Pierwszy ptak był jednak bliższy dinozaurom

Archeopteryks, którego szczątki odkryto jeszcze w XIX w., od ponad stu lat uchodzi za pierwszego ptaka. W „PLoS ONE” ukazały się wyniki badań wskazujące, że miał jednak więcej wspólnego z dinozaurami, niż dotąd sądzono.

Naturkundemuseum_Berlin_-_Archaeopteryx_-_Eichstätt_edit2

Szkielet archeopteryksa odkryty w latach 70. XIX w. w Blumenberg (Niemcy). Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Raimond Spekking/Wikipedia.

Zespół naukowców z USA, Chin i Niemiec postanowił sprawdzić jak szybko archeopteryksy osiągały wymiary dorosłego osobnika. Podobnym badaniom naukowcy poddali też szkielety kilkunastu innych gatunków ptaków i dinozaurów.

Analiza śladów wzrostu na kościach wykazała, że rozwój żyjących 150 milionów lat temu archeopteryksów dużo bardziej przypominał rozwój dinozaurów. Ptaki osiągają dorosłe rozmiary niezwykle szybko, bo w kilka miesięcy. Tymczasem archeopteryksom zajmowało to około 2,5 roku. – Nasze badania pokazują, że to bardziej dinozaur, niż ptak – mówi Gregory Erickson z Uniwersytetu Stanu Floryda w Tallahassee.

Podobne wyniki przyniosły analizy kości innego praptaka – Jeholornis prima.

Jeholornis_BW

Niewielki Jeholornis prima żył około 130-120 mln lat temu na terenie dzisiejszych Chin. Rysunek na licencji Creative Commons. Autor: Arthur Weasley.

Odkrycie oznacza, że prawdziwe ptaki pojawiły się później, niż dotąd sądziliśmy. Jest też kolejnym dowodem na to, że ptaki są potomkami dinozaurów.

– Każdy się teraz zgodzi, że ptaki tak naprawdę są dinozaurami, tak jak ludzie są naczelnymi – mówi Mark Norell, szef działu paleontologii z Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku.

Naukowcy uważają też, że dorosłe archeopteryksy były trochę większe niż dotychczas szacowano i dorównywały wielkością współczesnym krukom. Ich badania wskazują bowiem, że znane nam szczątki archeopteryksów należą do jeszcze dorastających osobników, co już zresztą wcześniej podejrzewano.

Szczegółowe wyniki badań można poznać w PLoS ONE. Skorzystałem też z artykułu „Scientific American„.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 11.10.2009.

Komentarzy 36 to “Pierwszy ptak był jednak bliższy dinozaurom”

  1. „Każdy się teraz zgodzi, że ptaki tak naprawdę są dinozaurami, tak jak ludzie są naczelnymi”

    Znaczy się, że co – ptaki są gadami?
    Zgodnie z sylogizmem
    naczelne = ssaki
    człowiek = naczelny
    człowiek = ssak

    • Nie ma zgody co do tego, czy w ogóle powinno się dalej wyróżniać gady (czy też, jako grupę historycznie parafiletyczną, posłać je na śmietnik historii razem z „kotylozaurami”, „tekodontami”, „pelykozaurami” itd.) – ale jeśli uprzeć się, że chcemy dalej wyróżniać Reptilia, i jeśli mają one być monofiletyczne – to tak, do gadów należy też zaliczyć ptaki.

      • Sadze, ze podzial powinnen isc w kierunku stalocieplnosci – dinozaury, ptaki i ssaki oraz idace do nich linie przodkow stalocieplne, oraz gady wlasciwe, ktorych potomkowie zyja obecnie – zmiennocieplne.

        • kladystyka patrzy tylko na pokrewieństwo. Naturalny, monofiletyczny takson, to coś, co obejmuje wszystkich potomków jednego przodka. Nie niektórych, tylko wszystkich. Dlatego w kladystycznej systematyce nie ma czegoś takiego jak gady ani ryby, choć są ptaki i ssaki (a wśród nich naczelne i nietoperze), zaś płazy są ale bez tarczogłowych i Ichtyostegi

          • Uzupelniajac, zalozylem, ze stalocieplnosc pojawila sie najpierw, a pozniej roznicowanie w ktorym najpierw oddzielily sie linie wiodace do ssakow, a pozniej z roznych linii dinozaurow miedzy innymi wydzielily sie ptaki.

            Wygooglalem kladystyke i klasyczna systematyke, ale musialbym to zdrukowac, siasc z kolorowymi markerami i rozgryzac niuanse przez caly wieczor.

            Poprzestane na dotychczasowym obrazie jaki mam, opartym wlasnie na zmianach ewolucyjnych – i do ktorego zaczal mi pasowac powyzszy podzial, zwlaszcza przypominajc sobie ostatnie rekonstrukcje dinosaurow ladowych, opierzonych lub owlosionych.

      • możliwe, że radykalnie kladystyczne podejście jest błędne – bo mało użyteczne. Że w klasyfikacji organizmów – zgodnie z zasadami systematyki ewolucyjnej – powinno się uwzględniać nie tylko pokrewieństwo ale i ZMIANY ewolucyjne jakie zaszły – dzięki temu przywróciłoby się sens stwierdzeń, które i tak opisują realnie istniejące zjawiska w przyrodzie – np. „płazy pochodzą od ryb” czy „ptaki pochodzą od gadów”. Bo co z tego, że żaba jest bliżej spokrewniona z jaszczurką, niż śledź z rekinem, skoro między śledziem a rekinem zaszło znacznie mniej zmian w planie budowy i fizjologii (od momentu rozejścia się ich linii), niż między żabą a jaszczurką właśnie.

        Kladystyka ma swoje zalety i z pewnością utrzymywanie taksonów jawnie polifiletycznych nie ma sensu. Jeśli dwa taksony pochodzą od różnych przodków, nie mogą być grupowane jako jeden takson, to oczywiste i logiczne. Ale eliminowanie jednostek parafiletycznych (obejmujących wyłącznie potomków wspólnego przodka, ale nie wszystkich – np. „ryby”, nie obejmujące wywodzących się od nich płazów, „gadów”, ptaków i ssaków) nie do końca wprowadza porządek w systematyce, a może nawet dużo zamieszania. Dlatego systematyka ewolucyjna może być zdrową drogą środka między dominującą dziś kladystyką (uwzględniającą tylko pokrewieństwo), a fenetyką (uwzględniającą tylko pokrewieństwo)

  2. Feduccia i tak nie uwierzy :-)

    Pozwolę sobie na bezczelną autoreklamę — niedawno napisałem notkę na temat ptaków i ich ewolucji z dinozaurów. Jest tam też o sporze Alana Feduccii z resztą świata.

    • Jeśli Oviraptory (jak piszesz w swojej notce) wysiadywały jaja, to musiały być stałocieplne- lub „okresowo stałocieplne” (co jest raczej mało prawdopodobne)- inaczej wysiadywanie jaj nie ma sensu.
      W takim układzie musiały też mieć pióra- bez warstwy termicznej zbyt szybko traciłyby ciepło w nocy, przy swoich rozmiarach.
      Termogeneza bezdrżeniowa u ptaków to ciekawa sprawa (u ssaków z resztą też). Czy o takowej u dawnych gadów są jakieś ciekawe prace (teoretyczne oczywiście)?

      • Ha! Bardzo ciekawe pytanie. Na pewno ktoś już przebadał historię genów odpowiadających za bezdrżeniową termogenezę — szybki gugiel daje mi więcej prac, niż jestem w stanie na szybko przejrzeć. To będzie nowa notka :-)

      • >>Jeśli Oviraptory (jak piszesz w swojej notce) wysiadywały jaja, to musiały być stałocieplne- lub “okresowo stałocieplne” (co jest raczej mało prawdopodobne)

        niekoniecznie, w końcu wiele ssaków (tych które hibernują – od niedźwiedza po świstaka) jest heterotermami – to znaczy mogą wyłaczac ogrzewanie w pewnych okresach. Podstawowe rozróżnienie nie leży bowiem w STAŁO- i ZMIENNOcieplności ale w „WEWNĄTRZcieplności” i „ZEWNĄTRZcieplności”, a więc przejściu od ektotermii do endotermii. Czyli właśnie w uzyskaniu zdolności do bezdrżeniowej termogenezy, niezależnej od słoneczka.

        wizja stałocieplności tylko w okresie rozrodu nie jest wcale odklejona od rzeczywistości, przypomina trochę wykorzystanie torporu (odrętwienia) przez nietoperze, zależne od statusu rozrodczego. Samice w okresie późnej ciąży i laktacji są homeotermiczne (bo muszą), samce i samice poza tym okresem mogą „drętwieć” w ciągu dnia dla oszczędzania energii.

        co ciekawe również niektóre ptaki (co bardziej należy do tematu) są zdolne do torporu – co prawda robią to na przystankach w czasie wędrówki, ale mechanizm podobny

        • Brak jakichkolwiek gadow posiadajacych zdolnosc do termogenezy bezdrzeniowej?

          O ile naturalnie potraktujemy dinozaury jako odrebna grupe.

          • z tego co wiem brak

            • Zastanawiam sie, czy termogeneza bezdrzeniowa nie jest mutacja typu i znaczenia takiego, jak pojawienie sie owadow z przeobrazeniem calkowitym, o pochodzenie ktorego dopytywalem sie kiedys tu na forum.
              I od osobnikow przekazujacych ta zdolnosc poszlaby wtedy linia prowadzaca do dinozaurow stalocieplnych, z bardzo wczesnie wyodrebniajaca sie linia w kierunku ssakow a duzo pozniej odgalezieniem ptasim?

              • nic na to nie wskazuje, bo przodkowie ssaków wywodzą się z zupełnie innej linii „gadów” (Synapsida), niż przodkowie dinozaurów i (albo jak kto woli „w tym”) ptaków (Diapsida). Nic również nie wskazuje na to, żeby ostatni wspólny przodek linii dinozaurowo-krokodylowo-ptasiej („archozaurowej”) i linii ssaczej (pelikozaury+terapsydy+ssaki) był stałocieplny. Krokodyle, które oddzieliły się od pozostałych archozaurów wcześniej niż ptaki, stałocieplne nie są. A więc termogeneza bezdrżeniowa objawiła się światu dwa razy i niezależnie.

        • Szczerze powiedziawszy nie jestem żadnym ekspertem od termogenezy bezdrżeniowej. Ponieważ Ty Eptesicusie zajmujesz się nietoperzami, masz zdecydowanie głębszą wiedzę w tym temacie niż ja.
          Natomiast jest wyraźna różnica między rodzajami termogenezy u ssaków łożyskowych i ptaków. U ssaków łożyskowych cenną zdobyczą w tej materii jest tkanka tłuszczowa brunatna, której nie posiadają ptaki.
          U wielu zwierząt z klimatów „zimniejszych” występuje ona przez całe życie. U ludzi tylko w dzieciństwie. Potem zanika. Jednak czy napewno jest to proces zaprogramowany genetycznie?
          Jeśli człowiek jest wychowywany w „ciepełku” (ubrania, schronienia/domy) zanika ona. Co się jednak dzieje, gdy żyjemy, dajmy na to, jak Buszmeni z Kalahari?
          Przecież w Afryce Płd. na pustyni temperatura w nocy bardzo spada- a oni nie mają ubrań, domów. Czy u tych ludów występuje torpor nocny (jak nie przymierzając np. u kolibra śmigacza)?
          No i co u nich z tkanką tłuszczową brunatną w okresie dorosłym- jest, czy zanikła?
          Te pytania zawsze mnie ciekawiły i nie znam na nie odpowiedzi.

          • uważano, że brunatna tkanka tłuszczowa całkowicie zanika u dorosłych ludzi. Ale okazało się to nieprawdą – przynajmniej u niektórych osobników tkanka ta utrzymuje się (lub odtwarza?) w wieku dorosłym i funkcjonuje. Patrz artykuł Nedergaarda i in. (całość tekstu open access) w „American Journal of Physiology – Endocrinology and Methabolism” (znalazłem to przed 5 minutami, nie mam co się popisywać fałszywą erudycją ;-)

            http://ajpendo.physiology.org/cgi/content/full/293/2/E444

            u ludzi torpor nie występuje

            nie sądzę, żeby Buszmeni byli tu najciekawsi jako ludzie o nietypowych adaptacjach w zakresie termoregulacji. Znane mi badania (niestety b. małe próby) nie wykazały istotnych różnic między bialymi Afrykanerami a Buszmenami – ani w temperaturze ciała, ani w reakcji na zimno, ani w metaboliźmie. Radzą sobie oni raczej dzięki ogniskom, przy których się grzeją. Najciekawsi byli z pewnością Tasmańczycy oraz Indianie Yaghan (Yamana), Haush i Alakaluf z Ziemi Ognistej. Ludy te bowiem żyły w strefie prawie (lub zupełnie) subantarktycznej, w krajach gdzie potrafi padać śnieg, a które mimo to chodziły niemal zupełnie bez ubrania (zwłaszcza Tasmańczycy). Zarówno na Tasmanii, jak i na Ziemi Ognistej tubylcy NURKOWALI w morzu za skorupiakami i małżami. Wyobrażacie sobie okolice przylądka Horn i Cieśniny Magellana, gdzie ludzie NAGO, bez pianki dają nura po jakieś ostrygi? Mi się już zimno robi na samą myśl. Niestety ludzi tych pod kątem fizjologii nigdy już nie zbadamy, zwłaszcza jeśli chodzi o biochemiczne i genetyczne mechanizmy dające im taką odporność. Tasmańczyków wymordowano (reszta wymieszała się z kolonistami), Indianie z Ziemi Ognistej również albo zostali wybici, albo rozmyli się w społeczeństwie argentyńskim. Badano jedynie „zewnętrzne objawy termoregulacji” 15 członków plemienia Alakaluf, czyli zmiany metabolizmu (zużycie tlenu) i termiki ciała. Calkiem przyzwoite badania, z europejską grupą kontrolną (skąd oni znaleźli ochotników? ;-) Dziewięciu kładło się spać na dworzu, przy 2-4 st. C, pozostałych sześciu w ciepłym domku. Metabolizm na początku nocy był u nich o 60% wyższy od europejskiej grupy kontrolnej. Co ciekawe temperatura skóry była u tych samych ludzi i w tym samym czasie o 1 st. niższa, niż Europejczyków (mimo, że temperatura mierzona rektalnie – identyczna). Ich metabolizm utrzymywał się na wysokim poziomie mimo 8-godzinnej ekspozycji na zimno, raczej więc nie torpor, a właśnie „grzanie ile wlezie” jest ich odpowiedzią. Większość adaptacji (jeśli to adaptacje) wynika jednak nie z termogenezy, a z neurologii. Poprosili ich o wejście do zimnej (kolejno 10 i 5 st. C)wody. Mierzona ucieczka ciepła była podobna, tyle że Europejczycy donosili o silnym bólu, a Alakalufowie twierdzili, że nic ich nie boli. Z drugiej strony to kazuistyka, bo co to za wielkość próby. Ale o większą byłoby trudno, już wtedy (1960) Alakaluf liczyli ledwie 50 osób i pewnie nosili już europejskie ubrania.

            całość – i o Buszmenach i o Alakaluf i o Aborygenach i o wielu wielu innych – w tej oto książce (również dzisiaj znalezionej):

            http://www.archive.org/stream/comparativephysi03hann/comparativephysi03hann_djvu.txt

            • Wielkie dzięki :)

              Co do Indian z Ziemi Ognistej, czytałem wieki temu (nie pamiętam gdzie), że faktycznie ubrań nie nosili- jednak smarowali (podobno) ciało dużą ilością tłuszczu/łoju. Miało im to zapewniać odpowiednią barierę termiczną przed skutkami zimna i wilgoci (wody).
              Co do Tasmańczyków (ale też i Maorysów) mają oni (mieli- ci pierwsi) bardzo krępą sylwetkę, zapewniającą mniejsze straty ciepła przy dyskomforcie termicznym.

              Na przełomie lat 80-90 kiedy studiowałem, zanik tkanki tłuszczowej brunatnej u dzieci był niepodważalnym faktem (pamiętam z podręczników histologii), ale mi to nigdy nie pasowało- i nie pomyliłem się :D

              • Maorysi nosili zawsze ubrania i budowali solidne domy, to inny poziom rozwoju cywilizacji, w końcu nie dali się wybić

                lepszą analogią (ale też odległą) do Tasmańczyków są Moriori z Wysp Chatham na wschód od NZ. Jedyni wśród Polinezyjczyków łowcy i zbieracze, żyjący w niemal subantarktycznych warunkach. Też nie istnieją już jako odrębny etnos (ponoć potomków jest sporo), ale nie zostali wybici przez białych, tylko przez Maorysów, którzy wyczarterowali europejski statek i tam sobie popłynęli. Spora część Moriori trafiła do ich garnków lub została niewolnikami

              • Eptesicusie, co do Maorysów (domy, ogniska domowe) zgoda- ale ich ciuchy, to nie ubrania. Jeśli mnie pamięć nie myli nosili „spódnice” (coś jak plażowe pareo mojej żony), a w zimne dni mieli po prostu pelerynę (zwykła płachta na plecy). Nie mieli spodni, koszul- niczego z rękawami i nogawkami ani butów. Do tego to był materiał roślinny- nie skóra, ani futro.
                Co do Buszmenów, nie jestem przekonany o roli ognisk w nocy. Na Kalahari nie ma zbyt dużo drzew, a opał jest zbyt cenny dla przygotowania żywności, żeby „marnować” go na dogrzewanie nocne. Z resztą ktoś musiałby dorzucać cały czas do ogniska- nie śpiąc w tym czasie.
                Mam wrażenie, że rola tkanki tłuszczowej brunatnej jest niedoceniana wśród naukowców.

              • @glaude

                te peleryny Maorysów, płaszcze przeciwdeszczowe, tuniki itp., tkane z lnu nowozelandzkiego, powstały właśnie w odpowiedzi na relatywnie zimny i mokry klimat Nowej Zelandii. Ich polinezyjscy przodkowie nie nosili tyle tekstyliów na sobie, to rzeczywiście było coś w rodzaju uniwersalnego pareo i dla lasek i dla facetów, ale też po przybyciu do NZ nie mogli uprawiać drzewa Broussonetia papyrifera, z którego kory robiono takie spódniczki. A więc Maorysi zareagowali na zmianę klimatu zmianą odzieży, zresztą trudno się spodziewać, żeby zdążyli wykształcić ewolucyjnie jakieś adaptacje fizjologiczne. Mieszkają w NZ za krótko, zaledwie kilkaset lat, nie jak Tasmańczycy czy Indianie Yaghan w swoich ojczyznach od wielu tysięcy lat. U tych ostatnich spodziewałbym się – przy takim trybie życia – szczególnej roli tkanki brunatnej, ale jak już pisałem, niestety nigdy się tego nie dowiemy

                co do Kalahari, to nie jest to przecież prawdziwa pustynia, ale raczej luźny, kolczasty busz, więc opału tam nie brakuje. Badania które zawiera zalinkowana przeze mnie książka, pokazują właśnie brak szczególnych adaptacji fizjologicznych – ani metabolizm ani termika ciała nie różniła się od białych „kontroli” w tych samych warunkach. A o dogrzewaniu się ogniskami przez Buszmenów to po prostu wiadomo, chociaż nie wiem, czy spali później w ciepłym popiele, jak Aborygeni australijscy

            • Ponizej pierwszy wygooglany link, sluzacy ilustracji samego zjawiska.

              http://www.badzlepszy.pl/2009/03/tummo-zmiana-temperatury-ciala-sila-umyslu/

              Moze opisane przez Ciebie przyklady dotycza nie tyle zmian czy dostosowan czysto fizjologicznych, a regulacji funkcji zyciowych na drodze wyszkolonych umiejetnosci psychicznych? Badacze mogli ignorowac rozne „zabobony” typu tance, spiewy czy modlitwy, ktorymi te ludy mogly wprowadzac sie w trans koncentrujac przed nurkowaniem w lodowatej wodzie itp ?

              Czytalem kiedys o czlowieku, ktory przy badaniach potrafil „wycofac” wybiorczo krew z czesci naczyn wlosowatych skory, osiagajac efekt w ktorym czesc dloni byla rozowa (ukrwiona) a inna biala.

              O spowalnianiu pracy serca i roznego typu letargach, przy odpowiedniej koncentracji i technikach medytacyjnych nie ma chyba co wspominac, bo to juz sa mazna powiedziec standardy potwierdzonych umiejetnosci.

  3. W sumie to jest to świetny temat na: http://paleontologia.pl.ewolucja.org/forum/

    Czekam na nową notkę :)

  4. @eptesicus
    No tak. Drzewo ewolucyjne ukazuje blednosc mojego domyslu, bo inaczej np. krokodyle bylyby stalocieplne, lub wykazywalyby jakies slady po zaniklej w przeszlosci funkcji.
    Jesli termogeneza bezdrzeniowa jest niezaleznym wynalazkiem, to zapewne sa jakies wyraznie roznice na poziomie biochemicznym u ptakow i ssakow? Traktujac to jako konwergencje, efekt powinien byc osiagniety rozniacymi sie procesami?

    • być może tak jest, ale na biochemii to ja się nie znam aż tak :-) Do Googli zatem, Mości Panowie

      • I wdepnalem na porownanie :)
        http://kopalniawiedzy.pl/ptaki-ssaki-dinozaury-gady-cieplo-wytwarzac-tkanka-tluszczowa-zolta-brunatna-termogenina-bialko-rozprzegacze-4718.html

        Gen kodujący termogeninę zwany jest UCP1. Stwierdzono, że choć występuje on u ssaków, u ptaków został w drodze ewolucji wyeliminowany. Podobna sytuacja ma miejsce u jaszczurek. Porównanie tych danych z danymi na temat historii ewolucji kolejnych gatunków wykazało, że do usunięcia wspomnianego genu niemal na pewno doszło u wspólnego przodka jaszczurek i ptaków. Wiadomo także, że ten sam przodek w drodze ewolucji dał początek linii rozwojowej dinozaurów. Oznacza to, że najprawdopodobniej także te wielkie gady były pozbawione zdolności syntezy termogeniny. Gdyby rzeczywiście tak było, oznaczałoby to znacznie wyższą podatność na spadek temperatury otoczenia, np. w wyniku pojawienia się na niebie gęstych chmur po uderzeniu w powierzchnię Ziemi meteorytu.

  5. I jeśli któś zna temat mamutów biegle, mam pytanie związane z obejrzeniem na National Geographic filmu o zamrożonych zwłokach mamuciątka i jego sekcji zwłok. Po co takiemu olbrzymiemu futrzakowi jak mamut, olbrzymi garb tkanki tłuszczowej brunatej poniżej karku ?
    Czyżby był jedynym hibernującym trąbowcem?

    Pytanie może idiotyczne, ale jestem laikiem, więc mam prawo do gaf :D

    • ależ tłuszcz brunatny u hibernatorów nie „służy” do przeżycia snu zimowego (jako zapas – od tego są zwały tłuszczu żółtego wyhodowane na brzuszku i gdzie popadnie), ale do szybkiego wybudzenia z hibernacji. To źródło szybkiej, łatwo dostępnej energii, pozwalającej się w miarę szybko ogrzać – w końcu różnica polega na tym, że w komórce tkanki brunatnej są liczne małe kulki tłuszczu rozsiane po cytoplaźmie i łatwo dostępne dla enzymów, natomiast w komórce tłuszczu żółtego – jedna wielka kula tłuszczu. Z pewnością dla takiego patentu znalazłyby zastosowanie również przeróżne gatunki nie-hibernujące, żyjące w zimnym klimacie, narażone na wychłodzenie itp.; mamut też mógł uruchamiać spalanie tłuszczu brunatnego jako szybki „rozgrzewacz” w razie potrzeby.

      • WSłaśnie o to mi chodziło- o szybkie wybudzanie z hibernacji. Taki kolos z gęstym długim futrem jak mamut,nie miał problemów z utrzymaniem komfortu cieplnego. Do czego więc taki „garb” tłuszczu brunatnego się przydawał, jeśli nie do tego?

        • może w pewnych sytuacjach to futro nie starczało, dobrze mieć dodatkowy dopalacz? Na przykład w czasie jakiejś zamieci śnieżnej… Trzeba by sprawdzić, czy wół piżmowy nie ma przypadkiem czegoś podobnego.

  6. trzeba sie przyzwyczaic do tego ze:
    1 . systematyka jest pomocnikiem biologii, a biologia nie jest niewolnikiem systematyki
    2. ptaki są grupą w obrębie raptorów, a archeopteryx nie jest przodkiem ptakow lecz boczną, bezpotomnie wymarłą formą dinozaura
    3. nauka sie zmienia

    :)

  7. >>trzeba sie przyzwyczaic do tego ze:
    1 . systematyka jest pomocnikiem biologii, a biologia nie jest niewolnikiem systematyki

    nie. Systematyka jest DZIAŁEM BIOLOGII, z własnymi hipotezami badawczymi, chyba, że rozumiemy ją (błędnie) jedynie jako sztukę szufladkowania

    >>2. ptaki są grupą w obrębie raptorów, a archeopteryx nie jest przodkiem ptakow lecz boczną, bezpotomnie wymarłą formą dinozaura

    nie jest to wcale pewne ani oczywiste. Archeopteryx jest idealnym MODELEM formy przejściowej, jeśli nawet to nie dokładnie od niego ptaki pochodzą, to nieznany dotąd przodek ptaków i tak musiał posiadać kilka kluczowych jego cech

    >>3. nauka sie zmienia

    tak, ale pozostaje to w sprzeczności wobec postulatu „trzeba się przyzwyczaić”. Wręcz przeciwnie, skoro się tak zmienia, to w ogóle nie należy się przyzwyczajać do tez 1. i 2.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s