Ogromne zamieszanie wokół Stonehenge

No to się porobiło. Mamy już dwie nowe daty pojawienia się pierwszych wielkich kamieni w Stonehenge. Niestety bardzo od siebie odległe.

Trzy tygodnie temu profesorowie Timothy Darvill i Geoffrey Wainwright ogłosili, że pierwsze kamienie (tzw. bluestones, które sprowadzono z Walii) ustawiono w Stonehenge około 2300 roku p.n.e. Miały to wykazać badania radiowęglowe próbek uzyskanych w wyniku pierwszych od 44 lat wykopalisk w obrębie kamiennego kręgu. Była to data o 200 lat późniejsza od dotychczas przyjętej.

W odpowiedzi na twierdzenia dwójki naukowców zespół prof. Mike’a Parkera Pearsona przedstawił właśnie wyniki swoich badań z sierpnia tego roku. Wskazują one, że bluestones ustawiono już około 3000 r. p.n.e. Ta grupa archeologów skupiła się na badaniu jednej z tzw. jam Aubreya, które leżą na obrzeżach kręgu.

Stonehenge dzisiaj. Białe kropki to jamy Aubreya. Niebieskimi kolorem zaznaczono obecne ustawienie bluestones, a szarym sarsenów, czyli największych głazów w Stonehenge (dla czytelności pominięto bloki wieńczące trylity). Plan na licencji GNU FDL. Autor: Adamsan.

Jamy Aubreya to krąg 56 dziur w ziemi, które pojawiły się u samego zarania Stonehenge, czyli około 3000 r. p.n.e.

Zdaniem zespołu Parkera Pearsona ich ostatnie badania wskazują, że w jamach najpewniej stały kamienne głazy. Data 2300 p.n.e. dotyczy zaś ich zdaniem przeniesienia bluestones do wnętrza kręgu.

Już badania w latach 20. XX wieku ujawniły, że kreda (to z niej zbudowana jest wyżyna. na której stoi Stonehenge) w kilku jamach była zmiażdżona w wyniku nacisku ogromnego ciężaru. W oparciu o to sugerowano, że kiedyś w jamach stały głazy. Późniejsze badania w Stonehenge skłoniły naukowców do zarzucenia tej teorii. Jednak podczas tegorocznych wykopalisk jednej z jam archeolodzy z zespołu Parkera Pearsona ponownie natknęli się na zmiażdżoną kredę i uznali, że najpewniej spowodował to nacisk głazu.

Zdaniem naukowców głazy pełniły funkcję nagrobków dla osób, których skremowane szczątki składano m.in. w jamach Aubreya.

Datowanie pojawienia się bluestones, to nie jedyny temat sporny między obiema grupami naukowców. Darvill i Wainwright uważają, że Stonehenge było prehistorycznym centrum uzdrawiania chorych. Parker Pearson i jego współpracownicy odrzucają tę tezę. Ich zdaniem był to przede wszystkim cmentarz dla elity. Darvill i Wainwright nie zaprzeczają tej tezie, ale przekonują, że najsłynniejszy krąg świata miał więcej funkcji.

Na podstawie BBC i Telegraph.co.uk.

Ja znów dorzucę swoje trzy grosze. Brakuje mi w doniesieniach o domniemanych śladach głazów w jamach Aubreya datowania owego zmiażdżenia. Wiemy bowiem, że jamy powstały około 3000 roku p.n.e., ale nie oznacza to przecież, iż od razu musiały w nich stać głazy. Ludzie mogli je tam ustawić w kilkaset lat po wykopaniu jam. Przecież wtedy też powstałyby ślady, na które powołują się archeolodzy.

~ - autor: Wojciech Pastuszka w dniu 10.10.2008.

Komentarzy 37 to “Ogromne zamieszanie wokół Stonehenge”

  1. Podstawowym problemem powyższego tekstu (zapewne obiektywnym – trudno wyjść poza treść oryginalnego przekazu Brytyjczyków) jest niedostatek informacji. Nie jestem przy tym pewien, czy temu deficytowi nie towarzyszy brak zrozumienia kilu kwestii metodycznych:
    1. co podlega datowaniu fizycznemu, tzn. z czym związana jest próbka?
    2. jaka jest relacja próbki do kontekstu, z którego pochodzi?
    3. jakie możliwości interpretacyjne wynikają z powyższej relacji, tzn. jakie są możliwości datowania kontekstu na podstawie daty próbki.

    Praktycznie tylko w nielicznych przypadkach archeolog ma szanse pobrać próbki i uzyskać daty C14, które można uznać za równorzędne dla próbki i dla kontekstu; takim przypadkiem może być np. jama ze zwęglonym zbożem zalegającym na spągu.
    Już w przypadku grobu ciałopalnego z resztą stosu data próbki odnosi się do daty ścięcia drzewa i pozyskania przyszłego opału. W tym przypadku zazwyczaj jama grobowa powstaje jednorazowo i kontekst jest „zamykany” po akcie pogrzebu, niemniej „śmierć” drzewa będącego źródłem opału i śmierć człowieka (oraz jego pogrzeb) to wydarzenia niekoniecznie bliskie sobie czasowo.

    W sytuacji opisanej w tekście wyżej nie wiadomo (w każdym razie z tekstu to nie wynika), jaki jest charakter próbek – przede wszystkim z której części wypełniska jamy je pobrano. Archeolodzy zapominają często, że obecność wypełniska jamy świadczy o ustaniu jej funkcji; obrazowo mówiąc – dziury w ziemi już nie było, bo była zasypana. Próbka ze stropu takiego zasypiska wskazuje wyłącznie moment, w którym jama nie była już jamą (czyli terminus ante quem). I tutaj czas na pytanie fundamentalne: co więc datują próbki ze Stonehenge?

    pozdrawiam Autora :)

    ps. pomysł z jamami (czyli po prostu dziurami w ziemi?), w których po kilkuset latach od ich wykopania ktoś ustawił kamienie, wydaje mi się nieco… karkołomny…

  2. pomysł z jamami (czyli po prostu dziurami w ziemi?), w których po kilkuset latach od ich wykopania ktoś ustawił kamienie, wydaje mi się nieco… karkołomny…

    W tym wypadku niekoniecznie karkołomny. Jamy Aubreya to nie są zwykłe dziury. Miały dla twórców Stonehenge jakieś znaczenie kultowe. Możliwe że były wiele razy zasypywane i odkopywane. Sugerowano też, że mogły w nich tkwić drewniane pale. Ich zastąpienie głazami w którymś momencie nie jest chyba karkołomne.

  3. @homo_lupus

    >>niemniej “śmierć” drzewa będącego źródłem opału i śmierć człowieka (oraz jego pogrzeb) to wydarzenia niekoniecznie bliskie sobie czasowo.

    1. dlaczego śmierć drzewa w cudzysłowiu? Koniec osobniczego życia jakiegokolwiek organizmu nazywamy śmiercią.
    2. Wydaje mi się, że przy tej „rozdzielczości obrazu” różnica między datą śmierci drzewa a datą śmierci spalonego denata jest nieistotna. Nie sądzisz chyba, że drewno na stos po ścięciu drzewa przechowywano przez setki lat?

  4. W Göbekli Tepe też (lub odwrotnie) są pewne kamienne pozostałości, słupy, kto wie, może i tu i tu, są to pozostałości po starożytnych jakichś budowlach. a myje nazywamy kregami, bo dziś nimi są :)

  5. Moim skromnym zdaniem, Stonehenge było świątynią,
    tak, jak zakładano wcześniej. Zdania nie zmienię.
    Bowiem coś od środka mówi mi, że tak właśnie było.

  6. @eptesicus
    Pociągnę myśl homo_lupusa, bo nieczęsto zdarza mi się czytać tak rozsądne wypowiedzi na temat stratygrafii. Nie wiem jak to było ze stosami pogrzebowymi. Sposób i rodzaj drewna w nich wykorzystywanego mógł być bowiem regulowany przepisami kultowymi. Jednak w większości wypadków, wtórne użycie drewna jest w dawnych epokach pewną normą. Domy wznoszono na terenach nadmorskich z wykorzystaniem drewna ze zniszczonych statków. Studnie budowano z drewna z rozebranych domostw. Palono drewnem z rozbieranych konstrukcji. Drewno mogło być przetrzymywane całymi latami.

    @Wojciechu
    O ile jam w pewnym momencie nie powiększono znacząco, to w ich wypełniskach powinny zachować się ślady tego rozkopywania i ponownego zasypywania. A i kamienie mogły rzeczywiście pojawić się w nich wtórnie. Czemu nie? Problem w tym, że możliwości archeologicznej rejestracji pewnych zjawisk i procesów są szalenie niedoskonałe…

  7. @ Gunther

    Twierdzenia o możliwym wielokrtonym rozkopywaniu i zasypywaniu powstały właśnie w oparciu badania archeologiczne. Jednak były one prowadzone głównie w latach 20. XX wiekuu, no i zbadano tylko część jam, więc nie jest to traktowane jako pewnik.

  8. @pawelbetkowski

    mocny argument, LOL ;-)

  9. Świątynia? to może później, najpierw na równinie wytyczono spore koło, jego obwód podzielono na 7 x 8 czyli 56 odcinków*. Ich końce zaznaczono wkopanymi masztami czy drągami. Stojąc dokładnie w środku – można było określić miejsce wschodu księżyca czy słońca z dokładnością do 2 – 3 stopni, wg współczesnej miary. (maszty wyznaczały odległości co niecałe 7 stopni, więc wprawny obserwator mógł z łatwością ocenić, czy punkt wschodu jest po środku, czy bliżej któregoś z masztów).
    */ 8 to główne i pośrednie kierunki stron świata, a 7 to liczba magiczna od najdawniejszych czasów.
    A teraz moja teoria: po iluś tam latach – użytkownikom znudziło się wymienianie drągów, i uznali, że lepiej spiszą się kamienie, także umieszczone w tych punktach. Ale kamienie są dość szerokie brak mi danych pod jakim kątem były widoczne z centrum), więc myślę, że ten nowy krąg mógł wyglądać dla obserwatorów tak, jak listwy wodowskazów malowane w paski czarne i białe.
    Wreszcie, znów po iluś tam latach stwierdzono, że równie dokładne, a może i dokładniejsze obserwacje można robić w mniejszym kręgu, ale nieco zmieniając punkt w którym ma stać obserwator, (pod różnymi trylitami) i stąd obecny układ kamieni.
    Teoria cmentarzyska wydaje mi się mało prawdopodobna – kiedyś podano zdaje się 200 pochówków na 500 lat – to całkiem mały wiejski cmentarzyk ma lepsze wyniki.
    A czy świątynia? może dla późniejszej ludności, która nie znała właściwej funkcji obserwatorium.
    W każdym razie sądzę, że wyniki cząstkowe, ogłoszone przez profesorów Darwilla i Weinwrighta jak na razie niczego nie przesądzają.

  10. @ Cyprian Vaxo
    Około 240 znalezionych, a nie przekopano całego kręgu. Tak małą liczbę tłumaczy się tym, że było to cmentarzysko dla elity, coś w stylu mauzoleum.

  11. @Cyprian
    Czyli zaczęło się od nauki, a później zeszło na psy… tfu… na religię?
    Chyba Ci nie wierzę. Nie znam takiej „przed-nowoczesnej” społeczności, w której obserwacjom nieba nie nadawano jakiegoś religijnego znaczenia.

  12. Guntherze – jedno nie wyklucza drugiego, pierwsi twórcy obserwatorium mieli jakiś system wierzeń, a wyniki obserwacji zapewne były do czegoś potrzebne, a może i niezbędne, gdyż podjęli trud wybudowania, i bardzo pracochłonnego przerabiania Stonhenge. Sami – powiedzmy – kapłani mogli to widzieć inaczej, natomiast inni ludzie widzieli w obserwacjach zapewne obrzędy religijne, i dla nich budowla stała się świątynią.
    Zresztą – to są hipotezy, o ile przy pierwszej, czyli przy wykorzystaniu kręgu jam Aubreya jako miernika kierunków można się upierać, to dalsze teorie mają już słabsze podstawy.

  13. Gunther, ale zauważ, że większość podań religijnych miała czysto praktyczne znaczenie, puźniej zamienia się w symbolikę uosabia itp. dla tego te najwcześniejsze nam ludy miały dosłowne odniesienia do swoich obiektów, tu np słońca, czy księżyca, a potem pojawiały się heliosy mitry, czy inne bóstwa, z wiekami coraz to bardziej personifikowane. wiem, to moje spekulacje, ale ja tak to widzę, dla mnie religie to mitologizacja rytuałów z wcześniejszych wieków, mających na celu zachowanie cennych informacji. A takimi były, właściwie bezcenne, czas siewów, czy zbioru plonów, kiedy mogła wylac rzeka, a kiedy można było się spodziewać suszy.

  14. widzę, że od interpretacji C14 do religioznawstwa ledwie dwa kroki ;)
    @ zdziwiony
    nie bardzo rozumiem to:
    „większość podań religijnych miała czysto praktyczne znaczenie”

    Osobiście zaryzykowałbym stwierdzenie odwrotne – trudno znaleźć w tzw. kulturach pierwotnych działanie praktyczne, które nie miałoby swojego wymiaru aspektu) w sferze sacrum. Ciekawym ćwiczeniem jest przyjrzenie się pod tym kątem choćby naszej kulturze ludowej; idąc tutaj na atrakcyjną łatwiznę – proszę spojrzeć okiem antropologa na „Konopielkę”…

    i tego też nie rozumiem:
    „religie to mitologizacja rytuałów z wcześniejszych wieków, mających na celu zachowanie cennych informacji”. „Religia”, „mit” i „rytuał” w jednym zdaniu to chyba trochę za dużo… ;)

    @ Gunther – dziękuję za przekonujące uzupełnienie postu :)

  15. homo_lupus, może za dużo, maże i za mało napisałem. to tylko mój luźny pogląd. tak, uważam że “religie to mitologizacja rytuałów z wcześniejszych wieków, mających na celu zachowanie cennych informacji”.
    kiedyś nie posiadano pisma i ludzie starali się w możliwy dostępny sposób zachować posiadaną wiedzę, czyli za pomocą rytuałów, kamiennych konstrukcji, malunków, czy rytuałów. przeradzanie się metod utrwalania informacji w religię nazwałem mitologizacją rytuałów. tak ja to widze i opisuję.

  16. @zdziwiony

    Możesz mieć dużo racji w kwestii rytualizacji konkretnej wiedzy jako sposobie jej przekazu. W dawnych czasach nie było systemu powszechnej edukacji i zdobywanie wiedzy odbywało się poprzez mechanizm bezpośredniego przekazywania wiedzy (mistrz-uczeń). W dodatku nie jest wcale pewne, czy istniały dostatecznie zaawansowane sposoby przekazu symbolicznego, by można było mówić o przekazywaniu wiedzy poprzez abstracje. Nie tylko nie było pisma (to wiemy), ale też mogło nawet być odpowiednich (nazwanych i powszechnie zrozumiałych) pojęć abstrakcyjnych opisujących konkretną wiedzę. Bezpośrednia obserwacja (i uczestnictwo) przez ucznia mogła być istotnym elementem procesu opanowywania zaawansowanej wiedzy. Jeśli z jakiegoś powodu mistrz nie przekazał uczniowi całej swojej wiedzy o danym temacie, to ten ostatni musiał sobie „dośpiewać” resztę. I w konkretnych przypadkach mógł powtórzyć ciąg działań prowadzący do zamierzonego celu bez wiedzy o istocie zjawiska. Sam też nie był w stanie przekazać swoim następcom nic ponad „przepis empiryczny”. W ten sposób powstawał rytuał.

  17. Ja sądzę, że następuje proces całkowicie odwrotny – to raczej człowiek nowoczesny „racjonalizuje” pewne religijne wymogi. Z rozmaitych powodów: niekiedy w imię źle pojętej apologetyki, innym razem z romantycznego uwielbienia przeszłości. Musimy sobie bowiem jakoś wytłumaczyć dlaczego np. Żydzi nie jedzą wieprzowiny (bo niezdrowa i szybko się psuje w tamtym klimacie, co zapewne oznacza, że wołowina się nie psuje). W kulturach „przednowoczesnych” wszystkim działaniom nadawano znaczenie sakralne, magiczne, symboliczne etc. Zresztą nawet my, tacy rozsądni i światli zachowaliśmy cały zestaw takich rytuałów i zwyczajów. Wiecie chociaż czemu nie podajemy sobie ręki przez próg i czemu pan młody, wnosi swoją świeżo poślubioną małżonkę do domu na rękach? Gdybyście przestudiowali znaczenie jakie domostwu i progowi nadawano w kulturze tradycyjnej to znalibyście przyczyny. Wcale nie racjonalne. Myślenie kategoriami mądrych, „nowoczesnych” kapłanów, którzy ciemnemu ludowi opowiadali mity by wyjaśnić zaćmienie słońca było dobre w czasach Bolesława Prusa. Dzisiaj świadczy o niepoprawnym romantyzmie… Racjonalizm to wymysł oświecenia.

  18. @ Gunther

    Twój post może być całkiem dobrym punktem wyjścia do rozważań nad upadkiem kultury w świecie współczesnym – upadkiem, którego wyznacznikiem jest brak zrozumienia treści wykonywanych gestów i zachowań. Pisząc więc:

    „…nawet my, tacy rozsądni i światli zachowaliśmy cały zestaw takich rytuałów i zwyczajów”

    masz rację i jednocześnie jej nie masz. Z jednej bowiem strony wielu zdziwiłoby się dowiedziawszy, jak często ich zachowania podszyte są magią i symbolizmem. Z drugiej strony – jeśli nie mają tego świadomości, to są to już tylko puste gesty – forma, której treść przestała być społecznie zrozumiała…

    pozdrawiam antropologicznie ;)

  19. @homo_lupus
    Sądzę, że to co napisałem nie kłóci się z Twoim postem. Zgadzam się w 100% z tym, że obecnie są to mniej lub bardziej „puste” gesty – utrzymujące się siłą przyzwyczajenia, pozbawione swoich pierwotnych treści.
    Z drugiej strony zadziwia mnie jak wiele przesądów i magii nadal żyje w naszym „racjonalnym” świecie. Z trzeciej strony jest to w końcu świat ponowoczesny… Cokolwiek to oznacza…

  20. @Gunthar

    Proszę bardzo, niech tak będzie, ale piszesz o tendencji współczesnej jakby obowiązywała od zawsze. Jeśli tak by miało być, to w chwili powstania naszego gatunku wszystko powinno być religijno-magiczne, a potem to już tylko odwrót. Ma to sens?

  21. @europitek
    „Ma to sens?”
    Nie ma. Nic takiego nie napisałem.

  22. Zatem tendencje mogły być różne w różnych epokach?

  23. Tak na prawdę mogę wypowiadać się o szeroko rozumianej „kulturze europejskiej” i okresie oświetlonym przez źródła pisane. Przełomem było tu oświecenie i racjonalizm: Kartezjusz, Wolter, encyklopedyści i cała reszta. Później Kant, Darwin, Marx… Można by wymieniać nazwisk wiele. W każdym razie nasz sposób myślenia o świecie zmienił się. Może rację ma K. Modzelewski zauważając, że to chrystianizacja zmieniła sposób myślenia, wprowadzając niechcący rozdział między sacrum i profanum. Rozdział wcześniej nieznany. W każdym razie ostatecznie nastąpiło przejście od świata kolektywistycznego i „pogrążonego w sacrum”, do współczesnego, zindywidualizowanego, w którym sacrum oddzielone jest od „życia” i stało się prywatną sprawą jednostki o której publicznie się nie dyskutuje.

  24. Wojciechu!
    Pewnie już zauważyłeś dzisiejszą wiadomość z Onetu:
    Niesamowite znalezisko w Stonehenge
    Stonehenge AFP
    Archeolodzy odkryli w Stonehenge grób sprzed około 3000 lat, zawierający szczątki dziecka pochowanego razem z zabawką – figurką przedstawiającą jeża – donosi serwis internetowy „Daily Mail”.
    Odkrycia dokonano podczas prac wykopaliskowych, prowadzonych po zachodniej stronie zewnętrznego wału ziemnego, otaczającego zespół stojących kamieni megalitycznej budowli Stonehenge w hrabstwie Wiltshire w południowej Anglii.
    Naukowcy odnaleźli na stanowisku grób 3-letniego dziecka z czasów późnej epoki brązu lub wczesnej epoki żelaza.
    Obok ułożonych na boku szczątków archeolodzy odnaleźli wyrzeźbioną z bloku kredy figurkę przedstawiającą jeża, która prawdopodobnie była zabawką należącą do zmarłego dziecka.
    Jak poinformował dr Joshua Pollard, jeśli identyfikacja znaleziska jest prawidłowa, to prehistoryczna zabawka jest najstarszym przedmiotem przedstawiającym jeża, odnalezionym w Wielkiej Brytanii. Według archeologa Dennisa Price’a, nic nie wiadomo o tym, by w tradycji pogańskiej nadawano jakieś szczególne znaczenie postaci jeża. Znalezisko jest więc kolejnym unikalnym i zaskakującym aspektem historii Stonehenge – jednej z najstarszych i najbardziej znanych prehistorycznych budowli na Ziemi.
    Kamienie z epoki ćpania – czytaj w Kiosku!
    (ostatniego zdania nie komentuję)

  25. Widziałem to chyba z dwa dni temu, ale po namyśle nie dałem, bo ostatnio jest strasznie dużo tego Stonehenge i nawet ja już mam trochę go dość ;). W Daily Mail są zdjęcia tego jeża http://www.dailymail.co.uk/news/article-1073210/Prehistoric-child-discovered-buried-toy-hedgehog-Stonehenge.html

    Samo znalezisko zapewne w ogóle nie wzruszyłoby Onetu, gdyby nie można było dać tytułu „Niesamowite znalezisko w Stonehenge”, by zapewnić sobie kliknięcia ;).

  26. Hehe, mam nadzieję, e to fantazje onetu są, co skomentuję:
    ” Według archeologa Dennisa Price’a, nic nie wiadomo o tym, by w tradycji pogańskiej nadawano jakieś szczególne znaczenie postaci jeża.”
    Najpierw podają, ze jeż, to zabawka (całkiem rozsądnie), a potem już wyskok w stylu , że nie znają obrzędku pogańskiego.
    No na jeża nietoperza, to już nie można dziecka z jego zabawką pochować ? :D

    Gunterze, biorąc pod uwagę to, że i dzisiaj ludzie mają od groma dziwnych przesądów, nie wątpię, że i kiedyś się w nich „taplano”. Nie po to kiedyś tworzono kalendarze, by dziś w nich doszukiwać się 2012 ;).

  27. Choroba jasna, gdyby nie podpis, że to jeż, nigdy bym nie pomyślał… Ach, ci archeolodzy…

  28. @ gunther,
    zwykle tak bywa, że większość archeologów odrzuca fałszywą skromność jako postawę, która nie przystoi Prawdziwym Odkrywcom… wtedy od „znaleziska zabawki w grobie dziecięcym” już tylko mały kroczek do stwierdzenia „Znalezisko to jest więc kolejnym unikalnym i zaskakującym aspektem historii Stonehenge” ;)
    No a reszta to już tylko „instynkt ojcowski”, który nie pozwoli skrzywdzić własnej, ukochanej interpretacji ;))))

  29. właśnie, skąd pewność że to jeż? Wydaje mi się, że najwazniejszą cechą jeża są kolce :-)

  30. Z jeża ma tylko ogólny kształt i pyszczek (ten jest najbardziej przekonujący dla mnie), a kolce … może były kłopoty z wyrzeźbieniem i je pominięto w fazie twórczej, albo dziecko z ADHD je połamało ;)

  31. Goude, dla mnie ten pyszczek jest najmniej przekonujący, Jeż ma szpiczasty w dół ryjek, to jest okrągły duży pyszczek, ja bym prędzej stawiał np. na bobra, o proszę:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bóbr_europejski

    i to znalezisko:

    :D

  32. ani chybi bóbr, ale bez ogona, bo to również było za trudne

  33. Może to jakaś lokalna krzyżówka :D

  34. Dla mnie ciekawy jest sam materiał – wyrzeźbiono to w bloku kredy. Chyba dość rzadko używane w takim celu

  35. @glaudeBobrojeż.
    @homo_lupus
    Z moich obserwacji wynika, że skromność jest równie obca większości archeologów, jak umiejętność przyznania się do swojej niewiedzy. A jak nie wiadomo co to jest, to powinno być kultowe. Kultowy bobrojeż.
    Na plus zespołu badaczy ze Stonehenge należy zaznaczyć, że nie poszli atrakcyjną i łatwą drogą kultowości, lecz wybrali się w tajemnicze, acz trywialne ostępy zabawkarskie.
    Nawiasem mówiąc: jakże biedne były dzieci, które zamiast pluszowych jeży dostawały do kołyski kamienne…

  36. @ gunther
    masz 100% racji – kultowość to jest to, co tłumaczy wszystko: od jeża przez rów pośrodku osady i grodzisko bez śladów zabudowy po kawałek drewna, który – jeśli spojrzeć z boku – to prawie przypomina profil Woody Allena ;)))

    Pozdrawiam :)

    ps. można powiedzieć, że dzieciństwo tym dzieciom szło jak po grudzie, a nawet po kamieniach ;) I jak tu się dziwić, że ewolucja kulturowa postępowała tak nieśpiesznie? ;))))))

  37. A najśmieszniej by było, gdyby to był kawałek kredy służący dziecku do rysowania i z czasem zaczął przybierać jakąś formę- po czym został już świadomie ukształtowany na podobieństwo bobrojeża (dzieci mają olbrzymią fantazję twórczą) :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s