Wywóz zabytków: nadchodzą nowe przepisy

Rząd przyjął we wtorek projekt nowelizacji ustawy o ochronie zabytków. Przewiduje on ograniczenie katalogu zabytków, których wywóz za granicę wymaga pozwolenia, do tych najcenniejszych.

Obecnie na wywiezienie z kraju zabytku mającego więcej niż 55 lat, a w przypadku zabytku techniki starszego niż 25 lat, potrzebne jest pozwolenie. Proponowane przepisy ograniczają katalog zabytków, na wywóz których niezbędne będzie pozwolenie.

W projekcie wskazano kategorie zabytków, których wywiezienie z Polski będzie wymagało jednorazowego pozwolenia na ich stały wywóz za granicę. Chodzi np. o zabytki archeologiczne mające więcej niż 100 lat i wchodzące do zbiorów archeologicznych, a także fotografie, filmy oraz ich negatywy mające więcej niż 50 lat, o wartości większej niż 1500 euro. Będą to także książki ponad stuletnie, o wartości przekraczającej 1500 euro.

Pozostałe zabytki będzie można wywozić bez takiego pozwolenia, pod warunkiem, że nie są to zabytki wpisane do rejestru zabytków, nie wchodzą do zbiorów publicznych, nie znajdują się w inwentarzach muzealnych i kościelnych lub narodowym zasobie bibliotecznym.

Nowe przepisy rozszerzają także katalog form ochrony zabytków.

Więcej w depeszy PAP.

Projekt nowelizacji musi oczywiście przejść jeszcze przez Sejm, Senat i biurko prezydenta, nim te przepisy zaczną obowiązywać.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 7.04.2009.

Komentarze 22 to “Wywóz zabytków: nadchodzą nowe przepisy”

  1. Szczegółów projektu nie znam, ale fakt, iż np. skrzypaczka jadąca pograć za granicę musi otrzymać pozwolenie na wywóz własnego instrumentu (co ma miejsce dzisiaj, jeśli instrument ma więcej niż 55 lat) jest dla mnie absurdalny.

  2. Ja już słyszałem o pozwoleniach na wylot „nowego” Herculesa, więc sprawa może być pilna :)

  3. A co to znaczy „zabytki archeologiczne mające więcej niż 100 lat”? Chodzi o czas pozyskania zabytku, czy jego powstania?

  4. Groza.
    Lobby handlowców zwyciężyło.
    Teraz to już resztki materii zabytkowej jaka pozostała w Polsce będzie można spokojnie i bezkarnie wywieźć z Polski. Zwłaszcza przy obecnym kursie euro i różnicy w poziomie materialnym będą łupione do końca zasoby książek, fotografii itp.
    To dokończenie zagłady w tym zakreie jaką była II wojna światowa.

  5. Extra. Dojdzie do sytuacji jak z wywozem popiersia Nefretete, które rzekomo było bezwartościowe… Osoby zajmujące się wyceną zabytków pewnie zacierają ręce na koperty które pewnie zaczną wpływać w zamian za zaniżanie wartości artefaktów.

  6. Cóż, jak rzekłem – szczegółów ustawy nie znam, a wpis trapisty niczego mi nie wyjaśnił w tej materii (więcej dowiedziałem się o jego preferencjach politycznych).
    Póki co myślę sobie: poprzednia ustawa nie zapobiegała nielegalnemu wywozowi dzieł sztuki, za to sam mogłem obserwować, jak np. „konserwatorka” zabytków w moim mieście dwa dni w tygodniu, zamiast zajmować się poważniejszymi sprawami podpisywała pozwolenia m.in. na wywóz 60 letnich skrzypiec, by dziecko mogło zagrać na konkursie za granicą.
    Ja rozumiem, że niektórzy mają nadal socjalistyczne podejście do własności, zgodnie z którym dysponentem mojej własności (np. odziedziczonego po dziadkach obrazu lub rodzinnej zastawy) jest państwo a nie ja sam. Wiem, że 50 lat komunizmu trudno wygnać z głowy.
    Jak pisałem szczegółów nie znam, mam nadzieję jedynie, że publiczne instytucje (muzea, uniwersytety) dysponujące zabytkami archeologicznymi, nie będą mogły nimi handlować.
    A od prywatnej własności państwu wara! I dziedzictwem się tutaj proszę nie zasłaniać.

    • Gunter – ochrona zabytków nie jest oznaką jakichś preferencji politycznych, czy socjalistycznego podejścia do własności, a tylko przejawem dbania o pamięć przeszłości.

      1. Na tej samej zasadzie – jak Ty napisałeś – można by twierdzić, że jakim prawem władza wtrąca się do posiadanego przeze mnie terenu i nie pozwala np. zniszczyć znajdującego się tam grodziska i zakazuje mi tam wystawienia np. hipermarketu, a przy odkryciu na swojej ziemi „skarbu ze Środy” dowiaduję się że to Państwo jest jego właścicielem. Nie pozwala mi chodzić ze szperaczem po moich własnych polach.

      2. Warto wiedzieć, że w wielu krajach i to wielokroć bogatszych w materię zabytkową są również i to często znaczniejsze niż w Polsce ograniczenia i zakaz wywozu. Niemal wszędzie dba się o zasoby zabytkowe i chroni przed ich wywozem z kraju, bo taki materiał postrzegany jest jako wspólne dobro.

      • Czym innym są struktury archeologiczne, czym innym skrzypce i sztućce po prababci.
        Są kraje w których przepisy są bardziej liberalne, niż te które rząd zamierza uchwalić. Cóż to więc za porównanie?
        A jeśli chodzi o skarb – cóż moim skromnym zdaniem państwo powinno obficie nagradzać podobne znaleziska.
        Tak jak normy prawa określają ile powietrza nad moim domem należy do mnie, tak też określać winny (i określają) ile ziemi pod moim domem jest moją własnością. Ale już to co do mnie należy moje jest i basta.
        Oczywiście posiadane trwałe obiekty zabytkowe (dwory, zamki, pałace, kamienice), to kolejny problem. Powinny podlegać ochronie konserwatorskiej, ale moim skromnym zdaniem rolą konserwatora powinno być tutaj bardziej pomaganie i doradzanie niż udawanie żandarma. Wszystkie problemy można rozwiązać rozsądnym prawem, które będzie „obywatelo – centryczne” i szanujące własność prywatną.
        I gwarantuję, że w większości przypadków gospodarz lepiej zadba „o swoje” niż jakikolwiek urzędnik państwowy.

        • Gunter owe przysłowiowe „sztućce po prababci” są dokładnie tym samym co struktury archeologiczne, to są jakby „domowe warstwy kulturowe”. Bez nich nie ma wiedzy i pamięci o przeszłości. Bo gołe mury obiektów zabytkowych, to jakby ciało bez duszy.
          Bez tych lekceważonych przez Ciebie drobnych zabytków, jak i zasobów starych książek tracimy możność odtworzenia wielu aspektów naszej przeszłości.
          A Twojej tezie, że gospodarz „lepiej zadba “o swoje” niż jakikolwiek urzędnik państwowy”, niestety zaperzeczają setki przykładów niszczenia zabytków na różną skalę. Inna sprawa, że często za akceptacją takich urzędników. Ale dzieje się to przynajmniej wolniej, niż gdyby takich przepisów nie było.
          Dla deweloperów i nowobogackich substancja zabytkowa jest zwykle jedynie zawadą, która jest przydatna przy kupowaniu terenu, a później należy jak najskuteczniej ją usunąć. Stąd liczne „przypadkowe” podpalenia, czy też „omyłkowe”, albo „nagłe” wyburzenia.
          Wiele by pisać, ale praktyka pokazuje, że jednak lepsze są takie przepisy, niż puszczenie tego na żywioł, bo wówczas nic by z zabytków w Polsce nie zostało.

          • Górnolotne słowa nie mogą zatrzeć jednej podstawowej prawdy – nikt, ani państwo, ani abstrakcyjne społeczeństwo (czyli kto?), ani jacykolwiek inni ludzie, nie mają prawa decydować o własności jednostki. W normalnych krajach jest to sprawa jasna i oczywista. U nas nie, właśnie dzięki dziedzictwu 60 lat komunizmu, który wmówił nam, że dobro ogółu jest ważniejsze niż dobro jednostki. Otóż nie jest.
            Tylko dzięki poszanowaniu prawa własności mogli kiedyś Czartoryscy kupować działa sztuki, które możemy teraz oglądać w Krakowie.
            Mogę też pokazać setki przykładów na to jak publiczny zarząd (samorządowy, państwowy etc) doprowadza do niszczenia zabytków. Znam miasta w których władze burzą zabytki (np. średniowieczne mury obronne), bo im tak łatwiej, wygodniej, bo to stare, brzydkie i zrobimy sobie nowe ładniejsze. Ludzka głupota nie jest ograniczona do deweloperów i prywatnych właścicieli.
            Raz jeszcze powtórzę prawo własności jest święte. A sztućce po pradziadkach nie są narodowym dziedzictwem, tylko moim prywatnym, odziedziczonym po moich przodkach, którzy kiedyś własną pracowitością, albo pomysłowością na nie zarobili.
            A kto myśli inaczej jest socjalistą.

            • Nie wszystko co nie odpowiada Twoim poglądom jest socjalizmem.

              Różne ograniczenia „świętych praw własności” są znane od wieków, kiedy o myśli socjaliźmie się jeszcze nie śniło, kiedy po prostu przedkładano dobro ogółu na prawo jednostki do władania jego własnością. Choćby dla potrzeby budowy dróg, murów, mostów, zapór itp.

              To właśnie osoby głoszące jak Ty taką nieograniczoną – nawet dobrem ogółu – świętością ich prawa własności, są socjalistami, tylko że w nowej wersji tego pojęcia – nowobogackiej. („po nas choćby potop”).

              Przy takim jak Twoje rozumowaniu Wielka Brytania jest od wieków najbardziej socjalistycznym krajem świata i nie jest przy tym krajem – w Twoim rozumieniu – normalnym, bo w wielu aspektach ogranicza własność jednostki – np. rygorystycznie chroni substancję zabytkową, musisz np. remontować budynki z wykorzystaniem tradycyjnych materiałów i pod dyktando konserwatora; zabrania właścicielowi ograniczania prawa przechodu przez jego teren, gdy istniała tam dawniej jakaś najmniejsza nawet ścieżka i w razie wykonania jakiegoś ogrodzenia musi dać w nim jakąś furtkę lub drabinę umożliwiającą przejście, nie pozwala budować się według swojego widzimisię, trzeba dostosować się do różnych przepisów, itp., itd.

              Ale te wszystkie ogranczenia są dla ludzi tam żyjących sprawą jasną i oczywistą, i to nierzadko od wieków.

              Wykazujesz przy tym brak znajomości historii Polski, gdyż wiele z ograniczeń owego „świętego” prawa własności ma metrykę wielokroć starszą niż owe 60 lat komunizmu.

              Nie masz też wiedzy o dziejach ludzkości, bo owego przekonanie że dobro ogółu bywa ważniejsze niż dobro jednostki, nie zawdzięczamy – jak Ci się wydaje – „dziedzictwu 60 lat komunizmu”, ale pojawiło się już przed wieloma wiekami.

              Zadziwia mnie też Twoje stwierdzenie że „tylko dzięki poszanowaniu prawa własności mogli kiedyś Czartoryscy kupować działa sztuki, które możemy teraz oglądać w Krakowie”, jako że niejednokrotnie pozyskiwali oni obiekty do swoich zbiorów właśnie z naruszeniem prawa własności.

              Ale przykład tych zbiorów jest dobry dla zilustrowania właśnie takiego rozumienia jak Twoje. Bo zbiory Czartoryskich, gromadzone z pietyzmem przez pokolenia z nastawieniem udostępnienia ich polskiemu społeczeństwu, są obecnie – przez „nieoczekiwanych” spadkobierów, nie mających sobie za nic marzenia i deklaracje oraz zobowiązania swoich wielkich przodków – stopniowo łupione i to w dodatku z naruszeniem prawa własności osób trzecich, które w dobrej wierze przekazały eksponaty do tych zbiorów, a teraz zostały (zostaną) one sprzedane.

              Masz przy tym chyba jakieś rozdwojenie jaźni. Bo raz uważasz, że należy chronić zabytkowe struktury (archeologiczne) dla dobra ogółu/wiedzy, a drugim razem twierdzisz, że od zabytkowych struktur („kulturowych”) innym wara, gdy są Twoją własnością.

              To że znasz setki przykładów jak to publiczny zarząd (samorządowy, państwowy etc) doprowadza do niszczenia zabytków, nie znaczy że lepiej byłoby gdyby zostało to rzucone, jak chcesz na pełny żywioł. Jestem wręcz pewien że byłoby wielokroć gorzej, wtedy nie pozostałaby nawet te smętne resztki jakie są.

              Ty znasz „miasta w których władze burzą zabytki (np. średniowieczne mury obronne), bo im tak łatwiej, wygodniej”, ja dałem tu kiedyś przykład podobnego zachowania władz najstarszej polskiej uczelni, gdzie zburzono idealnie zachowany fragment muru średniowiecznego i w XVI wieczne piwnice będące w całkiem dobrym stanie. I to bez zbadania. No ale działo się to pod „światłą kontrolą” archeologa…

              • O ile wiem istnieją powszechnie przyjmowane definicje socjalizmu. Poszanowanie własności prywatnej nie mieści się w ich ramach.
                O ile wiem termin „rozdwojenie jaźni” to anachronizm. Psychologowie mają różne okreslenia na to zjawisko, w tym „osobowość mnoga”. Ja nie znam historii, ty psychologii. Co z tego wynika?
                Nie widzę konfliktu miedzy tym co pisałem. Pisałem bowiem już wcześniej o pewnych ograniczeniach prawa własności, np. o tym, że prawo reguluje ile nieba nad moją posiadłością należy do mnie (ze względu na ruch powietrzny). Analogicznie ile ziemi pod moją posiadłością jest moje (choćby ze względu na eksploatację górniczą). Analogiczne przepisy już dziś regulują kwestie prawne związane z archeologią. I słusznie.
                Kwestia czartoryskich ilustruje jedynie fakt, iż także my posiadamy na swoim terytorium nieco dzieł sztuki i zabytków, tóre u nas nie powstały, a zostały przywiezione skądinąd. Możemy je oglądać tylko dlatego, że kiedyś ludzie nie mieli pomysłów na abstrakcyjne dziedzictwo narodowe, w prywatnym kredensie.
                Sprowadzasz moje poglądy do absurdu. To tania sztuczka erystyczna. Nigdzie nie pisałem o tym, ze prawo własności nie podlega ograniczeniom, ale ograniczenia te powinny być precyzyjnie określone i przyjazne obywatelowi.
                „Dobrem ogółu” tłumaczono już niejedną zbrodnię w historii ludzkości. Może dlatego, że dobro ogółu strasznie ciężko zdefiniować, podobnie jak dziedzictwo narodowe.
                Problem dobra społeczności, z abstrakcyjnym dobrem ogółu niewiele ma wspólnego. Rzeczywiście pojęcie to znane jest od dawna. Występuje już w tradycyjnych społecznościach plemiennych. Niech mi jednak ktoś łaskawie wyjaśni, jakim dobrem społeczności motywowany jest zakaz wywozu 19-wiecznej zastawy stołowej po pradziadku? Co przeciętnemu Kowalskiemu taki zakaz da dobrego?
                A kwestie współczesnych spadkobierców są nieco bardziej złożone. To między innymi w imię „dobra ogółu” i „dziedzictwa narodowego” znacjonalizowano majatki arystokracji. Dwory i pałace zamieniano na szkoły, centra PGRów i domy kultury. Zabytki ruchome gromadzono w muzealnych magazynach. Przez 60 lat udało się zniszczyć etos pewnej warstwy społecznej. Dzisiejsi spadkobiercy są właśnie dziećmi i wnukami „dobra ogółu”. Można zadać sobie pytanie dlaczego w krajach, w których do takiego eksperymentu społecznego nie doszło, potomkowie dawnej arystokracji potrafią zadbać o dziedzictwo swoich przodków?
                I na koniec Uniwersytet. Cóż, nie chcesz chyba napisać, że w naszym kraju Uniwerystety są instytucjami prywatnymi?

              • Zapomniałem o Wielkiej Brytanii. Cóż – tam nie tyko można wywozić sztućce. Na podstawie odpowiednich licencji można spokojnie handlować zabytkami archeologicznymi.
                Pomimo to sytuacja brytyjska nie specjalnie przystaje do polskiej. To kraj o ciągłości władzy nieporównywalnie dłuższej niż nasza. Kraj w którym nie ma obywateli (a jedynie poddani królowej) i konstytucji. Kraj w którym uchwalona w 13 wieku Wielka Karta Swobód nadal jest fundamentem porządku państowego.
                A prawo własności jest tam obdarzane znacznie większym szacunkiem niż u nas.
                Aha – drogę to i nas trzeba udostępnić, tyle, że często takie przepisy się olewa…

  7. @ gunther
    „..mam nadzieję jedynie, że publiczne instytucje (muzea, uniwersytety) dysponujące zabytkami archeologicznymi, nie będą mogły nimi handlować.”

    zdaje się, że te kwestie reguluje ustawa o muzeach, która jest jednoznaczna (zgodę na zbycie muzealiów wydaje wyłącznie minister, a nie wojewódzki konserwator zabytków, a i to w wyjątkowych przypadkach). Tak więc zmiana zasad wydawania pozwoleń na wywóz za granicę nic tu nie zmienia.

    Poza tym znakomitym przykładem paranoi obowiązującego (do bardzo niedawna) prawa był ostatni mega-skandal z wywozem materiałów Herberta przez jego rodzinę… więc nic więcej, ponad to, co napisałeś, dodawać nie trzeba.

  8. Czyli ikony z XVI wieku, jesli nie sa wpisane do rejestru mozna juz wywozic bez zezwolenia?

    • Obecnie nie. A czy będzie można, gdy nowe przepisy wejdą w życie trudno powiedzieć, bo nie jest to ostateczny kształt przepisów. Wiele może się jeszcze zmienić w Sejmie.

      • Ale projekt zmierza w tę stronę by można było takie ikony wywieźć bez najmniejszego problemu, nawet bez jakiekolwiek pozwolenia, bo łatwo stwierdzić że ich wartość nie przekracza 1500 euro.

        Oczywiście że wiele może się zmienić w Sejmie, ale kierunek zmian jest pustoszący dla polskich „domowych warstw kulturowych”. Nie zdziwiłbym się gdyby nawet podnieśli dolną granicę wartości, bo co to jest dla posłów 1500 euro…

  9. Głosowanie! Kto uważa, że ta cała nowelizacja się sprawdzi, ręka do góry.

    • Tu nie chodzi o głosowanie. Skoro nie znamy szczegółów ustawy, zresztą nikt nie zna (bo pewnie w sejmie pojawią się do niej poprawki), to takie głosowania nie mają sensu.
      Mamy przedstawicieli w parlamencie – posłów i senatorów, trzeba u nich lobbować za odpowiednim kształtem ustawy. A jak nie będą chcieli słuchać, to w następnych wyborach trzeba ich olać.
      A poza tym – mamy internet, blogi, YouTube, serwisy społecznościowe, informacja o pośle, który nie miał czasu na rozmowę o ustawie może szybko się roznieść.

      • „Mamy przedstawicieli w parlamencie – posłów i senatorów, trzeba u nich lobbować za odpowiednim kształtem ustawy. A jak nie będą chcieli słuchać, to w następnych wyborach trzeba ich olać.”

        Moze ewentualnie senatorow – bo na poslow nie ma u nas wyborow imiennych (praktycznie) a z listy .

  10. Nie chcę mi się czytać wszystkich wypowiedzi. Chodzi mi o wypowiedź niejakiego trapisty.Znam tego typu opinie, słyszałem je wiele razy, więc drobnymi różnicami się nie będę przejmował.

    W cywilizowanym społeczeństwie szanuje się prawa innych ludzi. W barbarzyński socjalizm nie szanuje niczego. Skoro w wielu państwach na właścicieli pewnych dóbr narzucane są ograniczenia/kajdany, to widać, do jakiego zdziczenia doszło przez kolejne socjalistyczne rządy.

    Jednym z praw podstawowych praw jest prawo własności, co wielu bardzo kłuje w oczy, gdyż zdecydowana większość ludzi ma mniej niż by chciała mieć.
    Podoba się Wam, czy nie, prawo własności powinno być szanowane, bo tylko dzięki temu wiele obiektów o dużej wartości historycznej i materialnej przetrwało do naszych czasów.

    Co więcej, każdy właściciel powinien mieć prawo robić ze swą własnością cokolwiek mu się spodoba.
    Jeśli prywatna osoba ma coś cennego, to w jej interesie jest dbanie o tę rzecz, by nie straciła na wartości. Nie można tego powiedzieć o właścicielu państwowym, którego często nie stać na konserwację dzieł. Owszem, czasem trafi się ktoś, kto zniszczy coś wartościowego(pojęcie subiektywne, dla tej osoby może wartość była niewielka, np zniszczenie miejsca wykopaliskowego, w celu zabudowy terenu).
    Jeśli komuś się to nie podoba, niech odkupi zagrożoną zniszczeniem własność, lub płacą odszkodowanie za opóźnienie zniszczenia(na czas zbioru funduszy na wykup) i wtedy robi z nią co uważa za stosowne.

    Trapista pisze, że wtedy dobra kultury/historyczne będę wyprzedawane. Chciałem przypomnieć, że Polska nie była ważnym ośrodkiem kulturalnym czy sztuki(rodzime dzieła często są u nas warte więcej niż za granicą- na bezrybiu i rak ryba). Owszem, na stanowiskach archeologicznych można wykopać jakieś drobiazgi, dowiedzieć się czegoś o historii, ale powiedzmy sobie to szczerze, zainteresowanych wykopaliskami jest niewielu i jakiegoś gigantycznego znaczenia krajowe odkrycia nie mają(w wąskim gronie może tak, ale czemu za „zysk” wąskiego grona ma drogo płacić właściciel terenu, gdzie są prowadzone wykopaliska(rzadko kiedy właściciel może na tym zyskać)?
    Wiele cennych dzieł sztuki zostało sprowadzonych do Polski przez prywatnych zbieraczy czy handlarzy, tylko dzięki temu, że nie było zakazów wywozu. Gdyby były ograniczenia w handlu dziełami sztuki, to prywatne kolekcje(na których bazują teraz muzea i biblioteki) by się nie mogły rozwijać. Częstą metodą pozyskiwania dzieł jest wymiana,a przy zakazach w obrocie, nie może do niej dojść. Przez obecne przepisy handlarze i kolekcjonerzy nie mogą się pozbyć niezbyt wartościowych dóbr/dzieł (dla nich, niekoniecznie dla innych), które w normalnej sytuacji wymieniliby na coś cenniejszego(polonika). Zakaz wywozu dotyka w tych, którzy te zakazy tworzą!
    Trapisto, czy jesteś świadom(a) , że na dzień dzisiejszy nie można wywieźć bezwartościowej gazetki z lat 40-tych, czy własnego dziennika, jeśli pierwsze wpisy są z lat 40-tych, czy starsze?
    Mam spory zbiór różnych książek, grafik, map, z których wiele mnie już nie ciekawi. Niestety nie mogę ich sprzedać i z pozyskanych funduszy sprowadzić tego co mnie interesuje z zagranicy, bo na Polskim rynku nie ma na moje zbiory popytu. Skoro nie mogę czegoś sprzedać, to nie jestem w stanie kupić i sprowadzić do Polski poloników, które mnie interesują. Gdybym mógł wymienić się z znajomymi handlarzami czy zbieraczami z Zachodu, to zbiory poloników w naszym kraju mogłyby się powiększyć, a kto wie, może pewnego dnia trafiłyby do jakiegoś muzeum, czy biblioteki.
    Czasem sprowadzam polonika z zza granicy, poza jednym przypadkiem, nie było ograniczeń w handlu antykami, mogłem kupować sporo, nawet XV-XVI grafik/map/książek. Za to z Polski nie można wywieźć makulatury czyli np. „przekroju” z 1947 roku, bo jest to „dobro kultury narodowej”.

    Powtarzam, jeśli ktoś uważa, cudzą własność za coś cennego ze względów historycznych, naukowych, czy kulturalnych, to niech wykupi za uczciwą cenę (wyłącznie za zgodą właściciela, a nie poprzez wywłaszczenie), a nie zabrania mu korzystać z prawa własności. Ten kto posiada prawo własności, ten posiada prawo użytkowania, więc jeśli ktoś chciałby wykorzystać (np. do celów naukowych) cudzą własność, niech uzyska zgodę właściciela(czasem odpłatnie) lub wykupi dzieło/teren i robi z nią co zechce.

    Szanujmy prawa innych. W przeciwnym razie ludzie nie będą mieli żadnych praw, tylko obowiązku wobec wszechobecnego państwa.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s