Polka uczy świat egipskiej ceramiki

Czterotomowa praca „Manual of Egyptian Pottery” autorstwa dr Anny Wodzińskiej z Instytutu Archeologii UW ukazała się nakładem Ancient Egypt Research Associates (AERA) w Bostonie.

To pierwsza pozycja prezentująca w sposób przekrojowy egipskie naczynia ceramiczne – od okresu neolitu przez okres faraoński aż po współczesność.

Podręcznik powstał na zlecenie dr Marka Lehnera, dyrektora AERA, który od wielu lat prowadzi szkołę dla egipskich inspektorów Najwyższej Rady ds. Zabytków (SCA) w ramach prac misji w obrębie osiedla budowniczych piramid w Gizie.

Dr Wodzińska uczestniczy w tej misji od 2000 r. właśnie jako specjalista od ceramiki. Od tego czasu przez jej ręce przeszło ponad 2 miliony skorup starożytnych naczyń. Same prace nad książką trwały 3 lata.

Konstrukcja podręcznika jest bardzo prosta – to katalog składający się z rysunku i opisu powierzchni, zastosowanego materiału i kształtu podstawowych form ceramicznych pochodzących z różnych okresów.

Więcej w Nauce w Polsce.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 4.10.2009.

Komentarzy 15 to “Polka uczy świat egipskiej ceramiki”

  1. Oj, chciałbym, żeby coś takiego samego było o ceramice z naszych terenów. Od dłuższego czasu tak sobie marzę, że fajnie byłoby pobawić się w odtwarzanie rodzimej ceramiki, ale za dużo wzorów nie ma… Gdyby to było jakoś posegregowane w takim katalogu byłoby interesującą inspiracją dla współczesnych ceramików.

  2. Ja chciałbym zwrócić uwagę na coś innego – to dzieło zrobiła pani doktor. Ciekaw jestem czy mogłoby być ono podstawą do habilitacji, podejrzewam że raczej nie, pomimo przydatności dzieła i jego nowatorstwa.
    Profesura w Polsce jest mało produktywna. Znam osobę (i to nie żart), która na wieść, że zostanie profesorem powiedziała tak (i to wcale nie żart!): „no zostałem profesorem, to mogę już wreszcie sprzedać moją bibliotekę”.

    • I studentowi oddać długopis. Stary kawał z brodą od Krakowa aż do Warszawa. I to nie żart (!), kawał naprawdę jest stary.
      I jak ta Pani napisała książkę i wydała ją gdzie wydała, to sama na pewno wie jak robi się habilitację w Polsce i czy chce ją robić?
      Tak sobie myślę, jak Baca gdy coś robi, czy @eptesicus wie, że decydujący o grantach też mogą stronę czytać i co wówczas z tymi pomysłami aby ich przechytrzyć?.
      Pozdrawiam,
      MKafe

      • nie trzeba ich „przechytrzyć” i to nie jest metoda na przechytrzenie, tylko mechanizm tłumaczący „jak to działa” – taki układ jest słuszny (=najefektywniejszy) w oczach „decydujących”, zresztą może mają rację – mieszkając w świecie o ograniczonych zasobach. Napisałem dlaczego :-)

        komisja komisją, ale są jeszcze recenzenci – a to naprawdę nie jest jakieś wąskie grono ani zakon. Praktycznie każdemu się może przytrafić bycie recenzentem. Przytrafia się mądrym i totalnym debilom – to słabość tego systemu

  3. nie wiem jak w archeologii, ale w biologii chyba nic takiego nie byłoby podstawą do habilitacji – analogią jest np. przyrodnik który napisał klucz do oznaczania jakiejś grupy organizmów. Od habilitacji wymaga się czegoś innego, tak jak od doktoratu – praca powinna być PROBLEMOWA, testować jakąś hipotezę, coś zmieniać w obecnej wiedzy, a nie jedynie porządkować to co już wiemy. Ta ostatnia funkcja jest bardzo potrzebna, nie obylibyśmy się bez niej („ktoś to musi robić” ;-), tak jak bez artykułów przeglądowych i podręczników. Tyle, że oprócz publikacji wchodzących w skład rozprawy habilitacyjnej, trzeba jeszcze mieć jakiś dorobek „oprócz”. Więc taka książka na pewno się jej przyda do tego dorobku.

  4. Taka książka naprawdę była potrzebna dla badaczy Egiptu zważywszy na tony materiału pozyskiwanego na wielu stanowiskach. To dziwne, że powstała dopiero teraz, ale z drugiej strony dobrze, że jest autorstwa Polki. Brawo! Zapewne przysłuży się do większej rozpoznawalności nas jako kraju pośród badaczy Egiptu.

  5. Z tym doktoratem to bym się tak nie rozpędzał eptesicusie w naszych realiach trudno zrobić coś nowego w doktoracie ponieważ nie za bardzo można się przebić przez tzw. naukowy beton. Finansowanie wniosków badawczych jest przydzielane wg klucza skąd jesteś albo od kogo jestes a nie co chcesz zrobić i to jest bardzo smutne i frustrujące. Na otarcie łez czasami się udaje /:

    • przydzielanie grantów opiera się w dużym stopniu na zasadzie CO JUŻ ZROBIŁEŚ. Ale trudno się dziwić – gość który ma ekstra dorobek i zgłasza kolejny dobry pomysł, daje większą szansę na realizację tegoż pomysłu niż ktoś kto ma świetny pomysł, ale nie wiadomo czy jest jakakolwiek szansa, że kasa ta nie zostanie zmarnowana. Smutne, ale to są realia świata o ograniczonych zasobach. Dlatego łatwiej przejść tą ścieżkę wchodząc najpierw do zespołu który ma duże osiągnięcia, u nich natrzaskać sobie dorobku – jako drugi, trzeci, dziesiąty (ale przecież publikacja jest publikacja), a potem dopiero (mając już co wpisać w rubryce „publikacje”) samemu startować po grant jako kierownik projektu. A to „od kogo jesteś” owszem ma znaczenie w takiej sytuacji – bo u wybitnego szefa robiącego ciekawe rzeczy (i zdobywającego na to wielkie granty za ciebie) sam staniesz się współautorem ciekawe rzeczy. Jak jesteś z katedry największej sławy w danej dziedzinie, a sam startujesz o grant na najciekawszy pomysł świata, nie posiadając ŻADNEGO dorobku – prawdopodobnie szanse są znikome, ale pisanie grantów jest bardzo edukacyjne ;-) choć tak odbiera radość życia :-P

      • Hmm, nie bierz tego osobiście, ale znam przypadki gdy granty dostawały po raz kolejny osoby które nie zrobiły – w sensie wkładu naukowego czy jakiejkolwiek przydatności dla nauki – prawie nic. Całkiem niezłym przykładem jest – aby nie być gołosłownym – „to co pozostało po profesorze Topolskim” na UAMie, tak naprawdę dorobek naukowy w sensie międzynarodowym (mimo czasem kontrowersyjności, ale nauka czasami musi być kontrowersyjna) ma jedynie Ewa D., głównie za sprawą kontaktów w Stanach z Haydenem Whitem. A reszta jest bo ktoś być musi, tak jak musi być na przykład dziekanat czy sekretariat.
        Znam też osoby które od lat zajmują się autoplagiatem, tj. przeżuwaniem swojej wcześniejszej twórczości. I nigdy to nie była twórczość w skali kopernikańskiej. Czasem dochodzi do takich absurdów jak w przypadku pani która była żoną profesora P., całkiem niedawno zmarłego nestora poznańskich historyków. Dla każdego było oczywiste, że to osoba szalenie wręcz sympatyczna, ale niezbyt nadająca się do kadr naukowych, a jednak jak cytuje osobę zorientowaną „gdzieś musi przecież pracować”. No to parę lat temu przez rok trwały niezręczne przepychanki, bo nikt (w grę wchodziły budynki przy ul. Św. Marcin, Al. Niepodległości i Szamarzewskiego) tego kukułczego jaja nie chciał. Granty dostaje? Jak najbardziej, choć zastanawiam się jakie przesłanki przemawiają za ich przydzielaniem.
        Sam mechanizm przyznawania grantów też jest co najmniej dziwny – i znów mógłbym palcem wskazać takowe, które tak jak w PRLu zagraniczne wyjazdy naukowe często służyły tzw. „odkuciu się” tak obecnie służą celowi „Staszek musi zrobić gruntowny remont mieszkania”. I nawet nikt tego specjalnie nie ukrywa.
        Jakoś przypomniał mi się tekst zawarty tu: http://blogmedia24.pl/node/19404 Po odcedzeniu wycieczek politycznych muszę autorowi przyznać rację. Niestety. Po prostu w nauce polskiej jest cholernie dużo działań pozorowanych. I właśnie z tego powodu należy docenić wysiłek dr Wodzińskiej która pcha ową naukę do przodu.

        • >>a jednak jak cytuje osobę zorientowaną “gdzieś musi przecież pracować”

          tylko zawsze pozostaje pytanie „dlaczego akurat w nauce” :-)

          „Jak najbardziej, choć zastanawiam się jakie przesłanki przemawiają za ich przydzielaniem”

          wbrew pozorom wydają mi się one bardzo klarowne. Masz dobre recenzje – dostajesz grant. Masz złe recenzje nie dostajesz. To prawda, że czasami nie dostaje się grantu przez recenzje głupie i ignoranckie (przynajmniej z mojego punktu widzenia, tj. autora projektu ;-) ale naprawdę nie widzę w tym nic niejasnego i nieprzejrzystego. Nigdy nie zdarzyło mi się mieć kiepskich recenzji i grant dostać

  6. A ja z szanowną Panią doktor Wodzińską miałem zajęcia na UW:) Bardzo się cieszę, że właśnie to Nasza Rodaczka jest autorem takiej ważnej pozycji dla egiptologów:)

  7. Symptomatyczne jest jednak miejsce wydania – nie w Polsce niestety…

  8. … w Polsce :)

  9. Recenzje to punktacja, która nie musi być szczególnie uzasadniona. Można więc dać komuś 10 pkt zbytnio się nie rozpisując i ten ktoś grant dostanie. Mnie niestety zdarzyło się grantu nie dostać mimo świetnych recenzji. Piszesz Eptesicusie o sytuacji, która powinna być ale realnie jest inna. Rozumiem, że u biologów wszystko odbywa się uczciwie i transparentnie tylko pogratulować, w mojej działce jest zupełnie inaczej, niestety. Ale na tym koniec żali (: zawsze będę jednak oponował jeżeli ktoś napisze gdziekolwiek, że w polskiej nauce jest ok, uczciwie, przejżyscie wręcz z….

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s