dotyczącej ludzi. To jest to, co mnie tu przywiodło. Chyba szkoda – tak mi się wydaje – rozdrabniać czas i wysiłek by się tu zajmować ewolucją organizmów, skoro jest tak wiele miejsc w sieci by sobie o tym poczytać.

    • A to kiedykolwiek tak było? Chyba zbyt krótko odwiedzasz ten blog, a wystarczy tylko spojrzeć na tagi po prawej.

      • Muszę złożyć samokrytykę, przepraszam – faktycznie już nie raz było np o dinozaurach. Zazwyczaj przeskakuję takie posty.

        • ten blog jest poświęcony ARCHEOLOGII I PALEONTOLOGII, co widać już na samej górze, pod tytułem

  6. Z lekka osłupiałem czytając o doznaniach matki bliźniąt… :)
    Ale prawdziwa radość zapanowała, kiedy zobaczyłem zdjęcia fossa. Niby wiedziałem o tych konwergencjach, ale nie widziałem. A nie przypadkowo słowa te są do siebie tak podobne.
    Dziękuję, rs_

  7. Samozwańczy król Julian rządzi:D

  8. „abstraktu artykuły Alego i Hubera w Nature, backgroundu z artykułu o DNA” – tutaj abstract mozna smialo tlumaczyc jako „streszczenie”, natomiast background w tym wypadku, najprawdopodobniej znaczy „wstepne podsumowanie badan”. – pomyslalem, ze sie moze przydac :)

    „Zdaniem naukowców na dotarcie z Afryki na Madagaskar wystarczało około 30 dni dryfowania, a przy silnych i sprzyjających cyklonach nawet mniej.” – ta teoria dryfowania na klodach jest troche naciagana. W jeden dzien rozwiazali zgadke pradow morskich ale zaraz dodali te klody drewna nie poparte zadnymi dowodami. W artykule z Nature Matthew Huber, zeby rozwiac te watpliwosci powiedzial, ze przeciez w ciagu miliona lat tylko kilku szczescliwcom moga udac sie ta podroz, wiec to calkiem dla niego mozliwe. 500 kilometrow to naprawde dlugi dystans dla malej malpiatki, ktora 30 dni w stanie hipotermii dryfowala po morzu bez celu. Zeby na wyspie rozwinal sie jakis gatunek, musialo sie tam przeprawic kilkaset osobnikow w okresie reprodukcyjnym, zeby nie doszlo do chowu wspobego, bo jesli jedna czy dwie samice dostaly sie na wyspe bez samca, a samiec dostal sie w koncu znacznie pozniej juz po okresie reprodukcyjnym samic, wtedy nici z potomstwa. Po za tym te lemury na plywajacych drzewach musialyby byc chyba zjawiskiem nagminnym, zeby kilu przypadkiem dostalo sie na wype. Prady morskie wedlug Nature byly znacznie silniejsze niz dzis i z pewnosica ogromna wiekszosc klod byla zmywana na otwarty ocean, przplywajac czasme w odleglosci kilometra od wyspy. Dryfujace drewno bez sternika, przyczyna ewolucji na wyspie. To musialo byc ogromne drzewo, na ktorym zylo wiele gromad lemurow, ktore trafem jeden na milion, trafilo w Madagaskar.

    • 1. Słowo abstrakt istnieje w języku polskim – http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2438484

      2. Background to nie jest „wstępne podsumowanie badań” tylko przedstawienie faktów, które pozwalają lepiej zrozumieć wyniki badań, cz inaczej powiedziawszy są niejako tłem tych badań. Próba przetłumaczenia tego na język polski wywołałaby jedynie niezrozumienie o co mi chodzi, tym bardziej, ze w rzeczonym artykule jest rozdział Background i to właśnie z niego korzystałem.

      3. Teoria zasiedlania wysp (nie tylko Madagaskaru) przez przypadkowe zdryfowanie ma bardzo wiele lat i jakoś paleontolodzy i biolodzy ją uznają. Poza tym jeśli nie tak, to niby w jaki sposób?

      • Czyli nie przydalo sie :D… jakos te angielskie zwroty kuja mnie w oczy.

        Co do teroii dryfu na pniakch czy drzewach, tez wydaje mi sie narazie jedyna logiczna ale tez pierwsza nasuwajaca sie na mysl, czyli rowniez najprostsza, wiec pewnie i naciagana z braku jakichkolwiek dowodow.

        • Seba

          http://epic.awi.de/Publications/Thi2004a.pdf

          praca co prawda o roli „raftingu” dla dyspersji organizmów morskich, nie lądowych, ale pokazuje jak dużo tego drewna trafia do morza i co może na nich siedzieć (cytują też przypadki o zwierzakach lądowych)

          str. 197-198

          • Dzieki za linka przyda sie, chociaz juz znacznie wczesniej czytalem podobna historie o gatunkach zwierzat z wysp Galapagos. Jednak M.Huber sam mowi w arykule o pewnych watpliwosciach, wiec mialem cicha nadzieje, ze moze ktos rozwinie te watpliwosci i dorzuci od siebie jakies rzeczowe informacje. Niestety przyszlo mi sie urzerac z jakims narwancem i to w niedziele rano :)

    • Wystarczy zapłodniona samica, po co samiec? Jeśli samica była młoda mogła się doczekać potomstwa z własnymi dziećmi. Jeśli w wyniku jakiegoś tsunami, na wyspę dotarło kilku takich rozbitków, było to wystarczające do przekrzyżowania się.

      Kataklizm w rodzaju tsunami, mógł wyrwać sporo takich rozbitków. Nagle, w jednej chwili, w wodzie znalazło się mnóstwo zwierząt, także mnóstwo wyrwanych i zabranych przez morze drzew. Naturalnym odruchem jest szukanie schronienia na takiej tratwie, którą potem prądy niosą, a gdy tratw jest dużo, łatwiej znaleźć bezpieczną.

      Jednym słowem, wybrzeża afrykańskie musiały nawiedzać katastrofalne potopy, których konsekwencją były takie fale migracyjne.

      Myślę, że okres liczony w skali 60-20mln lat jest wystarczający aby wybrzeża afrykańskie nawiedziło pewnie z kilkaset większych lub mniejszych powodzi.

      • @Wystarczy zapłodniona samica, po co samiec? ” – ale szybko dojdzie w tak malej grupie do chowu wspobnego i degradacji polulacji, a nie rozwiniecia w nowy gatunek.

        • Twierdzisz to na podstawie niby czego? Eksperymentalnie dowiodłeś, że chów wsobny prowadzi wyłącznie do degradacji populacji a nie do rozwinięcia nowego gatunku?

          Właśnie chyba na odwrót, chów wsobny prowadzi do utrwalenia pewnych cech – najlepszym przykładem jest hodowla psów i kotów ukierunkowana na uzyskanie określonej rasy. W populacji poddanej presji chowu wsobnemu pojawiają się mutacje, także niekorzystne, ale sam fakt pojawiania się mutacji dowodzi raczej zwiększeniu prawdopodobieństwa rozwinięcia nowego gatunku. To właśnie bariera pozwalająca na zerwanie więzi – ograniczona wymiana genetyczna – prowadzi do przyspieszenia procesów ewolucyjnych, dodatkowo wzmocniona nowym środowiskiem, czy także brakiem wrogów naturalnych, np. dużych drapieżników występujących na kontynencie.

          Jest dokładnie na odwrót niż ci się to wydaje. Procesy ewolucyjne uruchamiane są w sytuacjach silnej presji i selekcji, a nie w sytuacjach stabilności populacyjnej pozwalających na doskonałe przekrzyżowanie się osobników.

          Populacja poddana dużej presji i zmianie środowiska, albo się dostosuje albo wymrze.
          Więc jeśli nie wiesz do końca o czym piszesz, nie pisz.

          Jedna ciężarna samica mogła wystarczyć do zasiedlenia nowego lądu, zwłaszcza wobec obfitości pożywienia i braku wrogów naturalnych. Jak mniemam wg ciebie, potomstwo tej samicy powinno nagle wymrzeć? Brak wrogów i obfitość pokarmu także stanowi presję środowiska, sprzyja przeżyciu osobników, które w środowisko pierwotnym by nie przetrwały np. jak to piszesz z powodów degradacji.

          Wystarczyła jedna ciężarna samica na pniu drzewa…

          • zobacz

            http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_za%C5%82o%C5%BCyciela

            Nie dostrzegam tu problemu dla kolonizacji Madagaskaru.

          • „najlepszym przykładem jest hodowla psów i kotów ukierunkowana na uzyskanie określonej rasy. W populacji poddanej presji chowu wsobnemu pojawiają się mutacje, także niekorzystne, ale sam fakt pojawiania się mutacji dowodzi raczej zwiększeniu prawdopodobieństwa rozwinięcia nowego gatunku.” – przyklad to raczej najgorszy, poniewaz przez tysiace lat hodowli psow i kotow nie powstal zaden nowy gatunek.

            • Ale też z tego powodu nie wymarły, jakbyś tego oczekiwał.

              • No prosze cie… przeciez mowimy tu o utrzymywamiu i kontrolowaniu hodowli przez czlowieka, a nie o zupelnie nowej populacji zdanej wylacznie na siebie w calkowicie nowym srodowisku.

                Przytoczony przez ciebie efekt zalozyciela, zachodzi gdy na wyspe przedostanie sie niewielka grupa osobnikow. Ciezarna samica o ktorej piszesz to male przegiecie, poniewaz jej potomstwo mieszalo by sie miedzy soba i pewnie szlak by je trafil po kilkudzuiesieciu pokoleniach, z powodu chorob genetycznych.

                Poza tym ten twoj przypadek jednej ciezarnej samicy, musialby powtorzyc sie za kazdym razem dla kazdego z gatunkow czyli conajminej kilkadziesiat razy.

              • Jeśli już cytujesz, cytuj w całości, a nie to co ci pasuje wyrwane z kontekstu. Zacytowany fragment jest poprzedzony myślnikiem,

                „Właśnie chyba na odwrót, chów wsobny prowadzi do utrwalenia pewnych cech – ”

                Cytat dotyczył, tego do czego prowadzi chów wsobny, czyli do utrwalenia cech wynikających z homozygotyczności populacji. Dalej po kropce jest o populacjach a nie o psach i kotach.

                Wiem już z czym masz problemy i czego wynika twoje niedouczenie.

              • Kup sobie myszkę i spróbuj hodowli wsobnej.

              • Mogą być też gupiki.

              • podsyłam jeszcze link,
                http://kocan1.w8w.pl/archiwum/a14-15/a14-15,4.html#0

            • nie sądzę, @seba, żeby było to drzewo „jedno na milion”. Hipoteza „tratw” dotyczy wielu wysp, nie tylko Madagaskaru. Nie tylko nie ma nic innego, ale po pierwsze jest bardzo prawdopodobna – rzeki tropikalne wywalają w ocean setki takich pni, brył pływającej roślinności (splątanych korzeni, darni i gałęzi) itp., na pewno zasiedlonych przez różne zwierzaki. Większość tych nieszcześników ginie w oceanie, ale wystarczy, że 1% trafia w lądy po drugiej stronie.

              Ma temat tego, czy hodowla psów nie doprowadziła do powstania nowych gatunków, można by dyskutować. Rozmawialiśmy już o tym z @Cyprianem Vaxo, nie pamiętam jaka była konkluzja. Co z tego, że plemniki i komórki jajowie wszystkich ras są teoretycznie zdolne do zapłodnienia krzyżowego (wielu uznanych gatunków biologicznych również są), skoro samica ratlerka czy yorka miniaturki raczej nie donosi ciąży z bernardynem czy mastiffem, pomijając już fakt, że nie za bardzo sobie wyobrażam, jak W SPOSÓB NATURALNY miałoby do takiej ciąży dojść. Naprawdę między skrajnymi fenotypami tego co nazywamy kolektywnie „psem domowym” nie występuje już izolacja prezygotyczna, a gdyby człowiek pomógł w zapłodnieniu, również postzygotyczna? To, że teoretycznie pokolenie F1 byłoby płodne, naprawdę nie miałoby znaczenia, jeśli jedynym sposobem przeżycia ciąży byłaby cesarka.

              @Ats

              nie rozumiem, skąd takie nerwowe odpowiedzi na post @seby. Bez nerwów, po co psuć atmosferę dyskusji agresywnymi wypowiedziami na temat cudzego „niedouczenia”?

              • Nerwowe?

                Chodzi o manipulowanie cudzymi wypowiedziami. Zobacz jego post z (seba powiedział 24.01.2010 @ 13:59)
                Wycinanie cytatów w ten sposób, aby zmienić sens wypowiedzi ich autora, uważam za niedopuszczalne. Już o tym napisałem. Nie psuję atmosfery wypowiedzi, lecz zwyczajnie reaguję na manipulowanie treścią moich wypowiedzi, reaguję przeciw zabiegom erystycznym mających na celu próbę ośmieszenia osoby, która wykazała jego niewiedzę.

                I myślę, że miałem do tego prawo, niezależnie czy psuje to „atmosferę” dyskusji, czy nie.
                Reakcja była adekwatna.

                A to, że nie słyszał wcześniej o efekcie założyciela – jego problem. Zubożenie puli genowej populacji nie oznacza skazania populacji na wymarcie, a do tego przekonywał, jest to ewidentny brak wiedzy, gdy do tego w celach prowokowania dyskusji jak to pisze niżej, manipuluje wypowiedziami innych to już jest troolowanie, znalazł się „moderator”.

        • AtS obrazowo opisal takie drzewo „kolonizacyjne”, oblepione roznymi malymi zwierzakami, ktore doplynely i wdrapaly sie na nie w czasie powodzi czy burzy.
          Tak wiec pula genetyczna pojedynczego „transportu” mogla byc urozmaicona.

        • >>ale szybko dojdzie w tak malej grupie do chowu wspobnego i degradacji polulacji, a nie rozwiniecia w nowy gatunek

          nie do końca. Chów wsobny będzie miał jakiekolwiek negatywne skutki tylko w przypadku dużej liczby recesywnych genów niosących schorzenia, wady itp.; inbred nie jest obligatoryjnym wyrokiem. Geny recesywne mogą równie często kodować cechy korzystne lub neutralne – ale w dużych popualcjach rzadko lub wcale się nie ujawniające, zacierane w układach heterozygotycznych z cechami dominującymi. Z łatwością może on doprowadzić do populacji RÓŻNIĄCEJ SIĘ ISTOTNIE OD WYJŚCIOWEJ właśnie poprzez ujawnienie wielu powodujących tę różnicę cech – normalnie rozmyłyby się one jako kodowane przez geny recesywne. Efekt założyciela działa w ten sposób, że na wyspę może trafić akurat wylosowany osobnik homozygotyczny (zapłodniona samica?), o rzadkich cechach. Populacja od niej pochodząca będzie już miała zupełnie inną frekwencję alleli niż ta, z której pochodzi założyciel. „Bo to się zwykle tak zaczyna…” jak śpiewał Mieczysław Fogg ;-)

          • „Jedna zapłodniona samica” to geny przynajmniej półtora osobnika; jeśli ciąża jest mnoga, a samice przodków lemurów miały rozwiązłe obyczaje, to robi się tego trochę więcej…
            Co więcej, jeśli warunki w nowym środowisku są „rajskie” (dużo jedzenia, dobry klimat, żadnych wrogów i konkurencji), to praktycznie nic już z tej puli nie wypadnie, bo rozmnożą się szybko i skutecznie wszystkie osobniki.
            Na dodatek jeśli „wymendlują” się jakieś niekorzystne cechy, które w starym środowisku doprowadziłyby do śmierci osobnika, w tym nowym „raju” już niekoniecznie (bo brak wrogów i konkurencji, nawet fajtłapa z krzywymi zębami sobie poradzi). A krzywe zęby mogą dopomóc w zajęciu jakiejś innej niszy, która w starym środowisku była szczelnie wypełniona, a w „raju” jest praktycznie wolna, np. mogą się świetnie nadawać do wydłubywania robaków spod kory, czym w starym miejscu zajmowały się jakieś dzięcioły, których w „raju” nie ma. Z czasem populacja wzrośnie, geny się trochę „posortują”, dojdą mutacje, zacznie znowu działać dobór naturalny, i proszę bardzo – mamy nowe gatunki. Moim zdaniem wysoce prawdopodobne.

  9. Zdjęcia i komentarze zabójcze :) rozczuliła mnie ta mama z bliźniętami, sama spodziewam się synka :)
    ps. dopóki, a nie dopóty

  10. @Ats

    Link z wikipedii nie odpowiedzial w ogole na moje pytanie, dlatego go nie cytowalem, cos cie sie przywidzialo, a przytoczyles go jescze w zwiazku z jedna ciezarna samica i hodowla psow i kotow co jest kompletna bzdura.

    Poza tym puszczaja ci nerwy.

  11. Uwzględniając to , że Madagaskar cały czas powoli oddala się od Afryki i mogły występować też ruchy pionowe obu lądów , oraz poziomu mórz odległość do pokonania mogła być znacznie mniejsza . Przy sprzyjających ówczesnych prądach , ale też ukształtowaniu wybrzeży ( zatok ) mogło dochodzić do nagminnego wyrzucania na brzeg przesyłek z Afryki i to w bardzo określony odcinek wybrzeża . Drobne zwierzęta żyjące na drzewach wypływające na pniach po wylewach rzek , które mogły następować regularnie , dostawały się do oceany w tym samym miejscu ( ujście rzeki ) i przy sprzyjających warunkach ( stałym silnym prądzie morskim ) trafiały w określone miejsce . Dodatkowo powodzeniu tej kolonizacji mogło sprzyjać stadne życie , niewielkie rozmiary osobników i spore rozmiary pni drzew tropikalnych . Takie drzewa z bogactwem drobnych organizmów mogły zapewnić prowiant na drogę i wystarczyć na przeżycie podróży . Zwierzęta mogły być chronione przed słońcem w dziuplach w których mogła znajdować się jeszcze słodka woda . Przez pewien czas mogły panować takie sprzyjające warunki .
    To że prądy potrafią dość regularnie przetransportować na duże odległości przedmioty i wyrzucić w podobne miejsce mogą świadczyć znaleziska na plażach w zachodniej Australii jaj nielotnych ptaków z Madagaskaru . To dość precyzyjny transport uwzględniając nieporównywalnie większą odległość .
    A co do możliwości powstania gatunku z pojedynczych osobników ( ciężarna samica ) to jestem bardziej sceptyczny , ale przypomniała mi się informacja o pochodzeniu udomowionej populacji chomika syryjskiego . Podobno odkryty w 1839 roku , uznany za wymarły został ponownie znaleziony w 1930 roku przez prof. Aharoniego . Była to samica z miotem 12 młodych . Transport przeżyły tylko 3 młode i podobno to właśnie z tych osobników wywodzą się wszystkie domowe chomiki syryjskie . Nie jestem w stanie określić na ile ta informacja jest pełna , ale powtarza się często . Możliwe , że nie wszystkie gatunki lub nie za każdym razem ilość mutacji niekorzystnych zdominuje nad pozytywnymi lub neutralnymi . Mnie bardziej przekonuje wystąpienie w przeszłości korzystnych warunków do częstszego desantu zwierząt z Afryki ( może też z przesiadkami ) .
    Przepraszam , że trochę długo i nieskładnie :)

    • Zdecydowanie nie ma za co przepraszać :) Bardzo ciekawy komentarz.

    • >>>[o chomiku syryjskim] Nie jestem w stanie określić na ile ta informacja jest pełna , ale powtarza się często

      jest to prawda, nie wiem czy 3 osobniki, ale na pewno wszystkie pochodzą z jednego miotu. I podobno chów wsobny bardzo obciążył hodowlane chomiki syryjskie. W terenie potem długo nikt chomika syryjskiego nie widział i myślano nawet, że wymarły. Dopiero w ostatnich latach okazało się, że występuje tam wciąż niewielka populacja i to o znacznie większym zasięgu niż pierwotnie sądzono.

      co do drzew, to dodam, że w tropikach trafiają się trochę większe niż w Polsce :-) więc warunki podróży mogą być bardziej komfortowe. Nie zmienia to faktu, że pewnie większość takich podróżników czekał marny koniec. Ale miliony lat, miliony drzew – to musiało zadziałać nie raz i nie dwa razy.

      • @eptesicus
        Mam problem, którego nie mogę rozwiązać. Czy pomógłbyś mi pomóc, jeśli potrafisz namierzyć temat?

        Już piszę, o co chodzi.
        Sprawa dotyczy echolokacji u nietoperzy, ale jeśli masz linki do źródeł tej kwestii u delfinów- to także poproszę. Mogą być po angielsku- przepuszczę sobie przez translatora. A konkretnie interesuje mnie kwestia neurobiologiczna- gdzie przetwarzane są informacje odbierane zwrotnie przez zwierzę. Chodzi mi o ośrodki mózgowe do ich przetwarzania.
        Czy nie odbywa się to w korze wzrokowej (od V1 do V5)?

        Sorry Wojtku za off topa :)

  12. Zakładając wersję tak zwanej tratwy pozostaje rozważyć czy bardziej prawdopodobne jest docieranie na wyspę pojedynczych osobników czy też nawet pojedynczego przypadku transportu całego stada . Jeżeli dostawały się samotne osobniki to biorąc pod uwagę , że takie zwierzęta nie są zbyt długowieczne , musiałyby trafiać na wyspę na tyle często by móc się spotkać i rozmnożyć . Trochę nie bardzo mogę sobie wyobrazić czekającego pierwszego osobnika na plaży tak dużej wyspy . Wyspa nie była pozbawiona ekosystemu i drapieżników . Ptaki na pewno były tam wcześniej . Chyba , że tak jak u chomika nastąpiło mnożenie wsobne , a później dostały się tam nowe osobniki tego gatunku zasilając pulę genetyczną . To dałoby trochę więcej czasu i zwiększyło by szansę spotkania się pasażerów obu rejsów .
    Myślę , że mogło to być nawet pojedyncze zdarzenie transportu kilku osobników na dużym drzewie . Podkreślam jednak fakt , że rzeki potrafią wynieść przy takiej powodzi bardzo duże ilości materiału roślinnego , a stałość ( przez pewny okres ) prądów morskich dość precyzyjnie zdeponować to na drugim brzegu w pułapce jakiejś zatoki .
    Nie przekreślałbym też tak kategorycznie braku jakiegoś wąskiego pomostu przez krótki czas . Co prawda wspomina się , że śladów takiego nie znaleźli geolodzy na dnie morza , ale jeżeli ten pomost był wąski i uległ całkowitej erozji to nie było czego szukać . Na początku trzeciorzędu nie było dużych nowoczesnych zwierząt ( w Afryce ) . Nie zdążyły jeszcze wyewoluować . Pewnym spadkiem po tym okresie jest występowanie form dużych nielotnych ptaków . Myślę , że ich wyewoluowanie z małych gatunków w świecie zdominowanym przez duże ssaki nie byłoby możliwe na tylu kontynentach . Stabilniejszy klimat południowych lądów sprzyjał bardziej konserwatywnej ewolucji prymitywnych form ssaków . A występowały zapewne też na północy ( np. szczerbaki z Messel ) , ale szybko uległy nowocześniejszym ssakom łożyskowym bardziej plastycznym ewolucyjnie . Afryka z Madagaskarem była w tym czasie na pośrednim miejscu . Dominowały tam już ssaki łożyskowe , ale w bardziej prymitywnych formach . Kiedy Afryka wymieniała ( unowocześniała ) faunę z północą , Madagaskar już takiego połączenia z Afryką nie miał i zachował trochę prymitywnej Afrykańskiej fauny i flory . Nie licząc wpływu człowieka na przyrodę dzisiejszy świat zwierząt został ukształtowany głownie przez zamykanie i otwieranie się w określonym czasie przejść lądowych .
    Znowu się rozpisałem , ale do czytania nie zmuszam :)

    • Pisz pisz, dobrze sie czyta, wlasnie do tego typu wywodow mialem nadzieje kogos sprowokowac swoimi postami :)

  13. @Ats – robisz sie nudny i nie wiem czemu sie tlumaczysz, bo tylko chyba winny sie tlumaczy. Moj cytat z 13:59, nie jest wyrwany z kontekstu. W moim poscie powyzej pisalem o nowych gatunakch i zasugerowalem pewne komplikacje z tym zwiazane, gdy populacja jest ograniczona do minimum.
    Ty w odpowiedzi jako przyklad na zwiększenie sie prawdopodobieństwa rozwinięcia nowego gatunku, podajesz mi rasy psow i kotow, wyhodowanych pod kontrola czlowieka, wedlug jego widzi mi sie, ktore jesli juz zdziczeja staja sie co najwyzej dzikimi psami i kotami ale wciaz naleza do tego samego gatunku co psy i koty domowe. Ponadto podales mi link do wikipedii, ktory sam sobie mogle znalesc jakbys sie nie domyslil. Podalem wiec krotki cytat, ktory raczej cie zdyskredytowal jako wiarygodne zrodlo na temat powstawania gatunkow.

    • >>czlowieka, wedlug jego widzi mi sie, ktore jesli juz zdziczeja staja sie co najwyzej dzikimi psami i kotami ale wciaz naleza do tego samego gatunku co psy i koty domowe

      no właśnie napisałem Ci, że nie jest to takie oczywiste w przypadku bernardyna i ratlerka

      • @eptesicus – Znalazlem ten post dopiero teraz.

        Przyklad z bernardynem i ratlerkiem ciekawy ale raczej nie wyjasnia sprawy powstania nowego gatunku. Praktycznie, wyhodowany przez czlowieka ratlerek i bernardyn, nie maja szansy na samodzielne potomstwo, jednak gdyby z pomoca czlowieka doszlo do zaplodnienia in-vitro na przyklad, a pozniej dokonano by cesarskiego ciecia na ratlerku i jakis cudem dochowano wczesniaka w inkubatorze, to jako juz uratowny przez czlowieka mieszaniec, zdolny do samodzielnego zycia, ciagle bylby tylko psem domowym mogacym krzyzowac sie i dawac plodne potomstwo zarowno z ratlerkiem jak i bernardynem. Z innymi psami tez, poniewaz genetycznie ciagle nalezalby do gatunku psa domowego.
        Gdyby tak wszystkie rasy psow sposcic na jakas niezamieszkala przez czlowieka wyspe, to wiekszosc z nich szeczegolnie tych z cechami najbardziej pozadanymi przez czlowieka, a nie przez nature, po prostu by wyginela, a nie utworzyla nowe gatunki.

        Najdziwniejsze dla mnie jest to, pewnie juz to ktos walkowal (o psach i wilkach) na tym blogu ale mi umknelo, ze chesz widziec wieksze zroznicowanie wsrod ras psow, niz na przyklad miedzy gatunkami psa domowego i wilka szarego, gdzie gdy tylko zachowane sa odpowiednie rozmiary, patrzac od strony praktycznej, latwo moze dojsc do krzyzowania i urodzenia plodnego potomstwa. Podejrzewam ze mozna by znalesc wiecej przykladow na krzyzowki gatunkow domowych i dzikch, a jednak bez konkretnych przykladow na wyodrebniania sie cech nowego gatunku u zwierzat udomowionych.

        • >>gatunkami psa domowego i wilka szarego

          to NIE SĄ odrębne gatunki biologiczne. A podejrzewam, że ratlerek i bernardyn już mogą być (bo występuje bariera rozrodcza)

        • >>Przyklad z bernardynem i ratlerkiem ciekawy ale raczej nie wyjasnia sprawy powstania nowego gatunku

          ale w czym problem, przecież to z grubsza wiadomo JAK powstają. Dyskusja dotyczyła tylko tego, czy te rasy psów mogą być takim przykładem.

        • jest wiele par gatunków, gdzie potomstwo jest teoretycznie płodne i „po cesarce, w inkubatorze” można je odchować, zapłodnić in vitro itp. Ale np. mieszańce mają o wiele niższe dostosowanie i z reguły giną, bo oba gatunki rodzicielskie są przystosowane do różnych nisz ekologicznych, a tymczasem mieszańce są ni takie ni siakie, nieprzystosowane ani do środowiska matki ani ojca. Efekt? Geny nie przeciekają na drugą stronę bariery :-)

  14. To ja pomogę ocenić „spór”.

    @Ats Właśnie chyba na odwrót, chów wsobny prowadzi do utrwalenia pewnych cech – najlepszym przykładem jest hodowla psów i kotów ukierunkowana na uzyskanie określonej rasy. W populacji poddanej presji chowu wsobnemu pojawiają się mutacje, także niekorzystne, ale sam fakt pojawiania się mutacji dowodzi raczej zwiększeniu prawdopodobieństwa rozwinięcia nowego gatunku. To właśnie bariera pozwalająca na zerwanie więzi – ograniczona wymiana genetyczna – prowadzi do przyspieszenia procesów ewolucyjnych, dodatkowo wzmocniona nowym środowiskiem, czy także brakiem wrogów naturalnych, np. dużych drapieżników występujących na kontynencie.

    @seba
    “najlepszym przykładem jest hodowla psów i kotów ukierunkowana na uzyskanie określonej rasy. W populacji poddanej presji chowu wsobnemu pojawiają się mutacje, także niekorzystne, ale sam fakt pojawiania się mutacji dowodzi raczej zwiększeniu prawdopodobieństwa rozwinięcia nowego gatunku.” – przyklad to raczej najgorszy, poniewaz przez tysiace lat hodowli psow i kotow nie powstal zaden nowy gatunek.

    Jak dla mnie to była manipulacja, cytowanie fragmentu zaraz po myślniku, tak aby powiązać porównanie z następnym zdaniem. Seba kończy cytat także w miejscu nieprzypadkowym. Dalszy fragment wypowiedzi Ats nie pozostawia wątpliwości o co mu chodziło.

    Zresztą można sobie porównać. Kto by się nie wkurzył?

    • Przeciez mowie, ze nie manipuluje :), co z tego ze pisze dlugi post wyjasniajacy, skoro na samym poczatku z cala pewnoscioa pisze cos na co pewnosci calkowicie nie ma nikt, bo to ciage przedmiot sporow, hodowla zwierzat a nowy gatunek. TO nie manipulacja, poniewaz w tym przypadku nie mysle o innych czytelnikach tylko o panu Ats i odpowiadam jemu, sugerujac ze calkowiecie sie z nim nie zgadzam. Przeciez to wyraznie widac.

      • Poza tym juz w tym poscie, cytowanym pozniej, zaczal nerwowo, a ja mialem nadzieje tylko na jakies rozwiniecie tematu, tak sobie pomyslalem, ze sie dowiem czegos nowego w niedziele.

        A sie zrobil syf, a nie dyskusja.

  15. „TO nie manipulacja, poniewaz w tym przypadku nie mysle o innych czytelnikach tylko o panu Ats i odpowiadam jemu, sugerujac ze calkowiecie sie z nim nie zgadzam” – zapomnialem dodac – i prztaczam cytat (ten wlasnie o hodowi psow i kotow) ktory mnie rozbroil.
    Po co pisac z kims dalej, co na wstepie pisze zebym sie douczyl i nie gadal, a wyskakuje mi z hodowla psow i kotow domowych jak przyklad na ewolucje gatunkowa. :)

    • Kurde, czemu nie mozna edytowac swoich postow po napisaniu, wyszlo mi o pouczaniu, ze na wstepie a mialo byc na koncu… zaraz bedzie zarzut manipulacji… aaa

    • Nie, właśnie o to chodzi. Wsadziłeś komuś w usta, że powiedział, że hodowla zwierzą: psów i kotów prowadzi do powstania nowego gatunku.

      Skoro tego nie powiedział. „powiedział tak”, bo tak zgrabnie przyciąłeś cytat jego wypowiedzi. Czyż nie?

      • No dobra niech bedzie :D, znowu zaliczylem wtope na tym blogu bo niedokladnie czytam posty. :)) No kurde racja, to Ats to przepraszam ale mimo wszystko nieladnie zrobiles z tym nie „wiesz to nie pisz”, bo to mnie tak zirytowalo, a o to wlasnie chodzi zeby prowokowac do dyskusji nawet jesli cie inni beda wyprowadzac z bledu, poniewaz wlasnie tak najczesciej mozna sie dowiedziec wiele ciekawcyh rzeczy, tym bardziej jesli nie ma sie czasu zglebiac tematu w interesujacej dziedzinie, a nikt go sam nie rozwija.

  16. Widzę , że Kolegów trochę prądy zdryfowały w różnych kierunkach i na pewno nie na Madagaskar :) Z jednego tematu wyewoluowało już kilka – taka mała radiacja :)
    Nie powiem , że dyskusja zeszła na psy ( i koty ) , ale czytając posty czasem zerkam czy jestem we właściwym artykule . Zawsze to lepsze niż głucha cisza :)
    Wracając jeszcze bliżej tematu .
    Gdy przedstawiciele jakiegoś gatunku trafią w środowisko pełne nowych nisz ekologicznych do zasiedlenia to ewolucja poczyni szybkie postępy . Brak intensywnej selekcji prowadzi do pojawienia i utrwalenia się nowych mutacji . Bardziej korzystne jest posiadać zróżnicowany materiał genetyczny na starcie dający większe możliwości i będący bez obciążeń chowu wsobnego . Nie sadzę by samo mnożenie się wsobne było tak bardzo decydujące dla powstawania nowych gatunków w środowisku tak sprzyjającym ich powstawaniu . Dla dalszej szybkiej ewolucji w kierunku nowych gatunków korzystne byłyby czasowe izolacje poszczególnych populacji . Najważniejsze to samo pojawienie się nowego zdolnego do rozmnażania się gatunku na wyspie , a reszta to już kwestia czasu .
    W temacie głównym chodzi o to w jaki sposób zwierzęta pojawiły się na Madagaskarze . W zasadzie żadnego nowego odkrycia nie wyczytałem . Od dawna wiadomo , że kontynenty się przemieszczają , a jeszcze większym zmianą podlegają prądy morskie . Wcześniej , czy później zaszła sytuacja sprzyjająca komunikacji z Afryki na Madagaskar . Ktoś po prostu pofatygował się odnaleźć w zasadzie gotowej symulacji ten sprzyjający moment i napisać o tym artykuł . Wykorzystano też brak dowodów na ewentualny pomost lądowy . Więc bardziej to odkrycie poszlakowe niż dowodowe .

  17. >>Brak intensywnej selekcji prowadzi do pojawienia (…) się nowych mutacji

    trochę się zagalopowałeś :-)

    • Nie .
      …. i utrwalenia ( przetrwania na później ).

      Chodziło mi o ich ilość w przypadku braku intensywnej selekcji i ich przetrwania na później .
      Intensywna selekcja eliminuje mutacje niekorzystne , a promuje te pozytywne . Jej brak powoduje utrwalanie się obu . Oczywiście pod pojęciem niekorzystne mutacje mam na myśli te które nie eliminują osobnika z dalszego przekazywania genów . Czasem ponownie zmutowana niekorzystna mutacja może być korzystna i to nawet bardzo . Czasem negatywna może być wykorzystana pozytywnie w nowej niszy ekologicznej jakie zwierzę zaczyna opanowywać i może zdecydować o dalszej ewolucji w kierunku nowego gatunku .
      Nie chciałem to rozbijać na czynniki pierwsze i się rozpisywać . Ale w tym znaczeniu to pisałem . Staram się pisać najprościej jak potrafię by było to zrozumiałe też dla innych amatorów do których się zaliczam .

  18. >>ponownie zmutowana niekorzystna mutacja

    :-)

    spokojnie, ja wiem, że to był skrót myślowy, ale obawiam się, że połowa czytelników mogła zrozumieć Twoją wypowiedź w ten sposób, że „brak selekcji jest przyczyną mutacji” (=prowadzi do ich pojawienia się). Otóż i Ty i ja dobrze wiemy, że przyczyną mutacji są błędy w kopiowaniu DNA i różne mutageny. Selekcja nie ma tu nic do rzeczy, bo nie jest ona źródłem zmienności, a jedynie odsiewa pewne genotypy. Ludzie nie rozumieją tej podstawowej kwestii i odruchowo (po 150 latach!) wyobrażają sobie ewolucję na sposób lamarckistowski, dlatego warto dbać o precyzję wypowiedzi w tej sprawie. Nie dyskutujemy tu dla siebie, ale ku „pouczeniu ludu” ;-)

    • natomiast oczywiście, że zmniejszenie presji selekcyjnej może umożliwić przetrwanie/utrwalenie mutacji, które w innych warunkach byłyby niekorzystne

      • Mam nadzieję , że było dość czytelne jak na amatora . Bo chodziło o występowanie zwiększonej różnorodności mutacji przy braku wielu czynników selekcjonujących . I oczywiście nie chodzi o pojedyncze osobniki , ale całość populacji .

        A dla tych co by mieli jeszcze trudności i wątpliwości przedstawię to jeszcze obrazowo .
        Załóżmy , że są dwie wyspy . Na obu pojawiają się drobne zwierzęta nadrzewne . Z biegiem czasu pojawiają się mutacje i prowadzą do powstawania nowych gatunków nadrzewnych . Na jednej z wysp występuje jednak dodatkowy czynnik powodujący selekcję tych mutacji . Jest nim drapieżnik żyjący w poszyciu lasu . Niektóre mutacje na obu wyspach prowadzą do pojawiania się osobników mniej sprawnych na drzewach , a mogących lepiej poruszać się po ziemi ( np. proporcje kończyn , masa ciała itp. ) . Na wyspie z drapieżnikiem nie udaje się przetrwać i rozwinąć takim osobnikom w gatunki naziemne . Wiadomo , że nie od razu takie zwierzęta staną się w pełni dostosowane by poradzić sobie z drapieżnikiem . Na wyspie bez takiego drapieżnika mogą się doskonalić i wykształcać nowe gatunki wraz z kolejnymi mutacjami . Życie na powierzchni ziemi może być punktem wyjściowym do opanowania innych środowisk na przykład wodnych .

        Tak więc mimo pewnej stałej częstotliwości mutacji ( wykorzystuje się to do obliczenia kiedy rozeszły się linie ewolucyjne żyjących współcześnie zwierząt ) na wyspie z drapieżnikiem spora część ich przepada . Na wyspie bez tego czynnika selekcji ( drapieżnika ) ilość mutacji i ich efekty są szybsze i większe ponieważ zwiększa się różnorodność form wyjściowych do następnych mutacji . Oczywiście jedna mutacja nie czyni nowego osobnika doskonałym , ale brak czynnika ostrej selekcji ( drapieżnika , konkurencji itp.) daje szanse dla przetrwania form niedoskonałych ( przejściowych ) do dalszej ewolucji .

        Oczywiście mutacje i selekcja to dwie niezależne czynniki . Nie licząc zwiększonej ekspozycji na promieniowanie , mutacje pojawiają się dość regularnie . Ale to selekcja jest głównym czynnikiem modelującym nowe formy życia . Jej rozluźnienie przez pojawienie się wolnych nisz ekologicznych prowadzi do szybkiego pojawienia się wielu nowych form . Tak następuje po wielkich wymieraniach . Jednak całkowity brak selekcji jest po pewnym czasie zabójczy . W środowisku naturalnym na szczęście nie występuje z jednym , jedynym wyjątkiem jakim jest człowiek ( bynajmniej ta najbardziej ucywilizowana część jego populacji ) . Czynnikiem selekcjonującym zwierzęta domowe jest człowiek . Człowieka jednak nikt nie selekcjonuje i dlatego zwiększa się ilość chorób genetycznych będących wynikiem mutacji , oraz różnorodność w samym wyglądzie . Chyba nie ma drugiego takiego gatunku , który by posiadał tak bardzo zróżnicowane skrajne formy osobników w obrębie jednego gatunku . Niektóre wymierania gatunków tłumaczy się właśnie degeneracją , w co ja osobiście nie wierzę bo w przyrodzie zawsze jakieś czynniki selekcyjne występują . Bardziej to wynik jakiejś tzw pułapki ewolucyjnej . Coś co było korzystne i rozwijane przy zmianie w środowisku stało się obciążeniem nie do cofnięcia .

        Człowiekowi jednak z tego powodu nie grozi zagłada gdyż jest coraz bliżej możliwości samo naprawy i samo kreowania następnych pokoleń przez ingerencję bezpośrednio w geny . Może daleko w przyszłości zdecyduje się zmienić w formę bardziej przystosowaną do życia w nowych środowiskach obcych planet zamiast próbować zmieniać ich środowiska do podobnych ziemskim . Zmiany tych środowisk mogą przecież być niemożliwe .
        Na razie to bajka :) , ale……………
        …………….ale na pewno teraz odleciałem za daleko do tematu :)
        A miało być tylko krótkie uściślenie . Chyba przestanę już pisać na tym forum :)
        Temat zdaje się też już wyczerpał .

      • Chyba zgodzisz się , że mutacje są materiałem , rzeźbiarzem jest selekcja . Selekcja ma ogromny wpływ na ilość mutacji . Jednak nie bezpośrednio . Nie tworzy mutacji tylko przy słabej selekcji pozostawia w populacji większą ich ilość . Nie likwidując ich nosicieli daje większe możliwości dalszych zmian , ich ilości i różnorodności . Mogą powstawać dość szybko nowe gatunki przy tej zmniejszonej selekcji , ale z pewnością będą też wrażliwsze na jej zwiększenie spowodowane zmianami w środowisku . Bardzo dużo przykładów na to pochodzi z wysp . Prawie zawsze tamtejsza fauna przegrywa . I Madagaskar nie jest tutaj wyjątkiem .

        • >>Chyba zgodzisz się , że mutacje są materiałem , rzeźbiarzem jest selekcja

          w tym specyficznym sensie zgodzę się :-) Jeśli idzie o poziom populacji na pewno tak

  19. Może pogodzi różne tu – i nie tu – spekulacje o madagaskarskich – i nie tylko – zwierzaków, czy roślin zaszłościach możliwe w przyszłości zgłębianie genetycznej bazy dziś jeszcze tam bytujących stworzeń.
    Oby tylko zdążono przed postępującym dziś szaleństwem znikania tam naturalnych ostoi ręką tambylców czynionym.
    Oby na to znalazły się fundusze nie tylko od stowarzyszeń kyno- i felisologcznych…

    A zagrożenie (samo zagrożenie!) ingerencją Gospodarza bardzo służy merytorycznieniu tu wpisów.
    Może więc sam Gospodarz ogłaszając swój gniew uzyska efekt bez jego uskuteczniania?
    Oby!

  20. […] 17. Skąd się wzięły niezwykłe zwierzęta Madagaskaru […]

  21. […] 17. Skąd się wzięły niezwykłe zwierzęta Madagaskaru […]

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s