Wojna równie stara jak ludzkość

Przez lata przeważał pogląd, że wojna jest stosunkowo młodym tworem naszej kultury. Teraz jednak – jak pisze New Scientist – antropolodzy, archeolodzy, prymatolodzy, psycholodzy i politolodzy zaczynają osiągać konsensus – nie tylko wojna jest równie stara jak ludzkość, ale odegrała znaczącą rolę w naszej ewolucji.

stele_of_vultures_detail_01

Sumeryjscy wojownicy depczący wrogów. Stela Sępów z około 2450 roku p.n.e. Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.5. Autor: Eric Gaba

To podejście pozwala wyjaśnić takie fenomeny jak wojny gangów. Wydaje się też, że to podczas wojen rozwinęliśmy umiejętność współpracy. Takie wnioski wyciągnęli naukowcy podczas konferencji, która odbyła się w ubiegłym miesiącu na Uniwersytecie Oregonu w Eugene (USA).

– Obraz, który się wyłonił był całkiem zgodny – mówi Mark Van Vugt, psycholog ewolucyjny z Uniwersytetu Kent (Wlk. Brytania). – Wojna jest z nami od co najmniej kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset tysięcy lat – mówi naukowiec. Jego zdaniem była ona powszechna już nawet u wspólnego przodka ludzi i szympansów i wywierała duża presję selekcyjną na ludzkie gatunki.

Badania wskazują, że wojna jest odpowiedzialna za śmierć co najmniej 10 proc. mężczyzn wśród współczesnych łowców-zbieraczy. Prymatolodzy podkreślają zaś, że zorganizowana przemoc występuje również wśród grup szympansów. W przypadku łowców-zbieraczy i szympansów ma ona charakter rajdów przeprowadzanych przy liczebnej przewadze na sąsiednie grupy. Napastnicy zazwyczaj korzystają z tego, że część wrogów oddaliła się od swojej grupy w poszukiwaniu jedzenia (zazwyczaj samce). Takie ataki z zaskoczenia są więc mało ryzykowne dla napastników. Zdaniem naukowców ich celem jest osłabienie sąsiednich grup. Pozwala to powiększyć kontrolowane terytorium, a tym samym szanse przeżycia.

Ta grupowa przemoc wykształciła zdaniem naukowców pewne psychologiczne dostosowanie. U mężczyzn, którzy ze względu na budowę ciała bardziej od kobiet nadają się do walki, wykształcił się mechanizm kierowania agresji na zewnątrz swojej grupy i współpracy wewnątrz niej. Zdaniem naukowców taka koalicyjna agresja, czyli łączenie się w grupy by z kimś walczyć, jest powszechna u mężczyzn, a bardzo słaba u kobiet.

Więcej w New Scientist.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 14.11.2008.

Komentarzy 26 to “Wojna równie stara jak ludzkość”

  1. Twierdzenie, że pierwotne społeczności były pacyfistami brzmią mi jak propaganda ekologiczno-marksistowska (wiem, ciekawy zbitek). Wszystkie te teorie upadły już dawno, bo w latach bodaj ’70 zaobserwowano pierwszy rajd szypansów zakończony skatowaniem osobnika z innej grupy. Wszystko wskazuje więc na to, że wszelkiego rodzaju wojny mamy zapisane w genach. Były już na ten temat prace psychologów ewolucyjnych czy opisy konfliktów zbronych u plemion Ameryki Łacińskiej. Jest to IMO bardzo ciekawe zagadnienie gdyż abowiem o tym będzie moja praca magistrska :)

  2. To żadna nowość, koledzy amerykańscy najwyraźniej nie czytali prac Konrada Lorenza sprzed 50-40 lat. Jest to o tyle dziwne, że „Das sogenannte Böse” zostało opublikowane po angielsku nawet w popularnej serii Routledge Classics i używaną można kupić w Amazonie za trzy dolary.

  3. mysle ze czytali – tak zwane zlo jest juz taka klasyka ze kazdy to chyba czytal. to jest raczej jnfo z cyklu: ustalismy wlasnie ostateczny intersubiektywnie obiektywny konsensus i jak ktos nie ma naprawde mocnych argumentow to niech lepiej da sobie spokoj z tym tematem

  4. Ba, zwierzęta czyli szympansy znają nawet wojny domowe. Czytałem opis konfliktu wewnątrz stada, który zakończył się jego poważnym osłabnieniem, bo samce podzielone na dwa zwalczające się obozy, wybiły się niemal do nogi ułatwiając ekspansję innym stadom.

  5. No tak, ale takie wojny to dla mnie – przy całym szacunku tylko utarczki, takie mniej lub bardziej pospolite ruszenie. Tak robi WIĘKSZOŚĆ drapieżnych czy wszystkożernych (szympanse czy pawiany wcale nie są bynajmniej wegetarianami lubią sobie co nieco mięsnego przekąsić) zwierząt stadnych. Wojna IMO rozpoczyna się tam gdzie zadaniem części osobników jest zorganizowane działanie przeciw osobnikom własnego gatunku (dlatego miałbym także pewne wątpliwości co do termitów czy mrówek, bo one prowadzą działania wojenne przeciw osobnikom pokrewnych lub obcych gatunków) któremu to zajęciu poświęcane jest gros czasu. Z tego powodu uważam, że bliżej tej definicji są na przykład delfiny butlonose z rejonu Australii, które tworzą często coś w rodzaju „bojówek”, których zadaniem jest molestowanie, dręczenie i porywanie osobników swojego gatunku (ale z innych stad). A inne delfiny często „dokarmiają” bojówki, bo nie mają już one czasu na całkowicie samodzielne zdobywanie pożywienia.

  6. PS „Zdaniem naukowców taka koalicyjna agresja, czyli łączenie się w grupy by z kimś walczyć, jest powszechna u mężczyzn, a bardzo słaba u kobiet” – chyba nie oglądali koleżanek Kazi Szczuki w akcji, he he :-)

  7. >>takie mniej lub bardziej pospolite ruszenie

    pospolite ruszenie to też wojna. Inaczej znaczną część wojen z historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów musielibyśmy uznać za „nie-wojny”. Uznalibyśmy też, że wojen nie toczyły np. dawne plemiona indiańskie, bo wojownicy nie byli na żołdzie – po prostu „zwykli ludzie” co jakiś czas brali włócznie, łuki, tomahawki i ruszali na wojenną ścieżkę

  8. eptesicus, IMO postawienie sprawy jak podczas ww. konferencji świadczy tylko chyba o postępującym ubóstwie pojęciowym współczesnego świata. Przepraszam, ale dla mnie przemoc, konflikt i wojna to nie jest pojęciami tożsamymi, aczkolwiek istnieje w nich jakaś część wspólna. W starożytnym Egipcie (tym najstarszym) konflikty były prowadzone nie przez żołnierzy, a przez chłopów z bronią i były to – dla mnie – działania wojenne, ale nie wojna, aczkolwiek „dowództwo” tez było już zawodowe. I to zawodowstwo (choćby wąskie) jest istotne (tak jak w bitwie pod Salamina większość Greków nie była sprofesjonalizowana, ale już dowództwo ze strategami na czele to już byli profesjonaliści). Kiedyś w języku polskim były używane słowa zagon lub rajd http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzia%C5%82ania_rajdowe – i one dobrze oddają charakter ww. zjawiska. Później dopiero wykształciły się mniej lub bardziej stałe formacje wojskowe. Przyznam, że to dla mnie jest kluczowe, ale nie nawet sam bezpośredni podmiot wojny (chodzi mi o zjawiska typu „Kartoffelkrieg” 1778-79 etc.). Zresztą te działania w czasach prehistorycznych i wśród naczelnych mają charakter „rozpoznania bojem”, tak gdzie są „miękkie podbrzusza” tam są prowadzone działania, przy każdej nadarzającej się okazji, bez planowania „zróbmy to później bo mimo że teraz można to później efekty będą lepsze”. Po prostu stały nacisk, a tam gdzie on ustępuje tam prowadzi się zagon. Chyba, że podczas tej konferencji byliśmy świadkami narodzin nowej nauki pt. „myśl strategiczna i taktyczna wśród szympansów” ;-)

  9. @Galaktyczny Edek: w angielskim jest to rozróżnione na war i warfare. Można to tłumaczyć jako wojnę i konflikty zbrojne.

  10. Ludzie. Piszecie wypowiedzi na kilkaset słów, a używacie tego parszywego IMO…:-(

  11. A teraz mamy podział na wojny prowadzone przez Rosję – „agresje” i wojny prowadzone przez USA – „misje” oraz wojny prowadzone przez Izrael – „samoobrona” ;). Dajcie spokój z tymi podziałami na „wojnę” i „konflikt”. Więcej w tym echa propagandy niż użytecznych terminów. A jak ludzie spotkają kosmitów i zaczną z nimi walczyć, to tez trzeba będzie wprowadzać kolejny termin?

  12. Rusek, spod klawiatury mi to wyjąłeś, aczkolwiek dopiero wpadło mi to do głowy rano, gdy przespałem się z tym problemem. Myślę, że to byłoby właściwe postawienie sprawy. Tak jak w geometrii każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem, tak każda wojna jest konfliktem, ale nie każdy konflikt jest wojną.

    Zan, można też bardziej uprościć sprawę, na przykład Beavis i Butt-head używali słowa „cool” na wszystko co pozytywne a „sucks” na wszystko co im się nie podobało. Taka „uniwersalizacja i uniformizacja językowa”. O!

  13. Ja bym nie dzielił w ten sposób wojny, bo to sztuczne. Profesjonalizacja i skala konfliktu nie zmieniają jego podstawowego charakteru i jego paskudności.

    Galaktyczny Edku, ogromna część uczestników I i II wojny światowej to byli chłopi z bronią, tylko dowództwo było złożone z zawodowych żołnierzy. Przykład z Salaminą jest też niezbyt trafny. W greckich polis każdy obywatel był żołnierzem. Przechodził przeszkolenie, miał broń i obowiązek stawienia się z nią, gdy został wezwany. W zasadzie ludzie ci byli lepiej przeszkoleni niż ogromna część czerwonoarmiejców i mam na myśli nie tylko Spartan. Ogromna większość średniowiecznych wojen opierała się na pospolitym ruszeniu wyższych klas, które moim zdaniem w generalnym zakresie niczym nie różniło się od pospolitego ruszenia grupki zbieraczy.

    Napisałeś „Wojna IMO rozpoczyna się tam gdzie zadaniem części osobników jest zorganizowane działanie przeciw osobnikom własnego gatunku” Pospolite ruszenie zawsze jest zorganizowanym działaniem. Ktoś wzywa do stawienia się, ktoś obejmuje dowództwo i wyznacza dowódców określony grup, przydziela im zadania (wy z prawej, my z lewej, a wy czekacie na sygnał). To już organizacja, choćby chwilowa i prymitywna. I taka organizacja jest nawet wśród niewielkiej grupy zbieraczy.

  14. Ehh… Panie Wojciechu: problem w tym, że nie rozmawiamy tutaj o IIWŚ czy Wojnach Perskich. Sięgamy problemem wiele setek lat wstecz, przed powstaniem pańatwowości. Wtedy walczyło się raczej nie z powodów czysto racjonalnych (choć nikt tego nei wyklucza), ale przewagę miał rytuał i prestiż. W tamtych konflikatch brakowało taktycznych działań operacyjnych, wyraźnego systemu dowodzenia, dyscypliny i planowania*.

    Trzeba też wiedzieć, że nie mówimy już teraz o szympansach. to był tylko przykład na wystepowanie pierwotnej agreji u naczelnych.
    Meyers dzieli wojny na dwie grupy: endemiczne (warfare) gdzie społeczności bazują na niematerialistycznym rozumieniu pojęcia mocy, władzy i zasobów oraz instrumentalne (war)które bazują na materialistycznym pojęciu tych rzeczy*.

    @Galaktyczny Edek: ten rodział pojęć to oczywiście nie jest mój wymysł, tylko zaczerpnąłem to z literarury. pozwolę sobie teraz właśnie polecić wszem i wobec bardzo ciekawą książkę, niejako robiąc też bibliografię do mojego posta :) (nawet do zamówienia z UAM):
    * Sny, trofea, geny i zmarli, red. T.Buliński, M. Kairski, Poznań 2006.

  15. @ Rusek
    To Galaktyczny Edek zaczął pisać o wojnach perskich i starożytnym Egipcie wykazując, że tam była za mała profesjonalizacja, by mówić o wojnach. Ja tylko się do tego odniosłem, wykazując że w zasadzie ten sam stopień profesjonalizacji był podczas II WŚ.

    „Wtedy walczyło się raczej nie z powodów czysto racjonalnych (choć nikt tego nei wyklucza), ale przewagę miał rytuał i prestiż. W tamtych konflikatch brakowało taktycznych działań operacyjnych, wyraźnego systemu dowodzenia, dyscypliny i planowania” – jak nic pasuje do całej masy średniowiecznych wojen, a zwłaszcza wypraw krzyżowych :).

  16. Oczywiście że tak. Czecz wygląda jednak tak, że zmieniły się priorytety. Wcześniej wojny prowadzono z przyczyn nazwijmy to rytualnych a niejako przy okazji czerpano z tego inne korzyści (nie to było głównym celem) a w przytoczonych przez Ciebie wojnach średniowiecznych i wyprawach krzyżowych było wręcz odwrotnie (jakkolwiek nie działałaby propaganda o ochronie miejsc świętych, odpustach i wogóle). Zresztą cieżko przy wyprawach krzyżowych mówić o braku organizacji czy działań operacyjnych. Tymczasem gdy np. Indianie atakowali jakiś cel to rzucali się gromadą i każdy dbał tylko o siebie: o swój prestiż i honor. Nie było tam jakiś dowódców ze wzgórza kierujących wojskami itp.

  17. „Zresztą cieżko przy wyprawach krzyżowych mówić o braku organizacji czy działań operacyjnych.”

    Oj z tą organizacją, zwłaszcza przy pierwszych wyprawach, to bym nie przesadzał :) Szczegółów nie pomnę, bo już strasznie dawno nic o tym nie czytałem, a nie mam pod ręką mojego księgozbioru, ale zostało mi w pamięci wrażenie chaosu i totalnej improwizacji.

    „Tymczasem gdy np. Indianie atakowali jakiś cel to rzucali się gromadą i każdy dbał tylko o siebie”
    To w zasadzie jak rycerze podczas bitwy. Nieraz mieli gdzieś dowódców i starali się pierwsi dopaść wroga dla chwały i okupu za pojmanego rycerza strony przeciwnej. A dowódca na wzgórzu to dla średniowiecza rzecz dość rzadka. Zazwyczaj sam rzucał się na początku na wroga i tracił kontrolę nad wydarzeniami. Jagiełło pod Grunwaldem zrobił tu solidny wyjątek opierając się na taktyce mongolskiej, dla której dowodzenie ze wzgórza było charakterystyczne.

    Poza tym myślę, że twój opis taktyki Indian jest dla nich trochę niesprawiedliwy. Z tego na ile znam bitwy Dakotów (choćby Little Big Horn), wiem, że nierzadko przebieg zdarzeń kontrolował jakiś wódz, który kierował do walki kolejne grupy wojowników przydzielając im określone zadania.

  18. Edku

    nawet jeśli nie wszystkie konflikty zbrojne zasługują na miano wojny (może to kwestia skali działań, stopnia koordynacji?), to rozróżnienie między nimi nie może się opierać na stopniu profesjonalizacji walczących („walczą tacy, co ich społeczeństwo musi utrzymywać, bo nie mają czasu na nic innego”). Prowadzi to bowiem do absurdalnych wniosków. Przykład z greckimi polis jest świetnym przykładem – były one z definicji niezdolne do prowadzenia wojny, bo nie miały zawodowej armii, po prostu wszyscy wolni mężczyźni podlegali szkoleniu wojskowemu. Mieli w domach hełmy, tarcze, pancerze, miecze, włócznie i w razie potrzeby przeobrażali się w ciężkozbrojnych hoplitów, formującyh falangę.

    Może zadymy szympansów czy kilku łowców-zbieraczy podkradających się do obozu sąsiadów, aby porwać ogień, to jeszcze nie wojna. Ale trudno upierać się, że bitwa dwóch plemion (po kilkaset osób z każdej strony), w których zwykli rolnicy czy myśliwi na jeden dzień stali się wojownikami, zaś wodzowie dowodzą całą rozpierduchą ze wzgórz nad polem, to również nie jest wojna. Rozumiem, że Majowie również nie toczyli wojen. Ani Maorysi. Pytanie tylko co zrobić z niektórymi wojnami kolonialnymi, gdzie po jednej stronie stała profesjonalna armia (np. brytyjska), a po drugiej stronie wojownicy jakiegoś miejscowego ludu, nie posiadającego profesjonalnej armii (np. Maorysi właśnie). Czy to wojna, czy nie? To samo z podbojem Dzikiego Zachodu. Kawaleria USA to była profesjonalna siła zbrojna. A indiańscy wojownicy? Stawali naprzeciw siebie w wielkich bitwach, w których uczestniczyły po obu stronach setki ludzi. Nie wojna? Może dla jednej strony wojna, dla drugiej nie? Absurd. Są i były społeczności, nie tylko pierwotne, w których „zwykli mężczyźni” (albo i kobiety też) bywali z definicji uzbrojeni. Nie musiał ich nikt utrzymywać. Np. osadnicy europejskiego pochodzenia w krajach pozaeuropejskich. Ot choćby Burowie w Afryce. Farmerzy z karabinami. Czy Bitwa nad Rzeką Czerwoną może mieć coś wspólnego z wojną?

    Obecność lub brak myśli strategicznej, dowodzenie, jasno określone cele konfliktu (inne niż zdobycie paru skalpów czy kobiet, albo zemsta za zabitego wujka) – O.K., można dzielić według tego kryterium. Tu wojna, tu jakieś zadymy. Ale nie profesjonalizacja siły zbrojnej.

    >>IMO postawienie sprawy jak podczas ww. konferencji świadczy tylko chyba o postępującym ubóstwie pojęciowym współczesnego świata

    albo o rosnącym oporze, przeciwko sztucznym podziałom i sztucznemu szufladkowaniu różnych odcieni tego samego zjawiska. Choć może po prostu zmienność różnych form konfliktu zbrojnego jest tak duża i tak PŁYNNA, że trudno postawić granicę między tym co jest wojną, a co nie. Bo rzeczywiście, jak się twierdzi, że zadymy między paroma szympansami to wojna, to powstaje pytanie, czy porachunki mafijne to też jest wojna? Albo rozróby pseudokibiców? Rozumiem o co chodzi Edkowi, ale chyba wybrał totalnie złe kryterium

  19. Słowo „wojna” i „konflikt” są chyba zbyt łatwo ze sobą utożsamiane. Przykładowo ostatnie wydarzenie, jakim jest konflikt rosyjsko-gruziński lub gruzińsko-rosyjski (wsio ryba) zostało nazwane przez dziennikarzy wojną w Gruzji, wywołaną przez Rosjan. A ile to trwa? Dopiero historycy będą mogli stwierdzić, czy to była wojna, czy powstanie. Z kolei z historii wiemy, że trzyletni konflikt w Chinach z przełomu wieków został nazwany powstaniem bokserów. Ja się pytam, co to za powstanie, które trwa nieraz dłużej niż wojna? Jak to w końcu rozgraniczyć czasowo?

  20. powstanie też jest wojną, jeśli jest powstaniem zbrojnym

  21. To ja może zacznę od tego, co nie oże być wojną, czyli pewne podstawowe kryteria. wojna może być między pewnymi grupami ludzi, państtwami społecznościami, grupami religijnymi itp. drugie kryterium to, że działania wolenne muszę być zorganizowane, czyli tkos planuje przeciw komuś, zbiera „ekipę” i rusza do walki. przy czym zorganizowanie polega głównie na planowaniu i poborze wojów. reszta to już zwiększenie złozoności organizacji.
    Natomiast co ja bym nie uważał za wojnę, ot przykład taki; pod sklepem zrobiła się długa kolejka i ludzie zaczęli się kłócić o miejsca, po jakimś czasie wyniknęła szarpanina, a następna zbiorowa jatka. tu nie było organizacji ot wyładowanie agresji. ale już podobnej wielkości grupy huliganów piłkarsich robią sobie ustawkę, albo jakiś gag zbiera swoich karabinierów, by rozprawic się z przeciwnikiem. i tu już są prowadzone wojny.
    oczywiście moim skromnym zdaniem ;)

  22. Zdaniem naukowców taka koalicyjna agresja, czyli łączenie się w grupy by z kimś walczyć, jest powszechna u mężczyzn, a bardzo słaba u kobiet.
    :) ciekawostka :
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5951625,_Ustawka__nastolatek_na_Slasku__zatrzymano
    _10_dziewczyn.html

  23. Wyjątek potwierdzający regułę.

  24. Kiedys widzialem fabularyzowana biografie wodza Zulusow nazywajacego sie czaka.

    bardzo inetersujaco przedstawiono tan zwyczaje murzynskich plemion zuluskich (ciekawe na ile prawdziwie), ktore przedz zjednoczeniem przez czake sproweadzily wojne do tancow rytualnych (troche przypomina to zwyczaje niektórych zwierząt) polaczonych z markowaniem zadawania ciosow.
    Po pewnym czasie jedna ze stron uznawala swoja nizszosc – po takiej bezkrwawej konfrontacji.

    Czaka mial wywolac rewolucje kulturowa , przeprowadzajac prawdziwe ataki w miejsce powyzszych rytualow i podbijajac w celu wcielenia pod swoje rzady kolejne plemiona.

    Moze sie wypowie ktos znajacy faktyczny obraz tych regionow z okresu przed Czaka – czy faktycznie wyeliminowano tam typowe konflikty zbrojne?

  25. Nie wiem, ale wcale by mnie to nie zdziwiło. Jest takie plemie w Ameryce Łacińskiej – Piaora (chyba), które wogóle nie stosuje przemocy. Ani się u nich nie bije dzieci ani nie toczy walk. Maczet i innej broni używają tylko do magicznych rytuałów itp.
    Dlatego śmieszą mnie opinie ludzi, którzy uważają że rytuał nie miał znaczącego wpływu na życie ludzi neolitu i innych dawnych epok…

  26. Dla mnie podział jest prostszy, bez pseudowojskowego zadęcia, mianowicie: bitwa i wojna. Bitwa może się rozgrywać między 2 (lub większą ilością) przeciwnikami i jest krótką potyczką, natomiast wojna to walka między większą liczbą przeciwników, rozciągnięta w czasie i składająca się z iluś bitew- mająca na celu osiągnięcie zaplanowanego wcześniej załozenia. Do prowadzenia bitwy wystarczy instynkt. Natomiast do prowadzenia wojny potrzebny jest rozum- i to nie przypadek, że czynią tak tylko ludzie i Pan troglotydes.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: