Skarb ze Staffordshire jest wart 3,3 mln funtów

Ogromny i przewspaniały anglosaski skarb odkryty przez detektorystę w lipcu tego roku na polu w angielskim hrabstwie Staffordshire wart jest 3,3 mln funtów.

[picapp src=”3/d/4/8/The_UKs_Largest_f9a2.jpg?adImageId=5379961&imageId=6598407″ width=”500″ height=”338″ /]

Jeden z najwspanialszych spośród około 1800 zabytków tworzących skarb ze Staffordshire. Fot. Christopher Furlong/Getty Images.

Zespół specjalistów, który miał oszacować wartość skarbu zakończył swoje prace. Ich zdaniem 1800 złotych i srebrnych zabytków sprzed około 1300 lat jest wartych 3 285 tys. funtów.

Decyzja specjalistów oznacza, że znalazca skarbu, którym jest żyjący z renty Terry Herbert, oraz właściciel pola, na którym odkryto skarb, czyli rolnik Fred Johnson, zostaną milionerami.

Muzea ze Staffordshire, które chcą zatrzymać skarb, muszą teraz bowiem zebrać taką właśnie kwotę, by zapłacić ją jako nagrodę obu mężczyznom. Zgodnie z angielskim prawem znalazca i właściciel ziemi dzielą równo między siebie wartość odkrytego skarbu.

Wiele przedmiotów tworzących skarb ze Staffordshire to jedne z najwspanialszych arcydzieł anglosaskiego jubilerstwa. Skarb tworzą między innymi 84 cudownie wykonane głowice mieczy i noży oraz 71 ozdób rękojeści (jedna na zdjęciu powyżej). Jak podkreślali naukowcy, już jeden taki zabytek wystarczyłby do uznania znaleziska za spektakularne.

Na podstawie Guardiana oraz moich wcześniejszych tekstów Anglosaski skarb ze Staffordshire (galeria zdjęć) i Prawdziwa sensacja. Poszukiwacz odkrył niesamowity skarb z czasów Anglosasów.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 26.11.2009.

komentarzy 39 to “Skarb ze Staffordshire jest wart 3,3 mln funtów”

  1. Od dłuższego czasu szukam właściwej nazwy na określenie postępowania Terry’ego Herberta. Uczciwość lub frajerstwo odpadają. Być może Terry Herbert (i Fred Johnson też) jest frajerem – nie mnie sądzić po pierwsze a po drugie zlewam ten fakt. Uczciwością jest zaś postąpienie państwa (Korony? Samorządu?). Interesuje mnie jak nazwać postępowanie zaprzeczające nowoczesnemu kultowi chciwości a kierujące się staromodnym „tak wypada”. Nic tu do rzeczy ma nadzieja uczciwej nadgrody dla uczciwości – jeźeli dadzą (lepiej więcej jak mniej a najlepiej dużo), czego nie brać. Było w polszczyźnie kiedyś takie określenie jak poczciwość i tej poczciwości w starym sensie jakby najbliżej.

    • Dla mnie tez szokujace (w pozytywnym znaczeniu tego slowa) jest podejscie prawa angielskiego do takiego znalazcy.

      mam wrazenie, ze w Polsce dostalby najwyzej 10% wartosci (nie wiem jak wlasciciel gruntu?) a do tego mialby wizyte roznych sluzb, urzedu skarbowego itp, oraz kilka sledztw na karku zwiazanych z „reszta” skarbu, zapewne sprzedana pokatnie.

      W Polsce utrwalilo sie przez 200 lat podejscie, ze prawo i urzedy reprezentuja okupantow a nie interes spolecznosci i w wielu wypadkach niestety wyglada jakby tak bylo naprawde.

      • To działa w obie strony. Polski obywatel na wszelki wypadek traktuje aparat państwowy niczym okupanta, co przybiera niekiedy dość absurdalne kształty…

      • Właściciel gruntu?
        Jakby właściciel gruntu wykopał jakieś skorupki, to w nagrodę dostałby fakturę za przeoranie reszty działki przez jakichś orków pod czujnym okiem Saurona.
        Poznaj mroczną stronę archeologii w Polsce.

      • A ja mam bardzo mieszane odczucia.. również w stosunku do tego rodzaju publikacji. Co się tutaj rzuca w oczy – 3,3 mln funtów.. dobre 16 mln PLN. Lepiej niż średnia kumulacja w totka… więc w najbliższy weekend kolejna zgraja kretynów ruszy z detektorami na pola – „a może u nas tez coś znajdę.. choćby było warte dziesiątą część tego.. tamten facet kupił wykrywacz i trafił za pierwszym razem… mnie też może się uda znaleźć coś cennego” itd., itp.
        .
        Prysnąłbym też kroplę zimnej wody na przedstawione wyżej entuzjastyczne opinie o owej brytyjskiej „poczciwości”. Rzeczywistość – i prawo w UK – wygląda tak, że określana jest rynkowa wartość znaleziska, i ona należy się znalazcy/właścicielowi pola. wobec czego znalazca wie, że nigdzie nie dostanie więcej. Może więc spokojnie czekać na „ruch” właściwej instytucji. Odpada mu problem organizacji samodzielnej próby zbycia – opłacenia wyceny, przechowywania do czasu sprzedaży fantów, opłacenia transportu zabytków i ich ubezpieczenia, odpalenia udziału domowi/serwisowi aukcyjnemu, a co najważniejsze – złamania prawa pierwokupu przez muzeum. A tak wystarczy, że poczeka, aż zainteresowane muzea zbiorą gotówkę…
        .
        Pytania ogólne, jakie należy ewentualnie zadać, tyczą:
        – ew. wyższości – dyskusyjnej – systemu brytyjskiego nad polskim;
        – ew. perspektyw zmian naszego prawa (pakiet kwestii – prawo własności zabytków, zasady obrotu zabytkami, zasady prowadzenia poszukiwań, zasady wydawania pozwoleń na badania archeologiczne, uprawnienia zawodowe itd.);
        – stymulacji tego rodzaju „entuzjastycznymi” newsami („3,3 mln funtów !!!!”) natężenia lokalnego ruchu wandali i złodziei.
        .
        O ile pierwsze pytanie jest nieco akademickie, drugie – kontrowersyjne, to trzecie opisuje realny problem dotykając również – moim skromnym zdaniem – odpowiedzialności dziennikarskiej za skutki sposobu przekazania informacji. Nie oczekuję przy tym cenzury – ta jest niemożliwa, ale jako humanista poniekąd też „pracuję słowem” i wiem, że tą samą informację można „ubrać” (bo „ubierana” jest zawsze) w różne sensy i konotacje.

    • O ile się dobrze orientuję na podstawie czytanych w ostatnich latach artykułów, to znalezione w ziemi zabytki należą do Korony. W związku z tym znalazcy mają obowiązek przedstawić takie znalezisko odpowiednim organom. Zabytki muszą być jednak „kupione” od znalazcy i właściciela ziemi, czyli muszą oni dostać do podziału nagrodę w wartości rynkowej. Jeśli muzea nie będą zainteresowane zakupem, to znalazca ma wolną rękę w dysponowaniu nim (oczywiście z poszanowanie praw właściciela ziemi).

      A jak już się wypowiadam, to chciałem zwrócić uwagę, że nielegalne poszukiwanie zabytków (czyli bez zgody właściciela) jest plagą brytyjskich terenów wiejskich. Co pewien czas widuję w tamtejszych mediach artykuły o nocnych najściach grup z wykrywaczami na pola gospodarza, który nie godził się na poszukiwania. Widywałem nawet relacje o zastraszaniu właścicieli ziemi przez takich „nighthawkers”, jak ich zwą w Brytanii. Oto najświeższe z takich doniesień. Facet ma nieszczęście mieć farmę na dawnej rzymskiej osadzie, więc dość regularnie „poszukiwacze” masakrują mu uprawy. Hojne nagrody nie powstrzymały więc rabunków.

      • o różnicach w stosunku do państwa i wierze w możliwości zmiany świata poprzez mechanizmy tego państwa niech świadczy fakt, że pan Brown, rolnik ze Staffordshire, skierował się do Parlamentu, domagając się od niego wprowadzenia nowych uregulowań prawnych

  2. Jak wg Ciebie inaczej napisać, że od szczęśliwego znalazcy państwo kupuje wielkiej wartości (nie tylko historycznej) skarb ? Ze za czapkę gruszek go kupili ? Że go pożyczają ? Nie rozumiem twoich wątpliwości. Poza tym nie ma się co oszukiwać nikt na ślepo nie szuka, większość z poszukiwaczy ma pojęcie co robi i nie jest wandalami, pozostaje kwestia jak to nazwałeś złodziejstwa.

    • może napisać, że wcześniej trzy grupy poszukiwaczy usiłowały skarb wykopać i podwędzić, wszyscy zostali jednak złapani i wbici na pale na rynku pobliskiego miasteczka ;-)

      to byłoby rzeczywiście bardziej dydaktyczne. Ale o nagrodzie też trzeba pisac, potrzebny wszak i kij i marchewka :-)

  3. Jak zwykle zazdrość w wykonaniu archeologów nie wiadomo z czego wypływająca… Może z obawy, że okaże się, że wykopanie kilkuset zabytków ze złota i srebra bez nadzoru archeologicznego w niczym tym zabytko nie szkodzi? Jakoś angielscy archeolodzy nie jęczą, że zabytek został wyrwany z kontekstu… Po prostu dają wyraz radości, że został odnaleziony. Cóż to zresztą za kontekst – leżał tuż pod darnią. Ich prawo jest lepsze, bo po prostu ufa obywatelom i wierzy w nich. Ich prawo po prostu rozwiązuje problem, a nasze tworzy wciąż nowe problemy. U nas zawsze podejrzliwość i karanie na zapas…

    • >>Jakoś angielscy archeolodzy nie jęczą, że zabytek został wyrwany z kontekstu… Po prostu dają wyraz radości, że został odnaleziony. Cóż to zresztą za kontekst – leżał tuż pod darnią

      brytyjscy archeolodzy cieszą się, że nikt tego złota nie buchnął, więc przełykają jakoś utratę licznych ważnych informacji, jakie zostały bezpowrotnie stracone. A co do POZBAWIONYCH CIENIA REFLEKSJI lekceważących uwag na temat kontekstu, to tym się właśnie różni szukanie skarbów od NAUKI, tj. zdobywania nowej wiedzy, w tym wypadku na temat historii, przeszłości cywilizacji itp.

    • Proponuję się zapoznać z całym kontekstem odkrycia. Znalazca nie wykopał całego skarbu samodzielnie, ale właśnie zawiadomił archeologów, którzy przeprowadzili badania. Dopiero po zakończeniu badań podano informacje do mediów.

  4. „Proponuję się zapoznać z całym kontekstem odkrycia. Znalazca nie wykopał całego skarbu samodzielnie, ale właśnie zawiadomił archeologów, którzy przeprowadzili badania. Dopiero po zakończeniu badań podano informacje do mediów.”

    Wielkie mi badania naukowe polegające na wyciągnięciu z ziemi kilkuset ozdób. I jakoś o sensacyjnym kontekście gazety ne krzyczały. Przestańcie już z tą archelogią, wiem, że to Wasze forum, ale równie dobrze informacja mogłaby się znaleźć na forum historycznym, poświęconym sztuce albo miliatriom, a te zabytki mogli wyciągnąć pracownicy wodociągów i efekt dla nauki oraz społecznego zainteresowania byłby ten sam. Archeolodzy mają zwyczaj celebrować wyciągnięcie z ziemi każdego paprocha i uprawiać wokół niego mistyczne tańce podkreślające ich najwyższy stopień wtajemniczenia. Ale mnie to nie interesuje. Interesują mnie te zabytki i jest mi obojętne kto, jak i gdzie je znalazł. Mam nadzieję, że archeolodzy (dzięki poszukiwaczom w końcu)juz zdążyli ogrzać się medialnie w blasku tego złota i srebra i teraz zajmą się nim prawdziwi naukowcy, którzy coś o nim powiedzą więcej. Będę czekał na do niesienia.

    • >>Wielkie mi badania naukowe polegające na wyciągnięciu z ziemi kilkuset ozdób. I jakoś o sensacyjnym kontekście gazety ne krzyczały

      nie sądzę, żeby to gazety były najważniejszym źródłem takich informacji. Kontekst nie musi być sensacyjny – może być banalny, ale chyba lepiej móc (oprócz zdobycia samego skarbu) jeszcze dowiedzieć się co nieco, na przykład jakieś sugestie na temat tego skąd się tam wziął, zakopano go celowo, czy wpadł do bagna, czy ma związek z lokalnym osadnictwem. Nieraz z takim skarbem są związane inne przedmioty, nie tak cenione przez osoby oszołomione widokiem złota, ale mogą wiele powiedzieć o samym skarbie.

      >>Mam nadzieję, że archeolodzy (dzięki poszukiwaczom w końcu)juz zdążyli ogrzać się medialnie w blasku tego złota i srebra i teraz zajmą się nim prawdziwi naukowcy, którzy coś o nim powiedzą więcej

      sądzę, że wiele (pewnie najwięcej) informacji udało się zdobyć właśnie w trakcie badań archeologicznych, które zapewne nie ograniczały się do ich wydobycia, ale dokładnie opisano ten, tak wyśmiewany przez ignorantów, kontekst. Łącznie z wzajemnym położeniem przedmiotów, strukturą gleby wokół i ewentualnie innymi, towarzyszącymi przedmiotami. Tego z gazet się nie dowiesz, ale jak wszystkie dane (łącznie z GIS) zostaną spokojnie opracowane, z pewnością ukaże się artykuł w specjalistycznym periodyku (jak będzie jakaś sensacja i tak trafi do prasy, ale raczej nie jutro). Teraz kiedy te przedmioty są już wydobyte, będą prawdziwą ozdobą muzeum, ale wiele więcej już się z nich odczytać nie da.

      pozbawione refleksji wypowiedzi niektórych osób na tym forum są żałosne. Fochy do archeologów ze strony różnych zakompleksionych dyletantów raczej nie przynoszą chwały autorom takich postów.

    • @G.: „Ale mnie to nie interesuje. Interesują mnie te zabytki i jest mi obojętne kto, jak i gdzie je znalazł.” I może dlatego Terry Herbert poleciał nie do ciebie ze swoim odkryciem a do archeologów, których to obchodzi.

  5. Ze starszego artykułu: „Na pierwsze elementy skarbu Terry Herbert natknął się w lipcu na jednym z pól w Staffordshire. Znalezisko zgłosił władzom. Przez ostatnie dwa tygodnie spora grupa archeologów dokładnie przeszukała trzymane w ścisłej tajemnicy miejsce odkrycia”

    @gunther: „Proponuję się zapoznać z całym kontekstem odkrycia. Znalazca nie wykopał całego skarbu samodzielnie, ale właśnie zawiadomił archeologów, którzy przeprowadzili badania. Dopiero po zakończeniu badań podano informacje do mediów.”

    Przez dwa tygodnie łazili i sprawdzali czy oprócz tego, na co natknął się ten angielski poszukiwacz, aby jeszcze w pobliżu innych skarbów nie ma. Ot, całe wielkie badania. Rzeczywiście, bez archeologów to by się n ie obyło, a skarb okazałby się bezwartościowy, gdyby ich cudowne ręce go nie tknęły… Muzeum w Staffordshire przyjęłoby go z otwartymi ramionami i łzami w oczach nawet gdyby ktoś znalazł go pod podłogą swojego domu…

    • Powtórzę za Guntherem: „Proponuję się zapoznać z całym kontekstem odkrycia.”

      Tak naprawdę znakomitą większość skarbu wydobyli właśnie archeolodzy. Poza tym każde wydobycie zabytku z ziemi musi być odpowiednio udokumentowane, a raczej mało który poszukiwacz to potrafi. Powodów, dla których konieczna jest dokumentacja i tak pewno nie zrozumiesz, albo je wyśmiejesz, więc daruję sobie ich wyliczanie.

  6. Nie kwestionuję tego, że wydobyli skarb archeolodzy. Są mi też ogólnie znane cele i metody dokumentacji archeologicznej, ale nie mam do nich nabożnego stosunku, bo to często tylko rodzaj biurokracji produkującej jedynie tony papierów, które nikogo nie obchodzą i nic nie wnoszą. Taka sztuka dla sztuki. Równie dobrze można metodami archeologicznymi dokumentować zbieranie trufli. W przypadku skarbu opisywanego w artykule ważny jest on sam i naprawdę nie obchodzą mnie metody, jakie zastosowano przy jego wydobyciu ani sposób dokumentacji tego wydobycia. Nie wyśmiewam jednak archeologii ani jej metod w ogóle, a jedynie pokpiwam sobie z jej zbytniego skostnienia i trudności, z jakimi archeolodzy przyjmują każdą inną pozycję niż sam pępek świata.

    • pokpiwasz nie ze skostnienia, tylko z całej dodatkowej wiedzy na temat historii znalezionego obiektu (niekiedy również chronologię), którą albo zyskuje się wydobywając „skarb”, albo bezpowrotnie traci, bo w zakutym łbie wydobywającego nie ma miejsca na nic poza magią świecidełek

      nie chodzi o nabożność wobec takich czy innych metod. Czy naprawdę nie lepiej mieć i skarbu i tzw. kontekstu (łącznie z pochodzeniem skarbu – czy ktoś go tam zakopał jako ofiarę dla bogów, czy schował przed bandziorami, czy też mu do bagna wpadła jak uciekał), czy też tylko sam skarb, owszem bezcenny, ale jednak uboższy o pewne informacje? Chyba wybór jest prosty…

  7. A archelodzy to dużo nam powiedzieli to tym skarbie. Może to, a może tamto,a może owo… Dokonać interpretacji każdy potrafi i bez archeologii. W końcu, w jaki sposób biorą się skarby w ziemi ogólnie wiadomo.
    STEN

    • a co mieli powiedzieć? Jak opracują materiał, to ukaże się stosowna publikacja, w której wszystko sobie przeczytasz. Chyba jasne, że specjaliści nie spieszą się z ociekającymi pewnością twierdzeniami wzorem pp. Gontarczyka i Dudka?

  8. A dlaczego archeolodzy? To znalezisko w sam raz dla historyka sztuki lub wojskowości. Jaki i kolegi wyżej nie interesuje mnie kontekst i w jakiej warstwie to znaleziono (choć te dane mogą wspomóc inne badania, ale można obejść się bez nich). Przydałaby się też opinia złotnika, bo ciekawe są niektóre detale i wykończenia. Prawdziwe cacuszka. Naprawdę można oczy nacieszyć.

    • Jaki i kolegi wyżej nie interesuje mnie kontekst i w jakiej warstwie to znaleziono (choć te dane mogą wspomóc inne badania, ale można obejść się bez nich).

      Przyznam, że im dłużej czytam wypowiedzi różnych poszukiwaczy na Archeowieściach, tym bardziej zaczynam darzyć sympatią model szwedzki zamiast brytyjskiego. A jeszcze z rok temu byłem całkowicie za brytyjskim i daniem dużej swobody poszukiwaczom.

      Jednak panowie poszukiwacze w znakomitej swej większości cofają szukanie śladów przeszłości do prymitywnych metod z XIX w. czy z filmów z Indianą Jonesem czy Larą Croft. W ich podejściu do zabytków nowoczesny jest jedynie sprzęt.

      • a jak robią w Szwecji? Złapanemu z wykrywaczem ucinają rękę czy jaja?

        • To może w Arabii Saudyjskiej ;)

          Generalnie, jeśli nie masz odpowiedniego papierka z odpowiedniego urzędu (ichnich WKZ) w kieszeni, to poszukiwanie jest nielegalne. Są też rozległe obszary, na których w ogóle szukać nie wolno. np. cała Gotlandia i Olandia oraz oczywiście stanowiska archeologiczne. Więcej: http://scienceblogs.com/aardvarchaeology/2009/05/how_to_metal_detect_legally_in.php

          Zresztą podobnie jest w wielu innych krajach Europy.

        • o tym już kiedyś mówiłem… Szwedzi pewnemu Niemcowi, który wyobrażał sobie,ze przejdzie się ot tak – z wykrywaczem po polu „na gościnnych występach”, zarekwirowali nie tylko wykrywacz, ale i mercedesa, którym przyjechał :)))

      • witam po jasnej stronie mocy :)))

    • najlepiej wyciągnąć wszystkie dane jakie się da. Potrzebny jest i archeolog i historyk sztuki i historyk wojskowości (jeśli mamy do czynienia z bronią) i inni specjaliści. Wiedza jest wartością samą w sobie. Równie dobrze można by skupić się na stratygrafii i kontekście, a te świecidełka przetopić, bo „nie interesują mnie niektóre detale i wykończenia” (cyt.). Głupie wypowiedzi na zasadzie „dowalenia wrogom”. Żałosne.

  9. Wrogom? He,heee… Ja mam od dawna wrażenie, że to archeolodzy okopali się w swoim kontekście i wszędzie wietrzą wrogów.

    A co do modelu szwedzkiego:

    Jens Granhof, 69-letni szwedzki archeolog-amator dokonał wielkiego odkrycia razem ze swoim wnuczkiem. Na terenie, na którym miała miejsce bitwa pod Lund, odnaleźli gliniane naczynia z 9 tysiącami duńskich i angielskich monet pochodzących z XIII wieku.

    Szwedzki urząd zajmujący się ochroną dziedzictwa narodowego przyznał im nagrodę w wysokości 10 procent wartości znaleziska – czyli 40 tysięcy koron ( ponad 15 tys. złotych). Dziadek protestuje – jego zdaniem ta suma jest za mała. -To skandal, nie wzięto pod uwagę wagi tego skarbu. To doskonała okazja dla urzędu, żeby podkreślić, jak ważne są takie znaleziska. Kiedy ludzie zobaczą, że za nasz trud dostaliśmy tylko tyle, nie będą oddawać tego, co znaleźli – stwierdził pan Granhof.

    Urzędnicy jednak tłumaczą, że 10 procent znaleźnego to standardowa kwota, jaką wypłaca się archeologom-amatorom. Ponadto, Granhofowie znaleźli monety na terenie zarejestrowanym jako miejsce pamięci. Według prawa mieli obowiązek oddać to, co znaleźli a żadna nagroda im nie przysługiwała.

    http://deser.pl/deser/1,97052,7302150,Dziadek_z_wnuczkiem_znalezli_skarb__chca_wiekszej.html

  10. Podoba mi sie ten dziadek::)))

  11. A co to ma za znaczenie, czy mieli wykrywacz czy nie? Chciałeś dać do zrozumienia, że patrzenie na ziemię podczas spaceru na polu jest naganne moralnie? Sądzę, że w polskich chałupach są tysiące skarbów podobnych do tego ze Szwecji, może kilka jak ten angielski i 99 proc. z nich znaleziona została metodą szwedzką, a nie wykrywaczami. Niekoniecznie podczas spaceru, ale głównie podczas budów i prac ziemnych. Niestety, przez schizofreniczność naszego systemu one nie trafią do muzeów, bo ludzie po prostu najzwyczajniej w świecie boją się powiadamiać o znaleziskach. Ale cóż – to już nie jest problem służb ochorny zabytktów. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal…

    • Złotniku, chodzi o to, że gdyby chodzili tam z wykrywaczem ich sytuacja prawna byłaby fatalna.

      A co do systemu, to taki sam jest w większości państw świata. Jak na mój gust problemem jest lenistwo, nieznajomość prawa, brak jego poszanowania u tych co znają itp. itd, a nie strach. Zauważyłem, że poszukiwacze bardzo mitologizują kłopoty paru osób. Wiem z relacji osoby znającej jedną z takich spraw, że poszukiwacz jedno znalezisko zgłosił, ale inne sprzedawał na Allegro. Moim zdaniem całe to psioczenie na system jest tylko szukaniem usprawiedliwienia swojej postawy.

  12. @: „Złotniku, chodzi o to, że gdyby chodzili tam z wykrywaczem ich sytuacja prawna byłaby fatalna.”

    Ale nie chodzili z wykrywaczem, a skarb znaleźli. Co się zdarzyć może każdemu i wszędzie, i się zdarza, także w Polsce bardzo często. Dlatego demonizowanie wykrywaczy uważam za przykrywkę do unikania prawdziwych problemów. Wykrywcz metalu, jak sama jego nazwa wskazuje,służy do wykrywania metalu a nie skarbów czy zabytków (w domyśle metalowych). Ludzie i bez wykrywaczy znajduję mnóstwo skarbów i zabytków zarówno metalowych jaki nie-metalowych, takich jak urny, ceramika, narzędzia kościane i kamienne,ozdoby z bursztynu, pochówki itp. I co się z tym dzieje? Na budowie najczęściej majster każe szybko lać fundamenty i zakryć wszystko betonem, bo nasłuchał się o archelogach, którzy wstrzymują budowę, a on nie ma czasu na przestoje, bo zarabiać musi. Rolnik jak coś wyorze to rzuci w krzaki,bo był taki jeden chłop, którego skazano za przeoranie cmentarzyska rzymskiego na jego polu, o którym nie miał w ogóle pojęcia. Jak gospodyni coś przy hakaniu w ogródku wydziobie, to zaniesie do jubilera na złom, bo baba głupia nie jest i za jakiś dyplom nie będzie dygała do jakiś urzędników i potem jeszcze się tłumaczyła i wpuszczała ich na świeżo zasianą marchewkę, bo zdepczą, nie uszanują. Jak coś się nadaje, to ewentulanie dzieciom do zabawy da. A skorupy, garnki itp. – najlepieje potłuc i głebiej zakopac, bo jak się dowiedzą, że którać się nadkruszła od haczki to do więzienia jeszcze wsadzą. Wesoło nie jest….

    „Zauważyłem, że poszukiwacze bardzo mitologizują kłopoty paru osób. Wiem z relacji osoby znającej jedną z takich spraw, że poszukiwacz jedno znalezisko zgłosił, ale inne sprzedawał na Allegro. Moim zdaniem całe to psioczenie na system jest tylko szukaniem usprawiedliwienia swojej postawy”

    Ja tam plotkami się nie zajmuję. Jak ktoś ma coś na sumienieu to sąd to zbada i odpowiednio oceni.

    „Jak na mój gust problemem jest lenistwo, nieznajomość prawa, brak jego poszanowania u tych co znają itp. itd, a nie strach.”

    Aż chciałoby się odpowiedzieć przypowiednią o źdźble, oku i belce… Ale też przyznaję Ci dużo racji – w tym kraju króluje lenistwo i nieznajmość prawa. A raczej z lenistwa ludzie nie zadają sobie trudu na poznanie tego prawa, bo intuicyjnie i z doświadczenia czują, że to prawo jest wbrew zdrowemu rozsądkowi. I wcale im się nie dziwię…

  13. Chyba jednak opanował mnie przedwczesny pesymizm:

    Znalazła się nagroda za skarb i bohaterską postawę Louis (696 / 119) 2009-12-03 15:04:50
    http://wyborcza.pl/1,75476,7324795,Znalazla_sie_nagroda_za_skarb_i_bohaterska_postawe.html

    18-letni Marcin Ziętal ze Skib, znalazca brązowej biżuterii sprzed 2,7 tys. lat, został jednak doceniony. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało mu 15 tys. zł nagrody.

    – Bardzo się cieszę. Kilka dni temu dostałem pismo w tej sprawie, ale nie podano, ile taka nagroda wynosi – mówi Marcin Ziętal. Gdy usłyszał wysokość kwoty podaną przez biuro prasowe MKiDN, nie krył radości. – Nie wiem, na co je wydam. Pewnie na jakiś samochód, bo niedawno zrobiłem prawo jazdy – cieszy się.

    Ziętal we wrześniu 2008 r. podczas prac polowych w Skibach koło Chęcin znalazł 10 ozdób z brązu, m.in. zapinki binoklowate, które służyły do spinania szat, naszyjniki i bransolety. Przekazał je wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków, który docenił wagę odkrycia i zgodnie z przepisami już we wrześniu 2008 r. wystąpił do ministra kultury i dziedzictwa narodowego o nagrodę dla znalazcy. Ale sprawa utknęła w ministerstwie na ponad rok. Po tekście „Gazety” sprawą zainteresował się Bogdan Zdrojewski, szef resortu. Wczoraj biuro prasowe ministerstwa poinformowało o przyznaniu nagrody i listu gratulacyjnego

    Co prawda odwlekanie sprawy o rok i podjęcie decyzji dopiero pod naciskikm prasy nie jest dobrym prognostykiem, ale mam nadzieję, że lody powoli zaczną być przełamywane, stworzony zostanie jakiś stały fundusz nagrodowy, opracowane struktury przyjmowania powiadomień o znaleziskach i szybkiej ścieżki wstępnego informowania, czy znalezisko warte jest zachodu UOZ czy znalzca może je zatrzymać zgodnie z art. 181 kc. Wystarczy zaufać ludziom i pokazać, że potrafi się coś więcej niż przybijać pieczątki i straszyć więzieniem, a nie będzie wcale tak źle.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s