Orzeł Haasta był drapieżnikiem

Najcięższy orzeł, jaki żył na świecie, był z pewnością drapieżnikiem – uważają naukowcy, którzy za pomocą tomografu komputerowego dokładnie przeanalizowali szczątki tego wymarłego około 500 lat temu ptaka.

749px-Giant_Haasts_eagle_attacking_New_Zealand_moa

Orzeł Haasta atakuje nieloty moa, które uznaje się za główny składnik jego diety. Rysunek na licencji Creative Commons. Autor: John Megahan. Źródło: www.plosbiology.org/plosonline

Orzeł Haasta żył na Wyspie Południowej w Nowej Zelandii. Ważył do 18 kilogramów a jego skrzydła mogły mieć do trzech metrów rozpiętości. Naukowcy byli jednak dość sceptyczni, co do myśliwskich aspiracji wielkiego ptaka. Wielu uważało, że był jedynie padlinożercą.

Ken Ashwell z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii (Australia) i Paul Scofield z Muzeum Canterbury (Nowa Zelandia) zrobili tomografem komputerowym skany kilku czaszek, miednicy i dzioba, by dokładnie oszacować wielkość mózgu, oczu, uszu i rdzenia kręgowego tego orła.

Uzyskane informacje porównali z budową współczesnych latających drapieżników i padlinożerców. Zdaniem uczonych porównania wykazały, że orzeł Haasta był sprawnym drapieżnikiem.

Naukowcy ustalili też, że orzeł w dość krótkim czasie wyewoluował z dużo mniejszego ptaka, a jego ciało rosło dużo szybciej niż mózg. Szacują, że masa ptaka wzrosła 10-krotnie od wczesnego do środkowego plejstocenu, czyli w okresie od około 1,8 mln lat do około 700 tys. lat.

W wielu serwisach informację o badaniach zredagowano tak, że wynika z niej, iż naukowcy potwierdzili maoryskie mity o wielkich orłach polujących na ludzi. W rzeczywistości uczeni potwierdzili jedynie, że ptak był myśliwym. Twierdzenie, że wśród jego ofiar byli ludzie jest wciąż oparte jedynie na miejscowych mitach.

Wyniki badań naukowcy opublikowali w „Journal of Vertebrate Paleontology”. Skorzystałem z opisu w Discovery News.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 14.09.2009.

Komentarzy 29 to “Orzeł Haasta był drapieżnikiem”

  1. Jeśli ten orzeł atakował duże gatunki moa, wielokrotnie przewyższające go masą, to można podejrzewać, że działał w stadach. Ponieważ jednak jego mały móżdżek raczej się do stadności nie nadawał, pozostaje mniemać, że żywił się mniejszymi gatunkami nielotów, których na Nowej Zelandii była wielka moc.
    Rozróżnienie miedzy drapieżnikiem i padlinożerca jest sztuczne – w naturze praktycznie nie występuje.

    • >>Jeśli ten orzeł atakował duże gatunki moa, wielokrotnie przewyższające go masą, to można podejrzewać, że działał w stadach

      niekoniecznie, do zabicia ofiary nie zawsze jest potrzebna duża masa – czasem wystarczą ostre szpony i celne trafienie

      >>Rozróżnienie miedzy drapieżnikiem i padlinożerca jest sztuczne – w naturze praktycznie nie występuje

      nie do końca – istnieją gatunki o łatwo wyodrębnialnych adaptacjach do padlinożerstwa, np. sępy, polują rzadko (jedynie na chore i osłabione zwierzęta) albo w ogóle, żywią się niemal wyłącznie padliną; stąd łyse głowy, niskie pH żołądka. Z drugiej strony sokół wędrowny czy rybołów praktycznie nie jedzą padliny; budowa szponów, dzioba i czaszki często jasno wskazuje czy w diecie danego gatunku przeważa padlina, czy też jest on przystosowany do aktywnego polowania. Ten ostatni może okazjonalnie żywić się padliną, a nawet – jeśli jest okazja – chętnie z niej korzystać (vide bielik, orlik krzykliwy), ale nie ma co sobie wmawiać, że nie ma różnicy między jednym a drugim.

      • Czy taki rozrost gatunku drapieznego ptaka moze byc efektem braku duzych drapieznikow ladowych? Wolna nisza „zabojcy duzych zwierzat” oraz brak konkurencji ladowej odpedzajacej orla od zdobyczy juz po jej upolowaniu ?

        I co spowodowalo brak drapieznych nielotnych ptakow ladowych na Nowej Zelandii? Wymarly i dopiero wtedy orly zaczely je zastepowac? Czy tez nigdy tam sie nie wyksztalcily?

        • nie wiem co spowodowało, ale nie było ich tam nigdy. Gastornis (syn. Diatryma) żył w Europie i Ameryce Północnej, Phorusrhacidae w Ameryce Południowej, zaś po otwarciu się przesmyku panamskiego – również w Północnej (Titanis walleri). Dromornithidae – ponoć spokrewnione z… kaczkami – żyły w Australii. Wszystko to są niespokrewnione ze sobą grupy, nie mające ze sobą nic wspólnego (konwergencja).

          duże rozmiary orła Haasta rzeczywiście są najczęściej tłumaczone „uwolnieniem niszy” – brakiem dużych drapieżników ssaczych i obecnością dużych nielotnych ofiar ptasich

          • Ciekawe, ze brak bylo duzych drapieznikow (nawet ptasich, jesli taki ‚material” byl dostepny ).
            Nie bylo nawet mniejszych drapieznych nielotow, atakujacych stadami?
            Cos przeciez musialo regulowac wielkosc populacji roslinozercow? Przez 80 milionow lat izolacji zadne bydle nie rozroslo sie do tego stopnia, zeby pozerac inne zwierzaki?
            Wyglada na to, ze Haasta stosunkowo niedawno zaczely sie rozrastac – moze wlasnie od momentu, gdy szlag trafil dotychczasowy szczyt lancucha pokarmowego.
            Tylko ciekawe, ze zachowaly sie szczatki umozliwiwjace przesledzenie rozwoju orlow, a brak sladu tych hipotetycznych poprzednikow? Moze byli niewielcy a same nieloty roslinozerne rowniez zwiekszyly rozmiary dopiero po ich wymarciu?

      • „niekoniecznie, do zabicia ofiary nie zawsze jest potrzebna duża masa – czasem wystarczą ostre szpony i celne trafienie”
        Tylko że drapieżniki samotne nie polują na ofiary większe od siebie – wybierają zdobycz kilkakrotnie mniejszą.
        Druga moja teza została przez przedmówce wykazana, choć jej niby przeczy.

        • >>Tylko że drapieżniki samotne nie polują na ofiary większe od siebie

          Niekiedy może. Gronostaj w niektórych rejonach poluje na króliki. Największą ofiarą sokoła wędrownego był żuraw Grus canadensis, zaś lamparta – antylopa eland

          >>Druga moja teza została przez przedmówce wykazana, choć jej niby przeczy

          nie do konca, bo sugerujesz, że nie ma gatunków „wyraźnie padlinożernych” i „wyraźnie drapieżnych”, a w powyższym kontekście wręcz może to być odebrane, jako twierdzenie, że nie mają sensu takie analizy jak powyższa, bo każdy drapieżnik jest czasami padlinożercą i odwrotnie. A to nieprawda. Istnieją gatunki wyłącznie lub niemal wyłącznie padlinożerne o wyraźnych adaptacjach morfologicznych i behawioralnych do padlinożerstwa, można więc wnioskować z morfologii, czy dany gatunek jest „przede wszystkim padlinożercą”, czy „przede wszystkim drapieżnikiem”. To, że SPORADYCZNIE niektóre z nich mogą aktywnie polować (niezbyt poradnie), nie zmienia faktu, że w diecie dominuje padlina. I vice versa. Istnieją gatunki niemal wyłącznie lub wyłącznie drapieżne (sokół wędrowny, rybołów). A że między nimi jest continuum form pośrednich, to już inna sprawa. W tym sensie, masz oczywiście rację – „nie ma granicy”. Ale skrajne formy da sie odróżnic i wnioskować o ich diecie w oparciu o morfologię

      • Mimo wszystko jak widać – podział na gatunki padlinożerne i drapieżniki jest sztuczny. Owszem – w diecie niektórych zwierząt może przeważać świeży pokarm/padlina, ale każde z nich czasami odstępuje od zwykłej diety.

  2. Mity to zbiorowa pamięć społeczeństw, a ludzie zazwyczaj przekazują swoim potomkom informacje o rzeczach niecodziennych. O ile dobrze zrozumiałem, Polinezyjczycy zasiedlili Nową Zelandię 750 lat temu, a ptak wymarł 500 lat temu. To by się dało to połączyć i to w sposób całkowicie poprawny (co nie znaczy, że pewny).

    Tekst źródłowy Discovery jest zatytułowany:
    „Extinct Eagle May Have Hunted Humans”

    a dalej:
    „Scientists believe the Haast’s eagle became extinct about 500 years ago, most likely due to habitat destruction and the extinction of its prey species at the hands of early Polynesian settlers. Before the humans colonized New Zealand about 750 years ago, the largest inhabitants were birds like the Haast’s eagle and the moa.

    Scofield said the findings are similar to what he found in Maori folk tales. „The science supports Maori mythology of the legendary pouakai or hokioi, a huge bird that could swoop down on people in the mountains and was capable of killing a small child,” he said.

    • Ataki sa wiecej niz prawdopodobne

      „Amerykański paleoantropolog jest przekonany, że bez wątpienia dziecko z Taung padło ofiarą ataku gatunku orła o nazwie wojownik wspaniały (Stephanoaetus coronatus lub Spizaetus coronatus). Scott McGraw, jeden z autorów badań z Ohio State University przychyla się do jego zdania. Rezultaty badań Lee Bergera mają zostać opublikowane w lutowym numerze periodyku naukowego American Journal of Physical Anthropology.”

      Przepraszam za zrodlo :) ale sam news przytoczony bez upiekszen
      http://www.magia.gildia.pl/news/2006/01/ptaki

      To samo, ale mniej nazwisk
      http://www.dinozaury.com/index.php?option=com_content&task=view&id=122&Itemid=445

      A tu juz sie moj spryt zawiesil – moze ktos odnajdzie zapowiedziana na luty 2006 publikacje

      http://www3.interscience.wiley.com/journal/28130/home

    • Oczywiście że się da. Przed paroma laty o tym czytałem. Opowieści że orzeł Haasta polował na ludzi są lekkim nadużyciem, gdyż mity raczej wspominają nie tyle o polowaniu ile o pojedynczych ofiarach (głównie dzieciach i młodych kobietach). Pasowałoby to do takiego obrazu – orzeł Haasta zajmował samą górę drabiny żywieniowej (na wyspie nie było wielkich ssaków – drapieżników, które zazwyczaj pełnia taka rolę), przypływają ludzie i chcą zając tę niszę ekologiczną. Polują na tę samą zwierzynę. Orły w momentach głodu lub przypadkowo polują na kobiety i dzieci. Ludzie niszczą jaja orłów oraz powodują spadek populacji zwierzyny (głównie chodziło o wielkie nielotne kaczki, którymi zywiły się orły). Po kilkuset latach orzeł Haasta wymiera. Kaniec filma.

  3. ktos zna ten mity o polowaniu dokladniej? miedzy 750 a 500 to 250 lat czyli jakies 3-4 pokolenia (zakladajac ze pokolenie to 60 do 80 lat), wiedza „historyczna” w spolecznosciach niepismiennych raczej nie trwa dluzej niz 3 pokolenia wiec teoretycznie moglyby byc prawdziwe.

    • >>wiedza “historyczna” w spolecznosciach niepismiennych raczej nie trwa dluzej niz 3 pokolenia wiec teoretycznie moglyby byc prawdziwe.

      to zależy jaki jest charakter tej wiedzy. Jeśli jest przekazywana jako „luźne opowieści dziadka przy ognisku”, to BYĆ MOŻE tak. Co innego, gdy tradycja ustna ma charakter instytucjonalny i zrytualizowany – to znaczy, gdy teksty podlegają wiernemu kopiowaniu z pokolenia na pokolenie i są, słowo w słowo, wkuwane na pamięć, zastępując pismo. W takich społecznościach istnieją wyspecjalizowane kasty zapamiętywaczy i opowiadaczy, którzy uczą się tych historii i zapewne nie wolno im dodawać ani słowa. Słowianie nie mieli takiej tradycji, stąd listy władców „przed Mieszkiem” ciągną się zaledwie przez 3 pokolenia, a i tak ich autentyczność jest podważana przez historyków (a przynajmniej była, niech się zresztą nasi forumowi średniowiecznicy wypowiedzą). W przypadku Skandynawii, Afryki przedkolonialnej czy właśnie Polinezji (Nowa Zelandia) listy imion władców/wodzów i okresy ich panowania z okresu „przedpiśmiennego” ciągną się przez kilkadziesiąt pokoleń. Oczywiście najstarsza warstwa tych opowieści (mówiąca często o pochodzeniu pierwszych ludzi od wieloryba czy wydźwignięciu lądów przez bogów z morza za pomocą wędki) należy do mitów, ale trudno się dziwić – powstała ona pewnie w czasach, kiedy system zinstytucjonalizowanego zapamiętywania i przekazywania faktów historycznych jeszcze nie istniał i działała zapewne wspomniana przez @3k reguła „3 pokoleń”. Potem jest już historia, zapisana w mózgach skaldów i innych nadwornych opowiadaczy w taki sam sposób, jak zapisuje się ją na (też często przepisywanych co pokolenie) pergaminach.

      Tradycje ustne przekazywane w ten sposób w afrykańskim królestwie Bakuba obejmują jakieś 400 lat historii i choć do strefy mitów należy włączyć opowieść o tym, jak jeden z pierwszych władców nauczył swoich poddanych uprawy roli, szycia odzieży i wynalazł bodaj kowalstwo, o tyle warto zauważyć, że w opowieściach tych są precyzyjnie datowalne wydarzenia astronomiczne (zaćmienie słońca, przelot komety), więc chyba te imiona, okresy panowania, małżeństwa, wojny, a nawet wprowadzenie do rytuału dwóch nowych typów masek są chyba coś warte?

      wielu badaczy twierdzi, że Indie przed panowaniem Asjoki były właściwie niepiśmienne. To znaczy, nawet jeśli pismo brahmi już wtedy się kształtowało, to nie używano go zbytnio do wyższych celów, bo ceniono sobie głównie pamięciowe wkuwanie długich tekstów. W ten sposób zarówno Wedy jak i potężna literatura filozoficzna, całe opasłe tomiszcza buddyzmu i dżinizmu były przekazywane setki lat, zanim w końcu jednak je spisano. Niektórzy posuwają się do twierdzenia, że ten kipiący intelektualną aktywnością świat Indii w czasach Gautamy Buddy (buddyzm to tylko jedna z wielu filozofii wtedy powstałych) był światem właściwie… niepiśmiennym. Wielotomowa gramatyka sanskrycka Paniniego również miała powstać w taki sposób i została wykuta na pamięć przez jego uczniów – nikt tego wówczas nie spisał. Dość, że z tamtych czasów praktycznie nie ma żadnych zachowanych oryginalnych tekstów, a mimo to uważa się je za czasy „historyczne”

      • >>Dość, że z tamtych czasów praktycznie nie ma żadnych zachowanych oryginalnych tekstów

        podkreślam – nie chodzi tylko o brak książek/zwojów, w tym klimacie to oczywiste, że nic nie zostało, liscie palmowe zbyt trwałe nie są. Ale nie ma też żadnych inskrypcji w kamieniu, praktycznie nic. Pierwsze są dopiero z III wieku p.n.e. i są to słynne edykty Asioki. Brakuje jakiśch 2000 lat historii. Hindusi wymyślili sobie to wszystko? ;-) Formenko się kłania ;-)

        • Iliada i Odyseja tez sa prawdopodobnie zbiorem sag ustnych, spisanych po wielu latach funkcjonowania wylacznie w formie ustnej.
          Czytalem podobne opinie na temat pierwszych ksiag Starego Testamentu.

          Jesli w Polsce szlacheckiej, wiekszosc zainteresowanych byla w stanie spamietac skomplikowane geanologie swoje i innych rodow, wykazujac na wiele pokolen w tyl i „w bok” rozne koligacje rodzinne, to nie ma co sie dziwic, iz wykwalifikowani opowiadacze czy bardowie przekazywali sobie przez pokolenia cale, aktualizowane na biezaco, „tomy” historii.

          Co do Slowian i braku powyzszych tradycji, to moze jest to efektem tego, ze podbijajac sie wzajemnie w toku powstawania panstw ponadplemiennych, celowo likwidowano takich „opowiadaczy” z podbitych plemion , nie wprowadzajac w to miejsce wlasnych, z jedyna i sluszna oficjalna wersja historii?
          A pozniej na skutek rozmycia zwyciezcow w podporzadkowanych plemionach, wlasni „historycy” zanikli, byc moze rowniez celowo, zeby zatuszowac np. przejecie wladzy od poprzednich dynastii w ramach dominujacego plemienia. Nosnikiem historii mogli tez byc rowniez wytepieni w chrzescijanstwie kaplani, podobnie jak u celtyckich druidow, gdzie istniala specjalna grupa o powyzszej funkcjonalnosci, nie pelniaca funkcji czyto religijnych.

          • tyle, że u Celtów to wszystko w końcu mnisi spisali – łącznie z „najgorszym pogaństwem”, typu „Księga Najazdów”, „Táin Bó Cúailnge”, czasem tylko je lekko zabarwiając wątkami chrześcijańskimi, jak „Mabinogion”. Tak samo już za chrześcijaństwa spisano islandzkie „Eddy”, więc nie sądzę, że chrystianizacja akurat wyeliminowała pamięć historyczno-mitologiczną u Słowian, skoro nie wybiła jej u Celtów i Germanów. U Słowian chyba nie było czego spisywać – bardziej przekonywujące są więc Twoje pozostałe scenariusze

            • U Celtow akurat w tych rejonach istnialo pismo ogamiczne, skandynawowie mieli runy – tak wiec mozna jeszcze gdybac (bez jakichkolwiek dowodow), ze moglo to miec wplyw w jakims ewentualnym okresie przejsciowym, na kopiowanie i korzystanie z „poganskich materialow” przez osoby znajace rowniez pismo lacionskie. ale to juz, jak wspomnialem, takie gdybanie.
              Na Wyspie Wielkanocnej „opowiadacze” prowadzili rowniez zapisy na tablicach rongo-rongo, tak wiec jest jakies odniesienie do mozliwosci tworzenia zapisow zrozumialych dla waskiego grona wtajemniczonyc.

              • ależ runów i ogamów w czasach przedchrześcijańskich nie używano do zapisywania historii. To są albo kamienie pamiątkowe („Thorwald postawił ten kamień na cześć swego syna Eryka”, „Kamień ten postawił Leif na swoją cześć”, „Tu byłem, Tony Halik”) albo zaklęć na mieczach i innych utensyliach. Germanie i Irlandyczycy niby byli piśmienni, ale praktycznie nie robili użytku z tego pisma. Ogham – owszem, to pismo znane wtajemniczonym, druidom, filidom itp., wypisywano nim zaklęcia (BTW, znano je tylko w Irlandii i na ziemiach najechanych przez Irlandczyków na zachodnich wybrzeżach Brytanii). Ale znajomość runów wśród Germanów, przynajmniej w Skandynawii, była bardzo szeroka, a mimo to nic konkretnego nimi nie zapisywali. Dopiero w czasach chrześcijańskich zaczęto run używać do dłuższych tekstów, np. spisywano nimi umowy handlowe, a nawet pieśni i modlitwy chrześcijańskie… Przedchrześcijańska historia Skandynawii to w całości domena tradycji ustnej, wykuwanej na pamięć i powtarzanej przez skaldów.

                co do Wyspy Wielkanocnej, to chyba też opierano się na ludzkiej pamięci i zrytualizowanym przekazie. Nawet jeśli naprawdę zapisywano je równolegle w rongo-rongo, to istniał sformalizowany system przekazu pamięciowo-ustnego, inaczej te listy królewskie i genealogie nie przetrwałyby do dziś, po tym jak większość tabliczek wylądowała w piecu. Zresztą takie same historie „zapisywane w mózgu” i przekazywane ustnie były wykorzystywane w całej Polinezji – na Hawajach, Tahiti, Markizach, Nowej Zelandii – a więc tam, gdzie żadnego pisma z pewnością nie było. No i jeszcze zostaje Afryka transsaharyjska

    • >> 250 lat czyli jakies 3-4 pokolenia (zakladajac ze pokolenie to 60 do 80 lat)…
      Tak się zastanawiam.
      Owszem, 60-80 lat to długość życia jednego pokolenia. Ale przecież początek kolejnej generacji nie wyznacza data śmierci poprzedników, ale data narodzin. Tak więc mnogie pokolenia raczej należałoby liczyć gdzieś po 20 lat (od narodzin ojca do narodzin syna, od narodzin syna do narodzin wnuka etc). 250 lat to 12,5 pokolenia.
      Poza tym wydaje mi się, że w tym konkretnym przypadku nie chodzi o różnicę czasu pomiędzy zasiedleniem a wymarciem, ale pomiędzy wymarciem a spisaniem/utrwaleniem legendy.

      • Tutaj pokolenie bylo w kontekscie takim, ze zyja jeszcze osoby mogace przekazywac dane informacje jako osobiste doswiadczenia, a nastepnie zaslyszane od ojca, lub od dziada. Stad 3-4 pokolenia umozliwiajace przedstawienie roznych faktow w formie precyzyjnej historii rodzinnej – ” Ojciec mojego ojca…”. Pozniej to juz sie rozmywa na „przodkowie” lub „dawno temu…”.

        • No tak, w takim sensie to jak najbardziej. Trzeba by jeszcze uwzględnić, że to nie była legenda rodzinna, ale narodowa (być może utrwalana przez jakieś rytuały, jak na Rapa Nui) oraz izolację kulturową wysp. To mogło sprzyjać zachowywaniu przekazu.

          • >>No tak, w takim sensie to jak najbardziej. Trzeba by jeszcze uwzględnić, że to nie była legenda rodzinna, ale narodowa (być może utrwalana przez jakieś rytuały, jak na Rapa Nui

            w rzeczy samej, jeśli opowieści o orle Haasta zostały włączone do przekazywanego w zrytualizowany sposób kanonu (jak pisałem wyżej WKUWANEGO NA PAMIĘĆ słowo w słowo przez zawodowych opowiadaczy), mogły przetrwać i dziesiątki jeśli nie setki pokoleń. Pal sześć wiarygodność treści, ale forma w takich przypadkach była przekazywana bez jakichkolwiek zmian. Taki sposób przekazu był rozpowszechniony w całej Polinezji, nie tylko na Rapa Nui, ale i na Nowej Zelandii właśnie. Z drugiej strony nie mam pojęcia, czy opowiastki o orle miały taki właśnie charakter (niekoniecznie – takiej rytualizacji podlegały raczej genealogie, zwłaszcza wodzów, i historie wędrówek), czy też były jedynie „opowieściami dziadka”. Wspomnienia o polowaniach na moa ponoć przetrwały…

  4. „Iliada i Odyseja tez sa prawdopodobnie zbiorem sag ustnych, spisanych po wielu latach funkcjonowania wylacznie w formie ustnej.” przeczytaj sobie @krzysztofsf „wojne peloponeska” – pierwsze rozdzialy w ktorych tukidydes omawia info o flocie greckiej i taktyce w wojnie trojanskiej. niewiele w iliadzie spraw daloby sie potraktowac powaznie – w sumie po porzadnej analizie zostaje tylko szkielet wydarzen i olbrzymia niepewnosc co do szczegolow. sam tekst ustny funkcjonuje wlasnie jako schemat fabularny wypelniany doraznie konkretami – stad taka wariantywnosc podan, legend itp. jesli by ten mit o wielkich latajacych stworzeniach polujacych na ludzi obejrzec dokladniej byc moze nie zostaloby z niego nic oprocz schematu „cos lata i jest bardzo zle” a takie schematy mozna znalezc i w europie ;) sprawe komplikuje to ze zeby opowiesc mogla zostac przyswojona przez pamiec zbiorowa powinna sie jakos wpisywac w istniejace schematy – „akomodacja schematu” to raczej wynalazek 20 w. :p ale to tylko takie gdybanie bo bez tekstu mitu nie ma mowy o dyskusji.
    @eptesicus: rzucisz jakas bibliografia dla biednego polonisty?

    • ale Schliemann znalazl na tej podstawie wzgorze Hisarlik zawierajace ruiny Troi :)

    • >>rzucisz jakas bibliografia dla biednego polonisty?

      o czym konkretnie? :-)

      • wlasnie o funkcjonowaniu pamieci w grupach… o tekstach mowionych wiem tyle co na folklorystyce przerabialem czyli same ogolniki.

  5. Hle, hle….
    Nie trzeba bylo dlugo czekac na fajny tytul w prasie na temat :))

    http://www.rp.pl/artykul/367260,368197.html

    Żywiły się ludźmi

    Ogromne orły Haasta, które 500 lat temu zamieszkiwały Nową Zelandię, żywiły się głównie ptakami moa, ale mogły polować również na ludzi – donosi „Journal of Vertebrate Paleontology”.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: