Historia pewnego skarbu – epilog. Znalazca dostał 15 tys. zł nagrody

Osiem miesięcy temu napisałem na Archeowieściach tekścik pod tytułem „Historia pewnego skarbu – przypadek pozytywny, choć nie do końca„. Jego bohaterem pozytywnym był Marcin Ziętal, który podczas prac polowych we wrześniu 2008 r. w miejscowości Skiby koło Chęcin zauważył w ziemi kawałki metalu.

17-letni wówczas pan Ziętal niezwłocznie powiadomił o znalezisku archeologów. Okazało się, że była to niezwykle piękna i rzadka brązowa biżuteria kultury łużyckiej sprzed 2700 lat.

– Dzięki świetnemu zachowaniu Marcina, który nie próbował np. czyścić znalezisk papierem ściernym, i jego informacjom mieliśmy możliwość dokładnego przebadania miejsca znaleziska – chwalił wtedy znalazcę doktor Szymon Orzechowski, archeolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Drugim bohaterem pozytywnym był konserwator zabytków, który ekspresowo, bo jeszcze w tym samym miesiącu, złożył wniosek o nagrodę dla znalazcy. Niestety, bohaterem negatywnym okazało się być Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gdyż wniosek na wiele miesięcy ugrzązł w jego szufladach.

Gazeta Wyborcza” napisała dzisiaj o finale całej sprawy. Na szczęście takim, jaki być powinien. Ministerstwo przyznało wreszcie znalazcy 15 tys. zł nagrody. Szkoda, że dopiero po interwencji prasy i szkoda, że cała procedura zajęła ministerstwu 14 miesięcy.

W „Historii pewnego skarbu…” pisałem też o konkursie na ekspozycję znaleziska. Wygląda na to, że wygrało Muzeum Historii Kielc, gdyż tam trafiły zabytki.

Zdjęcie skarbu i dokładny opis odkrycia.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 3.12.2009.

komentarzy 25 to “Historia pewnego skarbu – epilog. Znalazca dostał 15 tys. zł nagrody”

  1. No i to naprawdę dobra wiadomość, która powinna ośmielić ludzi (także poszukiwaczy z wykrywaczami) do informowania o znaleziskach. Mam nawet wrażenie, że minister, aby zatrzeć złe wrażenie z powodu swojej opieszałości, wykazał wyjątkową hojność. 15 tys.to chyba więcej niż zwyczajowe 10 proc. wartości znaleziska, bo musiałby by być warte 150 tys., a to chyba jednak wycena baaardzo na wyrost. Choć z drugiej strony art. 189kc, nie mówi o 10 proc. lecz o odpowiednim wynagrodzeniu. Teoretycznie może ono sięgać i 99 proc. wartości znaleziska, jesli nakłady poczynione na odnalezinie były odpowiednio wysokie.

    Ale nie pieniądze są najważniejsze, wiele osób i tak oddałoby chętnie wiele rzeczy i bez nagrody. Najważniejsze jest stworzenie systemu,który szybko dawałby odpowiedź, czy zgłoszone znalezisko uznawane jest za zabytek i będzie przekazane do muzeum,czy też jest tylko historyczną ciekawostką albo pospolitym historycznym gadżetem i może pozostać w rękach prywatnych. Brak takich rozwiązań skutkuje obecnie strachem i brakiem zaufania do organów państwa. A urzędnicy, którzy chcą się wydawać „chytrzejsi niż inne zwierzęta” i starają się sugerować, że każdy przedmiot wyciągnięty z ziemi jest zabytkiem doprowazają do tego, że zarówno cenne przedmioty nie tafiają przeważnie w ich ręce, jak też na ich szczęśćie – prawie żadne, bo zgodnie z tą logiką byliby zarzuceni stertami zardzewiałych podków, łyżek, guzików,klamer i nnego szmelcu. Jakiś złoty środek trzeba znaleźć.

  2. Złoty środek się nie znajdzie, dopóki będzie obowiązywało rozporządzenie ministra kultury w sprawie nagród:

    § 2. Osobie, która odkryła lub przypadkowo znalazła zabytek archeologiczny, zwany dalej „zabytkiem”, przysługuje następujący rodzaj nagrody:
    1) nagroda pieniężna;
    2) dyplom.
    § 3. 1. Nagrody pieniężne albo dyplomy za odkrycie lub przypadkowe znalezienie zabytku przyznaje minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.
    2. Nagrody, o których mowa w ust. 1, są przyznawane na wniosek wojewódzkiego konserwatora zabytków składany za pośrednictwem Generalnego Konserwatora Zabytków

    http://www.visacom.pl/bip2/?ident=36&layout=layout4&ob=0&idx1=13&idx2=3&idx3=6

    Do zabytków archeologicznych powinien mieć zastosowanie każdorazowo art. 187 kc:

    „Znalazca, który uczynił zadość swoim obowiązkom, może żądać znaleźnego w wysokości jednej dziesiątej wartości rzeczy, jeżeli zgłosił swe roszczenie najpóźniej w chwili wydania rzeczy osobie uprawnionej do odbioru.”

    Ustawa o zabytkach w art. 34 ust. 1 robi najpierw smak obiecując nagrodę, a w ust. 3 odsyła do rozporządznia, które własnie uzaleznia nagrodę od wniosku WKZ.

    Ponadto w stosunku do zabytków nie-archeologicznych zastosowanie ma art. 189 kc zgodnie z art. 32 ust. 9 ustawy. A skąd znalazca ma wiedzieć, czy to co znalazł to w ogóle zabytek, a jesli tak to jaki: archeologiczny czy nie-archeologiczny? Czy nie mozna by wyposazyć muzea regionalne czy powiatowe, które pokrywają Polskę dość gęstą siecią w uprawnienia pozwalające przyjmowac informacje od znalazców i oceniać, czy znalezisko jest zabytkiem czy nie (i jakim), przyjmowac wnioski o nagrody i kierowac dopiero sprawę do WKZ? Obecna centralizacja powoduje, że WKZ nawet nie byłby w stanie przerobić wszystkich zgłoszeń. Udaje jedynie,że walczy o zabytki, a tak naprawdę powoduje ich rozpraszanie, niszczenie i znikanie w domowych szufladach….

  3. Kamil,
    a nie mogliby detektoryści znaleźć jakiegoś czynnego pola minowego i tam realizować swoich pasji?
    .
    „Czy nie mozna by wyposazyć muzea regionalne czy powiatowe etc.”
    Wypowiadasz się o rzeczach, o których nie masz zielonego pojęcia. Nawet nie bladego – tylko żadnego. Ani o muzeach, ani o zadaniach i kompetencjach służby konserwatorskiej. Ale to takie polskie – im większy ignorant, tym głośniej krzyczy.

  4. Owszem, mój drogi, mam pojęcie, o czym mówię. To tylko tobie wydaje się że zmiana struktur i uprawnień jest niemożliwa, bo teraz tak nie jest

    „a nie mogliby detektoryści znaleźć jakiegoś czynnego pola minowego i tam realizować swoich pasji”

    Równie dobrze mógłbym poradzić wszystkim archeologm, żeby sobie pojechali do Egiptu i tam grzebali przy jakichs mumiach… Ale widzisz, żyjemy razem w tym kraju i trzeba jakoś zyć. A lepiej sie żyje, gdy kraj jest tak zorganizowany, aby każdy w nim czuł się dobrze i aby jego struktury służyły obywatelom i rozwiązywaniu ich problemów.

  5. wiesz, moim problemem jest to, że jakiś troglodyta jeden z drugim niszczy coś, czego nie stworzył i co do niego nie należy. W dodatku ów troglodyta nie ma nawet pojęcia o tym, co niszczy.
    .
    Dlatego zgadzam się – oczekuję, że państwo jakoś ten problem rozwiąże. Niekoniecznie w drodze dezintegracji służby konserwatorskiej przez jej rozparcelowanie pomiędzy jakieś lokalne muzea, w których nawet nie ma archeologa.

  6. „Dlatego zgadzam się – oczekuję, że państwo jakoś ten problem rozwiąże. Niekoniecznie w drodze dezintegracji służby konserwatorskiej przez jej rozparcelowanie pomiędzy jakieś lokalne muzea, w których nawet nie ma archeologa.”

    To prawda, nie w każdym jest archeolog, ale tu też bym zaufał muzealnikom. Byliby pierwszą linia reagowania i oceniali, czy ewentaulnie archeologa zawezwać lub przekazać sprawę WKZ. Ostatecznie to i tak muzea przyjmują wszystkie znaleziska, więc mają najlepsze pojęcia, co w ogóle warte jest zachodu i czy jest sens zawracać sobie głowę wszczynaniem jakiejkowlwiek procedury… No i tylko częśc zgłaszanych znalezisk to zabytki archeologiczne, a ty wciąż przyjmujesz wyłącznie punkt widzenia archeologii, jakby na niej świat się kończył. Centralizacja prowadzi do komicznych sytuacji. Dla przykładu:

    „Niedawno pisaliśmy o zdjęciu przez ekipę budowlaną kuli z wieży remontowanego zamku sulechowskiego. W kuli znaleziono zamkniętą tuleję, która od razu trafiła do sejfu domu kultury. Otwarcie miało nastąpić z udziałem konserwatora zabytków.

    – Przyjechała pani konserwator i w obecności burmistrza Odważnego, kierownika wydziału promocji Fedko i z moim skromnym udziałem tuleja została otwarta – informuje Tomasz Furtak, dyrektor domu kultury.

    Niestety, wszyscy się raczej rozczarowali, gdyż okazało się – o czym pewnie w Sulechowie zapomniano – iż zawartość tulei pochodzi zaledwie sprzed… 17 lat. Z ostatniego remontu dachu zamku.

    Był dokument, ale…
    T. Furtak otwiera dziś tuleję, a ze środka wyjmuje dwa zwinięte w rulon zafoliowane dokumenty. Pierwszy z informacją o remoncie dachu z 31 marca 1992 r., drugi z banknotami z tegoż okresu.

    Treść dokumentu brzmi następująco: „Niniejszym zawiadamiamy, że roku pańskiego 31 marca 1992 za panującego burmistrza grodu Sulechów, Tadeusza Szulawskiego, starszy mistrz dekarski Jan Żebrowski zakończył prace remontowe dachu wieży zabytkowego zamku z XIV w. Po zakończeniu remontu zamku będzie on służył jako miejsce nauki, edukacji mieszkańców grodu Sulechów. Zawiadujący życiem kulturalnym Henryk Brudło”.

    Co włożą następnym razem?
    Trzeba przyznać, iż Henryk Brudło, obecnie szef domu kultury w Kargowej, raczej się nie pomylił pisząc o przeznaczeniu zamku. Tyle, że chyba nie przewidział, iż na spełnienie tej „przepowiedni” trzeba będzie czekać aż 18 lat, gdyż remont zamku zostanie ukończony mniej więcej za rok.

    – W tej chwili kula jest poddawana renowacji, którą przeprowadza wykonawca całego remontu zamku, firma Architekton – przekazuje Furtak. Gdy zabytkowy obiekt wieńczący wieżę wróci na szczyt wcześniej do środka znowu zostaną włożone różne pamiątkowe rzeczy. Nie od rzeczy jest tutaj wspomnieć, iż wśród nich tradycja każe umieszczać egzemplarz aktualnej gazety…”

    http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091203/POWIAT23/865091918

  7. nie bardzo wiem, przykładem czego ma być cytowana sytuacja. Proponujesz, żeby – z całym szacunkiem – taki np. znawca sztuki nowoczesnej z Orońska mocą ukazu stał się specjalistą od pradziejów? Jak boli Cie brzuch, to pielęgniarka prosi cię o obdarzenie zaufaniem ortopedę czy okulistę?
    .
    Kończąc tą dyskusję – bo ona bez sensu jest: służba konserwatorska jest organem administracyjnym. Muzea znajdują się – w strukturze państwa – w zupełnie innym miejscu. To, że przyjmują zabytki (do inwentarza, ale znacznie częściej w depozyt – ale o tym nie masz pojęcia), to zupełnie inna historia.
    .
    Konkludując – jednak nie masz pojęcia, o czym piszesz.
    .
    A wmawianie komukolwiek (sobie lub/i PT Czytelnikom), że postulowana zmiana ośmieli „detektorystów” do oddawania czegokolwiek, urąga rozsądkowi. Po pierwsze – zabawna (ale i pouczająca) była relacja z jakiejś „akcji”, gdzie eksploratorom „z pierwszej linii” pilnie na ręce patrzyli „pilnowacze” z linii drugiej, cnoty tych zaś strzegła „linia trzecia” :) Po drugie – nie chodzi o to, żeby im zabierać wygrzebane fanty, tylko żeby zlikwidować sam proceder patroszenia stanowisk archeo.
    .
    I to byłoby na tyle.

  8. Beton to beton… Żyją w swoim światku urojeń i pretensji do rzeczywistości wierząc, że trwając w swoim ślepym uporze mają jakikolwiek wpływ na tę rzeczywistość. A pal ich licho, niech sobie żyją:)) Kamil, daj spokój dyskusjom, bo oni nie chcą dyskutować, a tylko rekompensować sobie własne nieudacznictwo. Niech to robią we własnym kręgu – w końcu mają do tego prawo.

    • żadnego odniesienia do argumentów, żadnego pojęcia o zadaniach muzeów i służb konserwatorskich, żadnej wiedzy o praktyce działania tych instytucji. Jedynie nieprzeparta chęć i potrzeba zbierania artefaktów, bez zrozumienia, że XIX wiek dawno temu się skończył…

      • W dodatku jak się wczytać w ich wypowiedzi wynika z nich, że w ich przekonaniu archeolodzy prowadzą wykopaliska tylko po to, żeby zapełniać muzealne gabloty – jakby nie byli w stanie zrozumieć, że znaleziska odgrywają rolę przede wszystkim poznawczą, że chodzi o zrozumienie przeszłości, nie o dodanie fajnych fantów do kolekcji

  9. A XXI zaczął…

  10. Panowie, chodzi o to, by wilk był syty i owca cała. Nie ma co się obrażać na archeologów za to, że zależy im na ratowaniu pozostałości minionych dziejów – po to są by je odkrywać, badać i na ich podstawie poznawać zawiłą historię ludzkich losów. Nie ma również sensu próba zwalczenia detektorystów, wszak do wyruszenia na poszukiwania pcha ich często wrodzona ciekawość oraz marzenie, w dzieciństwie wspólne chyba dla wszystkich ludzi, by poszukiwać skarbów. Oczywiście chcieliby na swoich odkryciach zarobić, ale czy za to należny ich ganić? Czy archeolodzy za swoja pracę nie dostają wynagrodzenia? Detektoryści nie mają jakiejś stałej podstawy wypłacanej w okresie prowadzenia poszukiwań, i tylko w przypadku sukcesu mogą liczyć na nagrodę. Dobrze by było, gdyby ta nagroda była adekwatna do wartości znaleziska, wtedy mogliby działać legalnie. I nim podniosą się krzyki oburzonych tym faktem, chciałbym zwrócić szanownym archeologom uwagę, że przecież nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie, ciężko byłoby zdobyć fundusze na przeprowadzenie kompleksowych badań archeologicznych terenu całego państwa, a tymczasem detektorysci nieustannie przeczesują jego połacie i przy odpowiednio zorganizowanej współpracy mogliby dostarczać archeologom informacji na temat sprawdzonych już stanowisk. Oczywiście zbudowanie takiej współpracy nie jest zadaniem łatwym, ale wydaje mi się, że koniecznym jest podjęcie tego wysiłku. Zdaję sobie tez sprawę, że nie wszyscy detektorysci są (bądź chcą być) uczciwi, ale i wśród archeologów znalazłoby się takich, którzy w pogoni za pieniędzmi chociażby z badań terenów pod budowę autostrad, o rzetelności i uczciwości skłonni są zapomnieć. Nie generalizujmy więc.

    P.S.
    Sam detektorystom nie jestem, ale potrafię zrozumieć tych, którzy nimi są.

  11. „detektorystom nie jestem” – powinno być detektorystą oczywiście.

  12. „Nie ma co się obrażać na archeologów za to, że zależy im na ratowaniu pozostałości minionych dziejów – po to są by je odkrywać, badać i na ich podstawie poznawać zawiłą historię ludzkich losów. ”

    Nikt się na nich się obraża. Ale ratowanie pozostałości dawnych dziejów nie jest zadaniem przypisanym tylko archeologom, ale całemu społeczeństwu, a tymczasem archoelodzy wypowiadają się jakby z punktu widenia swojej wyjątkowości, która jest tylko ich wymysłem. Nie dziwię się wyrazom oburzenia, gdy piętnowani są tak poszukiwacze,jak i np. rolnicy niszczący jakieś stanowiska. Trudno mieć jednak też do nich pretensje, gdy niszczone są stanowiska nie wpisane do rejestru, a jedynie zewidencjonowane w AZP. Bo często nawet właściciel nieruchomości nie wie, że na jego terenie leżą jakieś stanowiska i podczas prac budowlanych lub rolnych po prostu je likwiduje. Gdyby je jakoś oznaczyć, czy choćby powszechnie informować, gdzie są (jak np. o występowaniu rzadkich gatunków roślin) problem znacznie by się zmniejszył. Bo wbrew temu co wbili sobie do głowy archeolodzy, zabytki archeologiczne nie wszbudzają wśród poszukiwaczy szczególnego zainteresowania.
    Zresztą sądzę, że ilość stanowisk z AZP (coś koło pół miliona) jest mocno naciągana. Nikt tego na bieżąco nie weryfikuje. To co wpisano tam w latach 70. i 80. zdobi często statystyki, choć na w terenie już dawno wybudowano osiedla mieszkaniowe i wywieziono ziemię z wykopów razem z całym dobrodziejstwem inwentarza (o ile „coś” nie zostało zostawione na pamiątkę), a na polach wskutek orki rzekome stanowiska też istnieją tylko na papierze. Zarówno poszukiwacze jak i wszelcy przypadkowi znalazcy np. rolnicy (poszukiwaczy jest jakieś 100 tys, rolników ok. 2 mln) z pewnością dbaliby aby nie zniszczyć pewnych wartych zachowania miejsc, nawet nie wpisanych do rejestru zabytków i informowali o odkryciu kolejnych stanowisk, które archeologom z dużym prawdopodobnieństwem pozostaną nieznane po wsze czasy. Ale do tego trzeba woli i zaufania obu stron,a nie straszenia karami i okazjonalnego nagradzania jakichś znalazców. Archeolodzy mogą sobie pozostać w światku swoich urojeń i przekonania o swojej wyjątkowości oraz ślepej wiary w sens istniejących rozwiązań (których sami zwykle nie rozumieją). Ale ostatecznie skończy się to tak,że obudza się z ręka w nocniku….

    • wypowiadasz się na tematy, o których nie masz żadnego pojęcia. Jeśli stanowisko jest zaewidencjonowane w AZP, to – w skrócie – żadna inwestycja w jego strefie ochronnej nie ma prawa być zrealizowana bez udziału archeologa.

    • Powtórzę za homo_lupusem, że nie masz pojęcia o tym, co piszesz.
      Po pierwsze nie pamiętam, by jakikolwiek archeolog oburzał się na zniszczenia wywołane działalnością rolniczą. Sam prowadzę badania na stanowisku niszczonym przez działalność rolniczą, ale dobrze wiem, że ten człowiek musi z czegoś żyć. Oburzamy się natomiast na nielegalną eksploatację żwiru na stanowiskach archeologicznych, nielegalne wysypiska śmieci w tych żwirowniach, nielegalne prowadzenie działalności budowlanej etc.
      Po drugie – już widzę, tabuny detektorystów na stanowiskach, gdyby tylko wiedza o ich położeniu była bardziej rozpowszechniona. Jeśli znajoma archeolog spotyka na stanowisku kolesi z saperkami i wykrywaczami, z jej własną książką w ręku (znam taką sytuację), to znaczy, że wszelka popularyzacja wiedzy niesie za sobą ryzyko zniszczenia stanowisk. Nie dziwię się tym, którzy publikują wyniki badań dopiero po przekopaniu wszystkiego, co się tylko da.
      Na stanowiskach zarejestrowanych w AZP inwestycje powinny być poprzedzane badaniami ratowniczymi. Jeśli jakieś stanowiska zostały zniszczone (a to się niestety zdarza), to z dwóch powodów: samowola i łamanie prawa przez inwestora oraz niewydolność służb konserwatorskich.
      Ja cały czas wierzę w możliwość ucywilizowania tego procederu (inaczej niż homo_lupus), ale nie mam złudzeń: nawet w liberalnym pod tym względem systemie brytyjskim zjawisko szkodnictwa wcale nie zniknęło.

  13. @ homolulupus: „wypowiadasz się na tematy, o których nie masz żadnego pojęcia. Jeśli stanowisko jest zaewidencjonowane w AZP, to – w skrócie – żadna inwestycja w jego strefie ochronnej nie ma prawa być zrealizowana bez udziału archeologa”

    Sam nie masz pojęcia o czym piszesz. Chyba, że podniecasz się nowelizacją, która weszła w życie w lipcu br. i rozciagnęła obowiązek finansowania badań archeo także na prace budowlane przy zabytkach nieruchomych z ewidencji WKZ oraz roboty ziemne i zmianę sposoby korzystania z terenu, gdzie występują zabytki archeologiczne? Jest się czym podniecać… Zapominasz tylko, że przez 6 lat obowiązywania ustawy ze starą wersją art. 31 ust. 1, gdzie obowiązek badań istniał tylko w stosunku do zabytków wpisanych do rejestru i objętych ochroną w miejscowym planie, wydano kilka milionów zgód na budowę, które nie mogły uwzględniać ochrony stanowisk i stanowiska te bez żadnych po prostu zniknęły z powierzchni ziemi raz na zawsze. Pozostał po nich tylko ślad w AZP – nic już nie wart i czas byłoby go wykreślić.

    A obecna wersja art. 31 ust. 1a pkt. 2 prowadzi do tego samego, bo nie zdefiniowano co to są roboty ziemne. Większość z nich nie wymaga zgody na budowę ani wuzetki i inwestor może je przeprowadzać często nawet bez obowiązku zgłoszenia, zatem ta ochrona jest tylko pozorna. To samo ze zmianą dotychczasowego charakteru działalności na jakims terenie. W gruncie rzeczy jest to zmiana sposobu użytkowania w rozumieniu ustawy o planowaniu i zagospodrowaniu przestrzennym, co i tak niesie koniecczność uzyskania zgody na budowę lub wuzetki, a zatem ochrona stanowiska zamyka się w ust 1a pkt 1. Jeśli zas nie wymaga, to inwestor zrobi sobie po cichu co chce (zresztą skad ma wiedziec, że jakis urzędas czy pokręcony archeolog w jakims AZP wymyślił, że na jego działce sa jakieś stanowiska archeo?) i urzędnicy oraz archolodzy moga mu naskoczyć razem ze swoimi zabytkami.

    Niezależnie od tego nowelizacja weszła w zycie dopiero kilka miesięcy temu, a związana była przede wszystkim z wyrokiem TK nakazującym zmianę sposobu finansowania badań archeo. Brak jeszcze danych, ile Skarb Państwa kosztowała to nowelizacja, ale prędzej czy później okaże się, że archeologia w stosunku do tego co daje, zdecydowanie Skarb Państwa za dużo kosztuje. I zakres badań będzie regularnie ograniczany. Do czego zapewne przyczyni sie jeszcze wrodzony Polakom spryt i proste sposoby, jak chytry Skarb Państwea obciążyć sumą wiekszą niż 2 proc. wartości inwestycji.
    Pyrrusowe zwycięstwo odniosą prywatne firmy archeologiczne,które lobbowały za rozszerzeniem zakresu ochrony po odstawieniu ich od kranika z kasą przez konsorcja uniwerysteckie, jakie opanowały badania autostradowe. Ci wszyscy chłopcy z niwelatorami, o ile udało im się wyrobić 12-miesięczną praktykę po studiach bedą w Polsce tak potrzebnie jak niegdys masowo produkowani rusycyści…

    • … to chyba jeszcze jeden klon tego samego ignoranta…
      .
      przeczytaj, co sam napisałeś:
      „…i objętych ochroną w miejscowym planie…”. Więc wpis do rejestru zabytków nie jest konieczny. Nie chce mi się tłumaczyć, jak to działa w praktyce; kto się tym zajmuje – ten wie. A z Ciebie taki budowlaniec, jak prawnik. Ani piaskownicy bym od Ciebie nie kupił, ani o drogę do sądu nie spytał. Cierpisz na deficyt wiarygodności.

  14. Oczywiście, że ignorant. Dla którego ochrona konserwatorska stanowi przeszkodę. Pisz dalej swe mądrości… Niech ludzie sobie wyrabiają zdanie o co chodzi tobie i tobie podobnym.

    Takimi dyskusjami próbuje się dokształcić, nie rozumie, co jest w ustawach napisane, wiec próbuje prowokować, aby mu to wytłumaczyli.

    Aby za bardzo nie ułatwiać: Proponuję samodzielną dodatkową lekturę:
    1. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym
    2. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko
    3. o gospodarce nieruchomościami
    4. o parkach krajobrazowych (dotyczy ok 35% terytorium kraju)
    5. prawo budowlane, też warto dobrze poznać

    Warto także śledzić bieżące nowelizacje tych i innych ustaw.

  15. “…i objętych ochroną w miejscowym planie… Więc wpis do rejestru zabytków nie jest konieczny ”.

    To chyba wyraźne było napisane? Jeśli musisz powtórzyć, aby zrozumieć, to rób to w zaciszu domu… Tak w ogóle mowa była akurat o badaniach archeo, a nie poszukiwaniach, nie wiem czy się zorientowałeś….?

    „Nie chce mi się tłumaczyć, jak to działa w praktyce; kto się tym zajmuje – ten wie”

    Nawet się nie wysilaj z tłumaczeniem. Połowa Polski coś tam buduje i zna te procedury lepiej od ciebie…

    „A z Ciebie taki budowlaniec, jak prawnik. Ani piaskownicy bym od Ciebie nie kupił, ani o drogę do sądu nie spytał”

    Możesz mi wierzyć, że takich archeologów jak ty, którzy próbują wyłudzać nadzory bazując na czyjejś niewiedzy, pędzę z budowy regularnie…

    • wiesz, usiłujesz mnie obrazić, ale nawet tego nie potrafisz kompetentnie zrobić ;)))
      .
      żaden archeolog w Polsce nie wyłudza nadzoru, bo decyzja o jego prowadzeniu nie jest prywatną umową pomiędzy archeologiem a inwestorem/wykonawcą. O tym decyduje organ administracji – WKZ. Jeżeli komuś decyzja WKZ się nie podoba, zgodnie z kpa może się odwołać do MKiDN. W żadnym miejscu tej procedury nie ma miejsca na działanie archeologa (osoby fizycznej/firmy), a tym bardziej – na wyłudzanie czegokolwiek.
      .
      Znów się nie spisałeś; nie dziw się więc, że nisko oceniam Twoją wiarygodność.
      .
      .
      Naprawdę już na koniec – przepraszam Gospodarza: dyskusja cokolwiek od ściany do ściany i mowie do obrazu podobna, niemniej pewne rzeczy trudno bez komentarza zostawić…

      • A odwoływać trzeba się w terminie :) Inaczej WSA pokaże język.
        Minimum wiedzy prawnej.

        Gutku – budowlańcu, czy jak ci tam.

  16. „Oczywiście, że ignorant. Dla którego ochrona konserwatorska stanowi przeszkodę”

    Niespecjalną…. Do twojej listy ustaw mógłbym ST dołozyć jeszcze kilka, o których pewnie ci się nie sniło, że moga miec wpływ na archeologię, ale sobie daruje. Zostan przy abecadle… Nie leży w moim interesie dokształcanie mało rozgarniętych kopidołków… A ponieważ dyskusja zaczyna gonić w piętkę, pozwolę sobie pożeganać towarzystwo.

    • Genku-budowlańcu, Konarzewie, Złotniku, Kamilu, doradco, Gerardzie, mańku, detekcie, happy, itd. itp., byłbym wdzięczny gdybyś trzymał się jednego nicku. Ich notoryczne zmienianie traktuję jako trolling.

  17. http://www.mkidn.gov.pl/dziennikarze/nagrody_091221.html

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s