Archeologia w zabytkowych miastach. Konieczna rewolucja?

– Na naszych oczach znikają coraz większe połacie zabytkowych miast, bezpowrotnie niszczone przy biernej postawie badaczy, konserwatorów i lokalnych władz. Nieznany jest powód niemocy instytucji odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Trudno jest także zrozumieć bierność środowiska archeologów, pochłoniętego najwyraźniej pogonią za intratnymi zleceniami i pogrążającego się w nieustającym, jałowym sporze o sprawy nieistotne – mówił archeolog Andrzej Gołembnik podczas konferencji „Archeologia Miasta Poznania. Stan i potrzeby badań”, która odbyła się w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu.

Archeolog zaapelował o rozpoczęcie środowiskowej dyskusji na temat opracowania nowoczesnych norm prowadzenia prac badawczych.

Zdaniem Gołembnika konieczne jest rozpoczęcie prac nad wytycznymi precyzyjnie regulującymi formy prac badawczych prowadzonych w zabytkowych miastach. Brak takowych zapisów powoduje sytuację, w której ponad 90 proc. prowadzonych w kraju prac nie spełnia podstawowych norm badawczych, zalecanych przez teoretyków nauki. Ponadto sposób prowadzenia większości prac wykopaliskowych pozostaje w jawnej sprzeczności z zapisami prawa.

Jego zdaniem decyzje programowe dotyczące badania przestrzeni historycznego miasta powinny podlegać jednemu ośrodkowi decyzyjnemu. Powinny być też określone normy dotyczące m.in. ochrony konserwatorskiej odkrywanych zabytków, sposobu archiwizowania wyników prac i ich wstępnej publikacji.

Bardzo ważne zdaniem Gołembnika jest stosowanie najnowszych technik i technologii oraz dopuszczenie młodych badaczy rozumiejących nowe trendy do współuczestniczenia w podejmowaniu kluczowych decyzji.

W ocenie referenta, wykopaliska bez tachimetru, komputera z pakietem programów graficznych i bez systemu gromadzenia danych przestrzennych (CAD) przestają mieć sens. Koniecznością staje się stosowanie technik fotogrametrycznych, dwu- i trójwymiarowych, dających archeologowi szansę na dokonanie interpretacji w nowym wymiarze i nowej, niespotykanej dotychczas jakości.

Gołembnik zwrócił uwagę na możliwość wykorzystania internetu dla celów upublicznienia prac badawczych. Podkreślał też konieczność rewizji podstaw metodyki w obliczu upowszechniającej się techniki skanowania laserowego i możliwości wykorzystania systemu GIS dla celów systematycznego gromadzenia wyników prac archeologicznych. Wyraził opinię, że dla współczesnej archeologii, jeśli chce ona przetrwać jako nauka, ten kierunek nie ma alternatywy.

Znacznie więcej w Nauce w Polsce.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 21.10.2009.

komentarzy 21 to “Archeologia w zabytkowych miastach. Konieczna rewolucja?”

  1. Podzielam poglądy mgr Gołębnika w wielu kwestiach, ma bardzo dużo racji w tym co mówi. Sam też stara się wprowadzać w życie proponowane rozwiązania.
    Niestety to wszystko to jak grochem ścianę i archeologicznego betonu nie rozbije…
    Mimo wszystko dobrze, że jest ktoś kto uparcie argumentuje potrzeby zmian. Wśród studentów krąży żart, że trzeba przeczekać aż dinozaury polskiej archeologii same wymrą. Pewnie jest to prawda, mam tylko nadzieję, że „młodzi” nie zdążą do tego czasu przesiąknąć biernością na którą teraz tak narzekają.

  2. Mierny odzew świadczy o tym, że rewolucja jest istotnie potrzebna, tylko – kto się jej podejmie? A może obraz zarysowany przez p. Gołembnika nie jest prawdziwy – to dlaczego brak głosów oburzenia…? Bo prościej nie podejmować dyskusji i nic nie zmieniać…

  3. Obiektywizm dokumentacji stanowi zagrożenie dla bylejakości.
    ech… coś tam jeszcze napisałem, ale wykasowałem … pozostaje traktować archeologię jak hobby.

    Obraz jest prawdziwy.

  4. Jako laik nie jestem w stanie ocenic zasadnosci zarzutow ani prawdziwej wagi problemu.

  5. Reakcja betonu:
    1. Ignoruję
    2. Jak nie można już ignorować to ośmieszam i wyszydzam
    3. Jak przyparty do muru i bez możliwości wymanewrowania – „Przecież od dawna już o tym mówiłem”

    Świetna robota pana Gołembnika – trzeba ją kontynuować choćby się wydawała bezskuteczna – w końcu nawet beton kruszeje

  6. Zgadzam się w całej rozciągłości, tylko niestety prawda jest taka, że z pewnością wiele się w najbliższym czasie nie zmieni. Musi wymrzeć pokolenie ludzi o pewnych poglądach, ale jeszcze gorsze jest to, ze wspomniane pokolenie wychowało już kontynuatorów swoich „dobrych praktyk”

  7. Zmusiłem się do napisania, czegoś więcej.

    Panowie profesorowie (odnoszę się do elity, od której przynajmniej w teorii powinno najwięcej zależeć), nie rozumieją, że archeologia jest także elementem procesu inwestycyjnego i to takim związanym z kosztami oraz wydłużeniem czasu realizacji inwestycji (patrz sprawa toruńska, wspomniana w artykule źródłowym) w sytuacji, w której w procesie badań archeologicznych z trudem można doszukiwać się nowoczesności, w pewnym momencie decydenci pod słusznymi naciskiem argumentów inwestorów uznają, że badania archeologiczne przestały być procesem badawczym, bowiem taki inwestor dysponuje środkami znacznie nowocześniejszymi pozwalającymi takie stanowisko znacznie lepiej przebadać we własnym zakresie. Zasadniczo nie jest to jakaś przesada, zaraz po archeologach na stanowisko wkraczają geolodzy i geodeci, którzy widząc (całe szczęcie dla archeologii zazwyczaj tego nie oglądają) dokumentację archeologiczną – śmieją się do rozpuku.

    I wtedy archeologia przestanie istnieć.

    Udanej próby ograniczenia zakresu badań dokonano w ostatniej, tegorocznej nowelizacji ustawy , nowelizacja wprowadziła sformułowanie „wyłącznie w takim zakresie, w jakim roboty budowlane albo roboty ziemne lub zmiana charakteru dotychczasowej działalności na terenie, na którym znajdują się zabytki archeologiczne, zniszczą lub uszkodzą zabytek archeologiczny.” Ograniczone zostały kompetencję WKZ. I tym sposobem fragmenty stanowisk np. pomiędzy pasami ruchu autostrady nie są badane, a to że i tak zostaną zniszczone w czasie realizacji inwestycji jest mało istotne. W dokumentacji technicznych drogi tam nie ma !!!

    Brak zmian, a niestety, nic tego nie zapowiada aby miały nastąpić, oznacza powolne staczanie się archeologii. W każdym razie w obecnym stanie rzeczy – odradzałbym studia na kierunku archeologia. Trudność sprawia nawet późniejsze przekwalifikowanie się.

    • A to akurat dla mnie, jako laika, jest zrozumiale. Same konkrety i przyklady.

    • ST niestety nie mogę się zgodzić z wypowiedzią dotyczącą zmainay ustawy o ochronie zabytków
      po pierwsze dzieki temu zapisowi archeologia jest jedynym rodzajem zabytków chronionych nawet wtedy gdy nie ma miejscowych planó zagospodarowania przestzrennego – dotychczas największa zmora ochrony zabytków;
      po drugie pierwsze słyszę aby nie były badane pasy rozdzielające autostrady – jest to wypowiedź osoby, która nie ma do czynienia ani z procesem inwestycyjnym ani decyzyjnym i nie ma pojęcia o procedurach dotyczących budowy autostrad – ja zajmuję się tym prawie codziennie;
      po trzecie zapis ten został tak sformułowany aby inwestor, który ma w pozwoleniu na budowę konieczność zachowania 70% powierzchni biologicznie czynnej a dom zajmuje mu 5% powierzchni działki nie musiał badać tego czego nie będzie niszczył i tu
      po czwarte: nie doczytany lub celowo pominięty zapis o tym, że to konserwator ustala zakres niezbędnych prac – zdecydowanie nie jest to ograniczenie jego kompetencji;

  8. Rozumiem że dlatego nie mogę studiować archeologii Bliskiego Wschodu?? Mimo, że mało ma wspólnego z tym co tutaj napisałeś…

  9. Lepiej odradzić może studiowanie archeologii pradziejowej związanej dosyć ściśle z terytorium naszego pięknego kraju czyli Polski… Bo wszelkie sprawy związane z tym co jest napisane w artykule i w tym co napisał ST chyba się tyczy bardziej badań miejskich i autostradowych… nie??

  10. Może się narażę, ale…
    Jak Pan A. Gołembnik obliczył procent badań, które nie spełniają ‚podstawowych norm badawczych, zalecanych przez teoretyków nauki”? Na jakiej podstawie stwierdził, że to 90%, a nie 91%, albo 58%, albo jeszcze coś innego? Czy były prowadzone nad tym zagadnieniem jakieś badania?
    To prawda, że znakomita większość prowadzonych w Polsce badań nie jest prowadzona zgodnie z np. systemem Harrisa. Może to zabrzmi jak herezja, bo chociaż sam działam zgodnie z tymi propozycjami, to uważam, że na wielu stanowiskach (zwłaszcza szerokopłaszczyznowych, liniowych o nieskomplikowanej stratygrafii) można spokojnie przeprowadzić badania bez stosowania Harrisa, z praktycznie żadnym ubytkiem dla obserwowanych i rejestrowanych faktów.
    Komputer, tachymetr czy fotogrametria nie są remedium na wszystkie choroby polskiej archeologii. Taki sprzęt kosztuje niemało:
    http://www.teodolit.pl/category.php?action=1&cat_id=21&level=1&hot=1
    Dodajcie do tego koszt oprogramowania CAD i aplikacji fotogrametrycznych i graficznych (kolejne dziesiątki tysięcy). Oczywiście większość działa tylko pod platformą Windows, więc koszt systemu też wchodzi w grę.
    Sporadycznie tylko param się „komercyjną” archeologią, więc nie bardzo wiem jakie obecnie są stawki, ale z moich doświadczeń wynika, że facet, któremu konserwator kazał przeprowadzić badania na działce, a który chciał postawić sobie garaż w niewielkim (acz historycznym) mieści, nie zapłaci za badania 30 tys. Po opłaceniu pracowników fizycznych, kogoś do pomocy, odliczeniu kosztów własnych (noclegi, dojazdy) na techimetr nie wystarczy.
    Takie wymagania w rzeczywistości nie dopuszczą do badań młodych, ale wręcz przeciwnie ograniczą ich dostęp. Bo na badania będą mogły sobie pozwolić tylko firmy dobrze ulokowane na rynku, które dużymi zleceniami (np. autostradowymi) zarobiły na sprzęt. Młody będzie mógł jedynie popracować dla takiej firmy na umowę o dzieło, za 3 – 6 tys. zł (czasami mniej). Po kilku latach może uzbiera na podstawowy, zdaniem A. Gołembnika, sprzęt.
    W praktyce wygląda to niestety tak: ostatnio do mojego współpracownika zgłosił się pan „inwestor”, któremu nakazano przeprowadzenie „wykopalisk”. Pan inwestor zaproponował za całość 2 tys. zł i dał niecały tydzień na przeprowadzenie „badań”. Miały polegać na zastosowaniu koparki. Kolega się nie zgodził, ale pewnie prędzej czy później jakiś łasy na ochłapy „archeolog” się znajdzie i zrobi to za grosze, a w sprawozdaniu napisze, że nic nie było. Nawet jeśli się nie znajdzie, to pan „inwestor” wykopie to koparką. Wtedy konserwator wystąpi na ścieżkę sądową. Jaką karę dostanie „inwestor”? 10 tys.?, może 20 tys.? Tak, czy inaczej zapłaci mniej, niż za przyzwoite wykopaliska miejskie.
    Ja mu się zresztą nie dziwię, bo on chce mieć ten swój garaż, albo remont instalacji kanalizacyjnej i niby czemu ma płacić za wykopki taką kasę, jak on nawet w życiu do muzeum archeologicznego nie pójdzie. I na cholerę mu w ogóle ta archeologia?
    Warto pamiętać, że przyzwoite badania miejskie, to nie tylko archeolog, nawet ten z CADem i tachimetrem. A analizy osteologiczne? Badania makroszczątków, geomorfolog etc? Każdemu trzeba zapłacić. Do tego konserwacja zabytków skórzanych, lub innych organicznych.
    Jeśli więc inwestor to sieć hoteli, albo galeria handlowa, to na wszystko wystarczy, ale pan Gieniu od garażu nie będzie miał na to kasy. A garaże też się buduje w centrach historycznych miast. Nie tylko galerie handlowe.

    • Według mnie bardzo dobrze mówisz:} i zgadzam się z Tobą. Co do obliczeń procentów też mam wątpliwości czy zostało to jakoś obliczone, czy była to tylko jakaś niewielka próba z której wyszło coś ponad 50% a powiedziano 90 żeby było dużo i widowiskowo, a zarazem żeby zwrócić na to po prostu uwagę. Ale mogę się mylić, jeśli ktoś wie, niech napisze;]

  11. Jeszcze jedno. Szanowny ST dalej nie odpowiedział ani mi ani Zdziwionemu 777 z jakiej archeologii mamy zrezygnować i dlaczego twierdzi że odradza jej studiowanie.:) Pozdrawiam.

  12. Nie wiem czy kolega studiuje archeologię? Ale mamy w naszym kraju na studiach wyższych nauczany tylko jeden kierunek archeologii, może czas się zainteresować, co będzie się miało napisane w dyplomie magistra archeologii (taki sam w całym kraju), jaki to otrzyma na koniec studiów? Zaś tłumaczenie określenia „trudności z przekwalifikowaniem się” uważam, że nie ma potrzeby rozwijać. Jest chyba wystarczająco zrozumiały.

    Większość studentów archeologii (pozwolę sobie także dość subiektywnie określić ich liczbę na 90%) na własnej skórze przekona się, o czym to mówię, zaraz po studiach lub w niedługim czasie po nich. Z całym szacunkiem, zmiana standardów dokumentacji na nowocześniejsze tych proporcji nie jest w stanie pogorszyć. Możliwości założenia własnej działalności bez zakotwiczenia się na etacie archeologa np. na uczelni jest blisko zeru.

    Odradzam, aby uchronić przed sprawdzaniem tego na własnej skórze – należy także uświadomić, że na fatalny stan archeologii ma wpływa także wielkość naboru, może lepszym określeniem jest łapanka realizowana przez uczelnie na ten kierunek. Mało ma to wspólnego z kształceniem kadry zawodowej. Cel przygotowania zawodowy schodzi na plan dalszy.

    Ginther upatruje możliwości wejścia młodych do zawodu w drodze wyłącznie własnej działalności zawodowej. Zmiana standardów zamknie im tą drogę, bowiem nie uzbierają, aby zapewnić odpowiednie zaplecze. Może i tak, tylko, że nowe standardy wymagać będą nowej organizacji pracy dzięki temu absolwent będzie miał szansę na pracę w zawodzie, zwyczajnie będzie potrzebny.

    I może najważniejsze, dotąd niedopowiedziane, zmiana standardów na nowoczesne pozwoli na wyrównanie zasad konkurencji zawodowej na rynku badań archeologicznych. Bowiem te standardy będą jednak wymagane od wszystkich. I to może się okazać bolesnym doświadczeniem dla uniwersytetów oraz innych instytucji budżetowych.

    Andrzej Gołębmbnik nowoczesne standardy wprowadzał najpierw w badaniach prowadzonych w ramach IA UW a następnie w ramach kierowanej pracowni badań archeologicznych KOBiDZ. Mógł sobie na to pozwolić. Obecnie prowadzi własną firmę i doskonale sobie zdaje sprawę, że stosowanie tych metod (nowoczesnych metod badawczych) doprowadzi go do bankructwa – i to jest patologia, którą należy zmienić. Archeologia jest na równi pochyłej – należy niezwłocznie przystąpić do wypracowania nowoczesnych standardów dokumentacji oraz procedur prawnych regulujących prowadzenie badań archeologicznych.

    Nie ten, co pragnie posiadać nowoczesny warsztat pracy powinien mieć problem, ale ten który się przed nim broni.

  13. Tym co piszecie o nowych technikach i metodach w dokumentacji archeologicznej to prawda. Ale obecnie niewszystkich stać na ten cały sprzęt. A przy okazji, jak ktoś nie ma pojęcia o prowadzeniu badań i doświadczenia to mu i ten nowoczesny sprzet nie pomoże!
    I czas sie zastanowic nad opostawa moralną archeologów. Czy idą tylko po kasę czy interesuje ich aspekt badawczy w tych pracach. A wydaje mi się, że wiekszość obecnie prywatnych firm prowadzących badania na autostradach i nie tylko, ma w głowie cyferki na końcie. A nie metodyke prowadzenia badań! Ale na metodykę badań, powiny zwracać uwage takie instytucje jak KOBiD oraz WKZ. A one zabardzo nic nierobją z tą kwestją. Np. Koparki na wykopie. A one tak przyśoieszaja pracę!!!!!!!!

  14. Wielokrotnie w dyskusji pada moje nazwisko, pozwolę sobie zatem na kilka słów komentarza. Po pierwsze procenty łatwo jest wyliczyć, bo KOBiDZ ma wgląd w decyzje konserwatorskie (pracowałęm w tej firmie przez 5 lat). Dopowiem w tym miejscu, że owe 90% jest wartością celowo przeze mnie zaniżoną (tak aby nie przygnębiać za bardzo). Ponadto pozwolę sobie podtrzymć wszystkie tezy wygłoszonego w Poznaniu referatu (notka PAP przedstawiłą ich część). Zapewne w niedługim czasie opublikuję materiał dotyczący stanu zapaści, w jakim znalazła się archeologia miast, więc nie będę zanudzał na forum.
    Chciałby teraz napisać parę słów do tych młodych ludzi, którzy w obecnej sytuacji nie widzą dla siebie szansy. Do tych, którzy w komercjalizacji archeologii widzą zagrożenie i do tych, którzy obawiają sie nowych technoilogii.
    Po pierwsze (a zaczną od końca), ja jedynie apeluję o dyskusję nad sposobem aplikacji nowych technologii w archeologii. Przypomnę, że wprowadzenie komputerów przed dwudziestoma laty odbywało się w podobnej atmosferze. Te same argumenty: za drogie, kogo na to stać, zamykamy drogę dla młodych, itd. Ja nie postuluję tego, aby od jutra każdy z archeologów miał do dyspozycji tachimetr, stację graficzną, CAD’a, Wise Image’a i skaner laserowy. Ja apeluję, aby na ten temat rozpocząć środowiskową debatę. Ja apeluję, aby zmienić sposób nauczania archeologii.
    Wprowadzenie nowych zasad zajmie nam co najmniej pięć lat i każdy dzień zwłoki jest dniem straconym, dniem powiększającego się dystansu pomiędzy archeologami a kooperującymi z nimi specjalistami. Już teraz widok archeologa dysponującego tradycyjnym zestawem „narzędzi” rozbawia nie tylko inwestorów, ale i „szarych” przechodniów. Nie skazujmy się na pośmiewisko. Trwając w skansenie z ubiegłego wieku sami pracujemy na złą sławę.
    Przy okazji nowych technologii pisałem o szansie dla młodych. Podtrzymuję te słowa. To młodzi archeolodzy tworzyć będa najnowsze standardy – a to z tej prostej przyczyny, że starsi nie są w stanie przełożyć tego wszystkiego na język komputera. My starsi mamy tu ogranicczone możliwości. Owszem, możemy wskazywać kierunki, możemy ustalać podstawy strategii, możemy nadzorować, ale reszta pracy zależeć będzie od wydolności intelektualnej młodzieży. Apeluję więc do Was, wybierajcie tematy, które jeszcze w ramach studiów dadzą Wam szansę mysleć i działać w sposób nowoczesny. Nie piszcie prac o zróżnicowaniu wylewów naczyń. To nie prawda, że nie ma zapotrzebowania na nowe technologie w archeologii. To nie prawda, że nie ma inwestorów, którzy nie chcieliby otrzymać rezultatów na najwyższym poziomie. Trzeba tylko im to zaproponować. Utrzymywanie „skansenu” za cenę łatwego dostępu do zleceń, to piłowanie gałęzi, na której się siedzi.
    Teraz o zleceniach. Jaka jest rzeczywistość, każdy widzi. Każdy też wie, że trwa bezpardonowa walka o intratne zadania. Z tego powodu zresztą mamy mnożące się konflikty pomiędzy osobami i instytucjami. To drażliwy temat i nie chę go poruszać na forum. Sygnalizuję, że jest. Chcę natomiast z całą mocą podkreślić, że to nie obecność firm prywatnych sprawia, że obniżają się nam standardy. Dysponuję wyliczeniami sprzed kilku lat mówiącymi, że ponad połowa zadań badawczych wykonywana jest przez firmy państwowe. Ponad połowa prywatnych archeologów pracuje na podzleceniach archeologicznych gigantów, pobierających z tego tytułu prowizję. To patologia. To działania nieetyczne. Są instytuty, które wydzieliły w swojej strukturze jednostki „produkcyjne”, działające na tych samych zasadach co firmy prywatne. To, drodzy dyskutanci, problem o wiele bardziej złożony.
    Czy jest w tym całym bałąganie szansa dla młodych ludzi? Sądzę, że tak. Sam zatrudniam tylko młodych. Mam taka nadzieję, że i Oni i ja czerpią z tego korzyści. Obracając się „na rynku zleceń” wiem, że jest zapotrzebowanie na dobrą robotę (wierzę w to, że nie zbankrutuję, jak prorokował jeden z dyskutantów). Wiem, że w tym kraju (właściwie wszędzie) zawsze znajdzie się oferta dla osób dobrych i bardzo dobrych. Uwierzcie mi, szukam takich. Zatem na koniec proszę Was, uczcie się i wymagajcie wysiłku od tych, którzy Was uczą.
    Andrzej Gołembnik

    • Jeśli ma być podjęta dyskusja, to jestem jak najbardziej za.
      Oczywiście jestem zwolennikiem wprowadzania nowych metod dokumentacji. Nawet bez wielkich inwestycji można unowocześnić dokumentację i warsztat pracy.
      Problem jaki widzę, we wdrażaniu nowych technologii to niebezpieczeństwo zamknięcia się w zamkniętych standardach, uzależnionych od konkretnych dostawców oprogramowania. Z drugiej strony otwarte standardy nie zawsze zapewniają odpowiedniej jakości oprogramowanie. Śledzę uważnie rozwój oprogramowania open source, które może być wykorzystane w archeologii i z żalem muszę zauważyć, że często – gęsto „normalny” człowiek i tak z tego nie skorzysta.
      Inna rzecz – „zadekretowanie” określonego standardu, to działanie długotrwałe. W końcu trzeba nad tym pomyśleć, uwzględnić za i przeciw, po-debatować. A rozwój technik informatycznych i aplikacji jest szybki. Później okazuje się, że standard w momencie ustalenia jest już przestarzały.
      @Anonim
      Nie widzę nic zdrożnego w zastosowaniu koparki na wykopie.
      Rzecz nie w tym, czy stosuje się koparkę, tylko w tym, co się z nią robi.
      @ST
      „Większość studentów archeologii (pozwolę sobie także dość subiektywnie określić ich liczbę na 90%) na własnej skórze przekona się, o czym to mówię, zaraz po studiach lub w niedługim czasie po nich.”
      To niestety prawda.
      Ale jestem przekonany, że dla zdeterminowanych i ambitnych miejsce się znajdzie. Choć trzeba się liczyć z kilkoma chudymi latami po drodze do celu…

      • Na początek, zacząłbym wymagać wykonywanie fotografii umożliwiających wykonanie ortofotomap dla planów i profili. Nawet nie gotowych ortofotomap, ale samych fotografii przeznaczonych do (jak to mówią „mozaikowania”). Dlatego, że to daje możliwość weryfikacji poziomu badań – to narzędzie weryfikacji przydatne zwłaszcza dla UWKZtków nadzorujących badania. W każdej chwili możemy wykonać ortofotoplan i zestawić z klasyczną dokumentacją – i mamy dokumentację dowodową. Nie będzie w tym żadnego uchybienia, a i od badacza nie wymaga zaangażowania w sprzęt, poza aparatem cyfrowym. Plan i profil i tak musi zostać przygotowany do rysunku, to nie byłaby wielka rewolucja.

        Prawdą jest, że każdy indywidualnie obecnie poszukuje technik, które mu się przydadzą. I jest tego spora mnogość. Jednak w przypadku ustalenia pewnego minimum opartego na rozwiązaniach graficznych zapewne dość szybko pojawiłyby się aplikacje przystosowane konkretnie pod potrzeby archeologów. Nie ma takich, bo nie ma zbytu na takie programy. Jeśli pojawiłby się wymóg pojawiłyby się także programy archeologiczne wspomagające dokumentacje.

        Oczywiście nie wieszczę i barzo bym nie chciał wieszczyć, nikomu bankructwa, celem moim było podkreślenie problemu i braku ekonomicznej motywacji inwestowania w warsztat pracy i pewnej frustracji powodowanej tym, że nowoczesność wiąże się z pewnego rodzaju karą ekonomiczną. Że nadal postęp realizowany jest przez zapaleńców, choć trzeba przyznać powoli coraz liczniejszą. Ale jest to problem. Problem przetrwania „chudych” lat.

  15. „Nie wiem czy kolega studiuje archeologię? Ale mamy w naszym kraju na studiach wyższych nauczany tylko jeden kierunek archeologii, może czas się zainteresować, co będzie się miało napisane w dyplomie magistra archeologii (taki sam w całym kraju), jaki to otrzyma na koniec studiów?”

    Co masz na myśli?? Z tego co wiem, rozróżnienie na archeologię pradziejową i śródziemnomorską istnieje…

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s