Owady wykończyły dinozaury?
Chmary komarów, wszy i innych żywiących się krwią owadów znacznie przyczyniły się do zagłady dinozaurów - twierdzą w książce “What Bugged the Dinosaurs? Insects, Disease and Death in the Cretaceous” George i Roberta Poinar. Bronią, która pozwoliła malutkim owadom pokonać największe zwierzęta lądowe w dziejach Ziemi, były choroby zakaźne, np. malaria i leiszmanioza.
Państwo Poinar uważają, że uderzeniem meteorytu nie da się w zadowalający sposób wyjaśnić zagłady dinozaurów, która w rzeczywistości była długim procesem trwającym być może nawet kilka milionów lat. Dlatego właśnie oskarżają owady o współudział.

Na poparcie swojego oskarżenia państwo Poinar przedstawiają oczywiście dowody. W ciałach owadów z epoki dinozaurów, które zachowały się zamknięte w bursztynie, natrafili na drobnoustroje wywołujące malarię i leiszmaniozę. W odchodach dinozaurów znaleźli zaś przenoszone przez owadzich krwiopijców organizmy odpowiadające za dyzenterię i inne choroby układu pokarmowego.
Zdaniem Poinarów pod koniec epoki dinozaurów owady dopiero zaczynały przenosić powodujące choroby drobnoustroje. Organizmy dinozaurów nie były więc przystosowane do nowego zagrożenia i wielkie gady zaczęły masowo umierać na przenoszone przez owady choroby.
Wzrastająca w tamtym czasie liczba owadów miała również swój wpływ na świat roślin - przekonują Poinarowie. Coraz więcej terenów zajmowały zapylane przez owady rośliny kwiatowe (okrytonasienne). Ubywało za to paproci, sagowców i innych roślin nagonasiennych, które przez miliony lat stanowiły główne pożywienie dinozaurów.
Państwo Poinar od lat badają rośliny i zwierzęta uwięzione w bursztynie. Ich praca miała m.in. wpływ na powstanie filmu “Park jurajski”, w którym odtwarzano dinozaury z DNA uzyskanego z ich krwi znalezionej w tkwiących w bursztynie komarach.
Na podstawie informacji prasowej Oregon State University.

Moment, a skąd te drobnoustroje się brały w owadach? Chyba z już zarażonych osobników, tak więc twierdzenie, że dinozaury wykończyły nowe, obce im choroby roznoszone przez owady, jest trochę za daleko posunięte.
“Państwo Poinar uważają, że uderzeniem meteorytu nie da się w zadowalający sposób wyjaśnić zagłady dinozaurów, która w rzeczywistości była długim procesem trwającym być może nawet kilka milionów lat.” - tym bardziej malaria i leiszmanioza nie wyjasniaja tej zaglady. Przeciez ten wirus zabijal by szybciej niz trwa dlugosc zycia jednego pokolenia dinozaurow.
“Organizmy dinozaurów nie były więc przystosowane do nowego zagrożenia i wielkie gady zaczęły masowo umierać na przenoszone przez owady choroby.” - a co z przeciwcialami w organizmach dinozaurow??? U ludzi (nie wiem czy to trafny przyklad), wystepuje czasem odpornosc wrodzona na malarie lub nabyta, gdy przebywa sie dlugo na malarycznym terenie.
“Coraz więcej terenów zajmowały zapylane przez owady rośliny kwiatowe (okrytonasienne). Ubywało za to paproci, sagowców i innych roślin nagonasiennych, które przez miliony lat stanowiły główne pożywienie dinozaurów.” - w wyniku ewolucji powstało wiele gatunków dinozaurów odżywiających się różnymi rodzajami roślin. Poza tym zostja jescze mieso i padlinozercy.
Owady mogły doprowadzić do rozniesienia chorób, które wcześniej występowały np. tylko na niewielkim obszarze albo nękały tylko jeden gatunek. Poruszające się dotąd na piechotę drobnoustroje dostały samoloty (np. komary) i autokary (np. kleszcze), które dowoziły je prosto do niebronionych organizmów, gdzie mogły do woli buszować.
“Moment, a skąd te drobnoustroje się brały w owadach?” - pewnie to wina podstepnych ssakow. :)
“Poruszające się dotąd na piechotę drobnoustroje dostały samoloty (np. komary) i autokary (np. kleszcze), które dowoziły je prosto do niebronionych organizmów, gdzie mogły do woli buszować.” - to mozna by porownac do emidemii dzumy w sredniowiecznej Europie, przed ktora nie bylo zadnej obrony, ktora rozprzestrzeniala sie we wszystkie storny. Jednak 1/3 populacji europy przetrwala.
Dinozaury jako organizmy zywe z wlasnym ukladem odpornosciowym napewno mialy podobna szanse.
Seba, choroby nie uderzyły zapewne jednocześnie na całej planecie i nie zawsze kończyły się śmiercią zwierzęcia. Wyrażnie piszę, że według Poinarich miały udział w zagładzie, a nie były jej jedyną przyczyną. Skąd niby dinozaury miały mieć przeciwciała, jak wcześniej się z chorobą nie zetknęły? “Poza tym zostja jescze mieso i padlinozercy.” A skąd to mięso, jak padną roślinożercy? Łańcuch pokarmowy złożony z samych mięsożerców raczej długo nie pociągnie.
Poinari od wielu lat badają życie z epoki dinozaurów i są jednymi z jego najlepszych znawców, a ty krytykujesz z taką beztroską jakby to była koncepcja Bartusia z gimnazjum.
“Dinozaury jako organizmy zywe z wlasnym ukladem odpornosciowym napewno mialy podobna szanse.” Toteż Poinari nie twierdzą, że to jedyna przyczyna.
“Poinari od wielu lat badają życie z epoki dinozaurów i są jednymi z jego najlepszych znawców, a ty krytykujesz z taką beztroską jakby to była koncepcja Bartusia z gimnazjum.” - zawsze mialem podejscie krytczne do jakichkolwiek zrodel informacji. Z drugiej strony Wojciech, czemu ty podchodzisz tak bezkrytycznie do tego co pisza?
“a serious disease still today, one that can infect both reptiles and humans.” - twierdza, ze obie choroby wystepuja dzis i infekuja miedzy innymi gady. Wiec jednak jakies gady przetrwaly i sobie poradzily, tylko te najwieksze wyginely.
Napisane jest w artykule, ze po milionach lat ssaki, ptaki i gady wytworzyly w koncu jakas obrone (immunologiczna).
Zostaja jescze duze gady wodne czy morskie, ktorych malaria chyba nie dosiegla. Ryby, ssaki, wielkie gady oceaniczne czy z malych srodladowych zbirnikow wodnych, mogly byc pozywieniem dla malych i sredniej wielkosci ladowych dinozaurow drapieznych, ktore mogly przetrwac dluzej od roslinozercow, nawet setki tysiecy lat.
Taka roznica powinna byc widoczna w materiale kopalnym.
Poza tym tereny malaryczne sa gorace i wilgotne. Podobno po uderzeniu meteorytu nastapila zmiana klimatu, ktroy stal sie chlodniejszy i suchy.
Ta teoria jest bardzo ciekawa ale jakos mnie nie przekonuje.
na marginesie: wypraszam sobie tego bartusia.
Wojciech, co mają kleszcze i inne roztocza z owadami wspólnego? Czy Poinar piszą cokolwiek o szybkiej specjacji i zwiększeniu liczebności kleszczy i innych hematofagicznych roztoczy w tym okresie, czy też wyraźnie piszą o OWADACH? Chyba raczej o owadach (np. muchówkach), skoro później gładko przeskakują do koewolucji owadów i roślin kwiatowych?
1. ” skąd te drobnoustroje się brały w owadach? Chyba z już zarażonych osobników, tak więc twierdzenie, że dinozaury wykończyły nowe, obce im choroby roznoszone przez owady jest za daleko posunięte”. A dlaczego niby? Epidemie koszące masowo ludzi są najczęściej odzwierzęce - to często ZUPEŁNIE nowe szczepy wirusów czy bakterii, które mutują i PRZEKRACZAJĄ barierę międzygatunkową. Wówczas - zanim nowy żywiciel wykształci odporność specyficzną mija trochę czasu i epidemia zdąży poczynić spore spustoszenia w zainfekowanej populacji. W przypadku dinozaurów rezerwuarem mogły być np. ssaki albo inne (niedinozaurowe) gady, będące atrakcyjnym źródłem pokarmu dla hematofagicznych owadów.
2. [o zaniku sagowców i dominacji okrytonasiennych] “Poza tym zostja jescze mieso i padlinozercy”
Wielcy padlinożercy stracili rację bytu po wymarciu wielkich roślinożerców. A na ziemi NIE BYŁO wtedy innych wielkich roślinożerców lądowych poza dinozaurami. Co miał jeść T-rex w świecie bez zauropodów i hadrozaurów? Drobne ssaki? Żółwie? Płazy?
3. “emidemii dzumy w sredniowiecznej Europie, przed ktora nie bylo zadnej obrony, (…) Jednak 1/3 populacji europy przetrwala.
Dinozaury jako organizmy zywe z wlasnym ukladem odpornosciowym napewno mialy podobna szanse”. Ale jeśli na epidemię nałożyły się wielkoskalowe zmiany w ekosystemach (wymiana flory lądowej!), zmieniał się klimat i na końcu przypieprzyła w to wszystko asteroida - ich populacje mogły się załamać. Po prostu Poinari pokazują, że przyczyny mogły być LICZNE, a nie - jak to dzisiaj modne - JEDNA.
4. “Poinari od wielu lat badają życie z epoki dinozaurów i są jednymi z jego najlepszych znawców, a ty krytykujesz z taką beztroską jakby to była koncepcja Bartusia z gimnazjum”. To nie jest argument merytoryczny. Kiedyś na Twoim blogu obaliliśmy koncepcję jakiegoś wybitnego australijskiego archeologa (?) nt. początku rolnictwa u ludzi ;-) Pytanie nie czy dany badacz jest wybitny, tylko czy dobrze udokumentował swoje tezy.
swoją drogą hipoteza uderzenia meteorytu, wydawałoby się tak ewidentnie udokumentowana, może wcale nie być tak oczywista, mimo że dowody, wydawałoby się, aż krzyczą (bo warstewka irydu na granicy K/T, bo poniżej dinozaury, powyżej nie, po powyżej 60% fauny, w tym morskiej (a więc bez związku z chorobami dinozaurów ;-)), całkowicie wymarło…). Hipotezę tę krytykuje np. jeden z najwybitniejszych polskich paleontologów, prof. Dzik i żeby to obalić, stosuje całkiem zgrabną konstrukcję myślową. Zwraca uwagę na to, że warstewka irydu nie musiała być rzeczywiście spowodowana gwałtownym wzrostem jego depozycji. Jeśli bowiem NAJPIERW (a nie jak w hipotezie meteorytu - na skutek) zmian klimatycznych doszło do drastycznego (ale rozciągniętego na tysiące albo miliony lat!) zmniejszenia produkcji pierwotnej w morzach, zmniejszyła się też “gwałtownie” sedymentacja osadów na dnie morskim - bo coraz mniej tych wszysykich planktonowych glonów i pierwotniaków z wapiennymi pancerzykami (kokkolity, otwornice, promienice itp.). Pył meteorytowy z irydem opada stale na naszą planetę, ale w stukrotnie mniejszej objętości osadu zagęszczenie tego pyłu będzie jednak stukrotnie większe przy takiej samej depozycji. Taką teorię promuje Dzik między innymi w (z innych przyczyn znakomitym) podręczniku “Dzieje życia na Ziemi”. Nie wiem jednak na ile ta teza jest do utrzymania, czy nie jest to dziwactwo starzejącego się profesora, pragnącego zaslynąć jako “heretyk” obalający powszechnie uznane teorie i odświeżający naukę.
“Co miał jeść T-rex w świecie bez zauropodów i hadrozaurów? Drobne ssaki? Żółwie? Płazy?” - T.Rex i inne miesozerne giganty mogly wyginac ale co z welociraptorem czy innymi gadzimi drapieznikami jego wielkosci?! Pozostaja jeszcze dinozaury wodne na ktore malaria czy leiszmanioza mialy niewielki wplyw.
“Pozostaja jeszcze dinozaury wodne” - tzn. morskie lub oceaniczne
@Eptesicusie
W tekście, z którego korzystałem, piszą i mówią o owadach (insects), ale w wyliczance odpowiedzialnych zwierzaków w środku tekstu pojawiły się też roztocza i kleszcze (mites, ticks), a ja po prostu zapomniałem, że to pajęczaki. Wywalam je, bo oprócz tej wyliczanki nie ma innej wzmianki.
Mnie też komary zabijają;)
A w kwestii wymarcia dinozaurów, jako genialny naukowiec…, mam swoją hipotezę. Myślę, że dinozaury wyginęły - powoli (przez miliony lat mogą powstać i zniknąć gatunki) - dlatego, że nie wytrzymały konkurencji z innymi zwierzętami.
Meteor - na chłopski rozum:)- powinien zabić w góra kilka miesięcy, a nie przez miliony lat.
Jeśli spojrzymy na historię ziemi, to zauważymy, że liczba gatunków dużych zwierząt cały czas spadała. Pomijając okres tworzenia pierwszych form życia. Ostatnie duże - mamuty itp. - wyginęły już za czasów człowieka.
Mniejsze (inteligentniejsze?) lepiej przystosowane zwierzęta odebrały pokarm lub dosłownie pozabijały dinozaury. Być może najpierw dinozaury-drapieżnicy wytrzebiły dinozaury-roślinożerców, a potem padły bo raz, że nie miały łatwej, wielkiej zwierzyny, dwa, bo trudne do upolowania mniejsze same stały się drapieżcami.
@seba
“.Rex i inne miesozerne giganty mogly wyginac ale co z welociraptorem czy innymi gadzimi drapieznikami jego wielkosci?! Pozostaja jeszcze dinozaury wodne”
1. Dlatego cały czas mówi się o JEDNEJ Z WIELU PRZYCZYN wyginiecia, być może jest to splot zdarzeń, a meteoryt to przypieczętował. Zwłaszcza, że dinozaury wymierały już długi czas przed ostatecznym upadkiem, zaś pod koniec kredy ich skamieniałości są bodaj notowane już tylko z jednego obszaru, odpowiadającego dziś Ameryce Północnej. W “okresie świetności” dinozaurów ziemia nie miała nawet czap polarnych, przechodziła okres super optymalnego, ciepłego i wilgotnego klimatu, ale pod koniec kredy już się ochładzał.
Uwaga techniczna: NIE BYŁO ŻADNYCH MORSKICH DINOZAURÓW. Były mozazaury, ichtiozaury, plezjozaury itp., to zupełnie inne, niespokrewnione grupy gadów (w tradycyjnym ujęciu systematycznym).
Ale rzeczywiście - zawsze hipoteza impaktu meteorytowego zawsze wydawała mi się najbardziej trafna właśnie dlatego, że wyjaśniała CAŁE wymieranie na styku kredy i trzeciorzędu. A wtedy wymarły i dinozaury i wielkie gady morskie i bogata morska fauna bezkręgowców z całą grupą amonitów na czele i plankton, w sumie ponad 60% gatunków. A hipotezy odnośnie dinozaurów tłumaczą tylko wymarcie dinozaurów.
@telesfor szuwarek
1. >>”Myślę, że dinozaury wyginęły - powoli dlatego, że nie wytrzymały konkurencji z innymi zwierzętami. Meteor - na chłopski rozum:)- powinien zabić w góra kilka miesięcy, a nie przez miliony lat”
primo - tego nie wiemy. Owszem, zanik dinozaurów już trwał, ale granica K/T jest bardzo cienka i nie wiemy czy ta ciemna warstewka powyżej której nie ma już żadnego dinozaura ani amonita dotyczy kilku lat lub kilkunastu lat, a może znacznie dłuższego okresu (np. miliona lat). Tempo odkładania się osadów na dnie morza i co za tym idzie tempo powstawania skał osadowych jest zmienne i jeśli bardzo spadło w tym okresie, ta cienka warstwa mogła tworzyć się milion lat, podczas gdy wcześniej w tym samym czasie mogł w takim czasie powstac metr litej skały wapiennej. Ale możliwe też, że naprawdę to trwało rok lub kilka lat - sprawa pozostaje nierozwiązana. Ale wielkie wymieranie na styku K/T jest FAKTEM.
Co do konkurencji - hipoteza chyba zupełnie błędna. W tamtych czasach nie było żadnych zwierząt mogących konkurować o ich nisze ekologiczne, ani też nie było ich długo PO wymarciu dinozaurów. Przez cały paleocen np. jedynymi wielkimi drapieżnikami lądowymi były biegające krokodyle i drapieżne (biegające) nielotne ptaki w grupy fororacydów, te ostatnie zresztą pojawiły się już po wymarciu teropodów (zgoda, że z małymi mogły konkurować, ale nie z T-rexem czy allozaurem). A roślinożerców które mogły by konkurować o niszę wielkich miłośników sałaty z zauropodami czy hadrozaurami nie było ani pod koniec kredy ani w paleocenie. Gdzie niby ci konkurenci co mieli wyprzeć dinozaury? Ssaki, które nie przekraczały zwykle rozmiarami szczura? O co miały konkurować, skoro zajmowały zupełnie różne nisze ekologiczne i dinozaurom nie wchodziły w drogę.
2.>>”Jeśli spojrzymy na historię ziemi, to zauważymy, że liczba gatunków dużych zwierząt cały czas spadała. Pomijając okres tworzenia pierwszych form życia. Ostatnie duże - mamuty itp. - wyginęły już za czasów człowieka”
nic bardziej mylnego, kolego. Historia życia to nie żaden gradualistyczny proces, tylko historia “wzlotów i upadków”. Pierwszymi “ogromnymi” kręgowcami lądowymi (zwłaszcza w permie) były płazy tarczogłowe, a potem kolejne grupy gadów z grupy Synapsida, skończywszy na wielkich terapsydach (gadach ssakokształtnych). Potem wszystkie one wymarły (jedna linia dała początek ssakom - znacznie mniejszym od terapsydowych przodków!), a nowa “dynastia” - gady z grupy Diapsida, z której wywodzą się dinozaury, krokodyle i ptaki. Rozmiary dinozaurów i innych gadów rosły, aż do niesamowitego gigantyzmu, dotyczyło to również kręgowców morskich i latających (pterozaur Quetzalcoatlus był największym latającym zwierzęciem historii). Potem wszystkie wymarły na styku K/T i przez długi czas na ziemi nie było dużych zwierząt poza krokodylami. Dominację na lądach przejęły ssaki, znowu ich rozmiary stopniowo rosły, na lądzie osiągając maksimum w trzeciorzędzie (wielkie bezrogie nosorożce, jak Baluchiterium).
Ale największe zwierzę wszechczasów, o największych wymiarach i masie, to “wynalazek” zupełnie współczesny. Nazywa się płetwal błękitny i żyje do dziś w morzach, a na półkuli południowej nawet dobrze się miewa. Nigdy wcześniej nie było nic równie wielkiego, ani w morzu ani na lądzie. Wcześniejsze wieloryby były znacznie mniejsze.
3.>>”Być może najpierw dinozaury-drapieżnicy wytrzebiły dinozaury-roślinożerców, a potem padły bo raz, że nie miały łatwej, wielkiej zwierzyny”
nic takiego chyba nie zdarzyło się nigdy w historii. Drapieżnik może wytępić ofiarę tylko wtedy, gdy dostanie się nagle na teren, gdzie ofiary nigdy z czymś takim do czynienia nie miały. W przypadku współwystępowania i wspólnej ewolucji (koewolucji), napędzany przez selekcję “wyścig zbrojeń” między ofiarą a drapieżcą zawsze chroni ofiary przed wytępieniem, a drapieżnika przed zużyciem swojej spiżarni. Zawsze znajdzie się ktoś na tyle szybki, żeby uciec i przekazać swoje geny potomkom, dzięki czemu nie wymrą roślinożercy, zawsze znajdzie się też ktoś wolniejszy o te kilka sekund, dzięki czemu niektóre drapieżniki przeżyją i z głodu nie zdechną. Dzieki prostej zasadzie doboru naturalnego równowaga w reakcjach antagonistycznych (takich jak drapieżnictwo)między gatunkami nie zostaje złamana (chyba że drapieżnik przedostanie się np. na wyspę, gdzie go wcześniej nie było i nie wywoływał wcześniej na swoje nowe ofiary presji selekcyjnej)
“Dzieki prostej zasadzie doboru naturalnego równowaga w reakcjach antagonistycznych (takich jak drapieżnictwo)między gatunkami nie zostaje złamana (chyba że drapieżnik przedostanie się np. na wyspę, gdzie go wcześniej nie było i nie wywoływał wcześniej na swoje nowe ofiary presji selekcyjnej)”
Albo drapieżnikiem tym będzie człowiek ;)
“Albo drapieżnikiem tym będzie człowiek ;)” - ale chyba nie w czasach dinozaurow?! :)
>>“Albo drapieżnikiem tym będzie człowiek ;)” - ale chyba nie w czasach dinozaurow?! :)
jak to nie? Według prof. G oczywiście że tak. Człowiek ten nazywał się Szewczyk Dratewka. Najpierw wyprostował członki mamutom, w rezultacie czego wszystkie zginęły, a potem zabił smoka wawelskiego, czyli jednego z ostatnich dinozaurów. Drugi smok uciekł aż do Chin, gdzie zaprzężono go do cesarskiej karocy. Tam widział go jeszcze Marco Polo, o czym właśnie prof. G. skwapliwie doniósł
“a potem zabił smoka wawelskiego, czyli jednego z ostatnich dinozaurów.” - ostatni smok gral jako Sean Connery w jakims filmie.
Dziękuję za wyczerpująca odpowiedź większego ode mnie speca natomiast mam kilka uwag.
- “wielkie zwierzęta” dzisiaj są obecne, ale żyją sobie “z boku”, nie dominują na planecie - nie liczebnie, oczywiście zależy jak mierzyć. Na lądzie mamy chyba tylko słonia i nosorożca.
- “drapieżnik-ofiara” w ewolucji. Skoro teoria ewolucji zakłada, że “wygrywa lepszy” to stoi to w przeciwieństwie do wspomnianej zasady “dostosowywania się do przeciwnika-nie ma wygranych”.
Załóżmy, że myszy walczą z kotami i w toku ewolucji wytworzyły wielkie zęby pozwalające zabić i zjeść kota. W odpowiedzi koty zbudowały pancerze itd. itd.
Te zwierzaki z kłami i pancerzami nie są już na pewno gatunkiem kota lub myszy, ale czymś nowym, słowem dwa poprzednie gatunki zginęły.
Nie zawsze też konkurencja musi polegać na zasadzie dwoistości lewica-prawica itp. Dlaczego nie mogą konkurować 3 gatunki? Albo 5? Wtedy układ robi się bardziej skomplikowany.
Do tego dochodzi zmienność środowiska itd. w efekcie np. szablastozębe myszy mogą być lepiej przystosowane do życia na mokradłach (w/na sawannie) niż koty pancernikowate. Koniec końców zostaje jeden.
Chcialbym tylko przypomniec iz panstwo Poinarowie sa od czasu do czasu kontrowersyjnymi naukowcami. Ich triumf w odzyskaniu DNA dinozaurow zachwanego w inkluzjach owadow w zywicach kopalnych nigdy sie nie zmaterializowal. Poza oczywiscie Parkiem Jurajskim a i tam proces ten pokazano uzywajac bursztynu z Dominikany ktory to ma zaledwie 16-18 milionow lat- czyli kiedy on powstawal dinozaury nie istnialy juz kilkadziesiat milionow lat! Nie jest to wina Poinarow oczywiscie, ale chocby taka ksiazka ich autorstwa o bursztynie Libanskim- roi sie od bledow merytorycznych. Czyli jest miejsce na poprawe;)))
No i jeszcze taki drobny aspekt o ktorym malo kto wspomina. Wiekszosc swojej pracy Poinar opiera na kredowej zywicy z Birmy (Myanmar) sprowadzanej w ostatnich latach przez kanadyjskiego przedsiebiorce. To bylo mozliwe poniewaz Kanada w odroznieniu od USA nie podpisala zakazu handlu Birmijskimi kamieniami szlachetnymi. Wiec amerykanin ochoczo rozwija sie naukowo uzywajac materialow ktorych nier powinien uzywac- chocby ze wzgledow moralnych. Oczywiscie obecnie po ostatnich zamieszkach w Birmie cala UE jak i Kanada zabronila jakichkolwiek transakcji z Birma, wiec doplyw nowych ilosci bursztynu z Birmy jest odciety na dobre.
@telesfor szuwarek
1. >>“wielkie zwierzęta” dzisiaj są obecne, ale żyją sobie “z boku”, nie dominują na planecie - nie liczebnie, oczywiście zależy jak mierzyć. Na lądzie mamy chyba tylko słonia i nosorożca”
tak, ale również po upadku dinozaurów prawie nie było “wielkich” kręgowców (megafauny) - i to zarówno w porównaniu z mezozoikiem, jak i z czasami obecnymi (dziś są znacznie większe ssaki niż w paleocenie). A potem znów zaczęły pojawiać się bardzo duże, tym razem już ssaki - znacznie większe (Baluchitherium, Brontotherium itp.), niż cokolwiek przed powstaniem dinozaurów. Tak więc o stopniowym zmniejszaniu się rozmiarów zwierząt jest fałszywa, były okresy z wielkimi zwierzakami i okresy bez wielkich zwierząt, teraz widocznie jest taki średni…
2. >>“drapieżnik-ofiara” w ewolucji. Skoro teoria ewolucji zakłada, że “wygrywa lepszy” to stoi to w przeciwieństwie do wspomnianej zasady “dostosowywania się do przeciwnika-nie ma wygranych”.
ale ta zasada nie dotyczy wyścigu zbrojeń między drapieżnikiem a ofiarą czy między żywicielem a pasożytem, gdyby tak było, życie na ziemi szybko by się skończyło. Zasada “survival of the fittest” (przeżycia najlepiej dostosowanego - jak ją nazwał Darwin) dotyczy “konkurencji” między drapieżnikami pod wpływem ograniczonej dostępności ofiar czy “konkurencji” między ofiarami wobec presji drapieżników (oczywiscie też wszystkich innych przypadków poddanych jakiejś presji selekcyjnej). To koty “walczą” ze sobą o to, kto przekaże geny następnemu pokoleniu (oczywiście nie mając pojęcia o istnieniu jakichkolwiek genów). Walka polega na tym, że “wygrywa najlepszy” - ten komu uda się złapać mysz i nie paść z głodu. A przegrywa ten kot który myszy nie złapie. Tak samo “walczą o byt” między sobą myszy. Wygrywają te, które są na tyle sprytne, że uciekną kotu i doczekają sie potomstwa. Przegrają te, które dadzą się zjeść. Ale przegrają z innymi myszami, nie z kotami. Drapieżnik i ofiara pełnią dla siebie rolę presji selekcyjnej (takiej samej jak powiedzmy zmieniający się klimat), ale “walka o byt” toczy się, wbrew potocznemu wyobrażeniu, w obrębie gatunku. “wielu jest powołanych, lecz niewielu wybranych” jak mówi Pismo ;-)) [oto Biblia jako dowód ewolucji ;-)))]
Oczywiscie, że środowisko ziemi nie jest stabilne, kontynenty dzielą się i łączą, powstają nowe pomosty lądowe, po których przechodzą na nowe ziemie gatunki zwierząt powstałe w zupełnie innych warunkach i wypierają lokalną faunę, która np. rozwijała się w warunkach zupełnie innej presji drapieżniczej, a i miejscowe drapieżniki nie są tak skuteczne jak nowi przybysze. W końcu tak pewnie skończyła się unikalna fauna Ameryki Północnej z trzeciorzędu. Powstał przesmyk panamski, przeszły po nim jaguary, pumy, tygrysy szablozębne, lamy, skunksy, szopy, tapiry i “zlikwidowały” ten cały dziwny świat z dziwacznymi kopytnymi typu Macrauchenia z szyją jak żyrafa i krótką trąbą na nosie, z notoungulatami i litopternami, z wyglądającym jak koń Tatherium, z gryzoniami wielkości nosorożca, świat w którym jedynymi drapieżnikami były wielkie, nielotne ptaki z hakowatym dziobem i łbem wielkości końskiego oraz torbacze wyglądające jak… tygrys szablozębny właśnie. Z tego świata zostały tylko niektóre amerykańskie gryzonie oraz leniwce, mrókojady i pancerniki. Tak więc równowaga w wyścigu zbrojeń może zostać rzeczywiście złamana (inaczej ewolucja popadłaby w stagnację), ale tylko w sytuacji kiedy środowisko się zmienia. Inaczej i ofiara i drapieżnik są coraz lepsi, dzięki “odsiewaniu cieniasów” w każdym spotkaniu.
chodzi jednak o to, że nic takiego nie miało miejsca w czasach dinozaurów. W zapisie kopalnym jest bardzo mało zwierząt, które mogłyby zagrozić dinozaurom jako ich wrogowie (drapieżniki), za wyjątkiem oczywiście samych dinozaurów dinozaurożernych i gigantycznych krokodyli, jak Sarcosuchus. Żadna z tych grup nie pojawiła się w okresie wymierania dinozaurów, ale znacznie wcześniej, ogromne krokodyle wymarły zresztą wraz z dinozaurami (nie po nich). Ale co ważniejsze, to całkowity brak zwierząt, które mogłyby konkurować z dinozaurami o ich nisze w okresie ich wymarcia. I to kładzie hipotezę, że “przegrały z kimś innymi”. Pierwsze ssaki dorównujące rozmiarami średnim i większym dinozaurom (jak wspominane po stokroć gigantyczne, bezrogie nosorożce typu Baluchitherium=Indricotherium) pojawiły się grubo, grubo po dinozaurach.
3. >>Te zwierzaki z kłami i pancerzami nie są już na pewno gatunkiem kota lub myszy, ale czymś nowym, słowem dwa poprzednie gatunki zginęły.
nie do końca. Jeśli biolodzy mówią o WYMARCIU gatunku, mają na myśli, że czyjaś linia, czyjaś gałązka na drzewie życia SKOŃCZYŁA SIĘ ŚLEPO, bezpotomnie. Bo też najczęściej specjacja zachodzi w ten sposób: od jednej gałązki (populacji) oddziela się CZĘŚĆ osobników i tworzy drugą gałązkę, a forma wyjściowa żyje jakiś czas równolegle z potomną, w końcu (już ślepo) wymierając. Ewolucja filetyczna (kiedy cała populacja jednego gatunku przechodzi w ciągu wielu pokoleń w coś innego) zdarza sie znacznie rzadziej, choć w tych nielicznych przypadkach ładnie widoczna jest w zapisie kopalnym. Ale jeśli mówimy o WYMARCIU, mamy na myśli wymarcie bezpotomne.
A jak z dinozaurami? Otóż nie ma żadnego śladu, żadnego dowodu, żeby “przekształciły się” w coś innego. Z wyjątkiem małych teropodów, od których prawdopodobnie pochodzą ptaki, wszystkie ich linie wymarły bezpotomnie.
4. >>Nie zawsze też konkurencja musi polegać na zasadzie dwoistości lewica-prawica itp. Dlaczego nie mogą konkurować 3 gatunki? Albo 5? Wtedy układ robi się bardziej skomplikowany.
oczywiście, zgoda, ale to nie zmienia generalnej zasady “przeżycia najlepiej dostosowanego”, wzajemnej presji selekcyjnej, ani wzajemnego dopasowania i wyścigu zbrojeń. bardziej skomplikowany ale na tych samych zasadach.