Bogaty grób kobiety z Modlnicy

Bogato wyposażony grób kobiety z VI w. p.n.e. odkryli na łużyckim cmentarzysku w Modlnicy koło Krakowa naukowcy z Krakowskiego Zespołu do Badań Autostrad.

Po raz pierwszy na terenie Polski w pochówku z tego okresu znaleziono ślady drewnianych mar (noszy), na których złożono ciało zmarłej. Były one położone na czterech wapiennych kamieniach. Podobne konstrukcje znajdowano wyłącznie w zachodniej części Ukrainy.

Pochówek jest wyjątkowy również z tego powodu, że jako jedyny na całym cmentarzysku nie jest ciałopalny. Pozostałych zmarłych skremowano, a ich prochy złożono w zakopanych naczyniach.

Niezwykłe jest też wyposażenie zmarłej. Archeolodzy znaleźli komplet ozdób brązowych, kolię z ponad 80 szklanych paciorków oraz popularne u Scytów zausznice gwoździowate.

– Paciorki, jak i brązy podobnego typu spotykano dotychczas tylko na wschodzie – w południowo-wschodniej Polsce i na obecnej Ukrainie. Prawdopodobnie mamy do czynienia z bardzo wyraźnie zaznaczoną obcą tożsamością etniczną kobiety, która trafiła na tereny podkrakowskie w wyniku dalekosiężnej, międzyplemiennej wymiany małżeńskiej – mówi Karol Dzięgielewski z Zakładu Epoki Brązu Instytutu Archeologii UJ.

Więcej w depeszy PAP opublikowanej przez Onet.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 17.11.2009.

Komentarzy 90 to “Bogaty grób kobiety z Modlnicy”

  1. To kto prowadzi badania, Spółka Cywilna Zespół do Badań Autostrad czy Instytut Archeologii UJ? Kto ponosi koszty pracy np płaci ZUS za pana Karola Dzięgielewskiego spółka czy instytut?

    • Archeolodzy pracujacy dla Krakowskiego Zespołu są zazwyczaj pracownikami UJ, IAiE PAN i Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Jest to spółka złożona z tych trzech instytucji, dla których zarabia pieniądze prowadząc badania pod inwestycje. Nie ma więc znaczenia kto płaci składki ZUS bo to niemal jedna i ta sama instytucja. W naszym kraju uniwersytety nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, więc dla podratowania budżetu zakładają spółki. Tak działają wszystkie uniwersytety w kraju a UJ nie jest w tym przypadku jakimś niechlubnym wyjątkiem ;)

      • Zatem badania komercyjne realizuje spółka, a ZUS i inne koszta działania spółki, np sprzęt itp. ponosi Państwo z naszych podatków, zapewne studenci pracują w ramach praktyk zawodowych. Nie wiem czy to jest „niechlubne” jak piszesz – raczej cwane.

        Przez to takie „spółki” dyktują ceny dumpingowe na rynku badań archeologicznych, zmuszając firmy prywatne do działania na granicy opłacalności, co w konsekwencji pociąga za sobą często niski poziom prac tych ostatnich.

        Tym sposobem absolwent archeologii musi konkurować opłacanym przez Państwo swoim nauczycielem, rzeczywiście „niechlubne”. Ostatnio MKiDN ogłosiło, że nazwa Muzeum ma zostać zastrzeżona dla instytucji nienastawionych na zysk, Może to samo Ministerstwo szkolnictwa powinno uczynić z nazwą Uniwersytet.

        Ostatnio „Zespół” przegrał jeden przetarg i podniósł wieli raban.
        http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,42699,7214596,Drogowcy_do_archeologow__kopcie_tanio_i_szybko.html

        • Uniwersytet Jagielloński jest o ile mi wiadomo jedynym w Polsce, który nie wykorzystuje studentów do darmowej pracy w ramach praktyk na badaniach autostradowych. Nawet wręcz zabrania. Władze zespołu, które decydują o działaniu spółki są jakie są. Nie jest to powód, żeby dostawało się za to Karolowi. Znam człowieka wiele lat. Jest bardzo dobrym „terenowcem” i „gabinetowcem”. Jako jeden z nielicznych pracuje z pasji przy minimalnym zysku. Często wychodzi z tego na minusie. Kto na badaniach zarabia miliony powszechnie wiadomo. Jeśli chcecie być sprawiedliwi dodajcie jeszcze co robią fundacje UW, UWr, UAM, UŁ czy UG. Ich działania niczym się nie różnią od działań zespołu. To powszechne zjawisko w ogólnopolskiej archeologii, a nie tylko UJ-u. Tak ogromna spółka jak KZdBA w Krakowie zawsze będzie bardziej konkurencyjna niż prywatna firma Pana X. Inwestor, np. GDDiKA przy ogromnych badaniach szerokopłaszczyznowych musi zminimalizować czas badań do kilkunastu miesięcy. Nie oszukujmy się żadna z prywatnych firm w kraju nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru, nie wspominając o referencjach na 10 ha badań czy 100 tys. wadium. Niewiele chyba wiesz o zamówieniach publicznych. W tym przypadku większość małych firm robi sama sobie krzywdę zaniżając wartość zamówienia. Najważniejsze jest dla nich wygrać przetarg, a nie mają pojęcia o wyliczeniu kosztów pracy, konserwacji zabytków i opracowania. Aż około 90 % z nich nie wie co to jest przetarg ograniczony a czym jest przetarg nieograniczony, nie zna wysokości progów unijnych i średniej na rok 2009 w przeliczniku euro. Nie potrafi przygotować oferty, a przede wszystkim zrozumieć SIWZ. Zakup aparatu i niwelatora to nie wszystko. Trzeba jeszcze znać przepisy prawne w bardzo szerokim zakresie. Ci właśnie pseudo-wykonawcy psują rynek pracy.

          • moim zdaniem wine ponosi zamawiajacy, ktory nie powinien stosowac kryterium ceny jako waznego kryterium wyboru. stosowany w Polsce system oceniania wymusza dumping cenowy – zwlaszcza jesli cena ma duza wage np 40proc. W wypadku badan naukowych w tym archeologicznym to bardzo zdradliwe podejscie. W takim wypadku powinno sie raczej stosowac system dwustopniowy – najpier ocena jakosci a potem dla tych firm ktore przekroczyly pulap np 70proc punktow kryterium cena/jakosc. ten system nie jest idealny ale lepszy od jawnej ceny i oceniania „pod cene”.

            • Zamawiający ponosi winę jak mu się wydaje, że nadzór archeologiczny na 43 km wodociągu można zrobić za 40 tys. złoych. Kryterium cenowe jest właściwe pod warunkiem, że uwzględnia rzeczywiste koszty pracy. Jeśli modyfikatory przeliczeń są krzywdzące dla osób, które odkryły 20 dużych obiektów na jednym arze dobrze zachowanej osady a bardzo dochodowe dla 1 ara powierzchni z obiektem bliżej nie określonym to ma się wrażenie, że jest się ukaranym za obszar bogaty w znaleziska archeologiczne. Stąd jakość badań bywa różna jak trzeba słono dopłacić do ara z „bogatą archeologią”.
              Kto według Ciebie miałby decydować o kryterium jakości??? Jakiś Profesor, urzędnik czy zamawiający??? To by dopiero było korupcjogenne. Już nam ST zacytował jak jeden z Profesorów uznaje wyższość pracy jednych nad pracą drugich. Pracowałem dla jednych i dla drugich. Jednym i drugim chodziło tylko i wyłącznie o kasę. Jakość się zupełnie nie liczyła, a z każdym kolejnym sezonem badań słyszeliśmy, że mają coraz mniej pieniędzy na badania wykopaliskowe, płacąc nam za każdym razem coraz mniej. W pewnym momencie podkrakowskie lessy stały się piaszczystą pustynią, a modyfikator za rycie w twardym jak beton, zeschniętym lessie było liczone jak kopanie w piasku. Mnie pracownicy fizyczni za to z roku na rok kosztowali coraz więcej.
              Pozbądźcie się złudzeń. Tu chodzi tylko i wyłącznie o kasę. Jakość to nie jest nawet sprawa drugorzędna.

              • twoj komentarz potwierdza to co napisalem – jesli SIWZ pisane przez zamawiajacych sa pisane zle tj w sposob uniemozliwiajacy konkurowanie jakoscia a wrecz wymuszajacy by zanizac cene kosztem jakosci to efekty musza byc zle. jesli sytuacja wyglada tak jak piszesz to widocznie w wyborze publicznym kwestia archeologii nie ma znaczenia – liczy sie szybkie wybudowanie infrastruktury a badania sa pro forma. ewentualnie mozna dopuscic takze hipoteze ze brakuje tu po prostu wyobrazni. natomiast nie lubie powolywania sie na argumenty o korupcji. nie mozna zakladac ze oceniajacy co do zasady sa nieuczciwi 0 uwazam ze jest inaczej, ze co do zasady sa uczciwi a korupcja to margines. dlatego mozna wyobrazic sobie rzetelne oceny jakosciowe – co wiecej precyzyjnie i dobrze napisany SIWZ jasno okresla warunki zamowienia nie pozostawiajac miejsca dla tandety – jesli jednak go sie tak nie pisze to widocznie tandeta jest dopuszczalna – czy to wybor swiadomy czy nie to ja nie wiem. ale zeby od razu dopatrywac sie zlych intencji? moze po prostu chodzi o zwykla bezmyslnosc i niedouczenie? albo o system bodzcow ktory premiuje u osob piszacych SIWZy co innego np. ograniczanie kosztow wydatkow publicznych na badania (takim bodzcem moga byc np zasady kontroli NIK)? etc etc – warto by jednak wyjsc poza polskie narzekactwo i np. wystapic z inicjatywa odpowiednich zmian ustawodawczych – to mozna zrobic tylko trzeba chciec. tzw. advocacy jest rzecza normalna w demokracjach – srodowisko nauki, w tym wypadku archeologii tez moze korzystac z tego instrumentu nacisku na wladze

            • @rodzynek w cieście
              „…ewentualnie mozna dopuscic takze hipoteze ze brakuje tu po prostu wyobrazni. natomiast nie lubie powolywania sie na argumenty o korupcji. nie mozna zakladac ze oceniajacy co do zasady sa nieuczciwi 0 uwazam ze jest inaczej, ze co do zasady sa uczciwi a korupcja to margines”.
              W tym przypadku wytłumaczenie zazwyczaj jest bardziej prozaiczne. Zamawiający nie traktują archeologii poważnie, a najczęściej jest ona wręcz kulą u nogi. Niejednokrotnie brałem udział w przetargu, gdzie wartość robót budowlanych wynosiła kilka milionów złotych, a zamawiający przeznaczał na nadzór i badania archeologiczne 0,25 – 1,5%. Inspektór budowlany, który nie musiał zatrudniać pracowników do badań, konserwacji i opracowania zabytków w przetargu miał budżet od 1-3% w stosunku do sumy przeznaczonej na roboty budowlane. Gdzie tu jest logika??? Archeologia jest traktowana po macoszemu, jako balast, który spowalnia tempo prac lub zawyża koszty. Nikt nie zwraca uwagi na inne problemy jakie niosą za sobą roboty budowlane, np. naginanie przepisów przy zakupie tanich materiałów o słabej jakości.
              Niejednokrotnie przy otwarciu przetargu słyszałem „Ale tam przecież nic nie będzie”, co jest delikatną sugestią zamawiającego, a właściwie pobożnym życzeniem.
              Przy rewitalizacji zamków np. zamawiający ma własną wizję na przebudowę, która najczęściej ma się nijak do rzeczywistości, a wyniki badań archeologicznych często nie są wogóle uwzględnione w projekcie.
              Nie wiem o jakich złych intencjach piszesz. Dla mnie osobiście jest to najczęściej ignorancja, nie korupcja, chociaż ta druga jest bardziej wszechobecna niż by mogło Ci się zdawać.

              • W archeologii nagromadziło się bardzo wiele absurdów, winnych tego można szukać wszędzie. Jednak najwyraźniej instytucją państwowym poprzestawiały się cele statutowe dla których istnieją.

                Prof. Kruk w cytowanym artykule zadaje pytanie
                „A gdzie trafią ewentualne wykopaliska znalezione pod kopcem Wandy przez firmę z Zielonej Góry? ” ja odpowiem – nie do Krakowa. Dlatego, że warunkiem uzyskania pozwolenia na badania jest zgoda instytucji muzealnej na przyjęcie zabytków. Skoro instytucje same startują do przetargu, to wiadomo, że zabytków od konkurenta nie przyjmą, bo jest to element walki o zlecenie. I to nic, że zabytki stanowią własność Skarbu Państwa, a muzea to instytucje publiczne.

                W Gdańsku jest jest jeszcze większy absurd – bo o to Muzeum archeologiczne nie tylko działa na komercyjnym rynku badań archeologicznych, ale jest jednocześnie urzędem który opiniuje prace prowadzone w strefach ochrony konserwatorskiej – są to ustalenia zawarte w planach miejscowych Gdańska. Przy okazji NIK w raporcie wskazał, że gabloty z zabytkami w Gdańsku można otwierać spinką do włosów.

                Pomieszanie z poplątaniem, a wszystko dlatego, że muzea i uniwersytety zapomniały, że ich celem nie jest komercja, tylko coś innego.

                I nie wiem, jak pytanie o to kto płaci ZUS, mogło być odczytane za personalną wycieczkę?

                A jeśli chodzi o standardy badań, to najlepiej odesłać do znajdującego się na blogu artykułu Andrzeja Gołembnika jego refleksji i wniosków.

                O przetargach, może lepiej nie rozmawiajmy, bo są badania prowadzone bez przetargów i nikomu to nie przeszkadza, że przetargu nie było, aż dziwne.

              • @Sauron
                Odnośnie inwestycji i zaglądania do cudzej kieszeni.

                Tych kilku milionów inwestor sobie nie wydrukował. Ani nie dostał od
                dobrego wujka. To ciężko zarobione pieniądze. Czy to dziwne, że liczy
                każdą złotówkę?

                Materiały, jakie się kupuje, powinny być tanie, byleby spełniały
                wymagane właściwości: wytrzymałość, trwałość itd.
                Nikt normalny nie kupi wytrzymałych śrub klasy 12.9, gdy w projekcie jak
                byk napisane, że wystarczą klasy 6.8. Byłoby to niegospodarnością.
                Gdyby ktoś kupił tańsze klasy 4.8 – przekręt i przestępstwo.

                Nad tym, by przekrętów i fuszerek nie było czuwa inspektor nadzoru.
                Od niego też zależy, by na budowę hali wydać 5 a nie 6 milionów.
                Inspektor pilnuje kasy i budowy inwestora. Dba o jego interes, więc jak
                się umówili nawet na 3% wartości inwestycji to ich sprawa.

                0.25% wartości inwestycji na badania to mało?
                A który inwestor chciałby być mecenasem sztuki neolitycznej za swoje
                pieniądze? Są ochotnicy? Las rąk widzę.

                Do tych procentów należało dodać dniówki robotników gdy oglądali wykopki
                archeologów. Wynajęte maszyny odpoczywały. Ale ZUS firma zapłacić musi.

                Dziwne, że pracownik woli wcisnąć znalezioną kość głębiej w grunt?
                Dziwne, że koło czyjejś altanki można podziwiać łopatkę mamuta?

                Jeśli państwo tworzyło takie absurdalne przepisy, to niech rozsupła
                skarbonkę na badania. Mało pieniędzy? Może lobby archeologiczne się
                dorzuci? Tak z 1.5% od pensji? Albo lepiej 3%. Przecież chodzi o nasze
                dziedzictwo narodowe!
                Cudze pieniądze łatwo się liczy, prawda?

                Nie jestem teraz w temacie, ale zdaje się, że w przepisach coś drgnęło
                na korzyść inwestorów. Oby.

              • @sknerusmackwacz
                Jeśli inwestor liczy każdą złotówkę i stara się oszczędzać to znaczy, że nie powinno chronić się dziedzictwa narodowego??? Wygląda na to, że pochwalasz sytuacje kiedy robotnicy budowlani niszczą relikty dawnych kultur, a jeśli jeszcze przy tym znajdą przypadkowo skarb srebrnych monet lub wyrobów brązowych to zawsze można go opchnąć za parę złotych na allegro. Kupić za to kilka skrzynek piwa i cieszyć się z okazji jaka się nadażyła. Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale widać u Ciebie tępe myślenie obywatelskie z poprzedniej epoki. Jeśli coś jest dobrem narodowym to znaczy, że wspólne jest niczyje i można rabować albo niszczyć. Gratuluję poziomu imbecylizmu. Prawdziwego „społeczeństwa obywatelskiego” dochowała się nasza ojczyzna!!!
                Sytuacje kiedy robotnicy oglądają wykopki archeologów są prawie zawsze przeważnie przyczyną głupoty inwestora albo wykonawcy robót budowlanych. Dzieje się tak dlatego, że nie troszczą się o pozyskanie nadzoru archeologicznego nad robotami budowlanymi albo udają, że go nie potrzebują. Jak się fortel nie powiedzie to dopiero jest krzyk i lament,że archeolodzy opóźniają roboty. Istnieje coś takiego jak poprzedzające archeologiczne badania ratownicze, zanim się wpuści wykonawce do wykopu przeprowadza się badania i po sprawie.
                Jeżeli uważasz, że firma archeologiczna, która ma do przebadania pół hektara działki w mieście średniowiecznym, zatrudniająca 15 osób przez 4 miesiące nie zasługuje na choćby 1% wartości inwestycji a inspektor budowlany za kilka wizyt na budowie ależ owszem, nawet na 3% to nie ma o czym mówić.
                Wykonawcy robót budowlanych oszukują nagminnie, na czym się da. Współpracuję z nimi od wielu lat i widzę co się dzieje. Na materiałach można oszukiwać i nieźle na tym zarobić. Wielokrotnie widziałem jak drogowcy utwardzali nawierzchnię zsypując lub lejąc prawie zimny asfalt na kaluże po deszczu. Do tego jeszcze podłoże zagęszczali przez kilka minut. Jeśli jesteś znawcą problemu to wiesz jaką powinien mieć temperaturę. Zbrojenia często robione są niedbale a elementy zginane niechlujnie bez zastosowania regulacji kąta zagięcia itp. W budowlance można oszukiwać i każdy wie, że podstawą jest jakość robót. Zakupy materiałów bez atestu to też codzienność.
                Archeologia nie jest sztuką, więc inwestor nie jest jej mecenasem. Gdyby nie archeolodzy nie wiedziałbyś nawet co to neolit. Ciekawe czy starożytne cmentarze też koparką rozjeżdżasz, bo że nie szanujesz pozostałości dawnych kultur to już wiemy, ale jeszcze ludzi i ich szczątków to już nie ma usprawiedliwienia dla takiego bzdurnego myślenia.

          • „Jeśli chcecie być sprawiedliwi dodajcie jeszcze co robią fundacje UW…”

            Strona Fundacji Przyjaciół Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego:
            http://www.archeo.uw.edu.pl/fundacja/

            • Dopisz jeszcze jak studenci UW pracują w ramach praktyk na badaniach autostradowych i o tym co się z tym wiąże ;) Chociaż na szczerą prawdę z Twojej strony nie liczę

              • Mam pytanie: czy nie można korzystać z pracy studentów, bo jest to zabronione prawnie- czy to jedynie niepoprawne etycznie?

                Wolontariat jest już w naszym kraju dozwolony, a studenci zawsze coś zyskują przy pracach w terenie. Doświadczenie jest ważne w każdym zawodzie, więc byłaby obopólna korzyść. Chyba, że się mylę.

            • Wykorzystywanie w pracach komercyjnych studentów jest zabronine w prawie i bardzo, bardzo nieetyczne. O ile mi wiadomo na badaniach „obwodnicy Warszawy” pracowali oni w ramach praktyk dla prywatnych firm pracowników UW. Jeżeli chodzi o doświadczenie nauczyli się jak sami mówią „kopania obiektu do profilu na czas”, czyli praca na akord. Metodyka więc też pozostawia wiele do życzenia. Jaką korzyść mają z tego studenci???
              Po kilku odbytych praktykach nikt z pracujących dla mnie nie potrafił rysować obiektów, nie wspominając o poziomowaniu niwelatora.
              Nie wiem czemu, ale Twoje wypowiedzi w czymś przypominają mi Niesiołowskiego??? Ciekawe czemu ;)???

              • Mnie uczono tych rzeczy: rysowanie, inna dokumentacja, foto, niwelacja (poziomowanie stanowi taki problem???) na zajęciach.
                @Sauron
                „Archeolodzy pracujacy dla Krakowskiego Zespołu są zazwyczaj pracownikami UJ, IAiE PAN i Muzeum Archeologicznego w Krakowie.”
                To co mają bezpłatne urlopy? Pracują tutaj i tutaj? Pracują za pensję ze swoich instytucji, czyli dopłacają do tego??? Jakoś to wszystko jest niebyt jasne?

              • @Anonim
                „To co mają bezpłatne urlopy? Pracują tutaj i tutaj? Pracują za pensję ze swoich instytucji, czyli dopłacają do tego??? Jakoś to wszystko jest niebyt jasne?”
                A może dlatego, że skoro 90% dochodów z badań zespołu zasila budżety tych 3 instytucji??? Nie przyszło Ci do głowy, że robią to w ramach swojej pracy???

              • Cos mi sie wydaje, że stopień zacietrzewienia w dyskusji jest współmierny do braku zrozumienia problemów. Generalnie wszyscy widzą, że cos jest nie całkiem jak nalezy i zwalają winę na wszystko dookoła oprócz spojrzenia w lustro. Tak więc spróbujmy to wyartykułować zaczynając od początku:
                1. Uzgodnienia i warunki pod inwestycję daje WKZ, tylko jego winą jest niedoprecyzowanie wymogów dla inwestora, a tu przyczyny bywają różne
                2. WKZ się nie wysila bo za tę pensję wystarczy że przychodzi do pracy, nie czyta też programów badań ani opracowań, bo i tak go nie ruszą jak coś się zniszczy, podpisze decyzję i protokół, bo nie ponosi odpowiedzialności personalnej
                3. Inwestor ogłasza przetarg i trudno się dziwić, że chce szybko i tanio, sprawa całkiem zrozumiała, bo Mecenasi wymarli
                4. Instytucje „naukowe” robią wszystko żeby się załapać na zlecenie, w końcu to główne źródło utrzymania, inaczej trzeba brać po kilka etatów na uczelniach.
                5. Praca w istytucjach jest traktowana jako środek do zminimalizowania kosztów, posiadania nienormowanego czasu pracy i opłacanego ZUS oraz niekwestionowanej pozycji
                6. Dydaktyka należy do obowiązków uczelni i tu rzetelności brak niestety, bo po co konkurencję sobie hodować.
                7. Renoma uczelni nie zależy od ilości absolwentów pozostających w zawodzie, a powinna.
                8. Dożywotnie etaty „habilitowane” również nie mobilizują do wysiłku naukowego. Rzetelność naukowa, etyka, dydaktyka nie mają przełożenia na pozycję naukowca i jego wynagrodzenie, najważniejsza jest ilość tytułów publikacji i funkcja.
                9. Ambitni absolwenci próbują zakładać prywatne firmy, dokształcać się i robić na granicy opłacalności i zamiast im pomóc w uzupełnieniu braków wyniesionych ze studiów, kłody pod nogi się rzuca.
                10. Dostęp do wydawnictw i tytułów naukowych jest niewspółmiernie trudny do osiągnięcia dla tych ambitnych „prywaciarzy” i to nie tylko ze względów finansowych.
                11. Standardów dokumentacji jest tyle ilu czynnych zawodowo archeologów i nikt ich nie zweryfikuje, wszystkie są najlepsze.
                12. Nawet w przypadku wątpliwości merytorycznych nie ma do kogo się zwrócić, więc każdy wie najlepiej i każdy ma rację, bo brak jest niezależnych ekspertów.
                13. Wygrywa więc przetarg ten, kto da najniższą cenę i ma magazyn na zabytki

                NIE PRÓBUJMY ZATEM MÓWIĆ TU O ARCHEOLOGII – BO NIE O NIĄ CHODZI.
                Gorszy produkt wypiera lepszy a ryba się psuje od głowy. Ratujmy może resztki godności i zamiast sobie ubliżać stwórzmy prawo, odbudujmy autorytety i przestańmy szarpać gałąź, na której wszyscy siedzimy. Magister też człowiek drodzy profesorowie, tylko często z większym doświadczeniem terenowym zdobytym w deszczu i mrozie.

              • Zadałem pytanie jako osoba nie będąca archeologiem i mało interesująca się (nawet w ogóle) problememi technicznymi archeologii. Dzięki @osa, ze wyłuszczyłaś/eś mi to przystępnie i rzeczowo :)

                Jako medyk mogę powiedzieć, ze w naszym zawodzie był kiedyś staż podyplomowy (był, bo minister Kopacz go właśnie zlikwidowała)- stażysta miał tylko częściowe prawo wykonywania zawodu lekarza. Tzn., że mógł pracować tylko w obecności lekarza z prawem wykonywania zawodu- niejako tylko pod nadzorem. Stażystę przez 12 miesięcy wykorzystywano głównie do robienia przyjęć (wpisy, badania), wypisów (epikryza, karta informacyjna), prowadzenie historii choroby + asysta przy zabiegach wszelkiej maści na wielu Oddziałach i przychodniach/poradniach. JEDNAK to obcowanie z rzeczami pozornie mało ważnymi, dawało duże doświadczenie. Obecni lekarze po akademii (przepraszam UNIWERSYTETACH MEDYCZNYCH) to ludzie bojący się pacjenta i niepewni swej (TYLKO !!!) teoretycznej wiedzy.
                Może więc dobrze byłoby stworzyć „stażysty” archeologa?

              • Te instytucje maja budżet jak każdy inny Instytut na Uczelni czy PAN. A jak zarabiają poloniści, przecież nie kopią na autostradach?
                Zadania statutowe Instytutu UJ to dydaktyka i prowadzenie badań naukowych w ramach grantów, a nie w konsorcjach chałturki! I wielu takie granty z UJ ma.
                Ktoś tutaj napisał, że alternatywą jest wieloetatowość. Czy ktoś zna fizyka, chemika wieloetatowca, który ma wyniki naukowe na poziomie światowym?
                Piszący tutaj @Sauron chce tłumaczyć coś „chorego” przy pomocy mętnych argumentów.

              • @Anonim
                „Piszący tutaj @Sauron chce tłumaczyć coś “chorego” przy pomocy mętnych argumentów”.
                Bynajmniej. Ja nikogo nie tłumaczę, a już na pewno nie siebie. Prowadzę własną firmę i nie jestem na „państwowym garnuszku”. Opłaty na ZUS też idą z mojej kieszeni.
                Nikogo nie tłumaczę, a jedynie piszę o tym jak to faktycznie działa w przypadku UJ-u i KZDbA. Dotknęły mnie jednak ataki na Karola i podawanie jego osoby jako przykład działań, o których piszecie. Znam Karola od lat i mogę każdemu zagwarantować, że w tym systemie jest on niemal jedynym działającym gdziś na uboczu archeologiem. Poniekąd musi wykonywać taką pracę bo zalecają mu to władze Instytutu, żeby nie powiedzieć nakazują. Poczytajcie jego opracowania wyników badań to sami się przekonacie jak jest faktycznie. Co według z Was ma zrobić w takiej sytuacji??? Zwolnić się z pracy??? A z czego utrzyma i nakarmi dzieci??? Wszędzie są nieprawidłowości. Nie tylko na UJ-cie. Pieniądze za badania zabiera kwestura uniwersytecka, a Instytut ma z tego „guzik z pętelką”. Potem dyrektorzy proszą o kilkaset złotych na długopisy lub papier do ksero i drukarek bo nie mają za co kupić. Każdy ma swoją zwierzchność. Problem leży w decyzjach Zwierzchników.

  2. Zespół do Badań jak mówi nazwa to zespół – w jego skład wchodzi też IA UJ.

  3. Archeolodzy badają autostrady… no no, autostrady u nas to prawdziwe zabytki. Normalnie sypią się, chociaż chyba nie ze starości…

  4. Ja kiedyś próbowałem dostac się do pracy na stanowisku Słonowice wydaje mi się, ze tak właśnie się nazywa, pod Krakowem. Moi znajomi pracowali tam w ubiegłych latach, praca ciężka mało płatna ale przyjemna. Pan kierownik wykopalisk od razu zapytał czy chcę odrobic jakieś praktyki, kiedy odpowiedziałem, ze nie, chcę parę groszy zarobić odpowiedział, że nie mają takich funduszy (:

  5. Ładny ten blog.Co prawda nie interesuje się archeologią, ale wpisy mnie zainteresowały.

  6. @Sauron
    „Jeśli inwestor liczy każdą złotówkę i stara się oszczędzać to znaczy, że nie powinno chronić się dziedzictwa narodowego??? ”

    Dziwne pytanie. Oczywiście, że należy chronić.

    „Wygląda na to, że pochwalasz sytuacje kiedy robotnicy budowlani niszczą relikty dawnych kultur, a jeśli jeszcze przy tym znajdą przypadkowo skarb srebrnych monet lub wyrobów brązowych to zawsze można go opchnąć za parę złotych na allegro. Kupić za to kilka skrzynek piwa i cieszyć się z okazji jaka się nadażyła. Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale widać u Ciebie tępe myślenie obywatelskie z poprzedniej epoki. Jeśli coś jest dobrem narodowym to znaczy, że wspólne jest niczyje i można rabować albo niszczyć. Gratuluję poziomu imbecylizmu. Prawdziwego “społeczeństwa obywatelskiego” dochowała się nasza ojczyzna!!!

    O, wypraszam sobie!
    Co to za stek bzdur?
    Z którego zdania wynika, że pochwalam niszczenie lub rabowanie?
    ZACYTUJ!

    I co ma za znaczenie mój wiek?
    „tępe myślenie”, „imbecylizm”?!?!?
    Chyba się Pan Archeolog zagalopował tymi stwierdzeniami!
    Ale to Twój poziom dyskusji.
    Sam sobie świadectwo wystawiasz.

    „Sytuacje kiedy robotnicy oglądają wykopki archeologów są prawie zawsze przeważnie przyczyną głupoty inwestora albo wykonawcy ………
    Istnieje coś takiego jak poprzedzające archeologiczne badania ratownicze, zanim się wpuści wykonawce do wykopu przeprowadza się badania i po sprawie.”

    No to wkraczajcie na teren budowy, np. zanim projekt się uprawomocni albo i wcześniej.

    Weź tylko kredyt na 50tys zł, czyli 1% z 500000zł i daj koledze, niech kopie. Albo zakasaj rękawy i sam zrób to w czynie społecznym!

    Dlaczego chcesz się dossać do kasy inwestora?
    Z jakiej racji?
    To, co wykopiecie to zabierzecie.
    Doktoraty sobie potem zrobicie, habilitacje.
    Skorzystacie na tym.

    Dla inwestora to tylko koszty i kłopot.
    Nie rozumiem, dlaczego inwestor ma utrzymywać darmozjadów swoimi pieniędzmi?
    Znajdź jeden powód, dlaczego miałoby mu się chcieć?
    To jego pieniądze!

    „Jeżeli uważasz, że firma archeologiczna, która ma do przebadania pół hektara działki w mieście średniowiecznym, zatrudniająca 15 osób przez 4 miesiące nie zasługuje na choćby 1% wartości inwestycji a inspektor budowlany za kilka wizyt na budowie ależ owszem, nawet na 3% to nie ma o czym mówić.”

    Może i zasługuje na takie pieniądze. Ale nie z kieszeni inwestora. Znajdźcie sobie gdzie indziej źródło finansowania.
    Np. zainwestujcie swoje pieniądze i postawcie sobie jakąś fabrykę.
    Albo idźcie zarabiać na budowę. To przecież takie fajne.

    Od pieniędzy inwestora wara!

    Inspektor jest człowiekiem inwestora i dba o jego sprawy. Jak się umówią nawet na 10% wartości to nie będzie to Twój interes. Zrozumiałeś?

    „Wykonawcy robót budowlanych oszukują nagminnie, na czym się da.”

    Nie chce mi się dyskutować o pierdołach. Widocznie chodzisz po byle jakich budowach. Pewnie państwowe zakłady z ludźmi z poprzedniej epoki.

    „Współpracuję z nimi od wielu lat i widzę co się dzieje. Na materiałach można oszukiwać i nieźle na tym zarobić. Wielokrotnie widziałem jak drogowcy utwardzali nawierzchnię zsypując lub lejąc prawie zimny asfalt na kaluże po deszczu. Do tego jeszcze podłoże zagęszczali przez kilka minut. ”

    I co? Widziałeś coś takiego i nie dałeś znać inwestorowi?
    Przecież od razu by Cię zatrudnił na stanowisku inspektora nadzoru i już byś miał te 3% wartości inwestycji.

    Pomijam, że była to z Twojej strony bardzo nieobywatelska postawa! Ale czego wymagać od ludzi z poprzedniej epoki.

    „Jeśli jesteś znawcą problemu to wiesz jaką powinien mieć temperaturę. Zbrojenia często robione są niedbale a elementy zginane niechlujnie bez zastosowania regulacji kąta zagięcia itp. W budowlance można oszukiwać i każdy wie, że podstawą jest jakość robót. Zakupy materiałów bez atestu to też codzienność.”

    Widzę, że się minąłeś z powołaniem. Jak nic byś zrobił karierę w budownictwie.

    „Archeologia nie jest sztuką, więc inwestor nie jest jej mecenasem. Gdyby nie archeolodzy nie wiedziałbyś nawet co to neolit. Ciekawe czy starożytne cmentarze też koparką rozjeżdżasz, bo że nie szanujesz pozostałości dawnych kultur to już wiemy, ale jeszcze ludzi i ich szczątków to już nie ma usprawiedliwienia dla takiego bzdurnego myślenia.”

    Rozjeżdżam albo pochwalam?
    Nie szanuję?
    Moje myślenie jest bzdurne?

    A na ten blog pewnie wchodzę, by się delektować Twoimi komentarzami?

    Tak Cię bawi obrażanie ludzi?
    Jesteś pewny, że nie spotkamy się w realu?

    Zastanów się, co Ty wypisujesz?
    Ty jesteś od oceniania, co wiem o neolicie?
    Doktoracik zrobiłeś i woda sodowa uderzyła Ci do główki?
    Nie na Twój blog wchodzę i nie Twoje książki czytam.

    Na spokojnie przeczytaj mój poprzedni wpis i zastanów się, gdzie pochwalam rabowanie, niszczenie itd.

    I zanim wystawisz rękę po cudze pieniądze to też pomyśl.

    • Wyciąć Trola

      • Dlaczego trola? Też uważam, żę prace archeologiczne powinny być finansowane jak policja czy straż pożarna – z budżetu. Także te na prywanych terenach. Zwłaszcza te.

    • Kolejny maniak, który w archeologach widzi zło w czystej postaci ;) Jak Ci się nie podoba, że musisz płacić za badania archeologiczne to nie kupuj działki w miejscach gdzie jest wymóg przeprowadzenia tych badań. Nikt Cię do tego zmusić nie może, a jeśli kupujesz po okazyjnej cenie bo jest wymóg badań to nie płacz, że to kosztuje. Badania przeprowadza się tylko jeden jedyny raz, a nie robiąc ich traci się kontekst archeologiczny bezpowrotnie.
      Jęsłi Ci nie podobają się moje posty to jest na to bardzo prosty sposób. Nie czytaj ich i nie odpisuj na nie.
      Nie wiem skąd u Ciebie to „święte oburzenie”??? Jesteś na blogu o tematyce archeologicznej, atakujesz tą grupę zawodową i krytykujesz potrzebę jej istnienia a potem masz żal, że Cię ktoś obraża???
      „Inspektor jest człowiekiem inwestora i dba o jego sprawy. Jak się umówią nawet na 10% wartości to nie będzie to Twój interes. Zrozumiałeś?”
      W publicznych przetargach na szczęście to też mój interes, a prywatnie możesz mu płacić ile chcesz. Wróć do postu i przeczytaj ze zrozumieniem. Pisałem o przetargach publicznych za „państwowe” pieniądze.
      Wskaż mi proszę choć jedną grupę zawodową w kraju, która pracuje za darmo. Ciekaw jestem czy sam pracujesz za darmo??? Jak już pisałem nikt inwestora nie przymusza do zakupu ziemi na stanowisku archeologicznym. Jeśli kupuje działkę w takim miejscu to musi się liczyć z dodatkowym kosztem, który w przypadku wartości inwestycji 0,25 – 3% nie jest ogromny. Koszty administracyjne są dwu, trzy krotnie wyższe. Jeśli nie jesteś zwolennikiem niszczenia dziedzictwa kulturowego to czego tu nie rozumiesz???
      „No to wkraczajcie na teren budowy, np. zanim projekt się uprawomocni albo i wcześniej”.
      Pewnie, w ramach wolontariau i bez zgody właściciela terenu. To kiedy archeolodzy wchodzą w teren z badaniami zależy tylko i wyłącznie od inwestora lub zamawiającego w przypadku przetargów na takie roboty. Jeśli oni sami nie zaplanują odpowiednio etapów prac to do kogo masz pretensje???
      „Weź tylko kredyt na 50tys zł, czyli 1% z 500000zł i daj koledze, niech kopie. Albo zakasaj rękawy i sam zrób to w czynie społecznym!

      Dlaczego chcesz się dossać do kasy inwestora?
      Z jakiej racji?
      To, co wykopiecie to zabierzecie”.
      A to pewnie powinienem inwestorowi robić badania na własny koszt??? Budowlańcy i inspektorzy nadzorów też pewnie robią wszystko na własny koszt??? Do kasy dosysać się nie muszę bo płacą mi za pracę w moim zawodzie. Idąc Twoim tokiem myślenia, wygląda na to, że archeolog powinien pracować za darmo jako jedyna grupa zawodowa w kraju, albo za to co sobie wykopie i sprzeda na allegro???
      Za 1% od 50 tys. też możesz pracować. Chciałbym tylko zobaczyć, że za tyle będziesz pracował.
      „I co? Widziałeś coś takiego i nie dałeś znać inwestorowi?
      Przecież od razu by Cię zatrudnił na stanowisku inspektora nadzoru i już byś miał te 3% wartości inwestycji.

      Pomijam, że była to z Twojej strony bardzo nieobywatelska postawa! Ale czego wymagać od ludzi z poprzedniej epoki”.
      Od tego przecież jest jak sam wielokrotnie zauważyłeś inspekor inwestorski. Problem w tym, że jest raz lub dwa razy w tygodniu. Archeolog przy swoich pracach musi być nieustannie i do tego jak niektórzy jeszcze chcą powinien to robić za darmo.
      „Dla inwestora to tylko koszty i kłopot.
      Nie rozumiem, dlaczego inwestor ma utrzymywać darmozjadów swoimi pieniędzmi?”
      Wcale nie musi. Może badania zrobić sobie sam. Jeśli potrafi i ma uprawnienia to nikt mu tego nie zabroni. Jest wiele możliwości. Nikt go do badań nie zmusi. Może zniszczyć stanowisko i zapłacić wielotysięczną karę. Pieniądze pójdą wtedy do „budżetu państwa” i na pewno żaden darmozjad ich nie zmarnuje.
      „Jesteś pewny, że nie spotkamy się w realu?”
      Może się spotkamy, co za różnica. Na codzień spotykam dziesiątki takich jak Ty. Kolejny nie zrobi różnicy. Zdążyłem przywyknąć ;)

      • Kolejny maniak, który w archeologach widzi zło w czystej postaci ….

        Ale dlaczego? Gość tak naprawde złego słowa nie napisał na archeologów. W moim odzczuciu było o pieniądzach.

        A z tymi pieniędzmi to nawet ciekawe.
        Nie wiedziałem, że to tak funkcjonuje.
        Jeśli faktycznie tak to działa.

        Mam pytanie:
        Jeśli w czasie wykopów pod fundamenty mojego przyszłego domku
        koparka wygrzebie jakieś kości czy skorupy (moze SKARB! :-) ) to jak to będzie rozwiązane?
        Rozumiem, że wkraczają archeolodzy, tak?

        Działkę 700m2 kupiłem w przetargu od miasta.
        Kto będzie płacił za prace archeologiczne i ile dokładnie?

        Ja zapłacę?

        Pytam się, bo nadmiarem pieniędzy, niestety, nie grzeszę. :-(

        • Niestety obecne przepisy zmuszają Cię w takim przypadku do wykonania badań na własny koszt. Kwota jest bardzo trudna do wycenienia jeżeli nie wiadomo co trzeba będzie kopać. W akcie notarialnym powinien być zapis czy działka znajduje się na obszarze chronionym przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jeśli tak badania są konieczne, jeśli nie możesz spać spokojnie. Najlepszą metodą ustalania ceny jest wykonanie kilku telefonów do różnych firm z zapytaniem oferty cenowej. Wybierasz wtedy najtańszą opcję. Jęśli ktoś kupuje działkę w mieście i nie ma pieniędzy na nadzór lub badania to trochę dziwne. Koszty badań rzadko przekraczają 3-5 % inwestycji. Tyle właśnie biorą darmozjady archeologiczne. Czy słowo darmozjad nie jest obraźliwe i nie ma czasem znaczenia pejoratywnego???

  7. Inwestor wie na co się porywa i niech płaci albo inwestuje na pustyni, budowlaniec niech pilnuje budowy, inspektor budowlany niech łapie złodziei materiałów, archeolog niech SIEDZI w wykopie i rzetelnie dokumentuje, a WKZ NIECH PILNUJE PRAWIDŁOWOŚCI wykonywanych prac i DZIEDZICTWA KULTUROWEGO. Wszyscy jakoś zapominają, że to on ma taki ustawowy obowiązek. Rzecz w tym, że albo jest pod butem inwestora, albo związany z jakąś korporacją, zazwyczaj ciężko schorowany: ŚLEPY, GŁUCHY i NIEMY. A jeśli już coś mówi to napewno nie swoim głosem.

  8. Osa 100% racji odnosnie postu z 13 sposób zatrudniania na uczelniach tez jest mglisty niby są jakieś wymogi, ogłasza się konkurs a i tak zatrudnia się tego kogo sie chce. Najczęściej niestety matołka z rodziny albo znajomka. Idiotycznym zwyczajem na polskich uczelniach jest stanowsiko starszego wykładowcy traktowane jako degradacja z adiunkta czy profesora na ciepłą posadkę. Traci na tym i dydaktyka i nauka.
    Na koniec jeszcze chciałbym panom dyskutantom zasugerować, że kiedy wylewa się na siebie pomyje to pierwsze primo nikt czysty nie pozostaje drugie primo w potoku inwektyw sedno dyskusji ginie, więcej spokoju życzę (:

    • >>Najczęściej niestety matołka z rodziny albo znajomka

      :-) logiczną konsekwencją tego zdania, jest stwierdzenie, że WIĘKSZOŚĆ zatrudnionych na uczelniach to matołki z rodziny i znajomki. Zachęcam do przeanalizowania treści swoich słów przed naciśnięciem „Wyślij komentarz” :-) Co do znajomków to może i zgoda (najczęściej konkursy są robione jako formalność, bo i tak jednostka ma swojego kandydata, dla którego szef ma już miejsce, bo chce go zatrudnić), choć bywa i tak, że uczelnia prawdziwie zdesperowana szuka kogoś na najwyższą półkę, tj. otwiera naprawdę otwarty konkurs na tak eksponowane stanowiska jak kierownik katedry. Kiedyś nawet widziałem (jedno z tych obowiązkowo rozsyłanych do wszystkich jednostek badawczych) ogłoszenie o konkursie (bodaj na stanowisko adiunkta), z własnoręcznym podpisem kierownika zakładu „To jest prawdziwy konkurs, nie mamy swojego kandydata!” :-)

      natomiast nie zauważyłem, żeby WIĘKSZOŚĆ (logiczna konsekwencja słowa „najczęściej”) pracowników uczelni była połączona ze sobą więzami rodzinnymi („matołki z rodziny”). Na mojej uczelni np. nie znam ani jednego swojego krewnego, ani nie mam pojęcia kto to mógłby być :-P

      co do „starszego wykładowcy” to generalnie jest prawda, ale znam kilka przypadków, kiedy wywalenie takiego gościa przyniosłoby ogromne szkody dydaktyce. Gość mógłby już dawno zostać profesorem z posiadaną wiedzą i dorobkiem, ale już go teraz do zrobienia habilitacji nikt nie zmusi… A szkoda… Są czasem tacy delikwenci – wszyscy do nich przyłażą na konsultacje, bo nikt tyle nie wie, erudycja na maksa, pracują jak głupi, pomysły na badania też ekstra, studenci uwielbiają. Tylko kiedyś sobie odpuścili, nie zakasali rękawów, żeby się habilitować w terminie, a jak już ktoś zostanie takim starszym wykładowcą, to jest równia pochyła, bo wtedy dowalają mu coraz więcej dydaktyki, coraz mniej czasu na poważniejsze badania, a z drugiej strony zniknęła wreszcie ta presja nieuchronnego terminu habilitacji. Nie zawsze więc starszy wykładowca jest bezużytecznym pożeraczem publicznych pieniędzy, którego z definicji opłaca się zwolnić, ale docelowo ten system i ta funkcja jako całość są szkodliwe i trzeba je wygasić.

  9. @glaude
    „Jako medyk mogę powiedzieć, ze w naszym zawodzie był kiedyś staż podyplomowy (…). Stażystę przez 12 miesięcy wykorzystywano głównie do robienia przyjęć (…). Może więc dobrze byłoby stworzyć “stażysty” archeologa?”

    Taki 12-miesięczny stażysta bez uprawnień funkcjonuje w archeologii już od kilku lat:

    Rozporządzenie Ministra Kultury z dnia 9 czerwca 2004 r. w sprawie prowadzenia prac konserwatorskich… par. 10.1:

    „Badania archeologiczne mogą być prowadzone przez osoby, które posiadają tytuł zawodowy magistra uzyskany po ukończeniu wyższych studiów na kierunku archeologia oraz odbyły po ukończeniu tych studiów co najmniej 12-miesięczną praktykę zawodową w zakresie tych badań.”

  10. logiczną konsekwencją tego zdania, jest stwierdzenie, że WIĘKSZOŚĆ zatrudnionych na uczelniach to matołki z rodziny i znajomki. Tak niestety jest,(choć nie wszyscy i nieskromnie mam na mysli tez siebie bo doszedłem do miejsca w którym jestem własną pracą i wbrew wielu ludziom) ze dobrym trudno się przebic widziałem wielu rzeczywiście dobrych naukowców, którzy nie łapali się do ekipy szefa z przyczyn pozamerytorycznych i musieli sobie pójść w świat jednym sie udawało na zachodzie bo mieli wystarczająco duzo determinacji inni zrezygnowani, zmęczeni kumoterką odpuszczali podejmując pracę mało związaną z zawodem. W ten sposób polska nauka straciła bardzo dużo wartościowych ludzi. Ja na ten przykład znam duzo przykładów kiedy zatrudnia się znajomków i rodzinę. Kiedyś jako argument popierający miernotę usłyszałem co ja im zrobię to są moi koledzy.Nawet znam sytuację kiedy nie wystarczyła największa ilość publikacji spośród pracowników zakładu do zatrudnienia człowieka. Niestety nie piszę o abstrakcji ale sytuacjach rzeczywistych i to mnie szczególnie boli.

    • @yugo

      >>Ja na ten przykład znam duzo przykładów kiedy zatrudnia się znajomków i rodzinę

      znajomków – zgoda, tyle, że to dotyczy i mnie i pewnie też Ciebie, bo jeśli rozpocząłeś pracę w instytucie, w którym wcześniej studiowałeś i robiłeś doktorat, to z definicji byłeś tam znajomkiem, bo Cię tam znali, łącznie z szefem. Często tym szefem jest wcześniejszy promotor. Owszem, można ubolewać nad tym systemem, jako niesprzyjającym rozwojowi nauki i niezbędnej dla niej mobilności kadry, a nawet dążyć do jego zmiany. Ale co do tych rodzin zatrudnianych całymi stadami, to przyznam, że nie znam, nie widziałem (poważnie!), nie mam pojęcia. Podobno gdzieś tam się zdarza ;-)

      • ” Ale co do tych rodzin zatrudnianych całymi stadami, to przyznam, że nie znam, nie widziałem (poważnie!), nie mam pojęcia. Podobno gdzieś tam się zdarza ;-)”
        Nie zupełnie tak jest. Wśród archeologów znam przynajmniej 7 przypadków zatrudniania osób o bardzo bliskim stopniu pokrewieństwa lub załatwianiu przacy żonom bądź mężom w Instytutach, a tych o nieco dalszym stopniu pokrewieństwa jest dużo, dużo więcej. Uzbierałoby się jakieś 10-15%, a może nawet 20% z całości zatrudnionych w IA, muzeach czy placówkach PAN.

        • To TY się zajmujesz śledzeniem koligacji? Zaczynam się obawiać, że to już jest donos. Wiesz kto i teraz możesz….
          To co napisałeś jest niesmaczne.

  11. Dyskusja bardzo mi przypomina tę prowadzoną na forum
    http://www.archeologiczne.fora.pl/firmy-archeologiczne,9/jak-ia-umk-walczy-z-firma-prywatna,669.html
    od bardzo długiego czasu, a niestety tam nie jest ona teorią tylko prowadzona jest na przykładzie niszczenia doświadczonej ekipy archeologicznej.
    http://www.archeologia-torun.pl/index.php?s=14
    Wszystko o czym tu mowa oni już przerobili na własnej skórze.

  12. Jestem obcy jakkolwiek to zabrzmi (: i ciągle mi się to wypomina to rządzi przytoczona przeze mnie zasada.
    Anonim komu odpowiedziałeś Sauronowi czy mnie bo nie wiem kto jest donosicielem wg Ciebie ? A zatrudnianie po znajomości a nie ze względów merytorycznych jest niesmaczne, żeby nie napisać gorzej… tu jak widać się zgadzamy.

    • Wygląda na to, że Anonim czuje się dotknięty. Może jest w tej grupie??? Skoro twierzdzi, że niesmacznym jest podawanie takich przykładów to coś musi być na rzezczy.
      @OSA
      Najbardziej podobał mi się tekst Urbańczyka i Kokowskiego do SNAP. Coś w stylu: „Jeśli nie będziecie zwalczać konkurencji to rezygnujemy z członkostwa”. To dopiero jest niesmaczne.

      • I znowu insynuacja drogi @Sauronie!
        Oczywiście jestem w tej grupie, tylko której?

        • Insynuacje??? Tak to sobie tłumaczysz??? Skoro lubisz się oszukiwać to nie wmawiaj tego przynajmniej innym

    • Odpowiadałem @sauronowi.
      @yugo, @Sauron
      Jeśli wiesz, że tak jest reaguj! Do kogo masz pretensję, że opisywane przez Was procedery istnieją? Ale czy istnieją?
      Bez reakcji pisanie tego na blogu jest rozmową w maglu. Właśnie donosem anonimowym!

      Niech napiszą jacyś nowo przyjęci do pracy jak to zrobili?
      Jeden z przyjetych już na tym forum o tym pisał.
      A poza tym wymieniacie tutaj instytucje z nazwy, zarzucacie kierownictwu tych instytucji „przekręty”, ktoś nawet napisał o zmowie korporacji habilitowanych.

      To wszystko przez to, że ci Słowianie przyszli tutaj w V/VI wieku. Byli by poprzedni autochtoni i było by porządnie? A tak ci co kijem orali, w ziemiankach mieszkali teraz korporację tworzą i zdolnym na nic nie pozwalają??????? :)

      A poważnie, jak się kształci w Polsce rocznie 400-500 archeologów, to oczywiście frustracja z powodu przegranego konkursu jest wielka, bo prawdopodobieństwo wygrania jest łatwe do obliczenia! Cóż konkurencja: najlepsi wypierają bardzo dobrych.

      • „Bez reakcji pisanie tego na blogu jest rozmową w maglu. Właśnie donosem anonimowym!”
        He, he, zabawny jesteś nawet. A niby komu tu donosimy??? Tobie czy może Wojtkowi???
        „A poważnie, jak się kształci w Polsce rocznie 400-500 archeologów, to oczywiście frustracja z powodu przegranego konkursu jest wielka, bo prawdopodobieństwo wygrania jest łatwe do obliczenia! Cóż konkurencja: najlepsi wypierają bardzo dobrych”.
        Na moim uniwersytecie kształci sie 35 osób rocznie, a do końca roku dotrwało 7 osób.
        W konkursie, dla Twojej wiadomości brały udział 4 osoby. Osoba, która wygrała konkurs miała poparcie kilku Profesorów, którzy podjęli takową decyzję bo jeden z nich prosił o to pozostałych.
        Twoje obiekcje utwierdzają mnie w przekonaniu, że bronisz własnej osoby

        • @Sauron

          „He, he, zabawny jesteś nawet. A niby komu tu donosimy??? Tobie czy może Wojtkowi???”.

          Naprawdę tak myślisz?

          „Osoba, która wygrała konkurs miała poparcie kilku Profesorów, którzy podjęli takową decyzję, bo jeden z nich prosił o to pozostałych.”
          Wiesz to bo byłeś przy tej rozmowie? Czy rozmowy z magla?

          „Twoje obiekcje utwierdzają mnie w przekonaniu, że bronisz własnej osoby”
          A niby czego miałbym bronić?

          „Na moim uniwersytecie kształci się 35 osób rocznie, a do końca roku dotrwało 7 osób.”
          I dla takiej liczby studentów finansuje się wielki Instytut Archeologii z 4 profesorami, nie wiem iloma adiunktami, asystentami i tym przyjętym znajomym profesora?

          To naprawdę wszystko przez tych Słowian.

          • „Wiesz to bo byłeś przy tej rozmowie? Czy rozmowy z magla?”
            Wiem to od jednego z wspomnianej grupy 4 Profesorów. Tylko 2 z nich było z uniwersytetu. Pozostali 2 z innej placówki. Wystarczy???
            Ciekawe, że wspominasz etnogenezę słowian, a nie sprawdziłeś ilu Profesorów pracuje na UJ-cie??? Na pewno nie jest ich tylko 4.
            A jak już wspominasz o etnogenezie to przynajmniej podpisz się swoim nickiem, gościu sobotni ;)

            • @Sauron
              Nie słyszałem o tym, aby komisje konkursowe składały się z osób nie zatrudnionych w jednostce. Natomiast zasiadają w nich także nie profesorowie. Wyniki (argumenty) konkursu są jawne dla zainteresowanych.

              Napisałem 4 od tak, żeby wymienić jakąś liczbę.
              Ale jeśli pracuje więcej, to tylko studiować, jak sam TY napisałeś tą nazwę (?), na UJ. Prawie jeden profesor na 1 studenta magistranta (!). Takiego komfortu nie na chyba nigdzie. Teraz wiem, dlaczego mają czas na prace poza instytutem.
              A co na to polski podatnik?
              U Słowian jest o wiele gorzej w tym względzie.

              W tym wątku mam nick Anonim i tak chcę aby pozostało. Wymieniamy poglądy, a nie wiedzę źródłową. Ty kolekcjonujesz wiedzę i tym kto pisze, gdzie tak jest itp. Mnie interesuje problem, powody jego zaistnienia i stosunek ludzi do tych zagadnień. Tym się różnimy, co łatwo zauważyć.

              • @Anonim
                Twoje pytania i chęć udowodnienia swojej racji zaczynają mnie bawić.
                „Nie słyszałem o tym, aby komisje konkursowe składały się z osób nie zatrudnionych w jednostce. Natomiast zasiadają w nich także nie profesorowie. Wyniki (argumenty) konkursu są jawne dla zainteresowanych”.
                A gdzie ja pisałem, że wspomniana wcześniej dwójka Profesorów była w komisji egzaminacyjnej??? Musiała być??? Wybrana osoba miała najzwyczajniej poparcie za wstawienictwem jednego z nich i usilną prośbą o poparcie swojego kandydata. O wynikach konkursu, owszem powiadamiano telefonicznie. Nie był to konkurs w żadnym z Instytutów Archeologii jakiegokolwiek uniwersytetu. Nikt nie powiadamiał o ilości zdobytych punktów. Informowano tylko, a w zasadzie stwierdzano z „przykrością”. Wyniki nie zostały nigdy ogłoszone na żadnej liście. Cóż mogę dodać Ty Gościu niedzielny oczywiście wiesz lepiej, więc nie będę Ci więcej odpowiadał na pytania dotyczące tego tematu, bo i po co???
                „Prawie jeden profesor na 1 studenta magistranta (!). Takiego komfortu nie na chyba nigdzie. Teraz wiem, dlaczego mają czas na prace poza instytutem”.
                Na wydziale fizyki w Instytucie Astronomii dość często na drzwiach sali wykładowej pojawia się informacja: „Wykład dnia ….. się nie odbędzie z powodu choroby studenta”. Czy to źle, że czasami na roku astronomii jest tylko 1 może 3 studentów??? Po co więcej astronomów??? Indywidualny tok nauczania jest najlepszą metodą nauczania, gdyż profesor poświęca czas mniejszej grupie studentów. Tak dzieje się na większości najlepszych uczelni na świecie, więc nie wiem o co Ci chodzi bo w poście powyżej piszesz:
                „A poważnie, jak się kształci w Polsce rocznie 400-500 archeologów, to oczywiście frustracja z powodu przegranego konkursu jest wielka, bo prawdopodobieństwo wygrania jest łatwe do obliczenia! Cóż konkurencja: najlepsi wypierają bardzo dobrych”.
                Chciałbym z pośród tych 100 czy 200 na roku zobaczyć jednego, który przy takiej dostępności do konsultacji z kadrą zobaczyć tego NAJLEPSZEGO. Bzdury wipisujesz i nic poza tym. Czasami na „moście” na zajęciach miewałem studentów z innych instytutów, gdzie średnia na roku wynosiła 50 – 70 osób. Mam więc jakąś skalę porównawczą w przeciwieństwie do Ciebie.
                Co się tyczy Profesorów UJ to wydaje mi się, że nie są oni wcale „przodującymi” w zajmowaniu kilku etatów. Myślę, że inne instytuty mają dużo większe powody do wstydu.
                „Ty kolekcjonujesz wiedzę i tym kto pisze, gdzie tak jest itp. Mnie interesuje problem, powody jego zaistnienia i stosunek ludzi do tych zagadnień. Tym się różnimy, co łatwo zauważyć”.
                He, he dobre :) W przeciwieństwie do Ciebie ja te problemy znam od podszewki i bynajmniej ich nie kolekcjonuję. Jak widać powyżej jeszcze musisz się sporo dowiedzieć, żeby znać powody zaistnienia tego typu zjawisk. Ale jak już wspominałem, przekonywanie Ciebie jest bezcelowe, bo wiesz swoje i już ;)

              • @Sauron
                To jest dla mnie mętne przez ciemne.

                Poczytaj co pisałeś wyżej.
                „Archeolodzy pracujący dla Krakowskiego Zespołu są zazwyczaj pracownikami UJ, IAiE PAN i Muzeum Archeologicznego w Krakowie”.

                „Kto według Ciebie miałby decydować o kryterium jakości??? Jakiś Profesor, urzędnik czy zamawiający??? To by dopiero było korupcjogenne.” sugerujesz, ŻE PROF. SA ZAMIESZANI W KORUPCJĘ. I nepotyzm, bo też: ” Wśród archeologów znam przynajmniej 7 przypadków zatrudniania osób o bardzo bliskim stopniu pokrewieństwa lub załatwianiu pracy żonom bądź mężom w Instytutach”.

                Twój komplement: „Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale widać u Ciebie tępe myślenie obywatelskie z poprzedniej epoki.”
                Drugi: „Kolejny maniak, który w archeologach widzi zło w czystej postaci”.

                Jak uczysz (podobno)swoich studentów, na przykład też tych z mostu: „Po kilku odbytych praktykach nikt z pracujących dla mnie nie potrafił rysować obiektów, nie wspominając o poziomowaniu niwelatora.”

                Rozeznanie w budżecie szkoły wyższej;
                „A może dlatego, że skoro 90% dochodów z badań zespołu zasila budżety tych 3 instytucji???” Kilka postów później: „Pieniądze za badania zabiera kwestura uniwersytecka, a Instytut ma z tego “guzik z pętelką”. To ma czy nie ma? Jeśli nie ma to po co pracują, dla administracji?

                Fatalna, Twoim zdaniem, sytuacje w Instytucie UJ: „Znam Karola od lat[…] musi wykonywać taką pracę bo zalecają mu to władze Instytutu, żeby nie powiedzieć nakazują. […]
                Co według Was ma zrobić w takiej sytuacji??? Zwolnić się z pracy??? A z czego utrzyma i nakarmi dzieci??? ”
                Wystarczy. Człowieku ochłoń!

                Odpowiadałeś gościowi niedzielnemu? :)

              • @Anonim
                „Jak uczysz (podobno)swoich studentów, na przykład też tych z mostu: “Po kilku odbytych praktykach nikt z pracujących dla mnie nie potrafił rysować obiektów, nie wspominając o poziomowaniu niwelatora”.
                Mój komentarz dotyczył studentów, gdzie zazwyczaj jest więcej niż 50 osób na roku. Ci, zaś którzy nie radzą sobie w terenie nigdy nie byli ze mną na praktykach terenowych. Braki wyszły w trakcie ich pracy zarobkowej dla mojej firmy. Sami studenci skerżyli się, że na praktykach mogą jedynie przesypywac hałdy lub zasypywać wykopy.
                Jeśli radzisz mi ochłonąć to może powinieneś zacząć od siebie??? Sam prowokujesz teki sytuacje komentarzami o przyczynach sytuacji których nie zanasz i jeszcze śmiesz twierdzić, że moje niesprawdzone opinie są przekłamane lub zniekształcone. Co Ty możesz wiedzieć o tych zdarzeniach skoro znasz je jedynie z forum Archeowieści??? Ja żyję w tym środowisku na codzień w przeciwieństwie do Ciebie, więc zarzucając mi następnym razem subiektywizm weź pod uwagę ile sam wiesz o tych problemach i z jakiego źródła bierze się Twoja wiedza.

              • @Sauron
                Jeszcze raz wyrażę swoje zdanie.

                Opinia o mnie i o tym co wiem itp jest nieważna. Nie o mnie jest tutaj dyskusja.

                Ale zdecyduj się: jesteś właścicielem firmy ARCHEO czy pracownikiem naukowym UJ. Bo piszesz: „Bzdury wypisujesz i nic poza tym. Czasami na “moście” na zajęciach miewałem studentów z innych instytutów, gdzie średnia na roku wynosiła 50 – 70 osób. Mam więc jakąś skalę porównawczą w przeciwieństwie do Ciebie.”. Studiowali z Tobą równolegle, czy ich uczyłeś? To duża różnica. Bo dalej napisałeś: „Braki wyszły w trakcie ich pracy zarobkowej dla mojej firmy.” Czy opinie o UJ i innych instytucjach mają związek z Twoją działalnością prywatną?
                Napisałeś: „Co Ty możesz wiedzieć o tych zdarzeniach skoro znasz je jedynie z forum Archeowieści??? „. Coś wiem więc piszę.
                Napisałeś: „Co się tyczy Profesorów UJ to wydaje mi się, że nie są oni wcale “przodującymi” w zajmowaniu kilku etatów. Myślę, że inne instytuty mają dużo większe powody do wstydu.”. Więc Twoi profesorowie z UJ mają jednak powody do wstydu. Jakiego? Z jakiego powodu? To co robią nie jest legalne?

                Napisałeś: „W przeciwieństwie do Ciebie ja te problemy znam od podszewki i bynajmniej ich nie kolekcjonuję. Jak widać powyżej jeszcze musisz się sporo dowiedzieć, żeby znać powody zaistnienia tego typu zjawisk.”.Wiesz to z tych rozmów z profesorami z poza UJ, którzy Ci powiedzieli jak ustawiają konkursy. To Ty o tym tutaj pisałeś!
                Napisałeś: „Wiem to od jednego z wspomnianej grupy 4 Profesorów. Tylko 2 z nich było z uniwersytetu. Pozostali 2 z innej placówki. Wystarczy???”. Wystarczy, a dalej napisałeś; „Wybrana osoba miała najzwyczajniej poparcie za wstawiennictwem jednego z nich i usilną prośbą o poparcie swojego kandydata.”. I co ciekawsze, chyba po refleksji napisałeś: „Nie był to konkurs w żadnym z Instytutów Archeologii jakiegokolwiek uniwersytetu.”. Zdecyduj się o czym tutaj piszemy?.

                Ja z Twoich wpisów wiem tyle, że od wielu postów ich treści bywają sprzeczne lub intencjonalne.

                @Osa
                Wiem co to jest dochód a co zysk.
                Ale poczytaj link podany przez ST. Muzeum pisze, że badania pozwoliły na modernizacje sprzętu, publikacje, wybudowanie itp. Oczywiście poza wypłata należnych honorariów za wykonana prace. Więc proszę napisać jak to dokładnie jest? Inwestor płaci więcej niz kosztują prace+ narzut za obsługę projektu?

              • @Anonim
                „Ale zdecyduj się: jesteś właścicielem firmy ARCHEO czy pracownikiem naukowym UJ”.
                Nigdy i nigdzie nie pisałem, że jestem pracownikiem UJ. Jestem doktorantem. Nigdy nie pobierałem pieniędzy za prace na UJ-cie. Zajęcia są moją nieodpłatną praktyką dydaktyczną. Uniwersytet nigdy nie płacił za mnie składek ZUS. Właścicielem firmy jestem. Trzeba było tak od razu to przynajmniej wiedziałbym z czego się biorą powody Twoich dociekań ;) Jak widzisz, myliłeś się i to bardzo.
                „Wiesz to z tych rozmów z profesorami z poza UJ, którzy Ci powiedzieli jak ustawiają konkursy. To Ty o tym tutaj pisałeś!”
                Wiem to od jednego z profesorów, który poparł kandydata na prośbę innego z nich. Uważasz, że ten profesor kłamie??? Ja jestem pewien, że nie bo w tej sprawie łączy się wiele faktów potwierdzających to zdarzenie, o których pisać tu nie mogę. Nie chcę się narazić. Dziwi Cię to??? A niby co mogę zrobić??? Mam się podkładać, szukać sprawiedliwości i cierpieć za innych??? Kiedyś próbowałem. Środowisko jest silne i dużo może. Dziwi Cię to, że chronię własną osobę skoro dzieje się tak od wielu lat i nikt nie reaguje???
                „Czy opinie o UJ i innych instytucjach mają związek z Twoją działalnością prywatną?”
                To opinia musi mieć jakiś związek z działalnością tych instytucji??? Moje opinie wiążą się z tym, że mam ciągłą styczność z UJ i innymi instytucjami. Często w nich bywam i obserwuję problemy dotyczące ich samych i ludzi, którzy w nich pracują. Moje opinie nie są bynajmniej zasłyszane.
                „Więc Twoi profesorowie z UJ mają jednak powody do wstydu. Jakiego? Z jakiego powodu? To co robią nie jest legalne?”
                Niektórzy pewnie mają, ale nie wszyscy. Na szczęście jest ich zdecydowana mniejszość. Podobnie jest w innych instytutach i jak już pisałem UJ nie jest tu niechlubnym wyjątkiem.
                „“Co Ty możesz wiedzieć o tych zdarzeniach skoro znasz je jedynie z forum Archeowieści??? “. Coś wiem więc piszę”.
                Coś to bardzo enigmatyczne stwierdzenie ;)
                Coś to może oznaczać bardzo dużo lub tyle co nic. W Twoim przypadku bardziej prawdopodobna jest druga opcja.
                „Ja z Twoich wpisów wiem tyle, że od wielu postów ich treści bywają sprzeczne lub intencjonalne”.
                Nie ma tu żadnych sprzeczności. Najzwyczajniej w świecie nie mogę tu wyjaśnić wprost wszystkiego. Powody podałem powyżej. Jeśli Ci się nie podobają to już Twój problem. Jeśli jesteś taki dociekliwy to najprościej będzie jeśli przeprowadzisz śledztwo ;) Twoje na pewno „intencjonalne” nie będzie.
                Dla mnie dyskusja z Tobą dobiegła końca. Po co Ci „intencjonalne” lub „sprzeczne” opinie, skoro masz własne, jedyne prawdziwe i niepodważalne??? Tym bardziej, że coś tam wiesz i wystarczy mi na tym poprzestaniemy ;)

              • @Sauron
                „Nigdy i nigdzie nie pisałem, że jestem pracownikiem UJ. Jestem doktorantem. Nigdy nie pobierałem pieniędzy za prace na UJ-cie. Zajęcia są moją nieodpłatną praktyką dydaktyczną. Uniwersytet nigdy nie płacił za mnie składek ZUS.”
                Nic z tego nie rozumiem. Jest ktoś doktorantem, ale nie jest. Prowadzi zajęcia ze studentami nie będąc pracownikiem Instytutu UJ? Prowadzi firmę , która ma interesy podobne do instytucji gdzie jest doktorantem. Opisuje nieprawidłowości w Internecie, ale opisywać ich nie chce, bo się boi? Jak powiedział pewien Prof. z Krakowa, też do tego się przyłącze: ja w takich klimatach nie bywam.

              • @Anonim
                „Nic z tego nie rozumiem. Jest ktoś doktorantem, ale nie jest. Prowadzi zajęcia ze studentami nie będąc pracownikiem Instytutu UJ? Prowadzi firmę , która ma interesy podobne do instytucji gdzie jest doktorantem”.
                A co w tym dziwnego, że ktoś nie pobiera stypendium bo nie jest możliwe utrzymanie się za 1 tys. złotych, a jest zobowiązany przez system studiów do zajęć dydaktycznych w ramach praktyk będących w programie studiów obowiązkowymi???
                Jakie według Ciebie podobne interesy mam z Instytutem??? Łączy nas jedynie to, że jesteśmy w tej samej branży. Instytut nie daje mi zleceń. Zdobywam je sam. To prowadzenie zajęć jest zastrzeżone wyłącznie dla pracowników i nie można tego robić w ramach praktyki dydaktycznej, która jest integralną częścią studiów??? Skoro nie pobieram należności za praktykę to w jakiej sprzeczności interesów jestem z IAUJ??? Może powinienem z tego powodu zostać murarzem, informatykiem albo biologiem??? A może powinienem cierpliwie czekać na pracę pobierając zasiłek??? To doktoranci rezygnując ze stypendium mają zakaz wykonywania zawodu bo nadal się uczą??? A studenci studiów zaocznych też taki zakaz mają??? A pracujący „dzienni”???
                Interesujący punkt widzenia ;)
                Czyżbyś był przedstawicielem lobby???
                „Opisuje nieprawidłowości w Internecie, ale opisywać ich nie chce, bo się boi?”
                A co w tym złego, że nie chcę powiedzieć zbyt wiele bo chronię w ten sposób własną osobę??? Nieprawidłowości są wszędzie, a Tyś się uczepił IAUJ, który w niedawnej aferze dotyczącej badań autostradowych nie odegrał żadnej roli. Pewne nieprawidłowości są, ale nie są na pewno większe niż w innych instytucjach. Dobrze o tym wiesz, jeśli tylko rzeczywiście „Coś tam wiesz” ;)

            • Dajmy spokój! Nadajemy na innych falach. Pogadajmy po 40. Wówczas świat jest inny.

  13. Tak, do pkt.8 dopisuję na końcu …i koligacji.
    I jeszcze pkt. 14: Równie naganne i niesmaczne jest przekłamywanie wyników badań jak też milcząca akceptacja tych zjawisk.
    A co do zatrudniania na uczelnianych etatach to zupełnie powszechnym jest tekst ” ogłoszono konkurs na stanowisko asystenta … dla Jasia Kowalskiego”. Taki to właśnie KONKURS, wyraz po prostu – jak „podanie”, „angaż” czy „załatwienie”

    • >>A co do zatrudniania na uczelnianych etatach to zupełnie powszechnym jest tekst ” ogłoszono konkurs na stanowisko asystenta … dla Jasia Kowalskiego”

      ale chyba nie na oficjalnych ogłoszeniach o konkursie?

      • „ale chyba nie na oficjalnych ogłoszeniach o konkursie?”
        Niestety tak. Byłem na takiej rozmowie. Gdybym wcześniej wiedział co jest grane to nie traciłbym czasu ani pieniędzy na bilety. Teraz wiem jak to działa i dałem sobie spokój.

  14. W prowadzonej na tym forum dyskusji nie podniesiono dotychczas istotnego problemu, jakim jest istnienie w polskiej nauce „habilitowanej korporacji”. Polega to na tym, że naukowiec, którego do niej dopuszczono, jest praktycznie „NIEŚMIERTELNY”. Ma zapewniony etat i nie musi starać się, żeby codziennie udowadniać, że jest dobry w uprawianej dziedzinie. Żyć nie umierać z taką „ochronką”! A są kraje, w których taki naukowiec musi codziennie udowadniać swoją przydatność. Podpisuje kontrakt na określony czas i jeżeli sprawdzi się to kontrakt jest przedłużany, jeżeli zawiedzie pracodawcę to musi szukać nowej pracy.
    Czy można taki system wprowadzić w Polsce?
    Odpowiadam: jest to niemożliwe!
    Śmiertelnym wrogiem takiego rozwiązania jest wspomniana wyżej „korporacja”, czego dowodem jest jej stanowisko w trakcie publicznej debaty, sprzed kilku miesięcy, na temat zasadności istnienia w polskiej nauce habilitacji. Niestety min. Kudrycka musiała się wycofać z pomysłu reformy szkolnictwa wyższego! Korporacja nie jest zainteresowana przeprowadzeniem takiej reformy, ponieważ stan obecny gwarantuje jej zatrudnienie, możliwość dorabiania na wielu uczelniach, zasiadania w różnego rodzaju radach programowych i wpływania na podejmowane decyzje (w tym eliminowanie konkurencji) oraz używania narzędzia, jakim jest „sąd kapturowy”, czyli wydawanie wyroków bez obecności osoby, której ten wyrok dotyczy.
    W Polsce „korporacja” działa również na rynku komercyjnych prac archeologicznych poprzez różnego rodzaju twory przy uniwersyteckich i PAN-owskich instytutach archeologii, które ogólnie można nazwać „gospodarstwami pomocniczymi”, takie PRL-owskie dziedzictwo kulturowe, a skoro „dziedzictwo kulturowe” to zgodnie z Ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 2003 r., należy je chronić!
    Dziedzictwo zobowiązuje.
    Konkurencja owszem, pomiędzy producentami butów, rzodkiewek, itp., ale nie w archeologii.
    W polskiej archeologii to tylko „korporacja” posiada wiedzę, kto powinien prowadzić badania!
    ALBO JESTEŚ Z NAMI, ALBO PRZECIW NAM!
    AMEN!!!

  15. Najlepszą na roku była Hanna Repelowicz, dostała nagrodę rektorską, złożyła podanie o etat, ale zatrudniony został Wojciech Chudziak!

  16. Proponuje powrócić do tematu!
    W tym doniesieniu napisano, że: „Większość znanych cmentarzysk z terenu Małopolski z tego okresu była niewielka, co może świadczyć o ogólnym załamaniu kultury łużyckiej w tym czasie – z tymi samymi procesami związany jest np. upadek Biskupina – tłumaczy Karol Dzięgielewski z Zakładu Epoki Brązu Instytutu Archeologii UJ.”
    Chyba coś dziennikarz pokręcił?
    Co to jest załamanie kultury? Jak małe cmentarzyska mogą o tym zaświadczać? Co ma wspólnego z tym Biskupin? Może Pan Karol wyjaśni nam, co naprawdę myślał, gdy dawał wywiad, będzie ciekawiej i bardziej interesująco.
    Może Także wymienieni antropolodzy z UJ powiedzą jak to będą badać pochodzenie tego szkieletu (czy etniczne, terytorialne?). Jak ten izotop tlenu w okresie żelaza wykazywał gradient zmienności? Jak do tego doszli itp.
    Chętnie bym poczytał takie uzupełnienia.

    • myślę, że geograficzne gradienty stabilnych izotopów i ich zastosowanie do badania pochodzenia różnych organizmów oraz ich środowiska życia, tak współczesnych jak i ich szczątków, są już powszechnie znane od jakiegoś czasu, podobnie jak sam mechanizm zjawiska

      pewnym wprowadzeniem do tematu może być ta stronka

      http://wateriso.eas.purdue.edu/waterisotopes/index.html

      można sobie np. ściągnąć za darmo mapy współczesnych gradientów izotopów wodoru i tlenu. Zależą one od np. odległości od morza, wysokości nad poziomem morza itp. „sztywnych” parametrów geograficznych, a co za tym idzie klimatu

      oprócz tego stosuje się stabilne izotopy azotu do badania powiązań troficznych w ekosystemie, składu pokarmu tak żywych jak dawno zmarłych stworzeń itp.

      • Rozumiem, że pracujesz ta metodą?
        To proszę napisz jakie jest jej dokładność. Jak estymuje sie błąd oznaczenia?

        • niestety nie pracuję tą metodą, choć jestem (zupełnie na boku) w projekcie, który tę metodę stosuje, ale moja rola ogranicza się do zbioru i opisu prób. Czytałem też kilka publikacji opartych o tę metodę, ot cała wiedza. Myślę, że więcej wyciśniesz z pewnej fajnej stronki:

          http://www.google.pl

          ;-)

    • @Anonim
      „Jak ten izotop tlenu w okresie żelaza wykazywał gradient zmienności?”

      Skąd wiadomo, że chodzi o tlen, a nie o stront? W tekście są wspomniane tylko ogólnikowo „badania izotopowe”.

  17. Wracając do tematu Modlnicy, tu kilka fotek: http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=367971&data=&lang=PL&_CheckSum=2105275284

    • Pogratulować warto! Wykop prowadzony doskonale, zdjęcia profesjonalne.
      W profilu, obok niwelatora, wychodzi coś podobnego?
      Pozostałości drzewa widać na profilu na 1 zdjęciu?
      POZ

      • Akurat Karola o wykrotach uczyć nie powinieneś bo to właśnie on jest autorem artykułu o wykrotach ;) i doskonale wie jakie ślady pozostawiają systemy korzeniowe drzew

        • co ciekawe, znaleźli się tu tacy, których podobny artykuł o śladach pozostawionych przez pancerniki już setnie rozbawił

        • O czym Ty piszesz? Zadałem pytanie! Nikogo nic nie uczę. Jakaś dziwna reakcja obu Panów?
          Zalecam spacer!

          • dlaczego obu? ;-)

            • Sugerujesz błąd w odczytywaniu śladów. Ja tylko pytałem co jest czym! Nie zrozumiałem Twojego komentarza jako pozytywnego dla ekipy! Może się pomyliłem, to sorry.

              • nic nie sugeruję, to zupełny OT, dla tych którzy czytali pewien inny – acz niedawny wątek. Nie chodzi o poprawność w odczycie, tylko o potrzebę publikowania opisów pewnych zjawisk, wyśmiewaną jakiś czas temu przez niektórych. Zresztą, never mind…

  18. “A może dlatego, że skoro 90% dochodów z badań zespołu zasila budżety tych 3 instytucji???” Kilka postów później: “Pieniądze za badania zabiera kwestura uniwersytecka, a Instytut ma z tego “guzik z pętelką”. To ma czy nie ma? Jeśli nie ma to po co pracują, dla administracji?

    Dziwne to wszystko jest bardzo, zwłaszcza gdy się czyta to co poniżej.

    http://www.ma.krakow.pl/muzeum/sf

    http://www.gddkia.gov.pl/article/oddzialy/gddkia_krakow/zamowienia_publiczne/powyzej_progow_unijnych//index.php?pr25_x=0&pr25_menu=przetargi_pokaz&pr25_przetargi_id=7571

    To gdzie ta kasa się podziewa? Może jakaś kontrola NIK by się przydała, zwłaszcza gdy się tu dowiadujemy, że pracownicy tych instytucji pracują w spółce pod przymusem.

    • Może to są tylko niesprawdzone poglądy piszącego?
      Nie pierwszy raz pisze On tutaj w zdecydowany sposób. Nie będę już przypominał o kim, jak itp.
      Polemizuję (zderzając fakty i poglądy), aby osłabić obraz tworzony przez niektórych, często piszących tutaj, korespondentów. Chyba malowany w krzywym zwierciadle własnej wyobraźni. Ale po co?

  19. Wyprzedzając odpowiedź magazyny w Branicach stanowią własność spółki. http://www.ma.krakow.pl/aktualnosci/magazyn_branice

    Czy spółka przyjmuje zabytki z badań prowadzonych przez konkurencję? Jeśli tak – to na jakich warunkach? Można też zadać pytanie, czemu magazyny nie powstawały z udziałem dotacji? O ile mi wiadomo udział wkładu własnego wyniósłby wówczas nie 100% lecz 20%. Ale może nie można było skorzystać z dotacji z powodu takiego, że inwestycję realizował spółka nie będąca instytucją non profit. Zatem komu zależało, aby właścicielem Branic była spółka, a nie instytucja publiczna mogąca korzystać z dotacji UE, czy MKiDN? Można powiedzieć, że doszło tu do niegospodarności. Dziś koszty funkcjonowania Branic, które stanowią własność spółki ma ponosić urząd marszałkowski od którego oczekuje się dotacji celowych na funkcjonowanie Muzeum.

    Pięknie…

  20. Trzeba tu wyjaśnić co jest dochodem a co kosztem. Koszty to umowy o dzieło pracowników, jak się odejmie wynagrodzenia zostaje dochód, czyli kwota umowy po odjęciu tego co wzięto do kieszeni. Zazwyczaj zostaje tyle co kot napłakał, żeby instytucja nie marudziła że dokłada do interesu.

    • http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,42699,7214596,Drogowcy_do_archeologow__kopcie_tanio_i_szybko.html
      A kto niby ma pokryć koszty obsługi inwestycji firmy prywatnej? Większość firm ma własne magazyny, własny sprzęt, musi zapłacić za badania specjalistyczne na uniwersytetach, konserwację i płaci ZUS. Pomimo to jest 30% tańsze, więc chyba faktycznie coś jest w tej niegospodarności, a raczej gospodarności na rzecz spółki.

      • Czy można poprosić o jaśniejszy wywód!
        Podaje namiar na link: http://www.ma.krakow.pl/muzeum/sf
        Drugi akapit.
        Oczekuje komentarza.
        do tekstu: „Muzeum miało okres dobrej koniunktury kilka lat temu, otrzymując znaczne dochody z uczestnictwa w pracach spółki pod nazwą Krakowski Zespół do Badań Autostrad, której udziałowcami są – oprócz Muzeum – Instytut Archeologii UJ oraz Krakowski Oddział Instytutu Archeologii i Etnologii PAN. Za zarobione pieniądze m.in. unowocześniliśmy nasz warsztat naukowy…”

  21. Jest w tym wątku kilka spraw dziwnych.
    Pan sknerusmakwacz oburza się wyciąganiem pieniędzy na badania od inwestora prywatnego. Słuszne oburzenie. Niech płaci państwo. Czyli kto? Ten Pan, ta Pani i nawet sam szanowny dyskutant. Pieniążki z nieba nie spadają, jak myślą niektórzy socjaliści, chętni do zrzucania na mityczne „Państwo” wszelkich zobowiązań.
    Wybór moim zdaniem jest prosty – albo chronimy dziedzictwo, albo nie. Do jego ochrony zobowiązuje nas choćby konwencja maltańska. Więc chronimy. Za jakie pieniądze? Gościa, który chce zbudować sobie hotel, centrum handlowe, autostradę etc (2 – 3% wartości inwestycji), czy za pieniądze Pani Jadzi, która w tym hotelu w życiu nie zanocuje i Pana Ziutka, który i tak nie ma samochodu.
    Może więc cała ta wypowiedź ma cel jeden – usprawiedliwienie swobodnego rozpieprzania owego dziedzictwa (przepraszam za dosadność). O to chodzi?

    Natomiast w drugim wątku mamy inną sprawę. Otóż szanowny kolega Anonim, którego już chyba pod innymi nickami tutaj gościliśmy, a jeśli nie gościliśmy to wpisuje się w pewien nurt odwiedzających forum, zwyczajnie trolluje. To personalny atak na Saurona, o tyle perfidny, że Sauron jest zidentyfikowany, a Anonim cieszy się ze swojej anonimowości. Atak polegający na przekręcaniu wypowiedzi, doprowadzaniu do skrajności, stosowaniu rozmaitych erystycznych sztuczek. Wszystko to wyczerpuje znane mi definicje trollingu sieciowego i wygląda podejrzanie znajomo – sam byłem na wojciechowym blogu obiektem podobnych ataków (może i autor ten sam, w każdym razie wygląda to podobnie). Nie mam pojęcia jaki jest ich cel. Prawda jest taka, że ani Sauron, ani ja, ani ST, ani żaden z pokolenia około 30-letnich (mniej lub bardziej) archeologów nie stworzył obecnego systemu. Tak na prawdę nikomu z nas się on nie podoba. Tymczasem wysuwane są do Saurona jakieś absurdalne zarzuty, z których wynika głównie nieprzeparte pragnienie trollowania oraz nieznajomość realiów, ani tych uniwersyteckich (kuriozalne niezrozumienie zasad odbywania studiów doktoranckich), ani tych rządzących światkiem badań inwestycyjnych. Później szanowny Pan Anomin dziwi się, że Sauronowi puszczają nerwy. Chodzi tylko o chęć podenerwowania człowieka? Może to da się jakoś leczyć?
    Kompletnie fascynujące jest zadawanie przez Szanownego Anonima pytań dotyczących źródeł dochodu Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Zapewne z intencją uzyskania odpowiedzi od Saurona. O ile Sauron nie nazywa się Jacek Rydzewski, może być mu trudno udzielić takich odpowiedzi. Z dobroci serca podaję uzyskany w googlach mail do Dyrektora Muzeum: Jacek.Rydzewski@ma.krakow.pl
    – może to pomoże, bo nie wiem, czy Pan Dyrektor odwiedza tego bloga.
    Osobie, która z zamieszczonych w serwisie PAP zdjęć odczytuje ślady po korzeniach gratuluję. Fantazji. Z obrazka 600 × 487px – no, no! Wzrok, że tak powiem, sokoli. No chyba, że intencją było tylko domniemywanie. To sorki.
    Co do wymienianego Karola Dzięgielewskiego – w życiu człowieka nie spotkałem (podobnie jak Saurona), ani mój brat, ani chwat. Nie znam osobiście, ale czytając jego publikacje jestem dziwnie spokojny o umiejętność rozpoznawania „korzeniaków”.

    Ostatnia sprawa, która mi do łba przyszła – problem studentów na wykopaliskach rozmaitych uniwersyteckich fundacji. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, w jakim stopniu studenci uczestniczą w badaniach „autostradowych”. Miałem tylko epizody podobnej działalności. Zdarzało mi się natomiast sporadycznie wykonywać jakieś zlecone prace archeologiczne o charakterze „ratowniczym”. I nigdy nie zatrudniałem na nich studentów odrabiających praktyki. Z prostej przyczyny – student na praktykach to istota skrajnie leniwa, wykorzystująca każdą okazję do bumelanctwa (też taki byłem). Niekorzystnie odbija się to na tempie prac, co zwykle bywa czynnikiem ważnym. Ten sam student, zatrudniony poza tzw. praktykami, z odpowiednim wynagrodzeniem, nagle staje się wydajny i pracowity. Choć i tak do prac fizycznych najlepiej zatrudnić mieszkańców okolicznych osad.
    Tyle moich doświadczeń. Nie oznacza to, że fundacje studentów nie wykorzystują. Może i tak jest, ale ja osobiście sądzę, że to się nie może opłacać…
    Pozdrawiam szanownych dyskutantów

  22. @Gunther
    „…ani tych rządzących światkiem badań inwestycyjnych. Później szanowny Pan Anomin dziwi się, że Sauronowi puszczają nerwy. Chodzi tylko o chęć podenerwowania człowieka? Może to da się jakoś leczyć?”
    Anonim byłby pewnie ciekawym przypadkiem dla doktora Housa :)

  23. @gunter
    Już ktoś tutaj w chamski i ordynarny sposób przypisał mi chęć rozjeżdżania grobów i wiele innych przywar.
    A teraz znowu jestem posądzany o usprawiedliwienie rozpieprzania dziedzictwa.
    To jest, delikatnie mówiac, niesmaczne.
    Dałem Panu jakąś przesłankę, byś tak myśleć?

    Ale jeśli mimo wszystko chce mnie Pan obrażać, to proszę bardzo.
    Przez kabel od internetu nie pogryzę Pana.

    Jak sam Pan swierdził, pieniążki (choćby „tylko” te 2-3%) z nieba nie spadają.
    Bardzo odkrywcza myśl.
    Kolejna: chronimy dziedzictwo. I tu się zgadzamy.
    Zapewniam, że nigdy nie myślałem inaczej.

    Nie wiem tylko, czy Pan zauważył, ale to dziedzictwo jest nie tylko gościa, który buduje hotel, ale i moje, i Pańskie, i pani Jadzi i pana Ziutka. To nasze wspólne dziedzictwo.
    Zgodzi się Pan ze mną?

    No to w sumie kto ma dbać o to nasze wspólne dziedzictwo?
    Jeden gościu od hotelu czy my wszyscy?

    Pozdrawiam,

    • Państwo chroni, a właściciel sprawuje opiekę nad zabytkiem.

      Znalazło to zresztą przełożenie w wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego finansowania badań archeologicznych. Wyrok nie zakwestionował obowiązku opieki nad zabytkiem jaki spoczywa na właścicielu, w przypadku chęci realizacji inwestycji w miejscu stanowisko archeologicznego w ramach tej opieki inwestor ma obowiązek finansowania badań. Jednak jak zwrócił uwagę Trybunał koszt tych badań musi być współmierny do ponoszonych kosztów, dlatego, gdy współmierny być przestaje, obowiazek ten ponosi też Państwo w ramach zapewnienia ustawowej ochrony. Jeśli inwestorowi bardzo zależy na oszczędności 2-3% może realizować inwestycję na terenie nie objętym ochroną konserwatorską, nikt mu nie nakazuje realizować inwestycji akurat w tym miejscu.

      Trybunał nie wskazał do jakich kosztów konkretnie, pośpiesznie powstała regulacją która wiąże tą pomoc z kosztem inwestycji zamiast z kosztem badań archeologicznych – takie powiązanie byłoby dużo uczciwsze z uwagi i na ochronę i na opiekę.

      Ochrona konserwatorska to jedno z wielu ograniczeń zapisanych w prawie miejscowym do którego należy się stosować. Spróbuj prowadzić inwestycję na terenie natura 2000 :).

      Dziedzictwo jest wspólne i każdy ponosi za niego odpowiedzialność – współmiernie do tego, co chce z nim robić. Chce je zniszczyć z uwagi na ważny interes prywatny, OK ma do tego prawo po spełnieniu odpowiednich warunków określonych prawem, oraz poniesienia kosztów z tym związanych. Można wyjść z założenia, że skoro to dziedzictwo jest nasze wspólne – to jakim prawem ktoś chce je zniszczyć dla realizacji własnych interesów, czy zaspokojenia potrzeb? Ano może, bo na szli kładzie się właśnie tą konstytucyjną potrzebę zaspokojenia, także potrzebę rozwoju w różnych skalach, ale nie bezwarunkowo.

    • Szanowny sknerusie – nie bardzo mogę odpisywać z powodu problemów z siecią. Napisze z telefonu tylko:
      Nie wiem tylko, czy Pan zauważył, ale to dziedzictwo jest nie tylko gościa, który buduje hotel, ale i moje, i Pańskie, i pani Jadzi i pana Ziutka. To nasze wspólne dziedzictwo.
      Zgodzi się Pan ze mną?”

      Otóż nie zgodzę się. Ani pani Jadzia, ani pan Ziutek nie zagrażają dziedzictwu. Zagraża mu budowa hotelu. Kto buduje i zagraża niech płaci.

  24. @Guther
    Człowieku!
    Słyszałeś o solidarności społecznej. Kto komu zagraża? Że buduje hotel nie wie, że tam są garnki?

    Najlepiej jakby jeszcze uchwalić, że za przechowywanie tych garnków w Muzeum musi też płacić inwestor i to do końca życia, a potem jego potomstwo lub następny właściciel. Przecież gdyby nie budował hotelu to garnki były by w ziemi, a tak „kto buduje i zagraża niech płaci” do końca za wszystko; na pensję tego co garnki pilnuje też, na utrzymanie Muzeum itp., a archeolog będzie potem przez 100 lat prowadził spór o to czy garnki są Wandalskie czy Słowiańskie.
    Bardzo ciekawa ta dyskusja, bardzo ciekawa…

    • Zapomniałem tylko zapytać tutaj jednego z dyskutantów jeszcze, to kto ma się leczyć dobry człowieku?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s